Hyyrrr, na niego!
W kontekście blogowych świętych wojen z ostatniego tygodnia (jak raczyła zauważyć Yaal -- sezon ogórkowy w pełni) oraz w duchu mojego własnego wpisu sprzed paru miesięcu i stosując się do rad tam zawartych -- prezentuję krótkie kazanie. Proszę powstać.
Jest zrozumiałe, że człowiek widząc jakieś bred... jakieś opinie z którymi się nie zgadza może zapałać chęcią opier... publicznego zwrócenia na ten fakt uwagi. Jego prawo i w konkretnych przypadkach jak najbardziej słuszna decyzja. Z małym zastrzeżeniem -- wygłaszając te swoje opinie starajcie się jednak robić lepsze wrażenie, niż osoba, którą krytykujecie. Albo chociaż starajcie się nie robić gorszego.
Najważniejsza kwestia -- wygłaszający opinię powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jego opinia jest mało ważna, mało kogo interesuje, a na dodatek prawie na pewno nie ma w niej nic odkrywczego (w końcu jesteśmy tylko bandą małp).
Co za tym idzie -- należy dołożyć wszelkich starań, by wyrażać się jasno, zwięźle, precyzyjnie i, kwestia najważniejsza -- z jak najmniejszą ilością powtórzeń. Dlaczego? Bo im więcej gadasz, tym mniejsza jest szansa, że gadasz coś ciekawego. Większość tej naszej blogosfery to maksymalnie dwudziestokilkuletnie podlotki, które choćby nie wiem jak się sprężały, nie dysponują jakąś większą ilością ciekawych przemyśleń. Czyli jeśli widzę po piętnaście twoich komentarzy w co drugim wpisie na dany temat, to jest to dla mnie jasny sygnał, że nie masz nic, ale to absolutnie nic ciekawego do powiedzenia.
Co oczywiście skutkuje tym, że stapiasz mi się w jedną całość z resztą twoich cierpiących na klawiaturowe ADHD towarzyszy.
Klucz do sukcesu -- krótko, zwięźle i na temat. Bez powtarzania. Tylko w ten sposób signal to noise ratio twoich wypowiedzi będzie na tyle wysoki, że jakaś większa ilość osób może pokusi się o zainteresowanie twoimi opiniami i zacznie cię w jakiś sposób dostrzegać w tłumie.
I drugi grzech -- brak umiaru. Człowieka inteligentnego poznać po tym, że wie jaka reakcja jest adekwatna do przewiny. Chcesz obalić czyjeś twierdzenia? Krótko, zwięźle, na temat i bez argumentów ad personam. Owe "twierdzenia" nawet obalenia nie godne, więc chcesz po prostu autorowi publicznie powiedzieć, że jest głupi? To zrób to w sposób humorystyczny, żaluzyjny, czy też jakikolwiek inny nie wprost (i nie mówię tu o stosowaniu rot13). Jeśli nie potrafisz, to siedź cicho, bo od przerzucania się mięsem, patosu z dramatyzmem i generowania flejmów opinia o tobie samym może wylądować jeszcze niżej, niż o osobie, którą chciałeś zdyskredytować.
Dziękuję za uwagę.

15 VII 2006 o 07:24:58
...Krótko, zwięźle i na temat: edycja przedostatniego akapitu by się przydała...
...pro publico bono napisałam komentarz, bowiem zestaw kluczy posiadam własny ;)
15 VII 2006 o 12:54:10
Przez ciekawość, czy Ty też przypadkiem nie jesteś "dwudziestokilkuletnim podlotkiem"? Więc skąd u Ciebie takie dojrzałe przemyślenia ;-)
A tak btw. "w prost" razem.
15 VII 2006 o 13:09:50
To co żeś tu wydefekował można ująć w jednej linijce.
15 VII 2006 o 14:59:30
"Klucz do sukcesu -- krótko, zwięźle i na temat."
Niekoniecznie, zalezy jak kto prowadzi danego bloga. Co, jesli bloga prowadzi jakis felietonosta? Albo jeszcze lepiej pisarz? Zobacz, ze drukowane felietony Pilipiuka czy Debskiego czyta sie bardzo przyjemnie, mimo ze nie pisza krotko i zwiezle, a czasem i nawet niezbyt na temat.
15 VII 2006 o 15:45:34
Jak widać na obrazku, najgorzej jest jak bloga prowadzi zapatrzony w siebie grafoman.
15 VII 2006 o 16:42:38
@Chavez, poniekąd rozumiem, bo też lubiłem czytać felietony, ale coraz częściej łapię się na tym, że jeśli autor nie przechodzi w ciągu kilku zdań do sedna, to zaczyna mnie to irytować (nie trawię artykułów w new york timesie, które zamiast owych kilku zdań mają przeważnie kilka akapitów takiej waty; wymiękam zazwyczaj dosyć szybko). Analogicznie jest z tymi panblogowymi dyskusjami -- przeczytam kilka osób, bo wiem, że mają względnie wysoki s/n ratio, natomiast jakakolwiek ciekawość odnośnie opinii ludzi, których nie rozpoznaję, jest skutecznie zabijana samą objętością tych wypowiedzi. Przecież ilość komentarzy do tych kilkunastu wpisów okołoriddlowych to teraz idzie w setki.
I uwaga do anonimów -- jak ktoś mi chce powiedzieć, że jestem głupi, to ja bym prosił nie tutaj.
15 VII 2006 o 21:41:55
Ale widzisz, to Tobie zmienily sie preferencje czytelnicze. Masz moze malo czasu, jestes znudzony sprawami okolotematycznimi. Ok, mozna to zrozumiec, szukasz specyficznych form literackich. Ale zeby podawac, iz tak trzeba pisac? Ja bym tak daleko nie szedl.
15 VII 2006 o 22:04:50
Rozumie się chyba samo przez się, że moje poglądy w tym względzie odzwierciedlają moje preferencje :)
Ale nawet abstrahując od tego co dla mnie jest wygodniejsze -- kilkanaście wpisów (już mniejsza o ich formę; patrz 'grzech drugi') na kontrowersyjny temat -- ok. Że jedni autorzy piszą bardziej, a inni mniej zwięźle -- taka ich uroda.
Natomiast ilość komentarzy, jaka została przy okazji wyprodukowana świadczy dla mnie jasno o tym, że część komentujących zbytnio się skupia na zakrzyczeniu przeciwnika, a za mało na zwykłym przedstawieniu swojej opinii (zapoznawać się z czyimiś opiniami mogę z większym lub mniejszym zainteresowaniem; wysłuchiwać czyichś pokrzykiwań mogę jak mi się bardzo, ale to bardzo nudzi).
Jeśli ktoś czuje się zobligowany do odpowiadania na każdy komentarz, który chociaż w najmniejszym stopniu 'mógłby' mieć z nim do czynienia, to powinien się nad tym zastanowić. Mocno.
15 VII 2006 o 22:38:50
Rozumiem, ze mam nie odpowiadac na komentarze? :)
Rozumiem, ze to Twoje preferencje. Po prostu sposob ich spisania sugeruje, ze to jest jedyna sluszna droga pisania, rozumiesz o co chodzi? Przynajmniej ja tak to odebralem. Ze trzeba pisac wg tych wytycznych, zeby bylo dobrze.
Drugi grzech to normalne w sieci. Mozna pokrzyczec bez zadnych negatywnych konsekwencji, wiec krzycza.