Czytać, czytać, czytać
Jakby to fajnie było, gdyby można było przygotować kompendium tekstów "Jak to przeczytasz, to będziesz bardzo mądry i będziesz bardzo dużo wiedział". Ale się nie da, a nawet jakby się dało, to wątpliwą moralnie (?) jest próba masowej produkcji intelektualnych klonów osoby odpowiedzialnej za dobór tekstów.
Żeby rzeczywiście dużo wiedzieć i mieć szerokie horyzonty trzeba po prostu dużo czytać. Trzeba znaleźć sobie źródła tekstów nie schodzących poniżej pewnego poziomu, po czym sukcesywnie się przez nie przedzierać. Jedne będą lepsze, inne gorsze, czasami trafi się perełka. Ale żadna osoba nie jest w stanie za nas dokonać tego wyboru. Oczywiście, powinniśmy się sugerować zdaniem odpowiednich ludzi, bo za dużo jest liter na świecie, żeby przeczytać wszystkie co do jednej, ale to od naszych doświadczeń, od naszego gustu (od tego jak sobie ów gust wyrobimy) zależy, które z przeczytanych tekstów uznamy za wartościowe i które wywrą na nas jakiś wpływ.
Tak, ja wiem, po raz kolejny odkrywam amerykę, ale... ale na tym właśnie polega piękno i przekleństwo uczenia -- to co wiesz ty jest tylko i wyłącznie twoją własnością. Ty tak naprawdę nie możesz mi tej wiedzy "przekazać". Ona jest tylko i wyłącznie w tobie. Możesz jedynie sprawić, żebym sam był w stanie odkryć coś podobnego do twojej wiedzy. Owszem, w moim odkryciu będą echa twojej wiedzy, ale to już nie będzie twoja wiedza. Ona będzie moja -- widziana moimi oczami, przesiana przez sito moich doświadczeń i mojego charakteru.
Chcę przez to powiedzieć, że jeśli tylko przeczytasz powyższy akapit, to do niczego ci się on tak naprawdę nie przyda. Nic się z niego nie dowiesz. Za pół godziny nawet nie będziesz pamiętał, że coś czytałeś.
Żeby rzeczywiście czegoś się z niego dowiedzieć, najlepiej, gdybyś w trakcie czytania był w stanie go odnieść do jakiś konkretnych swoich doświadczeń, gdyż dzięki temu miałbyś pewność, że zapamiętasz wnioski z niego płynące. W przypadku braku takich odniesień, musiałbyś przynajmniej trochę posiedzieć w spokoju i porozważać implikacje płynące z tego, co właśnie przeczytałeś. Ale efekt i tak pewnie byłby gorszy, niż w pierwszym przypadku. Cóż, człowiek tak już jest skonstruowany, że żeby rzeczywiście się czegoś nauczyć potrzebuje połączeń z czymś, co już przeżył -- czegoś, co nazywamy doświadczeniem.
I właśnie dlatego, drogi czytelniku, tak ważne jest dla mnie odkrywanie ameryki. Z każdą nową ameryką rzeczywiście czegoś się uczę. A ten wpis? On jest jednym ze sposobów zwiększenia szansy na to, że tę swoją naukę rzeczywiście zapamiętam na jakiś dłuższy czas.
(Nawiasem mówiąc -- powyższy tekst jest przykładem eseju, którego wnioski nie były mi jeszcze znane, gdy zabierałem się za jego pisanie. Innymi słowy pisząc pierwsze zdania w ogóle jeszcze nie byłem świadom tego kawałka o odkrywaniu ameryk.)
Przy okazji -- sensem pisania bezwzrokowego jest możliwość przekazywania "czystych" myśli bezpośrednio na elektroniczny papier. Nie trzeba świadomie skupiać się na klawiaturze, albo na literowaniu wyrazów, które się pisze. Po prostu myślę, palce mi chodzą, a na ekranie komputera w cudowny sposób pojawia się dokładnie to, o czym myślę. Bez żadnego dodatkowego wysiłku intelektualnego z mojej strony. Tak jak z mówieniem -- dzieje się to automatycznie.
Ale co z komunikacją w drugą stronę, tzn. czytaniem. Ja dużo czytam, a chciałbym jeszcze więcej, więc czytanie, erm, bezmyślowe (bezmyślne :) byłoby mi bardzo przydatne. Wiem, że są kursy szybkiego czytania, ale one są zoptymalizowane pod kątem martwych drzew. Ja nie chcę znać "technik" szybkiego czytania i obejmowania wzrokiem pięciu kartek A4 na raz, ja chcę po prostu być w stanie czytać bez przetwarzania w myślach każdego przeczytanego słowa. Trza będzie coś pogooglać.
(A, szkoła Jedi najprawdopodobniej zostaje zawieszona. Z przyczyn, hmm, niezależnych.)
25 VII 2006 o 01:22
Doskonałą techiką właśnie do zapamiętywania książek są mapy pamięci. Nawet tworzona na prędce podczas czytania profituje w przyszłości, bo nie muszę ewentualnie wertować książki w poszukiwaniu czegoś konkretnego, a by o samej książce nie zapomnieć wrzucam przeglądanie tych map, powiedzmy co miesiąc to GTD.
Co do szybkiego czytania - dzięki książce buzana (przy okazji napisał też cośtam o mapach pamięci (ehm p2p ehm)) czytam jakieś 3-4 razy szybciej przy nie mniejszym zrozumieniu, po jakimś roku swobodnego ćwiczenia.
Serdecznie polecam rozwój w tym kierunku bo po jakimś czasie profituje z ogromną siłą.
25 VII 2006 o 14:00
Hmmm. Zgodzę się, że takie 'mapy myśli' byłyby przydatne przy przekazywaniu jakiś koncepcji innym (ale to nic nowego, bo można to traktować jako bardzo kolorowy i znacznie mniej sformalizowany UML), acz bardzo bardzo wątpię, żebym sam miał z nich korzystać.
Tzn. jakkolwiek widzę potencjalne korzyści, to istnieje praktycznie zerowa szansa, żebym chciało mi się do rzeczy, które czytam, tworzyć takie mapy, po czym przeglądać je i updejtować regularnie (bo bez updejtu mogłyby względnie szybko przestać odpowiadać temu, co rzeczywiście siedzi w mojej głowie na dany temat).
Zaś co do szybkiego czytania, to właśnie doczytuję na ten temat.
25 VII 2006 o 14:48
Mindmapy IMHO służą raczej do zapisywania wiedzy na Twój własny użytek, niż do przekazywania jej. Ich największą zaletą jest właśnie odwoływanie się do doświadczenia, o czym pisałeś. Działają tym lepiej, im więcej wiesz w danej dziedzinie i im więcej informacji masz do zapisania. Drugą korzyścią jest właśnie oszczędność czasu, bo szybciej się je pisze, niż tradycyjne notatki, a nawet nagryzmolone na kolanie, gdy myślisz nad aktualną lekturą tylko na pół gwizdka są cholernie pomocne w nauce i o dziwo całkowicie czytelne i zrozumiałe i po miesiącu (o ile rozpoznasz poszczególne litery).
PS Ciągle uważam, że mylisz pisanie bezwzrokowe ze zwyczajnym szybkim, umiejętnym pisaniem na klawiaturze.
25 VII 2006 o 15:13
Jak rozumiem, sam sens mindmap jest taki, że bardziej odpowiadają sposobowi kojarzenia informacji przez nasz mózg, tzn. niejako wszystko ze wszystkim, a nie tylko czysty hierarchiczny system. I według mnie z tym podejściem można łatwiej komuś coś wytłumaczyć, niż stosując z definicji linearną prozę.
Odnośnie zapisywania informacji na swój własny użytek -- jak najbardziej się zgadzam i jeśli miałbym kiedyś opracować jakiś duży temat, wymagający ode mnie operowania na bardzo dużej ilości danych, to notatki trzymałbym zapewne mniej więcej w tej formie.
Natomiast co do wykorzystywania ich do nauki -- to zależy jak rozumiemy naukę. Jakkolwiek miło by było znać co ważniejsze dla mnie teksty także że tak powiem 'na pamięć' (tzn. nie na wyrywki, ale mieć świadomość jakie tematy zostały w poszczególnych tekstach poruszone), to jest to dla mnie drugorzędne w stosunku do możliwości wplecenia wniosków z nich wypływających w tok zastanawiania się nad jakimś problemem. I teraz moja obawa jest taka, że nawet jak przeczytam coś fajnego, to mogę zapomnieć wnioski z tego, co przeczytałem (albo będzie mi się tylko wydawało, ze zapomniałem; w praktyce nie jestem w stanie stwierdzić jaki rzeczywisty wpływ na moje późniejsze rozumowanie będą miały te niby zapomniane wnioski; tego się chyba nie da jakoś obiektywnie zbadać). I rzeczywiście, gdybym w trakcie czytania jakiegoś tekstu robił sobie taką mind mapę z moimi wnioskami, to później, jeśli przyjdzie mi się na przykład zmierzyć z podobnym problemem, mógłbym sobie zawczasu poprzeglądać odpowiednie mind mapy.
Z małym ale -- moja wiedza, głównie ze względu na nowe doświadczenia, z co za tym idzie możliwości tworzenia innych odniesień, ciągle rośnie. Czyli mind mapa na przykład z Mitycznego Osobomiesiąca robiona rok temu w rzeczywitości byłaby znacznie uboższa w treść, niż mind mapa zrobiona teraz. Z czego wynika, że musiałbym poświęcać czas na aktualizację tych rzeczy, acz taka aktualizacja, żeby rzeczywiście być dokładną, musiałaby się i tak sprowadzać do ponownego przeczytania danej książki (bo rok temu wiedziałem mniej, więc niektóre ze znaczeń w niej zawartych mi najprawdopodobniej umknęły).
Co tak jakby sprowadza nas do punktu wyjścia -- że muszę raz na jakiś czas po prostu jeszcze raz dany tekst czytać w całości.
(Ja nie kwestionuję przydatności mind map, piję tylko do tego, że jest to rozwiązanie nie do końca tego problemu, który chciałbym rozwiązać.)
Gwoli wyjaśnienia -- zasadniczo rzecz biorąc ja nigdy do niczego nie robiłem notatek, dlatego sama koncepcja "nauki przez notatki" (pomijając naukę w sensie szkolnym, ale akurat tym typem "nauki" zainteresowany nie jestem, bo korzyści z niej mam minimalne) jest dla mnie że tak powiem obca :)
Zaś co do pisania, to nie rozumiem o czym mówisz.
25 VII 2006 o 23:31
Odniesłem wrażenie, że wg. Ciebie pisać na klawiaturze szybko i bez zwracania na to specjalnej uwagi można tylko i wyłącznie bezwzrokowo, mi też ``ręce jakoś tak chodzą'', tylko że jeśli nie spojżę co jakiś czas na klawiaturę, to zrobię typosa w co drugim słowie.
26 VII 2006 o 00:32
Hmm. Popatrzmy:
- piszesz maksymalnie z połową mojej prędkości
- musisz przy tym patrzeć na klawiaturę
Jakby nie patrzeć, to nie jesteś w stanie zanegować przydatności "promowanego przeze mnie" (hyhyhy) pisania bezwzrokowego.
Ja zanim się przestawiłem na bezwzrokowe, bodajże sześć lat temu, pisałem tylko dwoma palcami, ale też wiedziałem dokładnie gdzie jest który klawisz i patrzenie na klawiaturę było mi li tylko potrzebne do tego, żebym nie trafiał w dwa klawisze na raz. Co nie zmienia faktu, że postanowiłem się przestawić i to był *bardzo* dobry pomysł. Moja prędkość pisania jest obecnie tylko nieznacznie wolniejsza od prędkości mówienia/myślenia, więc imho pisanie czegokolwiek jest dla mnie znacznie bardziej komfortowe, niż dla ciebie (o przepisywaniu nawet nie wspominając).
(A na dvoraka to już jestem jednak zdecydowanie za leniwy :)
26 VII 2006 o 21:09
Nie neguję przydatności pisania bezwzrokowego, tylko protestuję przeciw binarnemu postrzeganiu rzeczywistości:
1 Pisanie bezwzrokowe z szybkością doświadczonej maszynistki (która wyciąga 70-80wpm).
0 jeden palec i 0.3 litery na sekundę.
Ja jestem pomiędzy i:
- używam ośmiu palców - 2x4, małe palce głównie do funkcyjnych (EMACS)
- zerkam na klawiaturę co dwie, trzy, cztery sekundy, z podobnego powodu, co Ty ``bodajże sześć lat temu'' i nie przeszkadza mi to specjalnie.
Ile piszesz w ciągu dnia? Założę się że najmniej 4x tyle co ja.
PS Coś jest nie tak. Komentarz dodaje się dopiero za drugim podejściem. Za pierwszym tylko przeładowuje stronę.
26 VII 2006 o 21:31
Erm. Ja nie postrzegam binarnie, bo jak mówiłem, sam też tak kiedyś pisałem.
Zaś co do 'nie przedzkadzania specjalnie', to to jest jak najbardziej normalne :) Ja na ten przykład używam basha, zamiast zsh i to mi też nie przeszkadza specjalnie, ale jakbym się przestawił na zsh, to by mi pewnie używanie basha zaczęło przeszkadzać. Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność. Przyznasz chyba, że gdybyś się jednak nauczył pisać dwa razy szybciej i bez patrzenia na klawiaturę, to nie twierdziłbyś, że 'pisanie dwa razy wolniej i z patrzeniem' jakoś ci nie przeszkadza :)
Na dodawanie komentarzy wpływu nie mam. Jak problem się będzie powtarzał, to trza męczyć sparrowa :)
26 VII 2006 o 23:30
E, tam książki. Wolę przez cały dzień myśleć niż przez cały dzień czytać.
27 VII 2006 o 18:56
Przepraszam, odniosłem takie wrażenie.
Mi się na razie nie opłaca specjalnie uczyć pisania bezwzrokowego. Z jednej strony zbyt mało piszę. Z drugiej piszę głównie kod, a jako że jestem początkujący i w znakomitej większości piszę rzeczy, na których znam się mniej, niż słabo to większość czasu spędzonego z rękami na klawiaturze zastanawiam się _co_ napisać. To względem wygody pisania `wzrokowego'.
Jeśli nie będzie PS-a, to znaczy, że z komentarze wykładają się tylko przy blokovanym javascripcie.
PS nie działa. Jeszcze zwrócę uwagę, czy problem wystąpi też na innych joggach.