Wyrzucanie książek

Ponieważ ostatnio zanabyłem byłem sporą ilość książek (jadę po klasykach sf i fantasy; jak teraz tak na to patrzę, to chyba do końca roku mi się nie uda wszystkiego przeczytać, a tyle jeszcze do kupienia...), postanowiłem zrobić lekkie przemeblowanie, robiąc z owych książek podstawową zawartość półek w meblach. Przy okazji trzeba było przejrzeć pewną szafę ze starymi książkami, czy może tam nie będzie czegoś ciekawego do wystawienia.

Teraz po przejrzeniu tej szafy mam dwa problemy. Pierwszy związany z usuwaniem niepotrzebnych książek, czyli "co wywalić"? Na pewno idą do kosza wszystkie podręczniki szkolne, wliczając w to jakieś moje niedobitki oraz całkiem pokaźny zbiorek podręczników moich rodziców. No bo na co komu podręcznik do języka francuskiego sprzed trzydziestu lat. Albo, tym bardziej, do jedynie słusznej robotniczej i antyburżuazyjnej historii tego wielkiego kraju (do kupy z po wieki umiłowaną mateczką rosją; starych pierdzieli to czytających z góry przepraszam za nieumiejętne odzwierciedlenie stylu pisarskiego epoki i przy okazji życzę jak najszybszej śmierci, bo jak widzę w gazecie IPN to mnie trzepie; jak was nie będzie, to problemu też nie będzie :). So far so good.

Powstaje problem z innymi książkami "o wiedzy". Podręczników uniwersyteckich jakoś nie wypada wywalać i rzeczywiście, za wywalenie do kosza trzytomowej "Historii filozofii" Władysława Tatarkiewicza pewnie bym się smażył w piekle (w takim specjalnym miejscu piekła przeznaczonym dla pedofili i ludzi gadających na głos w teatrze). Takoż książki z matematyki, czy też fizyki raczej za bardzo na aktualności nie tracą (Newtona chyba nikt przez ostatnie 30 lat nie obalił; acz i tak raczej wolałbym się uczyć z czegoś aktualniejszego). Ale już książki techniczne? Wyobrażacie sobie o czym muszą być "podstawy elektroniki" z lat siedemdziesiątych? Albo, erm, prepe, prope, eee, chwila, pójdę sprawdzić... "Propedeutyka informatyki" (wtf?). Tam jest spora ilość pozycji tak humanistycznych, jak i inżynierskich, ale za cholerę nie widzę, żeby to było przydatne do czegokolwiek poza makulaturą.

Ale to raz, że jednak tak dziwnie wywalać książki, a dwa -- twardy jestem, wywalić wywalę (skoro wywaliłem parę lat temu sporą kolekcję Secret Service'ów, to nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych), ale nie chciałbym wywalić czegoś, co się jednak może komuś przydać.

Drugi problem mam z beletrystyką (mądre słowo, muszę kiedyś sprawdzić w jakimś słowniku, czy znaczy to, co rzeczywiście myślę, że znaczy). Jest tam sporo klasyków, London, Hemingway, (Karol May :), jakiśtam poczet pisarzy polskich (niektóre pozycje w całkiem dobrym stanie, chyba nawet sobie wstawię na półkę) -- ok, niech sobie będą. Z góry wiem, że przez wiersze Różewicza się przedzierał nie będę, takoż przez Pana Tadeusza, więc niech sobie leży. Ale co z pozostałymi pozycjami?

Niektóre (ba, większość) pewnie są do dupy i bym się przy nich zanudził na śmierć (kiedyś spróbowałem szans z jakąś powieścią nibysensacyjną dziejącą się zaraz po tym, jak ruskie wyzwoliły Europę; po kilkunastu stronach mój mózg odmówił dalszej współpracy z powodów... ideologicznych; niekończących się akapitów powodów ideologicznych). Jak człowiek nie jest już dzieckiem, to nie ma niestety nieskończonych zasobów czasu (i ochoty) na czytanie, a wypadałoby choćby się przez tych klasyków sf i fantasy jednak przedrzeć w ciągu najbliższych kilku lat. Ale...

Ale to jest jednak takie zakładanie sobie klapek na oczy. "Klasycy" wcale nie mają patentu na dobre książki, a już zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie interesuję się i nie planuję interesować literaturą inną, niż wspomniana już fantastyka. Więc... nie wiem jak to ująć. Więc "wypada" (?), żebym jednak choćby spróbował zobaczyć czym też interesowali się moi rodzice?

Bo gdyby nie takie buszowanie w starociach, to ominęłyby mnie przygody różnych zabijaków podczas gorączki złota w ameryce, nie wiedziałbym nic o "Samotnym rejsie Opty", nie poznałbym pewnych sybiraków opisywanych przez Igora Neverly'ego, etc, etc.

Czas jednak powinien być z gumy.

  1. 1. Balbardagram

    A co dokładniej czytasz? Jakie masz ulubione pozycje? (jak kolwiek to brzmi;>)

  2. 2. alberht

    może - http://podaj.net/ ?:>

  3. 3. mmazur

    Eerm. Tyle wiem, że lubię dobre sf/fantasy, więc na razie plan jest, żeby się przynajmniej przez klasykę przegryźć. Później się zobaczy.

  4. 4. Balbardagram

    Dobre - czyli? - bo już nie wiem co czytać

  5. 5. warp.

    > "wywaliłem parę lat temu sporą kolekcję Secret Service'ów,
    > to nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych"

    hahahah :) też przez to przechodziłem :) trzymałem je do 2004, r.i.p.

  6. 6. mmazur

    No to przeca mówię, że klasykę. Klasyka ma to do siebie, że jak się przedrzesz, to będziesz miał przynajmniej jakotakie pojęcie o tym, co w danym gatunku możesz spotkać, no i w międzyczasie stwierdzisz, które kawałki ci się podobają.

    Mi się na ten przykład cholernie spodobał Dukaj ("Perfekcyjna Niedoskonałość" genialna, "Xavras Wyżryn" też wymiatał, a dawno temu jakieś krótkie przypowiastki jego czytałem, też fajne były), więc przy okazji sprawdziłem "Solaris" Lema i rzeczywiście, też był fajny. Więc na chwilę obecną wiem już, że mam do przerobienia całego Dukaja (wykupiony) i prawie całego Lema (bo Lem potrafi też niemiłosiernie nudzić, co udało mi się stwierdzić przy okazji czytania "Wizji Lokalnej").

  7. 7. Balbardagram

    to chyba jdnak nie dla mnie ;]

  8. 8. futrzak

    Ja nadal trzymam Secret Service. Chyba sentyment jakiś. ;-)
    Przez "Perfekcyjną Niedoskonałość" Dukaja nie potrafię się przebić.
    Od siebie mogę polecić George'a R.R. Martin'a i jego cykl "Pieśń lodu i ognia". Cud, miód i orzeszki :-)

  9. 9. gandalf

    Jak wywalisz Dijkstre, Tannenbauma albo Wirtha to osobiscie Cie polece do tamtego piekla gdzie sie smaza heretycy intelektu ;p

  10. 10. mmazur

    "Perfekcyjna Niedoskonałość" jest strasznie wkurwiająca na początku, gdy z otaczającego świata rozumiemy tyle samo, co główny bohater, czyli kompletnie nic. Ale po kilkudziesięciu stronach robi się już fajnie, a na koniec jest, hmmm, nawalanka na całego, także /me likes :)

  11. 11. mmazur

    A co do Dijkstry, to muszę dokupić, bo podobno "Design and Evolution of C++" warto znać.

  12. 12. futrzak

    Niedoskonałość stoi na półce z zakładką na stronie 12, gdzie zaczęły pojawiać się znaki "=" (i zaczęła boleć mnie głowa). Rzadko której książce udaje się sprawić, że poczuję sie jak skończony imbecyl. :-) Może kiedyś, jak zmuszę się do przeczytania "Pana Tadeusza", wrócę do tej lektury ;-) Póki co czeka na mnie "Uczta dla wron: cienie śmierci". :-)

  13. 13. marcoos

    Jak ja czytałem "Design and Evolution of C++" to autorem był Stroustrup...

    ;-))

  14. 14. mmazur

    Hyhyhy. Jeśli jestem niewyspany, to łatwo rozpoznaję, bo robię znacznie więcej litrówek, niż normalnie. Acz to jest już, hmmm, litrówka wysokiego poziomu :)

    (Nawiasem mówiąc kasowanie komentarzy nagle nabrało innych barw ;)

  15. 15. gandalf

    Dijkstra to ten od Umiejetnosci Programowania. Boska ksiazka. Chyba najlepsza perelka jaka w zyciu mialem w lapkach. Otwiera oczka szeroko...

  16. 16. mmazur

    Nic Dijkstry nie czytałem, poza jakimiś pojedyńczymi notatkami z rok temu (on swoje co dłuższe notatki numerował, a po jego śmierci jakieś ziomki z jego uniwersytetu, chyba University of Texas, czy jakoś tak, zaczęli to przeklepywać i wystawiać na wuwuwu). Poza tym kojarzy mi się tylko z jakimś algorytmem grafowym, którego albo nigdy się nie nauczyłem, albo po prostu już nie pamiętam (acz oczywiście był na zaliczenie :)

    A, jedna anegdotka mi się z nim przypomniała. Ponieważ on (na co wskazuje walnięte nazwisko) był Szwedem, Norwegiem, czy coś w ten deseń (mieszkał na górze mapy Europy w każdym razie) i tam też był pracownikiem naukowym i rozwijał różne swoje szarlatańskie pomysły, to jak już został światowej sławy naukowcem, to jakiś zią się go zapytał, że jakim cudem on, żyjąc z informatycznego punktu widzenia w trzecim świecie, był w stanie zostać specjalistą w tej swojej dziedzinie informatyki?

    Odpowiedź Dijkstry -- bo sam sobie ową dziedzinę wymyślił :)

    Hmmm. Nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale on chyba swojego czasu intensywnie pracował przy teorii baz danych. Ale żadnego konkretnego tytułu, książki zwłaszcza, to nie znam. "Umiejętność programowania" powiadasz... Się poszuka.

    (Nawiasem mówiąć "Perełki programowania" Bentleya też miała być super książką, ale prawdę mówiąc nie przedarłem się chyba poza dwa rozdziały; nuuudy, zbyt rozwlekłe, może bardziej bym przeczytał w całości, gdybym to kupił kilka lat wcześniej, niż rzeczywiście kupiłem; acz fakt faktem, że, hmm, 'innowacyjne' podejście do problemów trzymania danych w pamięci wziąłem właśnie od niego, po tym, jak oświeciło mnie przeczytanie o używaniu map bitowych :)

  17. 17. Bellois

    Może wystaw gdzieś listę niepotrzebnych książek, a chętni będą się zgłaszać?

  18. 18. lenrock

    "Newtona chyba nikt przez ostatnie 30 lat nie obalił;" a einstein to co :P, obalił i to 100 lat temu .

  19. 19. rozie

    Pewnych starych podręczników, wbrew pozorom, wywalać nie warto. Może mniej są kolorowe i przyswajalne, ale często są lepsze, 'bardziej naukowe', i to się przydaje.
    <br>
    A co do wyrzucania dziwnych i pozornie nieprzydatnych pozycji, to zawsze można oddać do biblioteki (jeśli chcą), do antykwariatu, czy wręcz wstawić na allegro. Raz, że parę złotych będzie, dwa, że ktoś, kto to kupi, raczej użyje do czegoś sensowniejszego niż palenie w piecu. I masz czyste sumienie.

  20. 20. honey

    Podręczniki do prl-owskiej historii zostaw, fajne są. Czasem biorę sobie taki do lektury przed snem, niesamowite jak w ciągu paru lat potrafi się zmienić widzenie przeszłości :)

  21. 21. gandalf

    mmazur: wlasnie to odroznia Dijsktre - ksiazeczka jest cieniutka, czyta sie w miare lekko, ale z drugiej strony... jak sie zastanowisz, to mozesz i pare godzin nad jednym algorytmem spedzic ;)

    A co do niego... no coz. Facet w latach piecdziesiatych mowil o programowaniu obiektowym. I to w jezyku matematyki, w ktorym algorytmy sie rozwiazuje aby udowodnic ich kompletnosc, nie to co dzis kiedy w najlepszym wypadku programista raz odpala, zeby sprawdzic czy kompilator nie wywali sie i nazywa to "QA". ;)

  22. 22. mmazur

    No, od popularności języków dynamicznych, to pewnie się biedak wręcz przewraca w grobie :)

    A co do książek, to chyba rzeczywiście wezmę raz usiądę i wklepię całą zawartość do komputera.

Adde commentarium: (textile lite)