Środowisko testowe vs. rzeczywistość

Kolejny duhism -- to, że system mi pięknie działa w moim środowisku testowym w żaden sposób nie uprawnia mnie do twierdzenia, że rzecz jest przetestowana. Po zamienieniu środowiska testowego na rzeczywiste, okazało się, że (a) kilka z założeń, jakie zrobiłem, jest okdr i (b) Whitney, mamy problem.

Jak ja nie cierpię robienia R&D.

  1. 1. GiM

    powiem Ci, że jestem w podobnej sytuacji ;-/

  2. 2. Jajcuś

    Standard. Dlatego ja często idę na żywioł i eksperymentuję na żywym organiźmie. Wtedy psuję pojedyncze kawałki (i od razu naprawiam), a nie cały system (wymieniając go na nowy, "przetestowany").

  3. 3. DarkStar

    Bo idealne środowsiko testowe jest kopią 1:1 środowiska produkcyjnego. A jak wiadomo, nie ma rzeczy idealnych. ;P

  4. 4. Patrys

    Całkiem niezłe do testowania są vservery. Raz, że możesz skopiować *dosłownie* całe środowisko testowe, dwa, że przez edycję /etc/hosts możesz nawet oszczędzić sobie zmiany konfiguracji dostępu do serwerów zewnętrznych, typu bazy danych, LDAP, etc.

  5. 5. Hawk

    DarkStar: w teorii. W praktyce nawet jak testujesz na kopii 1:1 to i tak potem coś nie działa na "żywej" maszynie. Miałem takie przypadki wielokrotnie. Ja preferuje podobną metodę co Jajcuś: zrobić kopię na wszelki wypadek, zmieniać na roboczym systemie i poprawiać na bieżąco, a w razie totalnej katastrofy przywrócić kopię zrobioną wcześniej i następnego dnia po analizie popełnionych błędów ponowić próbę.

  6. 6. mcv

    Czasem, jak trzeba bawić się pocztą, to jednak lokalny BIND się przydaje, bo tu /etc/hosts nie pomaga (MX).

    A jeszcze jedno: jak się operuje na kopii, to dobrze jest *wszelkie* zmiany zapisywać. Niedługo mnie czeka grzebanie w jeszcze-działającej poczcie w pewnej firmie. Na kopii działa - ciekawe jak będzie na serwerze ;-)

Adde commentarium: (textile lite)