Dużo się ucz, gorzej wypadniesz w pracy (wstęp)
Czytając ostatnie wynurzenia Joela Spolsky'ego na temat sposobów zarządzania przyszło mi do głowy, że dzielenie dłuższych tekstów na kawałki jest jednak bardzo dobrym pomysłem tak z punktu widzenia czytelników, jak i mojego. Wy będziecie dostawać krótsze teksty w pewnych odstępach czasowych, zamiast jednego wielkiego, co ułatwi wam czytanie, ja natomiast nie muszę spędzać cięgiem kilku godzin nad całością, bo wystarczy, że domknę jakiś "podwątek" i mogę odstawić resztę na inny dzień. A więc poniżej część pierwsza, będąca tylko wstępem. Resztę, która powinna się zamknąć najwyżej w dwóch dodatkowych częściach, dopiszę w ciągu najbliższych kilku dni. Miłego czytania.
Dłuższy czas temu Tomasz Staniak opisał był problemy związane z pracą w domu. Napisał m.in. (podkreślenie moje):
Jest to [praca w domu] wspaniałe wyjście dla osób zdyscyplinowanych, ambitnych i pracowitych. (...) Owszem, każdą z tych cech można w sobie wyrobić. Zwłaszcza, po którejś porażce z rzędu przychodzą one nader łatwo (o ile wcześniej porażkami nie zrobisz sobie "opinii". negatywnej, jak najbardziej).
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że problemy, które opisał Tomek, to tylko czubek góry lodowej. Cała góra owych problemów jest natomiast własnością pewnego internetowego tworu, znanego jako kompetentni technicznie młodzi ludzie.
Klasyfikacja i występowanie
Nie wiem od czego zacząć, więc może zacznę od uściślenia o kim mówię. Zastanówcie się ilu ludzi kojarzycie z jakiś ich konkretnych osiągnięć, mimo, że ich wiek, w najlepszym wypadku "wczesnostudencki", w teorii nie powinien na żadne "osiągnięcia" pozwalać. Nie będę podpowiadał, ale mimo to zapewne większość z was jest w stanie wymienić co najmniej kilka nazwisk (no, nazwisk może niekoniecznie, prędzej nicków :). Na potrzeby tego tekstu skupię się tylko na różnej maści "informatykach", gdyż akurat to jest moje środowisko, acz zakładam, że przynajmniej część z tego, o czym będę mówił, odnosi się także do innych dziedzin.
Jak to mi powiedział niedawno mój czterdziestopięcioletni ojciec -- Internet otwiera oczy. Jego pokolenie w pewnym sensie cechowała zawsze pewna "zaściankowość". Dostęp do wiedzy, takiej prawdziwej, był zawsze ograniczony, choćby przez czasochłonność jej zdobywania. Moje pokolenie natomiast ma natychmiastowy dostęp do czego tylko chce. Dla czystej rozrywki intelektualnej, na potrzeby jakiejś dyskusji na ten przykład, możemy dokopać się do źródła jakiejś informacji, możemy zweryfikować informacje podane przez media, możemy też znaleźć opis działania dowolnego mechanizmu.
Ma to ciekawe implikacje z punktu widzenia rozwoju zawodowego, zwłaszcza dla ludzi zajmującymi się tzw. nowymi technologiami. Kiedyś zdobywanie wiedzy i doświadczenia wymagało albo bycia zatrudnionym w odpowiedniej firmie, albo też uczenia się na odpowiednim uniwersytecie. Obecnie byle gimnazjalista (ze wskazaniem raczej na licealistów), jeśli tylko przyjdzie mu na to ochota, może przyswoić sobie podstawy teoretyczne na przykład zasad działania projektów open source, po czym aktywnie włączyć się w rozwój jakiegoś. I jego wybór nie ogranicza się tylko do jakiś hobbystycznych projekcików -- linux i przyległości to już od dawna oprogramowanie klasy enterprise (żeby użyć poważnie brzmiącego określenia). Pamiętacie może ile lat miał Marcelo Tosatti, gdy przejął opiekę nad jądrami serii 2.4?
Wolny dostęp do wiedzy (wolny od wolności; powolność miał mój ojciec) to bardzo dobra rzecz i obiektywnie rzecz biorąc działa jak najbardziej na korzyść tych młodych ludzi, którzy z niego korzystają. Niestety wiedza techniczna to nie wszystko i na takich młodych zdolnych czeka sporo pułapek, których konsekwencje mogą być nieprzyjemne...

28 VIII 2006 o 10:21:34
Jeśli chodzi o te pułapki, to fakt - młodzi ludzie mogą się nieźle zdziwić, że "prawdziwy świat" wygląda zupełnie inaczej niż ich dotychczasowe otoczenie, szczególnie jeśli chodzi o współpracę z innymi osobami, które niekoniecznie muszą się wzajemnie lubić. Ilu z nas w czasach liceum obracało się głównie w kręgach osób, których nienawidziło (może to trochę za ostre słowo)? W pracy (projekcie) niestety czasem trzeba. Pomijając już kwestie formalno-prawne całego świata pracy...
31 VIII 2006 o 00:41:56
Czekamy na więcej :)