Ucz się ucz, gorzej wypadniesz w pracy -- podsumowanie

Mocno spóźniona ostatnia część serii tekstów o młodych ludziach z nadmiarem wiedzy technicznej, w którym m.in. wyjaśniam o co właściwie chodziło w tytule (część pierwsza, czyli wstęp, część druga, czyli trochę konkretów z miejsca pracy i część trzecia, czyli rozważania o nieznajomości życia).

Podsumowanie

Te kilkadziesiąt akapitów, które do tej pory napisałem, można zasadniczo streścić w jednym zdaniu -- nie ma fizycznej możliwości, żeby ktoś tak młody nie popełniał błędów tak bezpośrednio jak i pośrednio związanych ze swoim zawodem (o innych dziedzinach życia nie wspominając).

Można by zapytać -- a niby dlaczego? Tych wpadek, które opisałem, przecież nie jest wcale tak trudno uniknąć. Wystarczy słuchać rad innych ludzi i "nie wybiegać przed szereg". Wszyscy mówią, żeby iść na studia? To idę na studia. W nowym miejscu pracy wszyscy uważają, że system jest zrobiony tak, jak ma być? To niczego nie ruszam i nie kwestionuję. Etc, etc.

Niestety, tak się nie da. Główną cechą odróżniającą ogólnie pojętego specjalistę od zwykłego człowieka jest to, że ten pierwszy jest pewny swoich decyzji ponieważ zgadzają się one z jego wiedzą i dotychczasowym doświadczeniem, a jeśli nie jest pewny, to zdaje sobie z tego faktu sprawę i idzie się douczyć. Taki sposób myślenia wymaga odwagi do kwestionowania wszystkiego i wszystkich. Nie da się zrobić czegoś lepiej niż inni, jeśli wychodzi się z założenia, że tak jak jest, jest najlepiej jak się da.

I znowu, nasz młody zdolny jest w bardzo "wrażliwym" dla siebie okresie. Z jednej strony ma on już świadomość wartości własnej wiedzy i doświadczenia. Na dodatek jest zapewne świadom dotychczasowej ewolucji swojej wiedzy i poglądów oraz udziału, jaki w całym procesie miały różne cechy jego charakteru (samokrytycyzm). Niestety brakuje mu jeszcze najważniejszej lekcji -- nietrywialnej sytuacji, w której to wszystko go zawiedzie, a która pozwoli mu na nabranie rzeczywistego dystansu do samego siebie i własnych umiejętności (albo na popadnięcie w kompleksy i zamknięcie się w sobie). (Przy czym najprawdopodobniej najboleśniejsze będzie nie tyle przejechanie się na własnej wiedzy i doświadczeniu, bo jest oczywiste, że te są ograniczone, ale na samokrytycyzmie, który nie ostrzeże w porę przed zbliżającą się ścianą.)

I niestety jestem zdania, że jest to jedna z tych rzeczy, których nie wystarczy wiedzieć intelektualnie. Żeby rzeczywiście zrozumieć co i jak, trzeba takie wpadki po prostu przeżyć. W przeciwnym wypadku będzie to tylko sucha informacja gdzieś z tyłu głowy, z której potencjalnych implikacji młody człowiek będzie sobie zdawał sprawę bardzo mgliście.

(I nie, świadomość, że czysto intelektualnie się zrozumieć nie da, też tu dużo nie pomoże. Trzeba po prostu zaakceptować fakt, że jest jakaś określona ilość wpadek, które wypada zaliczyć. I najlepszym, co w takim wypadku można zrobić, to odpowiednio się zawczasu wyedukować, żeby później nie mieć problemu ze zrozumieniem dlaczego przed chwilą wszystko się rozsypało.)

Ucz się ucz, (potencjalnie) gorzej wypadniesz w pracy

Moje rady? Nigdy nie zapominaj o samokrytycyzmie i zaakceptuj to, że potkniesz się nie raz i to często w dosyć spektakularny sposób. Pamiętaj, że mierzysz wyżej od swoich rówieśników, nie dziw się więc, że jeśli się pomylisz, to będzie to znacznie bardziej widowiskowe. Naucz się rozpoznawać własne wpadki, wyciągać z nich wnioski i przyznawać do nich.

Poza tym nie rezygnuj z asekuranctwa, jeśli nic cię to nie kosztuje. Nie wygłaszaj swoich opinii i nie podejmuj decyzji wcześniej, niż jest to konieczne. Jeśli kilka razy złapiesz się na tym, że zrobiłeś/powiedziałeś coś, co później okazało się błędem, a nie było żadnych przeciwwskazań przed odczekaniem jakiegoś czasu zanim podjąłeś działanie, to w końcu się nauczysz. Mi już wychodzi. Oprócz tych razów, w których mi nie wychodzi.

Naucz się komunikować z innymi ludźmi. Czasy samotnych wynalazców minęły dawno temu.

Małe P.S.

Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że pewność siebie u bardzo młodych ludzi, którzy tak naprawdę jeszcze niewiele potrafią, ale dzięki niej nie boją się eksperymentować, jest jak najbardziej pozytywną cechą. Tak, na początku będą na nich wszyscy wrzeszczeć, że za dużo psują, ale (a) od tego psucia się bardzo dużo nauczą, (b) zaprawią się we flejmach, czyli zgrubnie im skóra i w końcu (c) jakiś czas później ta pewność siebie im zostanie, ale tym razem będzie już uzasadniona, bo rzeczywiście będą potrafili całkiem sporo. Oczywiście przy założeniu, że mają wystarczająco samokrytycyzmu, żeby po drodze nie przesadzić.

(Brak grubej skóry, zwłaszcza w tym początkowym okresie, gdy powinno się dużo eksperymentować, a co za tym idzie co chwilę ktoś na nas wrzeszczy że źle, to jest zapewne jeden z głównych powodów, dla których w Open Source jest tak mało kobiet.)

  1. 1. GiM

    Taa, jeszcze nie pracuję zawodowo, ale zdarza mi się czasem powiedzeć coś co w sekundę później wiem, że było przekłamaniem/złe/niepoprawne. Ubolewam nad tym i staram się kontrolować ;]

  2. 2. Hawk

    Co do P.S...

    Faktycznie dużo potrafią zepsuć, tylko gorzej jak 1) nie uczą się na tym błędzie 2) z fanatyzmem obstają przy swojej idei mimo, że coś właśnie zepsuła 3) odrzucają idee innych, bardziej doświadczonych na zasadzie "bo tak". Ja miałem pecha dostać "pod opiekę" osobę, która spełnia wszystkie 3 powyższe kryteria. Tylko, że zamiast "bo tak" mówi zazwyczaj "bo to PLD" :)

  3. 3. Dzideq

    Strasznie... ciekawy tekst. Dal mi duzo do myslenia, bo masz duzo racji!
    Troche offtopicowo zapytam, a jak to odnosi sie do osob niesmialych, wedlug Ciebie?
    Ostatnio byl we Wproscie bardzo ciekawy tekst, na temat ludzi odnoszacych sukcesy, a bedacymi zarazem osobami niesmialymi. Argumenty przytoczone w tekscie, mowia ze takie osob z kolei, sa niezwykle konsekwente w swoich dzialaniach, maja bardzo rozbudowana wewnetrzna samokontrole swoich dzialan, maja duzo pokory.
    Pelen tekst jest dostepny tutaj: http://www.wprost.pl/ar/?O=93667&C=57

    Takze chialbym tylko dodac ze swojej strony, ze tak naprawde, to nie niesmiale czy pewne siebie osoby doecyduja o swoim sukcesie. Wlasnie wazniejszy jest pewien dystans do siebie i samokrytyka, o korej pisal mmazur.

  4. 4. mmazur

    Ten artykuł jest jak najbardziej zgodny z prawdą. Nawiasem mówiąc jest to coś, co ja zauważyłem już jakiś czas temu.

    Rzecz sprowadza się do tego, że każdy ma jakiśtam zbiór cech, które może sobie wykształcić ze względu na predyspozycje genetyczne i środowisko, w jakim się wychował. Niech to będą cechy przywódcze. Ale opieranie się li tylko o swoją genetykę w tym zakresie jest *bardzo* ryzykowne, bo genetyki może ci wystarczyć na powiedzmy zostanie szefem oddziału lokalnego firmy, ale nie pozwoli ci już na awansowanie wyżej.

    Więc jedyna szansa na *prawdziwe* osiągnięcia w przypadku 99,9% z nas, to używać zdolności krytycznej samooceny, dużo czytać na tematy nas interesujące, wyciągać wnioski i trenować w interesujących nas kierunkach. Tylko używanie głowy pozwala przeskoczyć genetykę.

    I wbrew pozorom na wybitne osiągnięcia predysponowani są właśnie różnej maści introwertycy, osoby nieśmiałe, etc. Czemu? Ponieważ nieodłączną cechą ich charakteru jest dystans do samych siebie i samokrytycyzm we wszystkim co robią. Dzięki temu mogą osiągnąć praktycznie *dowolny* poziom w jakiejkolwiek dziedzinie.

    Jedyny wymóg, żeby zacząć iść w górę, to zdać sobie sprawę z faktu, że *wszystko* co obserwujesz u innych ludzi (włączając w to tego podrywacza, który co tydzień ma inną modelkę) jest zbiorem umiejętności i nie ma w tym nic magicznego. Jedyna różnica polega na tym, że oni nabrali tych umiejętności w znacznej mierze nieświadomie, osoba nieśmiała natomiast musiałaby pierw sobie poczytać, później poobserwować, a na koniec zacząć trenować (i oczywiście pogodzić się z nieuchronnymi wpadkami, bo taka jest natura treningu; ale tego się nie da przeskoczyć, bo człowiek tylko w ten sposób potrafi się uczyć). Tyle, i tylko tyle. Jeśli tylko będzie się takiemu komuś chciało, to może z takim podejściem osiągnąć dowolny stopień zaawansowania w dowolnej dziedzinie. I zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ma większą szansę na posiadanie stabilnej psychiki, niż 'genetyczny', z tego prostego powodu, że poczucie własnej wartości, jeśli już sobie takie stworzy, będzie on brał z siebie, a nie z otoczenia (oczywiście nie twierdzę, że wszyscy genetyczni tak mają, ale wystarczy sobie wyobrazić kierownika, który został kierownikiem, bo lubi władzę). Więc otoczenie będzie miało bardzo ograniczone możliwości wpływania na niego w niewłaściwy sposób.

    Jeśli oglądasz czasami wywiady z jakimiś znanymi ludźmi (tomasz lis, kasia z kasi i tomka, czy ten komik z tvnu... majewski chyba), to często mówią oni, że tak naprawdę, to są nieśmiali. I w żadnym razie nie jest to fałszywa skromność. To właśnie ów introwertyzm i cechy charakteru z nim związane pozwoliły im, po odpowiednim ukierunkowaniu, osiągnąć tak duży sukces.

    A jakie to ma przełożenie na informatykę? Dosyć proste. Zacznij pracować przy jakimś projekcie, naucz się co nieco, zdaj sobie sprawę z własnej wiedzy, to od razu podskoczy ci samoocena i to w sposób trwały. A później możesz iść w górę do dowolnego poziomu, to już tylko będzie zależało od twoich chęci.

Adde commentarium: (textile lite)