W pracy właściwie wszystkie maszyny chodzą na Gentoo. Ostatnio była dyskusja na temat tego, żeby to zamienić na jakieś binarne distro (Fedorę na ten przykład), bo pozwoli to na znacznie łatwiejszą instalację oprogramowania i takie tam.
Ja generalnie byłem przeciwny, ponieważ właściwie wszystkie maszyny po trochu robią za systemy produkcyjne i rozwojowe. W praktyce oznacza to, że przytłaczająca większość z nich ma paczki sprzed co najmniej półtora roku (wydanie Gentoo z początku 2005) i tylko pojedyncze programy były updejtowane (na przykład mysql do 4.1) wedle potrzeb.
Takie coś i owszem jest do osiągnięcia na dystrybucji binarnej, ale wtedy albo trzeba mieć dedykowaną osobę znającą się na budowaniu rpmów (co jest sztuką samą w sobie) i utrzymywaniu dystrybucji w ogóle, albo trzeba wszystkich ludzi odpowiednio przeszkolić, żeby wiedzieli co i jak robić (mało realistyczne imho, bo im starszy system bazowy, tym więcej różnych problemów będzie wychodziło i tym więcej czasu by ci ludzie tracili na rzeczy, które w teorii powinny być proste).
Dlatego też byłem za pozostawieniem Gentoo, a to z prostej przyczyny -- o ile w dystrybucji binarnej musielibyśmy i potrafić budować paczki i potrafić nimi zarządzać, o tyle tutaj jest to zasadniczo rzecz biorąc jedno i to samo. Założeniem Gentoo jest właśnie to, że jeśli chcesz mieć jakąś nową wersję programu, to nie musisz ze względu na zależności upgrejdować połowy systemu, bo ów program się po prostu przebuduje w zastanym środowisku i będzie działał jak trzeba.
A takiego wała. Przez ostatnie trzy dni przeżyłem dosyć brutalne (i frustrujące, bo przeszkadza mi w wykonywaniu pracy za którą mi płacą) zderzenie z rzeczywistością. Jeśli w dystrybucji binarnej chcę zainstalować na przestarzałym systemie jakąś nową paczkę, to zostanę po prostu zasypany listą zależności, których mój system nie spełnia, a bez których paczka działać ni będzie.
Natomiast moje kochane Gentoo zasypuje mnie zazwyczaj nic mi nie mówiącymi błędami sugerującymi, że coś w toolchainie jest nie tak. Co? A to już sobie mogę zgadywać na zdrowie. A najlepiej jakbym po prostu wszystko jak leci updejtnął, to by pewnie zaczęło działać.
O fakcie, że najwyraźniej domyślnie instalowane z systemem oprogramowanie do zarządzania paczkami jest dosyć biedne (w porównaniu z tym, co oferuje choćby vanilla rpm, o jakiś highlevelowych rzeczach typu poldek nawet nie wspominając) i żeby zrobić cokolwiek ciekawego muszę najpierw doinstalować jakieś dodatkowe programy (eix, genloop) nawet nie będę wspominał.
Muszę przyznać, że zalety tej dystrybucji coraz bardziej mi się zamazują.