Pierdolone HP

29 XI 2006, 16:11

Nie ma chuja, żebym jeszcze kiedykolwiek kupił cokolwiek od tej pierdolonej firmy. Wymyślili sobie, że w ich laptopach można instalować tylko kilka wybranych kart wifi i żadnych innych (i to nie w wersji od producenta, ale specjalnie resellowanych za sporą opłatą przez nich), więc ja swojego atherosa (czy też jakąkolwiek inną kartę) mogę sobie wsadzić w rzyć. A żeby kurwa splajtowali.

Rozrost teamu

29 XI 2006, 02:20

Doszkolenie sobie dewelopera nie jest darmowe i nie jest natychmiastowe. Trza mu chwilę czasu poświęcić, a później trzeba czekać bardzo długo, aż będzie on na tyle samodzielny, żeby wystarczało tylko z grubsza omawiać przeznaczone mu zadania.

Dlatego powinienem był przewidzieć, że się zrobi nawałnica z życzeniami klientów i sobie wykombinować kompetentnych współpracowników wtedy, a nie teraz, gdy nie ma na to czasu.

A właściwie to nie ja powinienem był, bo nie miałem odpowiednich danych, a poza tym to nie moja działka. Mój szef powinien był na to zawczasu wpaść, po czym nam wytłumaczyć, dlaczego mamy sobie doszkalać pomoc.

(A żeby mi się przez przypadek nie nudziło, to jeszcze ładny natłok różnych obowiązków na uczelni. Głupia uczelnia.)

Za skomplikowane to

13 XI 2006, 03:11

W pracy zajmuję się mocno skomplikowanym i mocno zasobożernym systemem, który regularnie udowadnia mi, że nie mam zielonego pojęcia jak on działa. I coraz bardziej niewiarygodne wydaje mi się, że on w ogóle działa, biorąc pod uwagę ilość rzeczy, które działają/działały w nim "przez przypadek". Jest to niesamowite, że w czymś tak skomplikowanym coś może działać przez przypadek, tzn. autor zamierzał A, wyszło mu B, a w rzeczywistości całość działa na zasadzie C, acz to B jakimś cudem i tak przynajmniej częściowo spełnia swoje zadanie.

(Żeby jeszcze mi poprawić humor, ja sobie mogę poteoretyzować dlaczego B spełnia swoje zadania, acz tak szczerzę mówiąc, to już dawno przekroczyłem punkt w którym w jakimkolwiek stopniu ufałem swoim teoriom. Więc po prostu nie wiem.)

Irytuje mnie to. Sensem działania firmy oraz mojej w niej pracy jest osiągnięcie określonego celu. Kompletnie niedeterministyczny system w którym po prostu nie da się przewidzieć, czy coś będzie działało, czy nie będzie, to akurat przeciwieństwo moich życzeń. Nie cierpię R&D. A przynajmniej R&D na tym poziomie skomplikowania.

Egzotyczna Java

10 XI 2006, 11:32

W pracy byłem zmuszony rozkminić co dolega pewnemu przyogromniastemu programowi. Javowemu. Nie, żebym ja znał javę, no ale to na szczęście język mainstreamowy, więc poza jakimiś dziwadłami składnia wygląda jak najbardziej znajomo (a znaczenia różnych keywordów można się domyślić).

Ale co tam składnia. Po raz pierwszy widziałem na oczy kod spełniający chyba wszystkie normy SANEPIDu, BHP, ppoż i czego tam jeszcze. Każda klasa, każda funkcja, wszystko idealnie okomentowane!

I rzeczywiście, pisanie za każdym razem System.out.println, zamiast po prostu print, czy też JakaśKlasa.jakaśBardzoŚmiesznaFunkcja było upierdliwe, ale czytelność tego kodu z nawiązką to rekompensowała. Gdybym od tego momentu mógł dostawać tylko i wyłącznie taki kod do najeżania moimi obrzydliwymi hackami, to może nawet zostałbym programistą Javowym.

Źródłowe dystrybucje wcale nie takie cacy

03 XI 2006, 13:52

W pracy właściwie wszystkie maszyny chodzą na Gentoo. Ostatnio była dyskusja na temat tego, żeby to zamienić na jakieś binarne distro (Fedorę na ten przykład), bo pozwoli to na znacznie łatwiejszą instalację oprogramowania i takie tam.

Ja generalnie byłem przeciwny, ponieważ właściwie wszystkie maszyny po trochu robią za systemy produkcyjne i rozwojowe. W praktyce oznacza to, że przytłaczająca większość z nich ma paczki sprzed co najmniej półtora roku (wydanie Gentoo z początku 2005) i tylko pojedyncze programy były updejtowane (na przykład mysql do 4.1) wedle potrzeb.

Takie coś i owszem jest do osiągnięcia na dystrybucji binarnej, ale wtedy albo trzeba mieć dedykowaną osobę znającą się na budowaniu rpmów (co jest sztuką samą w sobie) i utrzymywaniu dystrybucji w ogóle, albo trzeba wszystkich ludzi odpowiednio przeszkolić, żeby wiedzieli co i jak robić (mało realistyczne imho, bo im starszy system bazowy, tym więcej różnych problemów będzie wychodziło i tym więcej czasu by ci ludzie tracili na rzeczy, które w teorii powinny być proste).

Dlatego też byłem za pozostawieniem Gentoo, a to z prostej przyczyny -- o ile w dystrybucji binarnej musielibyśmy i potrafić budować paczki i potrafić nimi zarządzać, o tyle tutaj jest to zasadniczo rzecz biorąc jedno i to samo. Założeniem Gentoo jest właśnie to, że jeśli chcesz mieć jakąś nową wersję programu, to nie musisz ze względu na zależności upgrejdować połowy systemu, bo ów program się po prostu przebuduje w zastanym środowisku i będzie działał jak trzeba.

A takiego wała. Przez ostatnie trzy dni przeżyłem dosyć brutalne (i frustrujące, bo przeszkadza mi w wykonywaniu pracy za którą mi płacą) zderzenie z rzeczywistością. Jeśli w dystrybucji binarnej chcę zainstalować na przestarzałym systemie jakąś nową paczkę, to zostanę po prostu zasypany listą zależności, których mój system nie spełnia, a bez których paczka działać ni będzie.

Natomiast moje kochane Gentoo zasypuje mnie zazwyczaj nic mi nie mówiącymi błędami sugerującymi, że coś w toolchainie jest nie tak. Co? A to już sobie mogę zgadywać na zdrowie. A najlepiej jakbym po prostu wszystko jak leci updejtnął, to by pewnie zaczęło działać.

O fakcie, że najwyraźniej domyślnie instalowane z systemem oprogramowanie do zarządzania paczkami jest dosyć biedne (w porównaniu z tym, co oferuje choćby vanilla rpm, o jakiś highlevelowych rzeczach typu poldek nawet nie wspominając) i żeby zrobić cokolwiek ciekawego muszę najpierw doinstalować jakieś dodatkowe programy (eix, genloop) nawet nie będę wspominał.

Muszę przyznać, że zalety tej dystrybucji coraz bardziej mi się zamazują.

« prev | next »