Creative Commons
Ja do tego całego CC zawsze miałem stosunek, erm, no w sumie nigdy nie wiedziałem na co to komu właściwie ma być. Tak, jasne, wszyscy teraz blogi piszą na potęgę, tyle contentu, więc jakby się go dało sklejać do woli, to by było fajnie i w ogóle. Ale kto by chciał sklejać i po co?
Aż mnie właśnie trafiło, jak przejrzałem artykuł o zasadach działania algorytmów kwantowych, nie używający nic, poza podstawową algebrą. Osoby mnie stale czytające już pewnie dawno zauważyły, że mam zboczenie na punkcie sposobów wtłaczania wiedzy w (zwłaszcza młodych) ludzi. Jestem zdania, że jak najwięcej profesjonalistów z wszystkich dziedzin powinno się zajmować tą kwestią i próbować coś robić w tym kierunku, bo dzięki temu raz na jakiś czas trafiają się ludzie, którzy rzeczywiście wykombinowali jak takie rzeczy powinno się pisać i dzięki nim powstają różne perełki. A to właśnie z czytania takich rzeczy powstają pasjonaci. Początkujący programista wie tylko tyle, że po przeczytaniu paru stron tekstu i wklepaniu kilku magicznych znaków w edytor, nagle pokazuje się na ekranie 'hello world'. On jeszcze wie i rozumie bardzo mało (kompilator? linker? kod maszynowy? polimorfizm? czarna magia?), ale to jest już ten najważniejszy początek, dzięki któremu ma motywację do dalszego zgłębiania tematu.
Ale wracając do tego kwantowego artykułu -- takich rzeczy jest na pewno więcej. Z niezliczonej ilości tekstów na te tematy (i na wszystkie inne), zapewne dałoby się zebrać do kupy te kilka napisanych przystępnym językiem i poruszające to, co najciekawsze.
I gdyby ludzie piszący takie rzeczy mieli w zwyczaju publikowanie ich na CC, to zwykły hobbysta, interesujący się akurat powiedzmy komputerami kwantowymi i mający zacięcie do pracy z tekstem pisanym (cholera wie, może nawet związany z tym zawodowo) mógłby po prostu zebrać odpowiednią ilość materiałów (tzn. od razu zabrać się do roboty, bez wysyłania najpierw zapytań i negocjowania czegokolwiek z autorami), poddać obróbce wedle woli (bo na przykład znacznie lepiej od oryginalnego autora wie, jak czynić tekst przystępnym dla odbiorcy) i 'wydać' takie coś poświęcając też czas na 'marketing'.
(Ilość ciekawych materiałów dostępnych w necie jest bardzo duża. To, nad czym boleję, to że wszystkie one są w formie bardzo poszatkowanej, tzn. jeśli jest się młodym człowiekiem, który sam nie wie czego chce, to trzeba mieć naprawdę duże zacięcie do klikania i czytania ton tekstu, zanim się będzie w ogóle miało jakiś pomysł na to, czym się chce zainteresować. Bardzo brakuje mi rzeczy typu "Complete guide jak zostać hakerem mroku, adresowany do młodzieży licealnej". Napisanie czegoś takiego od podstaw jest bardzo trudne i czasochłonne. Gdyby można było wziąć już istniejące teksty, i po prostu je złączyć do kupy i przerobić pod określony "target", to znacznie wzrosłaby szansa, że powstało by cokolwiek i że to cokolwiek miałoby jakąś większą wartość (choćby dlatego, że byłoby oparte o teksty, o których już wiadomo, że są wartościowe)).
Jeśli domyślną 'licencją' ogólnie pojętej wiedzy byłoby 'bierz i rób co chcesz' [1], to drastycznie wzrosłaby ilość ludzi mogących zrobić coś pożytecznego, nawet w tematach, z którymi nie są bezpośrednio związani (vide wikipedia). Powyższe "Quantum computing for dummies" jest tylko najprostszym tego przykładem.
[1] Nawiasem mówiąc tradycyjne periodyki naukowe typu Science, czy Lancet próbują bronić swojej obecnej pozycji jako jedynego źródła, z którego można otrzymywać publikacje naukowe. Okopały się na swoich pozycjach, zatrudniły nawet cholernie drogiego speca od PR-u. Ale nie pociągną długo. To jest zmiana tak oczywista dla większości ludzi, że albo się dostosują, albo zginą. Daję im może 5 lat.
Nawiasem mówiąc w końcu po ciężkich bojach udało mi się dziadków namówić na kupno komputera (z internetem). Spodoba im się (zwłaszcza dziadkowi) i na pewno będzie to ciekawsze i bardziej kreatywne od dziergania tysięcznej krzyżówki. Ale oni już nie będą całkowicie samodzielni w wyszukiwaniu nowych rzeczy. To nie to pokolenie.
Ale pomyślcie o ludziach powiedzmy do lat trzydziestu, którzy z internetu korzystali od wieku szkolnego, a więc dla nich jest to kompletnie naturalne. Spora część z tych ludzi już partycypuje w rozwój [2] różnych projektów, projekcików, społeczności małych i dużych. W wolnym czasie. A za jakieś trzydzieści-czterdzieści lat oni przejdą na emerytury. Będą mieli znacznie więcej wolnego czasu, a nie sądzę, żeby chęć robienia różnych fajnych rzeczy im przeszła.
To będą zdecydowanie ciekawe czasy.
[2] Sorry, musiałem chociaż raz tej frazy gdzieś użyć.

25 II 2007 o 19:03:22
Dzięki CC parę tekstów z mojego bloga zostało wrzuconych do nowego Savage (savage.scene.pl)* :-)
Sam przeglądam Flickr w poszukiwaniu zdjęć na CC, aby potem ich użyć w designie, piksach w postach bądź innych miejscach…
* - zmodernizowałbyś sobie szablon, ani Textile, ani szukałki, ani linków nawigacyjnych…
25 II 2007 o 20:20:54
Pomysł jest niezły, ale żeby zrozumieć podstawy algorytmów 'quantum computation' to jednak jest potrzebna pewna wiedza z mechaniki kwantowej, w dodatku nie takiej jaka jest uczona na naszych uniwersytetach i politechnikach (nie wiem jak w świecie).
Ja do tego przedmiotu cenię sobie podrećżnik Preskilla, dostępny na stronie
http://www.theory.caltech.edu/~preskill/
(bez CC ;) )
25 II 2007 o 20:34:07
No to przydałby się jeszcze analogiczny art (z matematyką w miarę możliwości nie wykraczającą poza poziom podstawówki, jeśli w ogóle jakąkolwiek) z podstaw mechaniki kwantowej.
Na CC :)
25 II 2007 o 22:21:07
taka jedna uwaga, polimorfizm, to już dawno wyszedł z mody, teraz (erm od jakichś 10lat przeszło?) trendi jest metamorfizm.
a ogólnie to tak, jak będe na emeryturze, to dalej będe chciał klikać :D
26 II 2007 o 08:36:31
Apropo wtłaczania wiedzy, była kiedyś taka fajna książka pt. "Jak Pisać Wirusy" która była niczym jak podręcznikiem asemblera x86. Założę się że wielu programistów na tym wyrosło.
26 II 2007 o 09:22:33
Sorry, ale QM do Quantum Computation to jednak minimum operacje na macierzach ;). Ale zauważyłem, że na Wiki EN jest dużo wpisów na ten temat.
26 II 2007 o 21:05:41
Mam wrażenie, że jeszcze nie tak znowu dawno wiedza wytworzona za rządowy szmalczyk USiański była Public Domain. Była.