Dziurawa pamięć

O tym, że mam poważne problemy z zapamiętywaniem kto jak się nazywa już pisałem.

Ale ostatnio, będąc na zjeździe firmowym, gdzie 90% pozostałych pracowników, o szefach nie wspominając, nigdy wcześniej nie widziałem, doznałem swoistego olśnienia. Otóż ja nie mam problemów z zapamiętywaniem nazwisk sensu stricto. W głowie mam pełno nazwisk i nicków różnych ludzi.

Rzecz w tym, że są to ludzie poznani via internet, więc za każdym razem, gdy o nich myślę, robię to używając tych paru literek będących dla mnie jedyną ich reprezentacją (ponieważ jedyny kontakt mamy przez irca/żabę/maila). Niektórzy w takich wypadkach tworzą sobie w głowie jakiś obraz, jak dany człowiek powinien według nich wyglądać. Ja nie.

Co innego w przypadku osób poznawanych na żywo. Myśląc o nich używam ich twarzy. Skutek tego taki, że za cholerę nie jestem w stanie utrzymać w głowie "zbędnych" informacji w postaci ich imion. Musiałbym świadomie starać się na siłę je zapamiętać, żeby coś z tego było.

Ma to dosyć komiczne efekty. Tzn. będąc na trzecim roku studiów, ze względu na częste odczytywanie listy obecności na zajęciach, jak mi ktoś rzuci nazwiskiem, to pewnie byłbym w stanie w całkiem sporej ilości przypadków przypasować odpowiednie imię. Ale mimo to, jeśli chodzi o kojarzenie współstudentów z imienia (albo choćby z jakiegoś nicka), to moooże jestem w stanie to zrobić tak z dziesięcioma osobami. Na roku jest spokojnie ponad 150.

Adde commentarium: (textile lite)