Popingwinaryjnie, vol 1
Moja wersja tej historii.
No więc zacznijmy od tego, że Pani Prezes jest kobietą ode mnie starszą, bardziej dojrzałą i, co tu dużo mówić, bardziej doświadczoną.
Więc o ile założenie jest takie, że to facet powinien decydować co, kiedy, jak i jak długo, a rolą kobiety jest być uległą, o tyle w tym wypadku był z tym lekki problem, bo mój repertuar technik był dosyć ubogi i jak tylko chciałem coś spróbować, to po dwóch ruchach Pani Prezes mi przerywała i mówiła, żebyśmy spróbowali czego innego. Byłem dzielny, ale chyba sami rozumiecie, że dla faceta coś takiego jest bardzo deprymujące.
Nie pomogło, gdy, znudziwszy się próbami ze mną, wzięła była Pani Prezes mrmana, zaprowadziła go na pięterko i bóg jeden wie co tam z nim wyprawiała.
Szczęściem mrman nie był w stanie dostarczyć rozrywki na zbyt długo, Pani Prezes z pięterka zeszła, do mnie wróciła i próbowaliśmy dalej. Po iluśtam próbach ustaliliśmy co nam najlepiej wychodzi no i jakoś to szło. Nie było idealnie, bo co jakiś czas słyszałem zdławione 'ała', ale sami rozumiecie, noc, szampan, człowiek chciałby delikatniej, ale to nie zawsze wychodzi...
W każdym razie skoro mimo bolącego biodra i różnych innych obtarć i sińców kobieta chce jeszcze, to chyba znaczy, że sprawiłem się ok, nie?
19 III 2007 o 18:53
Piu piu, nie poznaję kolegi ;-)
19 III 2007 o 19:02
Uhm....
19 III 2007 o 19:08
Linux zbliża ;-)
19 III 2007 o 21:34
Tiaaa.. twardy jak walec drogowy, angielskiej produkcji ;)