Co jakiś czas śledzę poczynania Richarda Dawkinsa (nawet się zastanawiałem, czy sobie nie ściągnąć z zagranicy "The God Delusion", bo tłumaczenia cusik nie ma u nas i nie jestem pewien, czy będzie) i ostatnio wpadła mi pewna rzecz do głowy -- po to właśnie są starsi ludzie. Dla tych, którzy nie wiedzą -- Dawkins jest 66 letnim brytyjskim naukowcem z pokaźnym dorobkiem, który na stare lata postanowił się zabrać za zwalczanie religii i promowanie ateizmu. I tym się on różni od "miłych ateistów", że mówi wprost -- z naukowego punktu widzenia Bóg jest bardzo mało prawdopodobny, religie praktycznie z definicji to zbiory wewnętrznie sprzecznych przykazów, zaleceń i stwierdzeń, a ludzka religijność sprowadza się do wmawiania sobie, że działanie wbrew rozsądkowi (wiara) jest w jakiś sposób uzasadnione, ba, wręcz godne szacunku. Co jest oczywistym idiotyzmem. Popularne w kulturze stwierdzenie "należy szanować przekonania religijne innych" jest po prostu i zwyczajnie szkodliwe. Tak, oczywiście szanuję twoje przekonania religijne. A gówno prawda, uważam cię za ciemnego, przesądnego kretyna, ale społeczeństwo nauczyło mnie powyższej formułki i że, "z szacunku", nie powinienem z ciebie kpić za robienie szkodliwych kretynizmów.
Jak łatwo się domyślić, to nie są poglądy (do kupy ze sposobem ich formułowania), które przeciętny człowiek byłby skłonny prezentować publicznie. Można generalnie założyć, że większość ludzi, nawet jeśli uważa podobnie, to zbyt ceni sobie święty spokój, żeby się odzywać niepytanymi.
W uproszczeniu istnieją dwa typu ludzi, którzy mówią takie rzeczy na głos. Pierwszy to różni wolnomyśliciele, kontestatorzy i inni. Młode, wygadane, na wszystko ma swoje zdanie, etc, etc. Jeden na milion tym swoim gadaniem odnosi jakiś skutek i można o nim poczytać w podręcznikach do historii. Na marginesie natomiast będzie ładnie opisane jak bardzo skopane miał dany delikwent życie prywatne. Czemu? No bo interakcje z innymi ludźmi, czy interakcje ze społeczeństwem w ogóle, są leciutko utrudnione, jeśli np. ma się owo społeczeństwo za kupę zawszonych hipokrytów i mówi się o tym przy każdej okazji.
Drugim typem ludzi, na co niedawno przy okazji Dawkinsa wpadłem, którzy mogą sobie pozwolić na takie gadanie, są osoby starsze. Ich życie jest już ułożone, mniej są zależni od interakcji z innymi ludźmi, a poza tym co ważniejsze okresy już przeżyli, więc mogą sobie spokojnie pozwolić na jakąś krucjatę. Przynajmniej im się nie nudzi, jak Dawkinsowi.
Ci pierwsi natomiast proszą się o kłopoty. Na szczęście większość potencjalnych kandydatów na rewolucjonistów wyrasta z tego i w końcu uczy się, że się mówi to co się myśli, jak się jest młodym i głupim. A jak chce się coś w życiu osiągnąć i mieć zbilansowane, względnie szczęśliwe życie, to trzeba się odessać od własnych przekonań i bardziej dostosować do rzeczywistości.
Naciąganie faktów w rozmowach z klientami? Nieee, skąd, to się kapitalizm nazywa. Na pełny glanc to sobie mogą pozwolić ci z wyższych partii rynku (acz bullshit serwowany przez tych wysoko opłacanych marketoidów i tak jest legendarny), ci starający się zająć dolną część nie mogą wybrzydzać i specjalnie przebierać w środkach i zleceniach.
Jak już jesteśmy przy kapitalizmie, to przekonania przekonaniami, ale pieniądze nie śmierdzą, za coś trzeba żyć. Twoim zadaniem jest dostarczać takie usługi, żeby twoi szefowie uważali za sensowne wypłacanie ci pensji. Ich życie prywatne, ich potencjalnie błędne decyzje -- chuj z nimi, moim zadaniem jest zmaksymalizować szanse na to, że będą miał za co żyć. Ich błędy, rzeczy, które mnie w nich drażnią, część moich błędów i spostrzeżeń -- to wszystko zachowam dla siebie, jestem tu dla pieniędzy.
A tak, inni ludzie. Inni ludzie są fajni, ale jak się postarać, to żaden problem, żeby ich zrazić. Więc z tym nie rozmawiamy o religii, z tamtym nie rozmawiamy o czymkolwiek poza pracą, z jeszcze innym nie rozmawiamy praktycznie w ogóle o niczym.
Kobiety! Kobiety trzeba szanować! Kobiet nie traktujemy jako zabawek seksualnych, poza momentami, w których traktujemy. Związków z kobietami nie traktujemy tylko jako treningu, żeby nie wyjść z wprawy, poza momentami, w których traktujemy. Z kobietami jesteśmy zawsze szczerzy, chyba że akurat nie jesteśmy, bo tylko skończony dureń mówi kobietom wszystko. Z kobietami jesteśmy zawsze szczerzy, chyba że akurat nie jesteśmy, bo faceci, którzy się nie nauczyli, że z kobietami gada się kilka poziomów powyżej normalnej rozmowy (w której oczywiście też jesteśmy całowicie szczerzy, chyba...), zazwyczaj sypiają sami.
Tiaaa.
Ale co tam! Jak już będę stary i będę miał poukładane życie, to się zajmę głośnym mówieniem tego, co rzeczywiście mi leży na sercu!
Oczywiście zakładając, że będę miał jeszcze jakieś strzępy reputacji i nie będzie mi się chciało rzygać od patrzenia w lustro.

25 III 2007 o 19:18:51
"Książka Bóg urojony ukaże się nakładem Wydawnictwa CiS w maju 2007" - może się uda ;-)
25 III 2007 o 19:19:34
"Bóg Urojony"? Łeee. Mogli się bardziej postarać.
25 III 2007 o 22:49:54
Hmm... nie da sie komentowac czy jak? albo ograniczenie dlugosci... a taki ladny komentarz napisalem
25 III 2007 o 22:52:31
Brzmi jak tytuł głupiej powieści fantasy :)
25 III 2007 o 23:17:22
Ło matko! Stronę to maja tragiczną!
http://www.cis.pl/wydawnj.htm
25 III 2007 o 23:30:25
A kolega mmazur pewnie w Święta Bożego Narodzenia (a zapomniałem wtedy wg niektórych jest "Holidays") świętuje w ten czy inny sposób bo to fajna tradycja jest - nie.
Nie lepiej nie zaśmiecać sobie głowy tym co Ciebie tak naprawdę nie dotyczy. Jeżeli nie wierzysz w boga, to mnie to tak naprawdę nie obchodzi i tak nadal jesteś takim samym człowiekiem jak ja.
Wpadanie w zachwyt z powodu naukowca z dużym dorobkiem naukowym nie przekonuje mnie, jak ktoś ma takie poglądy jego sprawa. Nie można naukowo udowodnić że Bóg istnieje, tak samo nie można udowodnić, że Bóg nie istnieje.
Nie próbuje negować twoich poglądów gdyż masz do nich prawo tak samo jak ja do swoich.
Aha jeszcze mam pytanie w jaki sposób szkodliwe jest to, że należy szanować przekonania religijne innych ludzi.
25 III 2007 o 23:58:01
Hmmm. Zapomniałem tytułu do notki wymyślić.
@Bodek -- nie, nie mam zamiaru dyskutować na ten temat, nie o tym była notka.
Ale wiedz, że żywię głęboki szacunek do twoich przekonań religijnych. Serio serio.
(Adasi, przyznaj się, też wysmarowałeś wpis nie na temat, tylko do tego dawkinsa się chciałeś przyczepić.)
26 III 2007 o 00:34:48
Popieram stanowisko mmazura.
Na ostatnią wigilię nie chciałem jechać. Zaprosiła (zmusiała) mnie rodzina. 2 tyg wcześniej mówiłem, że nie dzielę się opłatkiem. W momencie łamania, 7 osób popatrzyło się na mnie krzywo, a po kolacji jeszcze skrytykowano moją decyzję.
Nie jest łatwo być nie wierzącym w tym kraju.
26 III 2007 o 19:29:59
Jak słusznie zauważył mmazur wpis nie jest na temat "Boga nie ma", ale na temat "lepiej być chorągiewką na wietrze" niż się narażać (bez urazy). Jednak trudno się do jednej kwestii nie odnieść- chodzi mi mianowicie o "naukowy punkt widzenia" lub używane czasami stwierdzenie, że coś jest "naukowo udowodnione". Otóż teorie naukowe zawsze będą tylko teoriami, czyli takim opisem świata, który pasuje do znanych nam z różnych doświadczeń (badań) przypadków. Nigdy nie będziemy jednak pewni, że dane prawo jest uniwersalne. Mam wrażenie, że w związku z powyższym nie można powiedzieć, że coś jest niemożliwe z "naukowego punktu widzenia".
27 III 2007 o 20:43:06
Czy Dawkins opowiada również o Deizmie?
06 IV 2007 o 23:27:59
Dawkins ma rację, ateizm jest super.
„Współcześni teiści mogliby przyznać, że faktycznie
są ateistami wobec Baala i Złotego Cielca, Tora i
Wotana, Posejdona i Apolla, Mitry i Ammona Ra.
Wszyscy jesteśmy ateistami wobec większości bogów,
w jakie ludzkość kiedykolwiek wierzyła.
Niektórzy z nas po prostu poszli o jednego boga dalej"
Richard Dawkins, Kapelan diabła
06 IV 2007 o 23:34:01
Dialog człowieka wierzącego z ateistą toczy się zazwyczaj za cenę podwójnego przemilczenia. Z jednej strony ktoś, kto doświadcza wiary, siłą rzeczy uznaje niewierzącego za ślepca. Z drugiej zaś strony ateiści często nie rozumieją, jak można "wierzyć w te bzdury". Gdzie więc znajduje się płaszczyzna porozumienia pomiędzy ludźmi o tak skrajnie odmiennych poglądach?
23 VI 2007 o 12:16:36
Właściwie, to nie wiem gdzie powinnam napisać komentarz, ale napisać trzeba. Bardzo lubię czytać twoje wpisy; nie żeby były jakieś kształcące, żeby myśli były podobne do własnych – wręcz przeciwnie, często się z twoimi poglądami nie zgadzam, przemyślenia uważam za głupie, nieprzemyślane lub przedwcześnie wysłane. Lecz najprawdopodobniej źle wysłowione.
23 VI 2007 o 12:16:50
Lubie je czytać, bo sama jestem w podobnej sytuacji (a przynajmniej tak mi się wydaje) – postępuję zgodnie z jakimiś własnymi przekonaniami, które uważam za słuszne, czasem coś mi się bardzo (nie)podoba, lecz gdy tylko spróbuje o tym komuś powiedzieć, podzielić się, to wysławiając swoje myśli wychodzę na idiotkę/kogoś o śmiesznie głupich poglądach/dziwaczkę gadającą od rzeczy.
Dlatego składam wyrazy uznania dla człowieka, który wychodząc na idiotę (nie jestem jedyną osobą, która się z ciebie śmieje), nie poddaje się w mówieniu (choć części) tego co myśli.
Pisałeś też kiedyś, że rozważasz pisanie anonimowego bloga, jeśli to nie była jedna z tych słomianych myśli, to zachęcam. Tylko umieść na joggerze bym miała szanse odnaleźć.