Dlaczego wolę mniej doświadczone kobiety, część pierwsza

Jakkolwiek historyjka o moich zmaganiach z Panią Prezes była w założeniu humorystyczna, to jednak sporo materiału było całkiem zgodnego ze stanem faktycznym.

Zwłaszcza o tym, jak Pani Prezes mnie depra..., znaczy deprymowała.

Otóż założenie tańca towarzyskiego jest proste -- facet prowadzi. I nie chodzi tylko o to, że to bardziej facet trzyma kobietę, niż na odwrót i że ona go może czasami używać jako różnej maści podpórki przy obrotach. Zasada generalnie jest taka, że jeśli partnerka wykona nieprawidłową figurę, to można przyjąć, że to jest jego wina. Dlaczego? Ponieważ przez sporą część czasu on ją w ten, czy inny sposób trzyma, a co za tym idzie jest w stanie tak inicjować, jak i ograniczać jej ruchy (tym samym powodując, że wykonanie przez nią jakiejś figury w sposób A jest dla jej ciała bardziej naturalne, niż zrobienie tego w sposób B).

Żeby zobrazować -- jak po prostu podniosę (w trzymaniu zamkniętym; wiecie, takie do tanga i innych takich) lewą rękę i partnerkę lekko popchnę w (jej lewy) bark, to się obróci w określony sposób. Nie będzie miała wyjścia, bo (a) moja podniesiona ręka będzie jej uniemożliwiała odejście na jakieś większe odległości, więc (b) naturalnym ruchem wymuszonym owym popchnięciem będzie obrót.

Tak to wygląda na poziomie bardzo podstawowym. Na wyższych poziomach facet może kobietą sterować w sposób bardziej precyzyjny, a i ona lepiej jest w stanie odczytywać co on chce. (Tyle teorii. W praktyce to ja ciężko widzę zrobienie jakiegoś sensownego układu bez wcześniejszego przećwiczenia przez obie strony jak on ma wyglądać, nawet jeśli oboje są bardzo zaawansowani. To całe 'sterowanie' i 'wyczuwanie' jednak ma swoje granice.)

W każdym razie ja ponieważ mam ledwo te pół roku (z hakiem) treningów za pasem, więc przy tańcu tak ja, jak i partnerka głównie się martwimy o kroki. Ona zazwyczaj zna układ, a jeśli się pomyli, to, o ile jej pomyłka nie uniemożliwia mi wykonania mojego ruchu, jestem zazwyczaj spokojnie w stanie dalej wykonywać układ, dając jej czas na szybkie dostosowanie się. I tak ma być. Pomyłki obu stron, o ile nie krytyczne (tzn. nie uniemożliwiające dalszego ruchu), nie powinny przerywać tańca.

I znowu generalnie większy problem tu mają faceci. Jeśli ona się pomyli i jego wybije z rytmu (pomijając przypadki, gdy po prostu uniemożliwia mu dalszy ruch), to znaczy, że on się dał z niego wybić, a nie powinien się był dać. Natomiast jeśli on się pomyli, to partnerka ma kompletny zakaz przerywania mu tańca (żeby go opieprzyć), ma za to wykonać to, co facet jej w danym momencie każe wykonywać. Widzicie haczyk? Facet nawet jak się pomyli, to powinien się pomylić w sposób na tyle zdecydowany, konsekwentny i z odpowiednim wyprzedzeniem, by umożliwić partnerce wykonanie (nieplanowanej) figury. Jeśli partnerka nie wykona, to przyjmujemy domyślne założenie, że to jego wina (znaczy, że nawet pomylić się nie potrafił jak trzeba). Znacie te stereotypy, że prawdziwy facet powinien być pewny siebie, zdecydowany i zawsze wiedzieć co ma robić, etc, etc? No więc ma to bezpośrednie przełożenie na filozofię tańca towarzyskiego (a przynajmniej na tyle, na ile ją rozumiem w wersji prezentowanej przez mojego nawiedzonego trenera z ADHD i jego żonę).

Ma to oczywiście swoje zalety, takie mianowicie, że odpowiednio doświadczony facet jest w stanie to robić nawet z totalnie zieloną partnerką (popularnie zwaną kłodą) i (a) jej się będzie podobało, (b) będzie jej się wydawało, że ona nawet całkiem niezła w te klocki jest i (c) jak ktoś spróbuje popodglądać, to nawet nie będzie to tak tragicznie wyglądało.

Masakra natomiast jest w przypadku odwrotnym -- gdy ona jest wyraźnie bardziej doświadczona od niego. Tak było z Panią Prezes (która o ile mnie pamięć nie myli ma za sobą jakieś 4 lata treningów), tak też jest ostatnio z pewnym dziewczęciem z dwuletnim doświadczeniem, które nam zesłali za karę z grupy wyczynowej (jej przewinieniem był brak partnera).

Otóż, jak już wspominałem, jak ja tańczę z partnerką na moim poziomie, to po prostu wykonujemy odpowiednie kroki plus kiedy trzeba używamy rąk. Wspomniane dziewczę natomiast nie wykonuje "po prostu kroków", tylko się całe wije...

A ponieważ obiecałem jakiś czas temu, że będę się starał nie przekraczać granicy 4kb tekstu, więc o tym jakie problemy ma facet, gdy mu się w trakcie kobieta cała wije, opowiem razem następnym.

  1. 1. Andrzej "The Undefined&qu

    (pierwszy!)

    Etam.

    Najważniejsze by nie dać się zacząć prowadzić i "stopować" partnerkę jak coś zaczyna się zbytnio wyrywać.

    Co jak co, ale w tańcu to mężczyzna musi prowadzić :)

    I będzie git.

  2. 2. Draakhan

    A ja się nie zgodzę. Założeniem tańca towarzyskiego jest to, że prowadzi ta osoba, która idzie do przodu. Osoba idąca do tyłu nie ma możliwości jakiegokolwiek rozsądnego prowadzenia. Owszem, o układzie decyduje rzeczywiście facet, ale jeśli decyduje on o ruchu w tył, to tylko daje znać partnerce ramką, że "idziemy w tył" i od tej pory decyzja o zakończeniu lub nagłej zmianie kierunku ruchu należy tylko i wyłącznie do partnerki. W przeciwnym przypadku może się to skończyć rozbiciem o inną parę na parkiecie :).

  3. 3. Jajcuś

    Śmierdzi seksizmem... Fuj! ;-)

  4. 4. GiM

    oooo, no nie, a ja czekałem na rozwinięcie :)

  5. 5. alucard

    ech, te tańce "towarzyskie"...
    1. jak można nazwać tańcem towarzyskim coś, co trzeba trenować (a żeby wystąpić na scenie to nawet morderczo), a dla kobiet występuje realne zagrożenie urazów kręgosłupa (odcinka szyjnego)...
    2. jak tańcem towarzyskim może być pamięciowy układ taki sam dla wszystkich, wydawałoby się przecież, że taniec to improwizacja... (a show ewentualnie może, ale wcale nie musi, być choreografią)
    3. "prowadzenie mężczyzny": za każdym razem kiedy przychodzą do mnie ludzie po tańcu towarzyskim, żaden nie potrafi prowadzić i wychodzi na to, że do tej pory partnerka "wiedziała" co ma tańczyć...

    a ludzi, którzy wymyślali nazwy powiesiłbym za jaja: tango argentino (czyli z hiszp. tango argentyńskie) nie ma nic, ale to nic wspólnego ze słynnym tańcem z Buenos Aires, podobnie z resztą, choć niektórym udało się uniknąć bzdurnego kojarzenia (np. Paso Doble "to jest" flamenco)...

    to tyle żalenia, nie mogłem się powstrzymać... :)

  6. 6. mmazur

    @Draakhan -- kobieta jest po pierwsze mniejsza, po drugie trzymanie zazwyczaj raczej niespecjalnie promuje wymuszanie ruchu przez nią, a po trzecie jej nie wolno (ona jest uczona się nie szarpać, a facet, żeby się nie dać jej prowadzić). Z czasem facet sobie wyrabia radar co się dookoła niego dzieje, więc jeśli jakaś inna para byłaby na kursie kolizyjnym, to kroku się nawet nie zaczyna (już nie wspominając o tym, że nie robisz jakiś zaawansowanych wygibasów na zatłoczonym parkiecie, bo logiczne, że się w kogoś władujesz).

  7. 7. mmazur

    1. Hehehe, wiesz, nawet w quake'a sobie nie pograsz za bardzo jeśli obie strony nie znają chociaż podstaw :) Poza tym co konkretnie jest niebezpieczne w tańcu dla kobiety?

    2. Pamięciowy układ (przynajmniej u nas) to jest teraz, póki się głównie skupiamy na krokach. Jak trener mówił, założenie jest takie (i czasami rzeczywiście tańczymy bez układu), że facet ma dowolność i tylko od jego zdecydowania i techniki zależy, czy partnerka rzeczywiście zrobi to, co on chce, żeby zrobiła.

    3. A to już zależy jak go uczyli i jak się sam uczył (znaczy na ile se wziął do serca, że musi umieć prowadzić). Ja jak bardzo nie umiem właśnie widzę po tych zaawansowanych partnerkach, gdy zwykłe podnoszenie ręki jest przez nie interpretowane raz tak, raz śmak. Najprawdopodobniej gdybym robił to z większym wyczuciem, to one częściej by robiły to, co chcę (nawet nie znając układu).

  8. 8. siwa

    Mateczko, co to jest!? Jakiś nowy szoł pt.: TANIEC Z GEEKAMI??
    Tańczy, śpiewa, programuje?

    Jestem w autentycznym szoku -- myślałam że mi RSS oszalał i podmienił mmazurowego blogaska. Może dlatego, że jedyna odmiana aktywności na parkiecie, jaką udało mi sie opanować to pogo...

  9. 9. alucard

    :D
    to co będę pisał poniżej to o tangu argentyńskim jest...
    1. podstawy, podstawy... mężczyzna, który potrafi prowadzić zatańczy z każdą kobietą niezależnie od jej poziomu umiejętności - to jest bardzo podobnie jak z administracją systemami :) - jeśli rozumiesz jak zachowuje się ciało kobiety pod wpływem tego co robisz i tego co ona myśli, to nie zdaży Ci się pomylić, a ja preferuję zamiast uczyć (się) tego co ma robić kobieta i co ma robić mężczyzna, rozumieć ciało kobiety (przez mężczyznę i ją samą) :)
    a co grozi kobiecie to mozna poczytać na pierwszym lepszym forum tańca towarzyskiego, najczęściej są to kontuzje właśnie odcinka szyjnego kręgosłupa (jakby co to się to nie tyczy tanga argentyńskiego czy kubańskiej salsy!)...
    2. z mojego doświadczenia wynika, że to "teraz" w tańcach towarzyskich nie kończy się baaaardzo długo (niestety), właśnie dlatego, że większość czasu ludzie skupiają się na krokach, ułożeniu rączki, nóżki, główki i kadłubka...
    3. no właśnie, to zależy jak go uczyli :)

  10. 10. mmazur

    @siwa -- zastanawiałem się nad śpiewa i gra, ale aż tyle wolnego czasu to ja nie mam. Za to umiem się bić ;)

    @alucard
    1. Taki poziom przychodzi dosyć późno. Żeby być w stanie przewidzieć i odpowiednio reagować na ruchy kłody, to trzeba mieć naprawdę sporo doświadczenia i umiejętności. Oczywiste jest, że (na początku) lepiej się ćwiczy, jeśli jedna i druga strona wie co robi. Nawiasem mówiąc poniekąd analogicznie trenuję sztuki walki i z podobnymi skutkami (tzn. większość ruchu, jaki ma miejsce mi umyka i przy moim trybie trenowania tak będzie do końca życia).

    2. A, to swoją drogą. Acz wiesz, te rączki, nóżki, główka i kadłubek to jest bardzo fajna rzecz. Ja 'tańczę' jak niedźwiedź, natomiast to zaawansowane dziewczę się wije. Właśnie dlatego, że ona umie te rączki, nóżki. Też bym tak chciał :)

  11. 11. alucard

    :)
    1. tu nie chodzi o reagowanie, tylko żeby kobieta sama bezwiednie robiła to co Ty chcesz :D:D:D, w końcu ją prowadzisz a nie skaczesz dokoła niej :D:D:D
    a co trenujesz? (/me starojapońskie jiu-jitsu :D)
    2. hmm, taniec powinien być naturalny, z tangiem jest tak, że najczęściej zaczyna Ci zależeć żeby kobiety nie mogły oderwać od Ciebie wzroku dopiero w chwili, gdy żadna nie może oprzeć się Twojemu prowadzeniu - brzmi strasznie, ale w praktyce nie jest tysiącem godzin spędzonych na treningu, tylko na milondze - muzyka, kobiety, alkohol - słowem dobra zabawa, wypoczynek po pracy a nie następna harówa... :)

    gdybyś miał okazję być gdzieś w Warszawie, Krakowie albo Wrocq, polecam wpaść na milongę popatrzeć (we Wrocq wjazd jest za friko, a milonga skądinąd to taka tangoteka :D), kiedyś uczyłem grupę w Gliwicach, teraz też ktoś tam chyba uczy, ale nie wiem ile to jest osób i jak się organizują, w Katowicach jest całkiem spora grupa, która co jakiś czas ściąga Paulinę i Janka Woźniaków z Warszawy (chyba najlepsi nauczyciele w Polsce) :)

  12. 12. Patrys

    Ja jestem z Siwą - dla mnie taniec towarzyski, to jak ci ubrana na czarno panna w glanach nie depcze stóp w młynie ;)

  13. 13. mmazur

    1. Bezwiednie jak bezwiednie, jest pewne, że ona będzie robiła także rzeczy, których nie chcę, żeby robiła (założenie, że kobieta bez doświadczenia będzie się całkowicie płynnie poddawała prowadzeniu jest imho na wyrost). Przez reagowanie rozumiem właśnie 'prostowanie kłody', czyli kontrowanie ruchów, które ona będzie próbowała wykonywać wbrew temu, jak ją prowadzę. Oczywiście, w większości polega to na blokowaniu rąk kiedy trzeba i popychaniu w drugą stronę, ale takie nie dać się wyprowadzić z własnego rytmu, to też trzeba umieć.

    A trenuję brazylijskie jj :)

    2. Co do 'naturalności' tańca, to naturalnie większość ludzi (a zwłaszcza facetów) się rusza jak niedźwiedzie. Ćwiczeń czysto technicznych się przeskoczyć nie da. Analogicznie z krokami i ruchem rąk -- trzeba sobie wyrobić pamięć mięśniową odpowiednią ilością powtórzeń.

    Z mojego punktu widzenia różnica pomiędzy tancerzem nieodróżniającym się od tłumu, a odróżniającym się, jest właśnie w tej technice. Ja robię kroki, wspomniana na początku partnerka turniejowa natomiast się wije. Ja bym się chciał tak umieć wić.

    Zwłaszcza, że praktyka 'taneczna' obecnie jest taka, że 'tańczy' się w klubach, gdzie ani nie ma miejsca na taniec w parze, ani partnerki w większości nie mają nawet fioletowego pojęcia o co chodzi. Jedyne, co tu może być odróżniające się, to właśnie technika.

    Insza inszość, że zgodzę się, że, zwłaszcza dla facetów, byłoby bardzo przydatne mieć treningi nastawione głównie na prowadzenie.

  14. 14. alucard

    1. kiedyś byłem na zgrupowaniu z "brasilieros", ileż kontuzji z tego było :D ale zabawa przednia, świetna metoda walki, nie podoba mi się tylko, że tak bardzo dąży do parteru, w miastach, często przy dużych grupach napastników to trochę,,, niepraktyczne :D:D

    a co do tańca, to doszliśmy właściwie do logiki tańca (w parach) jako takiego, trudno tu mówić o jego odmianach w tym kontekście i co jest lepsze, itd. :)

    2. w pojęciu naturalności chciałem zawrzeć myśl, że jeśli rozumiesz co chcesz uzyskać, to Twoje ciało będzie pracować tak jak chcesz, a grację ruchów wypracujesz z czasem w praktyce, tak samo jak w walce - nie podoba mi się w tańcach towarzyskich uczenie rzeczy na sztywno, na konkretną modłę, pozycję, postawę, kroki, cokolwiek...

    a co do praktyki tanecznej: na milongach i salotekach (salsa cubana) baaaardzo rzadko widzi się tańczących samotników (zresztą w tangu to raczej mało ciekawe z samej idei tanga jako tańca gdzie mężczyzna prowadzi kobietę), więc tym bardziej polecam :D:D

  15. 15. DeeJay1

    Rety, mam coś wspólnego z siwą i Patrysem, idę się zastrzelić...
    BP, PPNMSP

  16. 16. mmazur

    1. Jeśli napastników jest >1, to jedyna pewna technika nazywa się techniką rączej łani (czy jakoś tak). Tzn. nogi za pas.

    Zaś sprowadzenie walki jak najszybciej do parteru ma tę zaletę, że można przeciwnika szybko unieszkodliwić nie robiąc mu krzywdy. Imho jest to akurat bardzo praktyczne, zwłaszcza w kontekście polskiego prawa. Oczywiście oznacza to też, że ubrania pewnie będą do wywalenia, ale to akurat dobrze, bo jest bardzo dobrą motywacją do nie wdawania się w takie rzeczy o ile nie jest to już naprawdę niezbędnie konieczne.

    2. To, że ja rozumiem co chcę uzyskać wcale nie oznacza, że moje ciało będzie pracowało tak jak chcę. Moje ciało przez czas dłuższy będzie mi bardziej przeszkadzało, niż pomagało, no bo po prostu tak wygląda uczenie się przez ludzi jakichkolwiek nowych 'zdolności motorycznych', że to tak nazwę. Dopiero od pewnego poziomu zaawansowania rzeczywiście panuję nad swoim ciałem w stopniu wystarczającym, by dostrzegać odpowiednią ilość szczegółów i być się w stanie samemu kontrolować i poprawiać (to głównie w kwestii tych wszystkich bajerów typu wymachy rączek, machanie głową, świdrowanie oczami partnera, etc.). Natomiast dopóki owego poziomu nie osiągnę, to zostaje mi tylko toporne wykonywanie tego, co mi trenerzy karzą. A ich z kolei zadaniem jest co jakiś czas dokładać nowe rzeczy (typu, na razie były kroki, teraz jeszcze proszę zwracać uwagę na napięcie na rękach), żebym coraz więcej z tego wiedział i potrafił wykonać.

    (Nawiasem mówiąc jeśli trenerzy tego nie pilnują, to po dłuższym czasie takiego 'wolnego trenowania' bez wskazówek można sobie ugruntować błędne nawyki. I później są problemy z oduczeniem się tego.)

    A co do praktyki tanecznej -- ja mówię o tym, co w 99% uchodzi za taniec obecnie. Co by nie mówić, te twoje milongi i saloteki, to jest zabawa dla wtajemniczonych, do tego jakiś ułamek procenta wszystkich gibających się w ten rytm, czy tamten. A że mieszkam w Opolu, to w ogóle szczerze wątpię, żeby tu coś takiego występowało.

  17. 17. Draakhan

    @mmazur: Prowadzenie to nie jest żadne wymuszanie czy szarpanie, tylko dawanie delikatnych znaków. Partnerka nie musi być 2x większa od Ciebie, żeby mogła dać Ci skutecznie znać, że "generalnie to będzie lepiej jak w tym momencie nie będziemy się rozpędzać". Kurs kolizyjny może się zdarzyć nie tylko przed zaczęciem kroku, ale w każdym momencie. A co do zaawansowanych wygibasów, to po kilku latach trenowania nie tańczy się kroku podstawowego, tylko zdecydowanie bardziej zaawansowane i dynamiczne układy i w takim momencie wystarczą 3 pary na parkiecie, w których partnerzy nie potrafią posłuchać partnerki, żeby zrobiła się rzeźnia. Zgadzam się jednak, że na początku, to faceci muszą nauczyć się prowadzić, a dziewczyny oduczyć. Sam pamiętam, jak mój trener dzielnie wybijał to prowadzenie dziewczynom z głowy :). Jednak po dojściu do momentu, gdzie grupa przestaje przypominać stado niedźwiedzi, na odmianę my mieliśmy szoka, jak nas trener uczył, że jednak czasem dziewczyna ma coś do powiedzenia, a czasem nawet bardzo dużo :).

  18. 18. alucard

    1. "nie robiąc mu krzywdy" - pierwszy raz słyszę coś takiego od adepta jj (a już szczególnie brazilijczyka), przecież jj to metoda wojskowa (bujitsu)... ;)

    2. masz poniekąd rację, chodzi jednak o to, żeby mieć radość z tego co robisz (np. na milondze albo salsotece - chodziło mi o _salsoteki_...) a nie _trenować_ zajadle przez X lat, po to żeby ewentualnie pojechać na jakiś turniej i zostać mistrzem klasy S :)

    a tak na marginesie, to ubzdurało mi się, że studiujesz na politechnice śląskiej (stąd te Gliwice - Katowice), a co do Opola - jak z salsą to nie wiem, jeśli chodzi o tango, to wiem, że teraz sprowadziła się tam dziewczyna z RPA (czasem przyjeżdża na milongi do Wrocka), miała coś tam rozkręcać, ale chyba ucichło... :/

    @draakhan: noooo, to jest ciekawe, o takich niuansach nie zdawałem sobie sprawy :) w tangu argentyńskim wszystko zależy od mężczyzny, co ciekawe, jest to taniec, który "wspiera" tańczenie wielu par w tym samym momencie (podobnie zresztą jak salsa) :) niezależnie od poziomu zaawansowania (mało tego - w przypadku obu tańcow im jest ktoś lepszy, tym mniej przestrzeni potrzebuje, żeby zatańczyć jakieś nawet bardzo szalone kroki!)

    tańce towarzyskie są bardzo ciekawą formą, wydaje mi się tylko, że media robią nam wodę z mózgów, wmawiając, że do tańczenia w parach trzeba jakichś szczególnych, intensywnych treningów, walki ze swoim ciałem, ciałami kłód, itd. Zachód jak zwykle "odrobinę" przed nami już się od tego uwolnił (zresztą jak się na jutubie wpisze tango, to nielicząc kilku filmików zupełnie nie związanych z tangiem cała pierwsza strona wyników to tango argentyńskie - 1,3 i "tango-walz" pochodzą z show "una noche de tango" z '97, polecam też filmiki z Javierem Rodriguezem) :)

    no ale dobrze, czekamy przecież na drugą część :)

  19. 19. rhien06

    a podobno gadulstwo gorsze jest od pijaństwa mówią,ale nie ma pewności,bo to już czwarta nad ranem.
    Ale nuuudno by było bez tych szczerych „do bólu wynurzeń„z życiowej pustki.
    Pisz zatem wojowniku i niech moc będzie zTobą.

Adde commentarium: (textile lite)