Nie ma to jak gadające żaby

29 IV 2007, 21:26:38

Parę dni temu grillując sobie pod akademikami zdarzyło mi się porozmawiać ze znajomym i jego dziewczyną o typowych pierdołach, o jakich gadają młodzi ludzie, czyli co kto robi, co lubi robić, co by chciał robić no i takie tam pierdu pierdu o perspektywach na przyszłość.

No i w toku rozmowy tak sobie zacząłem myśleć na temat różnych preferencji odnośnie kobiet. Pierwsza myśl -- żeby była ładna!

No ale z drugiej strony -- a po co. Nie jestem młodym biznesmenem z ambicjami, ani tym bardziej obrzydliwie bogatym starym pierdzielem, żeby żona jak z magazynu miałaby mi być przydatna do częstego chwalenia się na różnych imprezach. Po pierwsze -- spotkania towarzyskie z moim udziałem nie są specjalnie częste, a po drugie -- akurat daleko im do pokazów mody i urody. Punkt ciężkości w nich jest raczej na jakąś w miarę ciekawą rozmowę.

No i tak sobie zacząłem myśleć. Owa dziewczyna znajomego studiuje matematykę. Tzn. że jeśli mam przed sobą kartkę papieru zapisaną jakąś matematyczną chińszczyzną, z której nic nie rozumiem, to ona najprawdopodobniej (a) rozumie co tam jest napisane i (b) potrafi to rozwiązać. To jest normalnie lepsze niż ta gadająca żaba z dowcipu o informatykach! Mieć kobietę, która jest lepsza od siebie w jakimś przedmiocie ścisłym (nie pogardziłbym też fizyczką, zwłaszcza z jakiegoś działu fizyki z dużą ilością geek pointów; kwantowej na przykład).

Ha! Chyba właśnie wymyśliłem jak powinna wyglądać trophy wife dla geeka ;)

Do you have a moment for a recruiter from Google?

24 IV 2007, 18:21:18

Wypełniając swój profil zawodowy na linkedinie starałem się w miarę precyzyjnie określić swój poziom zaawansowania w różnych przedmiotach. Język C -- za dużo go znam i za długo w nim siedzę, żeby się określić jako średniozaawansowany, więc wpisałem advanced. A ponieważ wiem jak wyglądają rzeczywiści eksperci od C i jaki grand canyon jest między nimi, a mną, to nawet nie próbowałem wpisywać 'expert'. Analogicznie python -- nie znam go aż tak dokładnie, żeby wpisać advanced, ale też napisałem już w nim wystarczającą ilość kodu, żeby nie wpisywać tam basic. I tak dalej i tak dalej.

Starałem się też zachować w miarę obiektywnie opisując czym się zajmuję w pracy. Bo prawdą jest, że ilość maszyn na których działa mój system liczę bardziej w dziesiątkach, ilość fizycznego ramu używanego na każdym serwerze w gigabajtach, a ilość łącza używanego przez tylko mój system (o innych pracujących w firmie nie wspominając) w gigabitach. No to chyba mogę napisać, że system jest 'big', nie?

No i wszystko byłoby fajnie pięknie, gdybym parę dni temu nie dostał maila od googlowego headhuntera (oni się sourcer nazywają, hgw dlaczego). No i ten mój big system nagle mi się bardzo bardzo skurczył.

Niby to co jest tu napisane (analogiczna pozycja jest też dostępna w Zurychu) pokrywa się z tym, co ja mam napisane na tym profilu w linkedinie, ale... tak, mam doświadczenie w tym, co tam jest napisane, że mam i rzeczywiście się tym zajmuję na codzień. Ale jednocześnie mam świadomość, że ja się tak naprawdę na tym nie znam. Pole programowania współbieżnego jest szerokie (tak część teoretyczna, jak i praktyczna), a dodatkowo google (co jest tam wprost napisane; o urban legendsach o googlu krążących nie wspominając) oczekuje mocnego podłoża teoretycznego z algorytmów w ogóle. A ja jedyne co z tych przedmiotów ze studiów pamiętam, to mniej więcej o co biegało w notacji O(x) i nic poza tym. A na boku nigdy się tego nie douczałem, bo mi po prostu nie było do niczego potrzebne i moje obecne rozumienie złożoności obliczeniowej różnych algorytmów mi wystarcza.

Do czego zmierzam? No, że jednak umiejętność rzeczywiście obiektywnej oceny własnych umiejętności w konkretnym kontekście jest czasami okdr. Są sytuacje, w których zazdroszczę różnych czworoocznym nerdom mającym całą wyższą studencką matematykę w małym palcu, którym dodatkowo się wydaje, że są niewiadomo jakimi koderami. Naprawdę. W pewnych momentach to jednak znacznie ułatwia życie.

(Oczywiście to są rozważania czysto teoretyczne, bo (a) mam pracę i (b) muszę skończyć studia, więc jakiekolwiek próby startowania byłyby tylko stratą czasu.)

P.S.

Tak, całe powyższe pierdu pierdu to tylko pretekst, żeby się pochwalić, że dostałem maila od googlowego headhuntera. Prośby o autografy proszę mailem.

Takie tam

21 IV 2007, 17:40:13

1. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie -- skrypt/patch do irssi pozwalający na sprawdzanie pisowni w locie (język konfigurowalny per kanał, najlepiej zaczerwienianie złych słów jak w vimie). Jak ktoś widział, to niech powie, będę wdzięczny, a jak ktoś nie widział, a zechce mu się napisać, to z wdzięczności nawet oddam dziewictwo.

2. Potrzebuję crma z cmsem. W pehapie. Generalnie chodzi o prowadzenie małej firmy. Miał ktoś styczność, może coś polecić?

3. Hosting z dobrymi możliwościami rozwoju (od prostego pehapa z mysqlem w wersjach różnych, aż po nawet xeny, czy inne takie). Tanio. Gdzie? Dreamhost? Coś innego?

Wiosna

13 IV 2007, 23:40:24

Nie wiem z czego to konkretnie wynika, ale na wiosnę kobiety się robią jakieś takie ładniejsze. Może to przez to, że mają na sobie mniej ubrań?

Tak czy siak facet który wymyślił okulary przeciwsłoneczne powinien był dostać Nobla.

pld.org.pl

12 IV 2007, 01:03:28

Prawie cztery lata po forku. Odzyskanie domeny to już chyba ostatni rozdział tej historii.

Heh. Prawa Murphy'ego. Ten mail to ja wtedy miałem wysłać na listę, ale akurat padł mi net.

Tyle lat. Jaki ja wtedy byłem młody.

Dlaczego wolę mniej doświadczone kobiety, część druga

02 IV 2007, 15:53:02

Część pierwsza.

Poruszaj palcem wskazującym prawej ręki. No, poruszaj. Jesteś to w stanie zrobić, prawda? A potrafisz wytłumaczyć jak to się stało? No, z tym już gorzej. Wiesz jak spowodować, by się ruszał. Nie masz natomiast zielonego pojęcia jak to się właściwie dzieje, że się rusza. Twój mózg zna te wszystkie szczegóły związane z ruszaniem palcem (mięśnie, ścięgna) -- ty natomiast nie.

Mózg to jest taka wielka skomplikowana sieć neuronowa, którą można wytrenować do robienia różnych dziwnych rzeczy. Twój mózg wie jaka jest struktura języka, jakim się posługujesz, ty nie (o ile nie jesteś lingwistą). Twój mózg wie jak sterować twoim ciałem, ty nie (o ile nie jesteś... no jakimśtam atletą-naukowcem). Etc, etc.

Co najważniejsze w tym wszystkim -- twój mózg potrafi wykonywać te rzeczy znacznie sprawniej, niż ty jesteś to w stanie robić, jednocześnie pozwalając tobie na skupianie się w tym czasie na czymś innym. Dlaczego początkujący kierowca popełnia tyle błędów? Bo próbuje świadomie sterować wszystkim na raz, a świadoma część jego mózgu ma tak naprawdę bardzo ograniczone moce przerobowe i jeśli jest za dużo na raz do roboty, to się bardzo szybko zatyka. A nawet jeśli się nie zatka, to to, co robi, robi zazwyczaj bardzo topornie (mało płynna zmiana biegów na ten przykład).

Jakieś dwa lata temu znajomy po raz pierwszy pokazał mi o co chodzi w brazylijskim jiu-jitsu (coś ala zapasy/judo). Z mojej pierwszej, maksymalnie kilkudziesięciosekundowej, walki, nie zapamiętałem praktycznie nic. Wszystko działo się bardzo szybko, a na koniec przegrałem!

Obecnie, po półtora roku treningów, podobne walki wyglądają całkiem inaczej. Ponieważ mój mózg wykonuje za mnie znaczną ilość czynności, ja mogę się skupić na obserwowaniu tego, co się dzieje (a czas płynie mi dzięki temu znacznie wolniej). Mogę na przykład podczas walki rozmyślać o słabych punktach przeciwnika.

Jednak dajcie mi zawodnika wyraźnie bardziej zaawansowanego ode mnie i znowu czas znacznie przyspieszy, a ja nie będę w stanie zauważyć większości rzeczy, jakie się w czasie walki dzieją. Obronię się raz, obronię się drugi raz, aż nagle obudzę się z dźwignią na któryś staw. W momencie w którym dotrze do mnie co się dzieje, będzie już za późno.

Podobna zasada jest w tańcu, tyle że tam występuje dodatkowe utrudnienie w postaci prowadzenia. Tzn. jeśli tańczymy, to ja mam być w stanie myśleć nie tylko za siebie, ale poniekąd i za partnerkę (bo ona nie może wykonywać połowy swojego układu, o ile ja nie zainicjuję w odpowiednim momencie jej ruchów). I żeby być w stanie to robić, muszę mieć bardzo dobrze opanowaną własną technikę (głównie kroki), by móc się w stanie skupić na pilnowaniu, czy partnerce się dobrze tańczy, analizowaniu jak w praktyce wypada moje prowadzenie i eksperymentowaniu z różnymi rzeczami.

I tu pojawia się problem z zaawansowaną partnerką. Kobieta na moim poziomie głównie martwi się swoimi krokami, a czasami, jak jej przypomnę, trzymaniem odpowiedniego napięcia na rękach, więc o ile nie zrobi jakiegoś większego błędu, ja jestem w stanie spokojnie skupić się na swojej działce i przy okazji nie dać się przez nią wybić z rytmu.

A co robi bardziej zaawansowana partnerka? Wije się. Jej obrót to nie jest po prostu kilka kroków, to jest ruch całym ciałem, z różnymi wymachami rąk włącznie.

Powoduje to szereg problemów. Po pierwsze, jej figury są znacznie mniej tolerancyjne na niedobory mojego prowadzenia. Ona jest bardziej świadoma tego, czy nie spóźniam się z wprowadzeniem jej w obrót, ponieważ ona podczas takiej figury robi znacznie więcej rzeczy, więc i potrzebuje lepszego oparcia, żeby nie stracić równowagi i zatrzymać się w odpowiednim momencie.

A nawet jeśli się nie spóźniłem, to nagle się okazuje, że moja część danej figury jest nie do końca taka, jaka być powinna. Prawą rękę, którą zawsze zostawiałem gdzieśtam, nagle nie mogę zostawiać gdzieśtam, bo, wijąc się, partnerka swoimi rękami uderza o moje. I ja (świadoma część mojego mózgu) nagle w środku wykonywanej figury dostaję sygnał, że coś jest nie tak. Nawet jeśli ten sygnał zignoruję, to i tak właśnie znacznie wzrosła szansa, że, skupiwszy się przez ułamek sekundy na czymś innym, niż własne kroki i sterowanie partnerką, coś skopię.

I ostatnia rzecz -- ja jestem wszystkich powyższych rzeczy świadom. I to bynajmniej nie pomaga. Muszę się świadomie zmuszać do ignorowania faktu, że ruszam się przy niej jak kloc i że w połowie wykonywanych przez nią figur jej bardziej przeszkadzam, niż pomagam. Dodatkowo w większości wypadków nawet nie mam specjalnie punktu zaczepienia, żeby wykombinować co konkretnie powinienem poprawić (brak doświadczenia), czyli po raz n-ty czuję, że coś jest w danej figurze nie tak i nie wiem co z tym zrobić.

Skutek generalnie jest taki, że rzeczywiście popełniam więcej błędów. I niespecjalnie mam co z tym zrobić, bo ona nie jest aż tak doświadczona, by być w stanie w sensowniejszy sposób coś poradzić (zwłaszcza facetowi), a lekcje nie są prywatne, więc i trenerzy nie są na każde zawołanie.

Podsumowując -- zdecydowanie przyjemniej jest, jeśli kobieta jest mniej doświadczona od faceta.

Bosz

02 IV 2007, 01:11:53

Co to kurwa jest? Przez cały dzień dwóch idiotów cośtam się pluje w te i nazad, ku uciesze tłumów.

Gdzieśtam się plącze sparrow wyjaśniając na wstępie, że to na poważnie jest.

Po czym ogłasza, że to wcale nie jest na poważnie i to taki 'żart' był.

A idioci nadal się cośtam pultają i w sumie wychodzi na to, że część była na poważnie, a część nie.

Co to w ogóle kurwa jest?

Jeśli tak mają wyglądać 'żarty prima aprilisowe', to ja mam sugestię. Za rok sobie żarty podarujcie. Bo wam one ni chuja nie wychodzą.

« | »