Dlaczego wolę mniej doświadczone kobiety, część druga

Część pierwsza.

Poruszaj palcem wskazującym prawej ręki. No, poruszaj. Jesteś to w stanie zrobić, prawda? A potrafisz wytłumaczyć jak to się stało? No, z tym już gorzej. Wiesz jak spowodować, by się ruszał. Nie masz natomiast zielonego pojęcia jak to się właściwie dzieje, że się rusza. Twój mózg zna te wszystkie szczegóły związane z ruszaniem palcem (mięśnie, ścięgna) -- ty natomiast nie.

Mózg to jest taka wielka skomplikowana sieć neuronowa, którą można wytrenować do robienia różnych dziwnych rzeczy. Twój mózg wie jaka jest struktura języka, jakim się posługujesz, ty nie (o ile nie jesteś lingwistą). Twój mózg wie jak sterować twoim ciałem, ty nie (o ile nie jesteś... no jakimśtam atletą-naukowcem). Etc, etc.

Co najważniejsze w tym wszystkim -- twój mózg potrafi wykonywać te rzeczy znacznie sprawniej, niż ty jesteś to w stanie robić, jednocześnie pozwalając tobie na skupianie się w tym czasie na czymś innym. Dlaczego początkujący kierowca popełnia tyle błędów? Bo próbuje świadomie sterować wszystkim na raz, a świadoma część jego mózgu ma tak naprawdę bardzo ograniczone moce przerobowe i jeśli jest za dużo na raz do roboty, to się bardzo szybko zatyka. A nawet jeśli się nie zatka, to to, co robi, robi zazwyczaj bardzo topornie (mało płynna zmiana biegów na ten przykład).

Jakieś dwa lata temu znajomy po raz pierwszy pokazał mi o co chodzi w brazylijskim jiu-jitsu (coś ala zapasy/judo). Z mojej pierwszej, maksymalnie kilkudziesięciosekundowej, walki, nie zapamiętałem praktycznie nic. Wszystko działo się bardzo szybko, a na koniec przegrałem!

Obecnie, po półtora roku treningów, podobne walki wyglądają całkiem inaczej. Ponieważ mój mózg wykonuje za mnie znaczną ilość czynności, ja mogę się skupić na obserwowaniu tego, co się dzieje (a czas płynie mi dzięki temu znacznie wolniej). Mogę na przykład podczas walki rozmyślać o słabych punktach przeciwnika.

Jednak dajcie mi zawodnika wyraźnie bardziej zaawansowanego ode mnie i znowu czas znacznie przyspieszy, a ja nie będę w stanie zauważyć większości rzeczy, jakie się w czasie walki dzieją. Obronię się raz, obronię się drugi raz, aż nagle obudzę się z dźwignią na któryś staw. W momencie w którym dotrze do mnie co się dzieje, będzie już za późno.

Podobna zasada jest w tańcu, tyle że tam występuje dodatkowe utrudnienie w postaci prowadzenia. Tzn. jeśli tańczymy, to ja mam być w stanie myśleć nie tylko za siebie, ale poniekąd i za partnerkę (bo ona nie może wykonywać połowy swojego układu, o ile ja nie zainicjuję w odpowiednim momencie jej ruchów). I żeby być w stanie to robić, muszę mieć bardzo dobrze opanowaną własną technikę (głównie kroki), by móc się w stanie skupić na pilnowaniu, czy partnerce się dobrze tańczy, analizowaniu jak w praktyce wypada moje prowadzenie i eksperymentowaniu z różnymi rzeczami.

I tu pojawia się problem z zaawansowaną partnerką. Kobieta na moim poziomie głównie martwi się swoimi krokami, a czasami, jak jej przypomnę, trzymaniem odpowiedniego napięcia na rękach, więc o ile nie zrobi jakiegoś większego błędu, ja jestem w stanie spokojnie skupić się na swojej działce i przy okazji nie dać się przez nią wybić z rytmu.

A co robi bardziej zaawansowana partnerka? Wije się. Jej obrót to nie jest po prostu kilka kroków, to jest ruch całym ciałem, z różnymi wymachami rąk włącznie.

Powoduje to szereg problemów. Po pierwsze, jej figury są znacznie mniej tolerancyjne na niedobory mojego prowadzenia. Ona jest bardziej świadoma tego, czy nie spóźniam się z wprowadzeniem jej w obrót, ponieważ ona podczas takiej figury robi znacznie więcej rzeczy, więc i potrzebuje lepszego oparcia, żeby nie stracić równowagi i zatrzymać się w odpowiednim momencie.

A nawet jeśli się nie spóźniłem, to nagle się okazuje, że moja część danej figury jest nie do końca taka, jaka być powinna. Prawą rękę, którą zawsze zostawiałem gdzieśtam, nagle nie mogę zostawiać gdzieśtam, bo, wijąc się, partnerka swoimi rękami uderza o moje. I ja (świadoma część mojego mózgu) nagle w środku wykonywanej figury dostaję sygnał, że coś jest nie tak. Nawet jeśli ten sygnał zignoruję, to i tak właśnie znacznie wzrosła szansa, że, skupiwszy się przez ułamek sekundy na czymś innym, niż własne kroki i sterowanie partnerką, coś skopię.

I ostatnia rzecz -- ja jestem wszystkich powyższych rzeczy świadom. I to bynajmniej nie pomaga. Muszę się świadomie zmuszać do ignorowania faktu, że ruszam się przy niej jak kloc i że w połowie wykonywanych przez nią figur jej bardziej przeszkadzam, niż pomagam. Dodatkowo w większości wypadków nawet nie mam specjalnie punktu zaczepienia, żeby wykombinować co konkretnie powinienem poprawić (brak doświadczenia), czyli po raz n-ty czuję, że coś jest w danej figurze nie tak i nie wiem co z tym zrobić.

Skutek generalnie jest taki, że rzeczywiście popełniam więcej błędów. I niespecjalnie mam co z tym zrobić, bo ona nie jest aż tak doświadczona, by być w stanie w sensowniejszy sposób coś poradzić (zwłaszcza facetowi), a lekcje nie są prywatne, więc i trenerzy nie są na każde zawołanie.

Podsumowując -- zdecydowanie przyjemniej jest, jeśli kobieta jest mniej doświadczona od faceta.

  1. 1. pascon

    Az tak pingwiarnia daly Ci w kosc? :P

  2. 2. ola

    uuu jak tak czytam to się cieszę, że mogę sobie po prostu tańczyć bez tego całego analizowania mam nadzieje, że taniec sprawia Ci jednak przyjemność:)

  3. 3. Kasia

    no zastanawiające obserwacje...
    dobrze, że taniec poprzedził u mnie te teorie;)

Adde commentarium: (textile lite)