Publiczne gadanie 101
Vide wpis o olimpiadzie. (Wytłumaczenie topica [drugi podpunkt].)
1. Dowcipy typu "jeśli wam powiem, będę was musiał zabić" są fajne. W teorii. Tak naprawdę sprzedać taki dowcip jest dosyć trudno i generalnie odradzam próby, zwłaszcza przed nieznaną widownią. Bo to jednak średnio wychodzi w praktyce. Następnym razem spróbuję jakiejś wersji "jeśli wam powiem, doświadczę bardzo złych rzeczy".
2. W ogóle lepiej się dobrze zastanowić przy każdym dowcipie. "MIT is like the Paris Hilton of technology universities. Every guy knows about it and want's to get inside." Wy zapewne rozumiecie dwuznaczność. Komsija chyba na szczęście nie załapała.
3. Z publicznym gadaniem jest jak z pisaniem typu dziennikarskiego (czy blogowego). Robi się to po to, żeby coś przekazać. Nie służy prezentowaniu swoich umiejętności oratorskich, nie służy tłumaczeniu publiczności jaki prowadzący jest fajny, nie służy też przedstawieniu wszystkiego, co autorowi się kojarzy z określonym tematem. Cały widz polega na tym, żeby opowiedzieć o najważniejszych kwestiach, takimi słowami, żeby widz zrozumiał i w taki sposób, żeby nie przestał słuchać w trakcie (np. księża katoliccy są specjalnie tak szkoleni w modulacji głosu, żeby uśpić słuchaczy; dzięki temu mają oni później wyrzuty sumienia, że przysnęli na mszy i wrzucają więcej na tacę). Oczywiście, jak wszędzie, także tutaj poziomów zaawansowania jest multum (np. jak się dużo przemawia, to niegłupim pomysłem jest sobie wyprostować i wybielić zęby), ale w 99% przypadków na dziesięć ilość wiedzy wymagana do bycia wystarczająco kompetentnym nie jest zbyt duża. Wystarczy chcieć ją przyswoić (i później trochę potrenować).

25 V 2007 o 13:53:22
Jaki był przekrój płciowo-wiekowy komisji, że (na szczęście) nie załapała? :) Świetny dowcip, swoją drogą :)
25 V 2007 o 14:02:45
Nie wiem, czy załapała. Mam nadzieję, że nie.
A wiekowo, to taki średni instytut języków obcych. Trochę świeżego narybku po studiach, a większość to kobiety koło/po trzydziestce.
25 V 2007 o 17:20:11
„księża katoliccy są specjalnie tak szkoleni w modulacji głosu, żeby uśpić słuchaczy; dzięki temu mają oni później wyrzuty sumienia, że przysnęli na mszy i wrzucają więcej na tacę”
Ciekawe, możesz coś więcej na ten temat? :D
25 V 2007 o 20:13:58
Niet. Tajemnica dziennikarska, nie mogę ujawnić źródła.
25 V 2007 o 21:42:30
„Trochę świeżego narybku po studiach, a większość to kobiety koło/po trzydziestce.”
moze liczyly na „cos” wiecej poza kulisami
i udawaly, ze nie zalapaly, a w duszy ogien ;)
26 V 2007 o 17:16:38
„księża katoliccy są specjalnie tak szkoleni w modulacji głosu, żeby uśpić słuchaczy; dzięki temu mają oni później wyrzuty sumienia, że przysnęli na mszy i wrzucają więcej na tacę”
Hmm… antyklerykalny sarkazm czy spiskowa teoria dziejów?
27 V 2007 o 18:22:16
„opowiedzieć o najważniejszych kwestiach, takimi słowami, żeby widz zrozumiał i w taki sposób, żeby nie przestał słuchać w trakcie”
Zgoda ― i tutaj pytanie: czemuż służą umiejętności oratorskie jeżeli nie właśnie temu?
27 V 2007 o 19:04:34
W sumie racja. Przy czym sens tego zdania był taki, że prowadzący ma mieć świadomość, że jego umiejętności są drugorzędne w stosunku do tego, co ma przekazać. Tzn. fajnie, że się nauczył jakiejś nowej techniki, albo że jest taki mistrz, że potrafi recytować Mickiewicza jak profesjonalista, ale on tam nie po to jest, żeby pokazywać, że umie.
31 V 2007 o 21:01:50
s/widz/wic