Urok marginesów
Jakiś czas temu stwierdziłem, że musi być jakiś sens posiadania papierowych książek niebeletrystycznych. Myślałem, myślałem, aż wymyśliłem. Od teraz czytam książki z ołówkiem, żeby móc sobie po nich pobazgrać, jak tylko mam jakieś przemyślenia związane z tym, co czytam.
Przyda mi się to do czegoś? Nie zakładałbym się. Ale przynajmniej mam zabawę, a za jakiś czas będę mógł się snobować, że mam niezgorszą biblioteczkę fachową i to jeszcze z "wartością dodaną" w postaci moich błyskotliwych komentarzy, tak, jak to bywało w czasach Leonarda! Idę sobie kupić binokle.
(Różnej maści twórcy i naukowcy czasów sprzed obecnej rewolucji komunikacyjnej, to jest w ogóle ciekawy temat, tylko musiałbym mieć czas na pisanie :(

22 VIII 2007 o 10:46:30
mój apel niegdyś ;)
27 VIII 2007 o 11:08:38
Z jednej strony – dość ciekawa rzecz. W mojej prywatnej biblioteczce jest kilkadziesiąt książek mających circa about 100 lat. I komentarze sprzed wieku, poza „wartością dodaną”, powodują też chwile zadumy nad przemijalnością. Z drugiej strony kiedy trafia w moje łapki książka pobazgrana, gdzie co drugie zdanie jest podkreślone,zakreślone,whatever, to mnie szlag trafia. Rozumiem – jedno, dwa zdania na marginesie – ale bez przesady!
ł. /ostatnio w ramach rozrywki intelektualnej kupiłem sobie ‘listy do młodego konserwatysty’ D’Souzy – właśnie po to, by na marginesie podyskutować z autorem. Właściwie to na marginesie powstaje druga książka, dość polemiczna – choć nie zawsze. Z ciekawością sięgnę po nią za XX-naście lat, by dowiedzieć się jaką ewolucję sam w tym czasie przejdę/