Co dolega PLD

29 IX 2007, 15:38

Mój mail sprzed paru minut.

Ja wiem, że to dziwnie brzmi, ale ja się na PLD wychowałem. Cała moja podstawowa wiedza, doświadczenia, wzięły się z tego projektu. PLD nie ma przed sobą wielkiej przyszłości. Przy pomocy PLD nie da się niczego osiągnąć. Openmoko ma przyszłość. Kernel ma przyszłość. KDE ma przyszłość. Jest wiele opensource'owych projektów z przyszłością. Takich, w których udział miałby dla mnie (znaczy -- mojego CV) wymierne korzyści.

Ale jakoś nie potrafię z tym PLD zerwać.

Japiszon: powrót

25 IX 2007, 01:08

Parę dni temu praca powiedziała, że jednak mnie kocha i czy może są jakieś warunki na których zgodziłbym się zostać.

Zwolnić się nie było łatwo, oj nie było. Wtedy na propozycję zostania odpowiedziałbym bez wahania. To było wtedy.

Mam problemy primabaleriny. Ale mam. Są moje i są kurwa trudne. Honej, ty i ja to nie to samo, ale... trudno było?

(Po)jesiennie

23 IX 2007, 20:54

Piękna pogoda. Las. Zalew. Znajomi, których widuję dwa razy do roku. Nowi ludzie. Rozmowy. Tematy. Noc. Ognisko. Wiecie jak łatwo jest zmieniać świat? Nie od razu cały, ale naprawdę można. Są takie sprawy, pozornie niepozorne. Ale potencjał jest ogromny. Wystarczy chcieć.

Gitary. Jej melancholijny głos, nastrojowe szanty nad pustymi winami, gdy świt już tuż tuż. Chłód poranka. Ostatni dzień.

Było idealnie.

Pierdut!

Powrót na ziemię. Niech mnie ktoś przytuli, ja chcę z powrotem :(

42

19 IX 2007, 23:28

Mieć zainteresowania. Mieć pasje. Poświęcać na nie czas. Gdy coś się znudzi, zająć się czymś innym. Tak sobie ustawić życie, żeby zawsze się czymś stymulować, żeby nie stało się ono nudne, żeby cały czas poznawać coś nowego.

Może dorzucić do tego jakąś kobietę, jeśli by się znalazła odpowiednia. Da się żyć bez, ale z natury jesteśmy stadni, więc pewnie by było raźniej. Po śmierci matki obiecałem sobie, że nie zacznę mówić sam do siebie na głos, jak Robinson Crusoe po powrocie z wyspy. Nie wyszło. Przestaje mi się chcieć z tym walczyć.

Jak już kobieta, to może i dziecko. Albo dwoje. Udana kariera zawodowa, ciekawe hobby, udana rodzinka, udane życie!

A gówno. Po prostu wykalkulowany sposób na to, żeby mi wyewoluowane zachowania gatunkowe nie truły za bardzo dupy zwiększając poziom stresu, niezadowolenia i w ogóle generując różne napięcia psychiczne, bo robię coś nie tak, jak powinienem.

Celu mi się zachciewa? Rozwiązanie proste! Zostać mężem stanu, wielkim naukowcem, innowatorem, słowem -- zapisać się na kartach historii!

Tak. Super. Jestem pewien, że Aleksander Wielki jest wielce rad ze swojego doniosłego życia.

Albo i nie. Przestał istnieć parę tysięcy lat temu, więc na chwilę obecną to, jak przeżył swoje życie, nie robi mu żadnej różnicy.

Znaczy nie wkręcę sobie bajki o doniosłości mojego życia dla historii ludzkości. To może którąś z absurdalnych ludzkich religii zajmujących się tymi kwestiami. Sąd ostateczny, czy reinkarnacja? Hm. Rzucić monetą? Nie, raczej nie. A może sobie jakoś przymulić mózg, żebym zapomniał to co wiem i żeby nigdy nie przychodziło mi do głowy zastanawiać się na te tematy? Niegłupie, ale obecnie niewykonalne.

No to gips. Jedyne co pozostało -- rzucić się pod pociąg. Też nie. Instynkt samozachowawczy mi nie pozwoli. Ba, jutro się obudzę cały radosny, że czeka mnie zajebisty dzień, bo mogę się zajmować tym, co mnie interesuje i w ogóle będę miał takie zajebiście udane życie!

Kurwa, ale to jest wszystko puste.

Eh, trzeba było się bardziej przykładać na biologii i chemii (albo pójść na kurs walki mieczem), zamiast tracić czas na jakieś pieprzone Linuksy, bo wygląda na to, że jedynym sensownym zajęciem są próby zostania nieśmiertelnym. A potem uzyskania odpowiedzi na pytanie o naturę życia, wszechświata i takich tam.

42

Lefthand e-Faktura a administratorzy

14 IX 2007, 14:38

Nie wiem, śmiać się, płakać? (Dla niewiedzących -- poniższa komenda listuje pliki znajdujące się w paczce rpmowej.)

[root@uslugi ~]# rpm -qlp lefthand-server-1.5.3-2.i386.rpm
/tmp/lefthand-server
/tmp/lefthand-server/buildroot.tar.gz
/tmp/lefthand-server/install.sh
/tmp/lefthand-server/manifest.txt
/tmp/lefthand-server/scripts
/tmp/lefthand-server/scripts/postinstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/postuninstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/preinstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/preuninstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/rpmfiles.txt
/tmp/lefthand-server/scripts/rpmheader.txt
/tmp/lefthand-server/scripts/tarMainInstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/tarMainUninstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/tarinstall.sh
/tmp/lefthand-server/scripts/taruninstall.sh

Ja rozumiem, że firmy idą na łatwiznę, bo pełna obsługa systemów linuksowych jest dosyć upierdliwa. Ale powyższe to tak, jakby ktoś mi pokazał środkowy palec. Mam nadzieję, że to będzie działało z PLD-owym Firebirdem, bo średnio mam ochotę takie gówno sobie wrzucać na serwer.

Update: A te pliki to tak naprawdę domyślny instalator Firebirda ze zmianą w postaci ustawienie hasła administracyjnego na masterkey, zamiast zapytania się o nie. Ciekawym, czy sama binarka bazy to też domyślnie wzięta od upstreamu, czy ich własny build.

GIL

10 IX 2007, 19:36

Facet ma point. W pracy zastanawiając się nad wyborem języka, stanęło na stackless pythonie, ale w pracy miałem systemy bardziej zbliżone do google'owych, gdzie wszyscy wiedzieli, że od razu trzeba pisać z myślą o maksymalnej skalowalności, bo drugiego podejścia nie będzie. Więc nikt się specjalnie nie obruszał, że nie będzie można pójść na łatwiznę z normalnymi wątkami.

Ale wątki to jest mainstream, a im dalej w czas, tym więcej systemów wieloprocesorowych na rynku. I jeśli python pozostanie poza mainstreamem, to może się to dla niego źle skończyć, a tego bym nie chciał.

Z drugiej strony, co potrafię dopiero docenić z perspektywy lat, python w dużej ilości sytuacji stara się być mądrzejszy od programisty i podsuwać mu pod nos najlepsze rozwiązanie, utrudniając korzystanie z innych. I może Guido ma rację zniechęcając do korzystania z wątków. A może nie. Na razie wygląda na to drugie.

Wolność!

03 IX 2007, 21:48

Mocno przeedytowany (i bez autoryzacji, ale autor się raczej nie obrazi :) cytat ze znajomego mojego ojca (znaczy że nie pierwszej młodości i ma już bliżej, jak dalej):

Szukanie nowych wrażeń, czyli zdobywanie doświadczeń oraz poznawanie nowych ludzi, środowisk -- to zawsze było dla mnie najważniejsze. Wolę robić to, co lubię -- zdecydowanie tak. Kasę generalnie mam w dupie. Nie żałuję [że nigdy nie zabrałem się za chomikowanie pieniędzy]. Żałuję tylko, że za mało poznałem, a czasu jakby coraz mniej.

Dzisiaj złożyłem wypowiedzenie z pracy. Dwa lata z hakiem, z czego praktycznie półtora roku spędzonych (z przerwami) nad jednym, gównianym projektem (o którym już pisałem parukrotnie), to dość. Ten miesiąc się jeszcze pokręcę po firmie dopinając rzeczy, które po sobie zostawiam (i szkoląc następcę), a wraz z rozpoczęciem nowego semestru na uczelni, będę wolnym człowiekiem.

Zarabianie dużych pieniędzy jest fajne, jeśli robi się to, co się lubi. Jeśli nie, to też ujdzie, pod warunkiem, że ma się w tym jakiś cel -- zarobić wystarczająco pieniędzy, żeby starczyło na X i się zwolnić. Ja niestety takiego celu nie miałem, więc doszło do tego, że zaczynałem szukać sposobów na wydawanie pieniędzy, żeby nie musieć pracować.

Pieprzyć to! Ja wiem co chcę robić. Pokręcić się po radiu studenckim (za dwa lata już nie będę studentem; teraz, albo nigdy). Rzeczywiście coś ruszyć w PLD, a nie tylko mądrze pogadać, po czym zapaść się pod ziemię "bo nie mam czasu". Pobawić się telefonem, choćby pozgłaszać błędy, może popodsyłać kilka patchy. Kopnąć w końcu tego 7thguarda. Doprowadzić się do takiego stanu, żeby znowu chciało mi się czytać książki (acz nie wiem jak to zrobić, może samo przyjdzie). Pobawić się w rozwijanie własnej firmy -- może się uda, może nie, tak czy siak będzie to coś nowego, ciekawego i nauczy mnie paru rzeczy.

I ponad wszystko -- zamknąć raz na zawsze ten głosik z tyłu głowy, który mi cały czas podpowiadał, że nie wywiązuję się z obowiązków, bo coś nadal nie działa, jest projekt do rozwijania, a ja nie powinienem teraz się obijać, tylko pracować, w końcu tyle mi płacą, że mają prawo wymagać.

Mam oszczędności. Jeśli będę uważał, a firemka będzie przynosiła choćby niewielkie dochody, to powinno mi spokojnie wystarczyć do końca studiów. Z niektórych rzeczy będę musiał zrezygnować (papa stołowanie się w sushi barze). Z innych nie mam zamiaru (treningi, pingwinaria, jesień linuksowa).

Może kiedyś będę żałował, że "przejadłem" te pieniądze. Ale wątpię. Kupię sobie za nie coś, czego nigdy więcej już nie będę w stanie kupić -- ostatnie dwa lata studiów takie, jakie zawsze chciałem.

Szczęśliwej podróży

02 IX 2007, 15:24

Przeczytałem kiedyś, że z wiekiem każdy z nas coraz lepiej uczy się grać, coraz bardziej jest tym, kim chce być, niż tym, kim był. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie kontaktów z osobami, które znały nas w młodości, które wiedzą jacy byliśmy naprawdę.

Gosia, cieszę się, że do ciebie zadzwoniłem, że posiedzieliśmy na rynku i pogadaliśmy. Nigdy nie waż się mówić, że nie ma z tobą o czym porozmawiać. Słuchałem cię przez te dwie godziny i wiem, że masz zainteresowania i potrafisz o nich opowiadać. Nigdy nie rezygnuj z poświęcania czasu na to, co cię interesuje. I mam nadzieję, że te pół roku w Niemczech spełni twoje oczekiwania.

Beatko, strasznie się zmieniłaś przez te kilka lat. Gdybym był dawnym sobą, nie zawróciłbym, żeby się upewnić, czy ta urocza blondynka to przez przypadek nie ty. Ale na szczęście zawróciłem. Nigdy się nie dowiesz jak dziwnym zbiegiem okoliczności znalazłem się tam wtedy i jak bardzo potrzebna była mi nasza rozmowa. Bardzo się cieszę, że nauczyłaś się poświęcać czas na swoje zainteresowania, nawet kosztem "nauki". I że masz te zainteresowania i lubisz to co robisz. Szkoda, że nie będziemy już mieli czasu się spotkać, bo pojutrze wyjeżdżasz. Ale słyszałem, że Kanada to bardzo ciekawy kraj i na pewno będzie ci się tam ciekawie studiowało. Zostań tyle semestrów, na ile będziesz miała ochotę.

Tak naprawdę żadna z was tego nie przeczyta, ale to nie szkodzi. Będziecie miały udane życie i tylko to się liczy.

« prev | next »