Wolność!
Mocno przeedytowany (i bez autoryzacji, ale autor się raczej nie obrazi :) cytat ze znajomego mojego ojca (znaczy że nie pierwszej młodości i ma już bliżej, jak dalej):
Szukanie nowych wrażeń, czyli zdobywanie doświadczeń oraz poznawanie nowych ludzi, środowisk -- to zawsze było dla mnie najważniejsze. Wolę robić to, co lubię -- zdecydowanie tak. Kasę generalnie mam w dupie. Nie żałuję [że nigdy nie zabrałem się za chomikowanie pieniędzy]. Żałuję tylko, że za mało poznałem, a czasu jakby coraz mniej.
Dzisiaj złożyłem wypowiedzenie z pracy. Dwa lata z hakiem, z czego praktycznie półtora roku spędzonych (z przerwami) nad jednym, gównianym projektem (o którym już pisałem parukrotnie), to dość. Ten miesiąc się jeszcze pokręcę po firmie dopinając rzeczy, które po sobie zostawiam (i szkoląc następcę), a wraz z rozpoczęciem nowego semestru na uczelni, będę wolnym człowiekiem.
Zarabianie dużych pieniędzy jest fajne, jeśli robi się to, co się lubi. Jeśli nie, to też ujdzie, pod warunkiem, że ma się w tym jakiś cel -- zarobić wystarczająco pieniędzy, żeby starczyło na X i się zwolnić. Ja niestety takiego celu nie miałem, więc doszło do tego, że zaczynałem szukać sposobów na wydawanie pieniędzy, żeby nie musieć pracować.
Pieprzyć to! Ja wiem co chcę robić. Pokręcić się po radiu studenckim (za dwa lata już nie będę studentem; teraz, albo nigdy). Rzeczywiście coś ruszyć w PLD, a nie tylko mądrze pogadać, po czym zapaść się pod ziemię "bo nie mam czasu". Pobawić się telefonem, choćby pozgłaszać błędy, może popodsyłać kilka patchy. Kopnąć w końcu tego 7thguarda. Doprowadzić się do takiego stanu, żeby znowu chciało mi się czytać książki (acz nie wiem jak to zrobić, może samo przyjdzie). Pobawić się w rozwijanie własnej firmy -- może się uda, może nie, tak czy siak będzie to coś nowego, ciekawego i nauczy mnie paru rzeczy.
I ponad wszystko -- zamknąć raz na zawsze ten głosik z tyłu głowy, który mi cały czas podpowiadał, że nie wywiązuję się z obowiązków, bo coś nadal nie działa, jest projekt do rozwijania, a ja nie powinienem teraz się obijać, tylko pracować, w końcu tyle mi płacą, że mają prawo wymagać.
Mam oszczędności. Jeśli będę uważał, a firemka będzie przynosiła choćby niewielkie dochody, to powinno mi spokojnie wystarczyć do końca studiów. Z niektórych rzeczy będę musiał zrezygnować (papa stołowanie się w sushi barze). Z innych nie mam zamiaru (treningi, pingwinaria, jesień linuksowa).
Może kiedyś będę żałował, że "przejadłem" te pieniądze. Ale wątpię. Kupię sobie za nie coś, czego nigdy więcej już nie będę w stanie kupić -- ostatnie dwa lata studiów takie, jakie zawsze chciałem.

03 IX 2007 o 21:56:58
Powodzenia :)
I chyba masz rację, po cichu – zazdroszczę :)
03 IX 2007 o 22:23:09
Proszę, gadasz jak człowiek.
03 IX 2007 o 22:31:40
Gratulacje – i powodzenia:)
03 IX 2007 o 22:57:59
Powodzenia.
04 IX 2007 o 09:31:34
Dałeś do myślenia.. od 2 miesięcy pracuję, zarabiam i mi się podoba, ale zostały mi 3 lata studiów, które ciężko może być pogodzić z pracą.. o książkach czy hobbystycznej pracy w domu póki co muszę zapomnieć.
Ale przynajmniej mam cel. Z rok wytrzymam.
04 IX 2007 o 11:16:42
Wow, dobry tekst. A właściwie Twoje podejście. Powodzenia.
04 IX 2007 o 11:18:41
hm, dałeś do myślenia, ale ja niestety nie mogę rzucić pracy…:( Tobie natomiast gratuluję i życzę powodzenia, i skrycie zazdroszczę.
04 IX 2007 o 11:21:23
Dopóki studia doputy wolność ;)
04 IX 2007 o 14:20:09
Niedawno miałem w sumie podobne, tylko dużo krótsze doświadczenie. Też mam za sobą. A jaka ulga, gdy się już „złoży wypowiedzenie”, uff… ;-)
04 IX 2007 o 17:01:11
Powodzenia (i gratuluję)!
04 IX 2007 o 18:07:19
Jeśli wybór jest typu ‘starczy na bezstresowe życie z przyjemnościami, lecz bez szaleństw’ vs. ‘kupa szmalu i zawał przed czterdziestką’, to IMO słusznie wybierasz, zwł., że te studia… Tak czy inaczej – baw się dobrze i powodzenia. A trawa i tak będzie bardziej zielona po drugiej stronie. ;)
05 IX 2007 o 10:23:20
Coś w tym jest…co prawda dopiero zacząłem pracę (idę na 4 rok) ale rozglądam się wokół – i chociaż mam z tego kasę to czuję, jak gdyby mi życie uciekało – chyba pieprznę to wszystko w cholerę jeszcze na samym początku….
08 IX 2007 o 17:30:04
Zjadło (?) mi poprzedni komentarz, więc tym razem krótko – gratuluję mądrej decyzji. A co do książek – ciężko będzie, mi się przez pół roku totalnego luzu nie udało się wrócić do czytania, i to mimo kilku prób i fajnych książek na półkach.
14 IX 2007 o 00:23:50
Najważniejsze to robić co się lubi :) Gratulacje i powodzenia na nowej drodze zycia
24 IX 2007 o 15:17:58
Hehe teraz kiedy już zaczynasz korzystać ze studiów to przydało by się napić na jakiejś imprezie w akademiku :P – okazja zawsze się znajdzie
02 XI 2007 o 15:24:33
Jakbym siebie słyszał, z tym że ja wciąż nie zdobyłem się na rzucenie pracy. Jeszcze trochę kasy na studia, trochę na zachcianki i będzie można spróbować. Tobie zaś życzę miłego, wolnego życia :)