(Po)jesiennie
Piękna pogoda. Las. Zalew. Znajomi, których widuję dwa razy do roku. Nowi ludzie. Rozmowy. Tematy. Noc. Ognisko. Wiecie jak łatwo jest zmieniać świat? Nie od razu cały, ale naprawdę można. Są takie sprawy, pozornie niepozorne. Ale potencjał jest ogromny. Wystarczy chcieć.
Gitary. Jej melancholijny głos, nastrojowe szanty nad pustymi winami, gdy świt już tuż tuż. Chłód poranka. Ostatni dzień.
Było idealnie.
Pierdut!
Powrót na ziemię. Niech mnie ktoś przytuli, ja chcę z powrotem :(
23 IX 2007 o 20:56
Szanty czy piosenki żeglarskie bo tu jest pewna różnica, szkoda że nie powiedzieliście, że będą śpiewy żeglarskie, bo jestem ich strasznym fanem ;-)
23 IX 2007 o 20:58
Jej?
23 IX 2007 o 21:00
adasi: No przecież nie mmazura ;)
23 IX 2007 o 21:09
Jej. Honej ryczał przeraźliwie, takoż gitarzysta. Na szczęście nie zagłuszali za bardzo.
A co do szantów/pieśni takich, czy owakich, to ja się nie znam. Było o żeglarzach, z charakterystyczną melodią i było ładne. A, i nie jako oficjalna część imprezy.
23 IX 2007 o 21:24
No ale kto to ‘jej’? :P
23 IX 2007 o 21:40
@adasi: Skoro nie napisał, to może znaczy, że chce zachować dla siebie i to nie nasza sprawa :P Co się tak uparłeś na to?
23 IX 2007 o 21:41
Albo nie zrozumiał :)
23 IX 2007 o 21:42
Może po prostu nie wiedziała jak napisać? Ja już sam nie wiem, czy to była laurka, czy łyżeczka… w każdym razie Ania (chyba) ;-)
I niewątpliwie ślicznie śpiewała.
23 IX 2007 o 22:21
kurcze, zazdroszczę Wam całej tej oprawy imprezy…
24 IX 2007 o 12:50
Nie rozumiem czemu się zwinąłeś z naszego bungalowa jak wstałem w samych majtkach… ;-)
24 IX 2007 o 12:54
Widać musiało to być dla niego traumatyczne przeżycie ;-)