Zbglyn abtn

Partnerka (że taneczna) mi powiedziała, że mam przestać kląć. I niestety muszę się zastosować. Problem z tańcem jest taki, że zazwyczaj do końca nie wiem czym konkretnie i w jakim stopniu działam partnerce na nerwy, więc w tych akurat przypadkach, w których wiem, muszę dążyć do minimalizacji tarć. Inaczej ryzykuję, że ona mnie uzna za starego gbura, ja ją za tępą nastkę, no i się treningi sp...sują.

Hm, właściwie ciekawym skąd mi się to wzięło. Kiedyś prawie w ogóle nie kląłem, a od jakiegoś może roku zacząłem używać przekleństw jako normalnych części mowy (nie, nie przecinków; przymiotników i wykrzykników głównie).

Eh, od niedawna zacząłem odkrywać przyjemności road rage'u, a tu trzeba będzie zrezygnować z wiązanek i wrócić do starego dobrego warczenia. Bo żeby się w ogóle spacyfikować emocjonalnie i nie reagować na nic... no może nawet by się i dało, tylko niespecjalnie mam motywację próbować.

Ale jeśli mi powie, żebym nie warczał, to ją trzepnę.

  1. 1. Radarek

    Też kiedyś nie przeklinałem. Najwięcej przeklinam jak zaczynam się denerwować, że coś nie działa (a działać powinno). To chyba wpisane jest w nasz zawód ;).

  2. 2. wojtosz

    ostatnie zdanie podoba mi się najbardziej, znacząco wieńczy całą wypowiedź.
    wybiórcze, dziennikarskie podsumowanie a’la Kuba Wojewódzki: najszybsza żeby metoda, żeby wyjść na „starego gbura” to „trzepnąć tępą nastkę” ;-)

  3. 3. Bodek

    Jeżeli sprawia ci przyjemność robienie chaosu na drodze, to spal prawo jazdy a kluczyki wrzuć do muszli klozetowej, tak będzie lepiej dla społeczeństwa i dla Ciebie.

  4. 4. cosmoz

    http://rawstory.com/news/afp/Swearing_at_work_boosts_team_spirt__10172007.html

    przeklinamy bo: swearing at work boost morale ;>

Adde commentarium: (textile lite)