Zbglyn abtn
Partnerka (że taneczna) mi powiedziała, że mam przestać kląć. I niestety muszę się zastosować. Problem z tańcem jest taki, że zazwyczaj do końca nie wiem czym konkretnie i w jakim stopniu działam partnerce na nerwy, więc w tych akurat przypadkach, w których wiem, muszę dążyć do minimalizacji tarć. Inaczej ryzykuję, że ona mnie uzna za starego gbura, ja ją za tępą nastkę, no i się treningi sp...sują.
Hm, właściwie ciekawym skąd mi się to wzięło. Kiedyś prawie w ogóle nie kląłem, a od jakiegoś może roku zacząłem używać przekleństw jako normalnych części mowy (nie, nie przecinków; przymiotników i wykrzykników głównie).
Eh, od niedawna zacząłem odkrywać przyjemności road rage'u, a tu trzeba będzie zrezygnować z wiązanek i wrócić do starego dobrego warczenia. Bo żeby się w ogóle spacyfikować emocjonalnie i nie reagować na nic... no może nawet by się i dało, tylko niespecjalnie mam motywację próbować.
Ale jeśli mi powie, żebym nie warczał, to ją trzepnę.

27 X 2007 o 10:38:31
Też kiedyś nie przeklinałem. Najwięcej przeklinam jak zaczynam się denerwować, że coś nie działa (a działać powinno). To chyba wpisane jest w nasz zawód ;).
27 X 2007 o 19:00:43
ostatnie zdanie podoba mi się najbardziej, znacząco wieńczy całą wypowiedź.
wybiórcze, dziennikarskie podsumowanie a’la Kuba Wojewódzki: najszybsza żeby metoda, żeby wyjść na „starego gbura” to „trzepnąć tępą nastkę” ;-)
27 X 2007 o 21:21:02
Jeżeli sprawia ci przyjemność robienie chaosu na drodze, to spal prawo jazdy a kluczyki wrzuć do muszli klozetowej, tak będzie lepiej dla społeczeństwa i dla Ciebie.
28 X 2007 o 12:51:12
http://rawstory.com/news/afp/Swearing_at_work_boosts_team_spirt__10172007.html
przeklinamy bo: swearing at work boost morale ;>