Poprelekcyjnie (nagranie)
- Nagranie jest mocno przeedytowane pod kątem przydatności do słuchania. Jeśli ktoś pamięta, że coś się wydarzyło inaczej, niż jest nagrane, to wysoce prawdopodobne, że dobrze pamięta.
- Wyciąłem co najmniej kilka minut swoich mlasknięć (co mikrofon bardzo ładnie ponagrywał), chrząknięć, eeeeeyyyyeeeeeania, za długich pauz, przerw technicznych oraz najzwyklejszych wpadek. Więc nie, wcale tak płynnie nie mówię.
- W środę miałem depresję, że poszło tragicznie. Po przesłuchaniu stwierdzam, że aż tak strasznie tragicznie wcale nie poszło. Nic czego nie może naprawić kreatywna sesja z edytorem dźwięku.
- Acz kilka rzeczy jest oczywistych -- po pierwsze, wcale nie mówię tak płynnie i poprawnie technicznie, jak mi się wydawało, że mówię :(
- Po drugie -- miałem nadzieję zrobić super zajebistą prezentację. Poświęciłem na nią z dwa-trzy razy więcej czasu, niż zwykle poświęcam na takie rzeczy. Wyszło niewiele lepiej, jeśli w ogóle. Jedno staje się dla mnie jasne -- jedyny sposób na idealnie płynną prezentację, to po prostu usiąść, napisać całość słowo w słowo i później albo czytać, albo wyryć całość na blaszkę. Nie ma siły, żebym z kartką opisującą tylko schemat wystąpienia był w stanie przeprowadzić je płynnie -- bez zacięć, bez pauz, bez niepotrzebnego powtarzania się. Po prostu się nie da. Może są jacyś geniusze, którzy potrafią, ale generalnie wątpię, żeby to było w zasięgu normalnego człowieka. Mowa ludzka tak nie działa. Zapomina się słów, robi pauzy, gubi wątki, różne rzeczy rozpraszają.
- Po trzecie -- jeśli chcę zrobić płynną integrację tego co mówię, z tym co jest na rzutniku, to powinienem mieć w zasięgu wzroku swój laptop, żebym nie musiał się odwracać w celu upewnienia się co właściwie w danym momencie jest na rzutniku (mam ten bezprzewodowy dynks do obsługi prezentacji, więc mogę zmieniać slajdy patrząc się na publiczność). Takie odwracanie psuje płynność, a i mnie dekoncentruje.
- Po czwarte -- różne techniczne drobiazgi o zwracaniu uwagi na które człowiek się uczy z wykładu na wykład.
Link do ogga. Jutro jeszcze powinien być nius na stronie oplugowej wraz z jakimiś fotkami.
A, disclaimer: mówiąc zrobiłem sporo uproszczeń, a i wykład był dosyć konkretnie stargetowany (na studentów, którzy nie wiedzą jak takie rzeczy ugryźć). Dodatkowo co najmniej kilka razy powtarzałem, że coś jest moim poglądem na sprawę i na pewno są miejsca, gdzie to działa (z powodzeniem) kompletnie inaczej. Także wiem, że nie opisałem wszystkiego, co było do opisania. Był to świadomy wybór.

09 XI 2007 o 10:28:32
Slajdy też poprosimy. Zwłaszcza te ,,ładne przerywniki’‘ :)
09 XI 2007 o 11:42:38
Na slajdach nie ma żadnych informacji, są same obrazki, więc bez sensu, żebym to udostępniał :)
09 XI 2007 o 15:56:32
Ad. 3
Norma.
Ad. 5
Da się. Trzeba mieć trochę talentu (ale nawet nie tak dużo) i cholernie dużo ćwiczyć (czytaj: wykładać przynajmniej raz na dwa tygodnie przez wiele lat), ale się da. Są ludzie genialnie wykładający nawet bez kartki i bez slajdów.
Dwa – mając slajdy powinieneś nie potrzebować kartki. Dobry zwyczaj jest taki, że na slajdach masz punkty, a jak mówisz, to je rozwijasz. Robienie slajdów, na których nie ma żadnych informacji, to strata czasu. Weź poprawkę na to, że czasami ktoś z widowni musi np. wyjść na chwilę i fajnie jest, jak po powrocie może się zorientować, co stracił, nie pytając sąsiada i nie robiąc szumu.
Ad. 6
A nie da się stać bokiem do sali (plecami do bocznej ściany)? Widzisz i slajdy, i widownię.
09 XI 2007 o 19:43:15
ad 5) da sie. Co prawda jest ciezko i jest to mozliwe tylko przy w miare krotkim tekscie, ale da sie. W klasie poprowadzilem tak 10 minutowa prezentacje o linuksie, strescilem historie, przedstawilem mniej-wiecej budowe itp
09 XI 2007 o 23:36:38
@Kasia — zależy kogo pytasz. Ja (i nie tylko) jestem zdania, że slajdy nie są od tego, żeby słowami prezentować to, o czym ja i tak mówię. Zdecydowanie preferuję, żeby moje slajdy obrazowały to, co mówię, bo wtedy lepiej „wchodzi”. Zwłaszcza, jeśli obrazki są ładne, estetyczne i dowcipne. A jeśli nie jestem akurat w stanie zobrazować danej rzeczy, to wyświetla się coś neutralnego, żeby słuchacze się skupili na tym, co mówię.
Jeśli prowadzący posługuje się slajdami, żeby samemu wiedzieć o czym mówi, to to już jest ewidentne pójście na łatwiznę. Raz, że niepotrzebnie wprowadza przerwy, bo musi (a) zmienić slajd i (b) go przeczytać (co dłużej trwa, jak czytasz z parumetrowej ściany, niż z kartki przed nosem), a na dodatek rozprasza słuchaczy, ponieważ ludzie naturalnie tak mają, że podążają za twoim wzrokiem (a jeśli potrzebujesz slajdów, żeby samemu wiedzieć, co mówić, to co chwila się odwracasz tyłek/bokiem i patrzysz na ścianę; a oni razem z tobą).
Jeśli mówię, to patrzę na słuchaczy, a oni patrzą na mnie (naturalny odruch ludzki) — mają się skupić na tym, co mówię. Jak im wzrok lata, to mogą sobie popatrzyć na projektor i albo zobaczyć coś neutralnego, albo coś ‘nieinwazyjnego’ obrazującego to, co mówię. Dopiero jeśli rzeczywiście potrzebuję przeanalizować jakiś slajd, bo na przykład jest to jakiś wykres, to wtedy sam zaczynam zaglądać na ścianę i jest to wskazówka dla słuchaczy, że też mają skupić wzrok na tym, co i ja.
Te „różne techniczne drobiazgi”, o których wspomniałem we wpisie oraz punkt szósty sprowadzały się właśnie do tego, że, gdybym coś lepiej przygotował/poustawiał/sprawdził, to nie robiłbym niepotrzebnych przerw i nie odwracał głowy niepotrzebnie patrząc na ścianę. To nie jest pierwszy raz, gdy próbuję prowadzić w ten sposób i za każdym razem się na coś nacinam. Ale się uczę...
10 XI 2007 o 16:52:53
troche nasciemniales na wykladzie z tym pragmatycznym programista i ogolnie. przynajmniej widze niespojnosc z tym postem
http://mmazur.7thguard.net/2007/03/11/od-czeladnika-do-mistrza/ i tym co mowiles w Krakowie… :-P
tongue in cheek
edycja nagrania tez slabo wyszla bo czasami sa przerwy.
co do plynnosci to sie nauczysz, tylko wystarczy praktyki troche wiecej
10 XI 2007 o 16:59:39
moj kuzyn mowi:
przed chwila mowil ze studia nie naucza cie informatyki, tylko w pracy sie nauczysz, a po chwili mowi , ze nauczyl sie projektowac bazy danych bo mial taki przedmiot…
taka luzna uwaga, ze jest kolejna niespojnosc…
pozdrawiam :)
10 XI 2007 o 17:03:44
moj kuzyn dalej podpowiada:
„studia was niczego nie naucza, tylko w pracy sie czegos nauczycie”
a pozniej
„ja kogos takiego nie zatrudnie , a jak go zatrudnie to go po drugim razie zwolnie” (mowa o poczatkujacych pracownikach)
wiec jak sie ma nauczyc skoro go zwolnisz i sie nie zdazy nauczyc?
10 XI 2007 o 17:10:41
@mateuszb:
To o zwolnieniu za drugim razem bylo o pracowniku ktory lata ciagle z jakimis glupimi pytaniami ktore mozna wygooglowac z tego co pamietam z wykladu.
10 XI 2007 o 17:13:16
To raz, dwa — nigdzie explicite nie powiedziałem, że jest X posad dla osób bez doświadczenia w zawodzie, gdzie owo doświadczenie można zdobyć, przy czym jest to chyba dosyć oczywiste.
I że kogoś z plakietką ‘praktykant’, albo ‘w trakcie szkolenia’ bym nie wyrzucił za to, że zadaje pytania. (Zakładając, że nie byłyby to wybitnie głupie pytania.)
10 XI 2007 o 18:14:12
@mcb ani razu nie padlo slowo „wygooglowac” w tym wykladzie
@mmazur
a w filozofii prezentowanej w wykladzie powinno sie bardziej
znalezc „we learn by teaching” . jedna z trudniejszych rzeczy
jest nauczanie, a jesli nie potrafisz komus pomoc przy prostym pytaniu to warto sie zastanowic nad przeprowadzeniem szkolenia
grupowego jesli jest wiecej taikch osob.
To, ze Ty wiesz to nie znaczy ze jestes zajebisty.
U mnie jest tak, ktos ma problem pomagam jesli umiem,
przychodzi do mnie ktos, oglada ksiazki, cos go interesuje,
to bierze i pozycza. Chodzi o to, zeby wiedza sie dzielic,
a nie ja ukrywac i wkurzac sie na to , ze ktos nie mial dostepu
do pewnej wiedzy i to tak na prawde nie jego wina…
nigdzie nie znajdziesz od razu w pelni wykwalifikowanego czlowieka
do danego projektu dlatego , ze ludzie sie ucza i maja pomysly
obcujac z danym „tworem”. Dlatego chcialbym zebys czasem
sie zastanowil skad masz pomysly takie a nie inne a dlaczego inni nie maja takich pomyslow.
Skoro czytasz Kawasakiego to polecam zakup „Myths of Innovation” :-)
10 XI 2007 o 20:35:18
Fragment mojej wypowiedzi, od którego zaczął się ten wątek, jest poprzedzony informacją o tym, że bez pewnych podstaw nie da się w sensowny sposób rozwiązywać napotykanych problemów, a po nim jest informacja, że osoby mające te podstawy mogą liczyć na sensowne zarobki, pozostali natomiast powinni się douczyć. W tym kontekście (razem z moim poprzednim komentarzem) nie widzę, żeby coś z moją wypowiedzią było nie tak.
To o czym ty natomiast mówisz w ogóle nie ma związku z prelekcją i podpada pod „jak być dobrym szefem”, czy coś w tym stylu.
25 XI 2007 o 15:27:42
Z odsłuchanego pliku, muszę stwierdzić że nawet mi się podoba.
Czasami warto czegoś takiego posłuchać, chociażby się o tym wiedziało, vide wszystkie ogólniki – aby bardziej dotarło że to jest ważne. Niby wszystko wiemy ale jednak nie stosujemy się.