Gdzie tu jest przycisk reset
Opole to małe miasto. Połowa moich znajomych zna drugą połowę albo bezpośrednio, albo przez innych ludzi. Chodząc po mieście, po osiedlu, regularnie widzę znajomo wyglądające twarze.
Pomyłki. Ludzie, których nigdy nie chciałem poznać. Z którymi nie chciałem nawiązywać kontaktów. Którzy pamiętają mnie jako dziecko, albo nastolatka. O których się otarłem zanim nauczyłem się w przekonujący sposób udawać, że w najmniejszym stopniu interesuje mnie ich życie. Nie witamy się. Duchy. Udaję, że nie widzę.
Regularnie zastanawiam się, jakby to było fajnie wynieść się do innego miasta. Duchy zostawić tutaj. Zacząć wszystko od nowa i nie popełniać tych samych błędów.
Ale zawsze popełniam nowe. Mniej. Lepiej sobie radzę ze skutkami. No nie, tylko nie ty, czemu musiałem akurat ciebie spotkać w tym parku, ale skoro już spotkałem, to co tam u ciebie i czy nie uważasz, że śliczną pogodę dzisiaj mamy? Oh, to fascynujące, ale muszę już lecieć, bo wreszcie wymyśliłem sensownie brzmiącą wymówkę dlaczego muszę lecieć. Papa. Tak, też cię było miło spotkać, tym milej, jeśli będzie to nasze ostatnie spotkanie.
Popełniam też stare. O, ta twarz wygląda znajomo, ale nie mam pojęcia kim jesteś. O, też mnie zauważyłaś. Nie witasz się. Znaczy pewnie się jednak nie znamy. Za tydzień -- o, znowu ty. Za dwa -- i znowu. I znowu. I znowu. Dwa miesiące później -- ej, ale to jednak ty, przecież my się znamy. E, olać, teraz już za późno. Wolę wyjść na gbura, niż na dziwaka, który raz na dziesięć spotkań mówi ci "cześć".
Opowiem ci o sobie, spędzimy miło czas, pogadamy, poznamy się? Niekoniecznie.
11 XI 2007 o 02:30
Ja mam podobne, tylko, że mieszkam w mieście (mieścinie), gdzie każdy zna każdego. :)
Zdzieszowice – kojarzysz? :)
11 XI 2007 o 03:46
Gorzej, gdy pracujesz z klientami w „dziale usług”. Potem masz na ulicach wieczne deja vu…
11 XI 2007 o 10:04
Wiesz, to ja mam tak, że jak spotykam (znaczy widzę) kolegę/żankę z podstawówki czy gimnazjum, z którymi nie chcę mieć już do czynienia, to chowam się po kątach, żeby tylko nie złapać ich spojrzeń.
11 XI 2007 o 10:04
Heheh, mam dokładnie tak samo, choć miast nieco większe (Szczecin). I zachowuje się dokładnie tak samo… ;)
11 XI 2007 o 11:05
Też Szczecin, ale jak dla mnie to miasto jest na tyle rozległe i słabo zaludnione, że sytuacje takie nie zdarzają się zbyt często. :)
11 XI 2007 o 12:09
A ja uciekłam od takich sytuacji. Z małego miasta do Łodzi. Ani jednego ducha, same nieznane twarze.
11 XI 2007 o 13:10
Przeprowadzka nie jest ciężka – sam zaliczyłem już 3 miasta, a następny skok to najpewniej druga strona globu. :)
11 XI 2007 o 15:35
No ja niestety nie mam dobrej pamięci do twarzy. Czasem zdarza się, że gdy widzę jakaś osobę, którą w jakiśtam sposób kojarzę to zastanawiam się skąd ją znam. Gorzej, gdy ta osoba również mi się badawczo przygląda co by sugerowało, że też mnie zna a ja nie mogę sobie przypomnieć kto to jest.
12 XI 2007 o 08:28
Maom: Tak się składa że ja zrobiłem podobnie. Co prawda nie uciekłem ale wyjechałem z malutkiej wsi do Łodzi ;)
MMazur: Zmiana miasta pomoże tylko wtedy jeśli i w nim nie popełnisz takich samych błędów – a o nie łatwo jeśli nie chce się pozostać gburem. Ja robię podobnie – jesli nie mam 100% pewności że ten ktoś obok kogo przechodzę to znajomy – nie mówię dzień dobry.
Jeśli wydaje mi się że kogoś znam ale nie jestem pewien skąd go znam to zachowuję się jakbym go znał i liczę że to on nawiąże kontakt. W innym przypadku zamykam połączenie i zamykam port.
Poza tym fajnie jest się dowiedzieć że nie jestem w tym osamotniony :> w byciu tym gburem.
24 XI 2007 o 01:25
He he
Oj znam ten ból… Jestem z Opola, choć życie nomadyczne od dłuższego czasu prowadzę, to jednak za każdym razem gdy tam jestem dłużej niż weekend to mam wrażenie że się duszę :)