Japiszon: definitywny powrót

Nie pisałem tego wcześniej, ale całe to moje plumkanie sprzed dwóch miesięcy jak ja to nie lubię mojej pracy się skończyło na tym, że praca powiedziała, że mnie kocha, ja stwierdziłem, że pieniądze fajna rzecz i że jeśli mi dadzą połowę kasy, mniej do roboty i ja sobie będę mógł sam ustalać co robię i kiedy robię, to mogę jednak zostać. Praca się zgodziła. Zarabiam o połowę mniej, nie mam tylu obowiązków (system, którym się zajmowałem od półtora roku, nie jest oficjalnie już moim problemem) i jest fajnie. Teraz zajmuję się w sumie głównie organizowaniem innym ludziom pracy i trochę adminką.

Z kolei moja firemka, co to ją współzałożyłem parę miesięcy temu... też źle nie jest. Zajmuję się organizowaniem innym ludziom pracy, adminką i gadaniem z klientami. Trafił nam się fajny klient, kasiasty, wiedzący czego chce i rozumiejący jak się gada z informatykami. Żyć nie umierać.

Ale żeby nie było za różowo, moja kochana politechnika postanowiła mnie bardzo dokładnie wyruchać. I jej się to udało. Ale o tym w następnym wpisie.

  1. 1. rad

    pierwsze zdanie w ostatnim akapicie po prostu wymiata :] Dzięki poprawiłeś mi humor.

  2. 2. yacoob

    Ładna chociaż, ta adminka?

Adde commentarium: (textile lite)