Happy endy
Ci, co przeczytali tego ranta, to przeczytali. Reszta już nie przeczyta. W telegraficznym skrócie: na Politechnice Opolskiej rektor jest elektroenergetykiem. Jeden z prodziekanów mojego wydziału też. I mamy specjalizację, która się nazywa "Informatyka w Elektroenergetyce". Specjalizacja mało popularna, która nie spełniałaby wymogów istnienia, gdyby nie dorzucać jej przymusowo paru studentów, którzy chcieli studiować co innego. Padło na mnie i nie byłem z tego faktu specjalnie zadowolony.
Od paru już lat mam taką zasadę, że nie usuwam rzeczy raz opublikowanych. Primo, żeby "pamiętał wół, jak cielęciem był" i secundo, żeby zawsze się zastanawiać parukrotnie przed napisaniem czegoś. Dostępne tutaj (i nie tylko) moje wypowiedzi, które teraz uważam za błędne, przypominają mi, by drugi raz nie wypowiadać się w dany sposób publicznie. No ale zasady są po to, żeby je łamać. Tak jak to zrobiłem bodajże na początku tego roku. I jak robię teraz.
Doświadczenie mówi mi, że ten post wisiałby sobie tutaj, sporadycznie czytany, przez rok, dwa, może więcej. Aż pewnego dnia znalazłaby go osoba, której jeden z bohaterów też zalazł za skórę. I postanowiłaby go gdzieś zacytować. I w tym momencie rzecz nabrałaby własnego życia. Odtąd każdy, kto chciałby się dowiedzieć czegoś (niepochlebnego) o profesorze X, bądź doktorze Y, trafiałby też na moje nazwisko. Raz popełniłem ten błąd i okazał się on fatalny w skutkach -- od teraz, po wsze czasy, sporo osób kojarzyć mnie będzie z pewnym człowiekiem, z którym wiele bym dał, by kojarzonym nie być. Usunięcie wpisów, przez które było to zamieszanie już nic nie pomogło, bo było za późno. I drugi raz tego błędu nie popełnię. Ten pierwszy mnie za dużo kosztuje. (No a poza tym, skoro jednak dalej tu studiuję, to muszę chronić własną dupę przed kolejnymi czasomarnowaczami. A coście myśleli?)
Dzisiaj gadałem z prodziekanem ds. studenckich o przeniesieniu na zaoczne. Niestety zamiast mutanta chaosu (charakter chaotyczny zły) trafiłem na tego samego co zwykle, wiecznie się wszędzie spóźniającego i warczącego na studentów, ale jednak często pomocnego nadzwyczajnego pana profesora.
Wszedłem, zacząłem rozmowę, po czym zrobiło mi się niezręcznie, że ja stoję, a on siedzi, więc zacząłem sobie klapać na krześle w rogu. Opieprzył mnie, że co to za maniery, jak mi każe usiąść to mam siadać, a nie sam z siebie. Opieprzyłem go, że raz, jak to każe usiąść (poprawił się) i dwa, właśnie się spóźnił pół godziny, więc niech mnie dobrych manier nie uczy (zignorował mnie; widać ma wprawę w nieeskalowaniu konfliktów; też nie mam z tym problemu).
... po czym wróciliśmy do rozmowy o moich studiach. Stanęło na tym, że mnie teraz (mimo, że późnawo) przeniesie na inżynierskie, skończę semestr, obronię pracę i dalej mogę sobie robić, co mi się będzie podobało.
Prawdę powiedziawszy, to ja to planowałem parę miesięcy temu, tylko mi się nie chciało latać do dziekanatu, a później się zrobiło "za późno" na inżynierskie. Ma to tę dodatkową zaletę, że już za pół roku, bo wtedy najdalej ukończę studia, przeniosą mnie do rezerwy i będę wolnym człowiekiem.
No cóż. Optymistą życiowym jestem od dawna, ale w tym wypadku, to się aż sam zdziwiłem, że tak gładko poszło. Żeby tylko standardem było załatwianie takich rzeczy we wrześniu ("Pan Kowalski? Tak, jest problem z pańską specjalizacją, może pan przyjdzie jutro w tych godzinach, żeby omówić różne możliwości."), a nie w środku semestru... Ta, marzenie ściętej głowy.

19 XI 2007 o 13:19:33
Tak zupełnie bokiem … jak długo Google Reader trzyma starą treść? Trzyma cały czas? ;
) No ale ok, trzeba bardzo chcieć, żeby tak wyciągnąć coś na prawdę starego ;)19 XI 2007 o 16:06:31
Co się do niego dostało to już zostaje.
Ech, studia… na razie nie widzę że tracę coś dobrego.
20 XI 2007 o 11:55:04
Trochę się dziwię, że z Twoją reputacją (skromność na bok – przeciętny student nie jest oficjalnym developerem itd.) był problem ze zmianą specjalności.
21 XI 2007 o 18:25:52
witaj mam do Ciebie wazna sprawe jak moge sie z toba skontaktowac?
25 XI 2007 o 02:13:16
riddle, tracisz tracisz, ja tam na mój PPT nie narzekam, ino to też nie wydział dla każdego…
25 XI 2007 o 15:18:03
Heh, na wszystkich uczelniach wychodzą takie szopki, Twoja niestety nie jest wyjątkiem. :/ Ja np. teraz nieoficjalnie się dowiedziałem, że już muszę sobie znaleźć promotora i to szybko bo za chwilę wszystko będzie zaklepane oczywiście wszystko przed jakimikolwiek oficjalnymi ustaleniami… I chyba wszędzie tak jest, że robią jakąś specjalizację tylko dlatego, że jakiś dziekan/prodziekan bardzo chce, u nas też tak było – kosztem innej bardziej pożądanej przez studentów.