Pieprzony pragmatyzm
Z wiekiem coraz lepiej zdaję sobie sprawę z własnych ograniczeń. Tak, mózg ludzki jest bardzo plastyczny, jeśli bardzo chcę, mogę zmienić dużo rzeczy, jednak genetyka obowiązuje. Wiem więcej, potrafię więcej, ale coraz mniej chce mi się dążyć do jakiegoś ideału, a coraz bardziej zadowalam się półśrodkami pozwalającymi osiągnąć zamierzony cel oraz grupą ludzi, przy których mogę być sobą i którym to nie przeszkadza.
Ma to wady. W coraz mniejszym stopniu jestem w stanie oszukiwać samego siebie. Kiedyś mogłem powiedzieć "postanowiłem, zrobię!". Teraz powiem "bardzo chętnie bym spróbował, ale realistycznie -- nic z tego nie wyjdzie". I coraz częściej jest to przykre. Bo ja bym naprawdę bardzo chętnie spróbował, ale wiem, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc po co mam tracić twój i mój czas.
Ale rzeczywiście przykre to się dopiero zrobi. Moje perypetie ze studiami spowodowały, że skończę je za jakieś cztery miesiące, zamiast za półtora roku. I przydałoby się rozejrzeć za sensowną robotą. Której w Opolu nie znajdę, ponieważ jest to informatyczna dziura.
Po mojej prelekcji sprzed kilku tygodni pogadałem sobie z jakimś człowiekiem, który, ewidentnie posiadając szersze zainteresowania, jednak "z różnych powodów" został w niewielkiej mieścinie. Czy jest to jakaś opcja? Jest. Adminować na Niewidzialnym Uniwersytecie za orzeszki. Może doktorat robić z jakiś głupot. Praca u jakiegoś lokalnego ISP-a za trochę większe orzeszki. Może koder PHP, albo przełożony takowych? No i dorabiać sobie co jakiś czas różnymi pojedynczymi zleceniami.
Już na początku liceum byłem świadom faktu, że nie potrafię pracować systematycznie, a już zupełnie nie potrafię się zmusić do pracy nad rzeczami, które mnie nie interesują. Siedem lat później dodatkowo wiem, że są to stałe cechy mojego charakteru. I nie oprę na ich zmianie kariery zawodowej, bo za parę lat, stojąc na jej gruzach, mógłbym winić tylko siebie.
Z drugiej strony mam w miarę dobrze płatną, mało ciekawą, ale przy tym bardzo mało czasochłonną robotę, więc może dałoby się jakoś wyżyć? Ano dało. Póki robota by nie wyschła, co jest nieuniknione, a ja nie zostałbym na lodzie. Znam kogoś, obecnie dwa razy starszego, kto dawno temu zadowolił się status quo. Do tej pory tego żałuje.
A zbliża się bańka, z której, jeśli dobrze się zakręcić, da się uszczknąć jakieś grubsze pieniądze. Jeśli po trzydziestce nie będę już na emeryturze, to uznam, że gdzieś musiałem przegapić jakąś okazję.
Z regularnie odwiedzanej rodziny mam tu jedynie dziadków. Dziadki nie żyją wiecznie, ale jednak zawsze były obecne.
Osób, które znają mnie trochę dokładniej jest i zawsze było bardzo bardzo mało. Połowę z nich zostawiłbym tutaj.
Kurs tańca -- Gabrysia (16), Marko (15), Kasia (17), Asia (16), Grzegorz (16), a to tylko ci najstarsi. Prawie ich nie znam, nie poznam ich lepiej, ale przyzwyczaiłem się do przebywania wśród nich. Założę się, że trenerzy zauważyli to lata temu -- przebywając z młodzieżą, czujesz się młodziej. Trenerzy, których bliżej nie znam i pewnie też nie poznam, ale od których nauczyłem się już sporo, a mógłbym się nauczyć znacznie więcej.
Dziadkowie, dosłownie kilka osób, które znają mnie trochę lepiej, niż cała reszta, banda dzieciaków, dwoje "obcych" ludzi (trenerzy) oraz cała masa duchów. Całe moje życie tutaj, po 22 latach. Śmiechu warte, ale moje.
Przeniosę się? No cóż, bardzo chętnie bym został, ale realistycznie patrząc...

06 XII 2007 o 03:58:05
Starzejesz sie. To normalne. 85% ludzi w okolicach wieku 23-25 lat traci zdolność do podejmowania wyzwań i szuka stabilizacji i takie tam. Tak działa natura, po stabilizacji jest potomstwo i emeryturka. Z jakimiś tam odskoczniami, racjonalizacjami, że to że tamto, że tu zaszalałem na kilka godzin, że tu zrobiłem coś innego, ale koniec końców siedzi taki starzec 30-letni na łańcuchu przywiązany do swojej stabilnej kanciapy.
Te 15% które się temu oprze i zachowa tę młodzieńczą chęć do walki, zmieniania świata, zniszczenia systemu itp. to z niej wezmą się wizjonerzy, odkrywcy i wynalazcy.
Jak wiesz, ja odmówiłem pewnej stabilizacji i całkiem sensownych pieniędzy. Nie powiem że robię to co lubię, bo to nieprawda. Ale pracuję nad moimi pomysłami, jestem wolny, zajmuję się tym czym chcę, ciągle mam miliard pomysłów, widzę setki spraw do zrobienia w świecie, miliardy rzeczy które bym chciał w życiu zrobić.
Wolałbym pracować do 60tki nad tym co lubię (nawet kosztem powiedzmy raz na jakiś czas tymczasowej konieczności pracowania, bo jednak jak pracuję to i zysk jest, choć czasem są gorsze okresy) niż być dziadkiem w wieku 30 lat.
Można adminować za orzeszki, można zbudować coś podobnego skalą do sieci google ale na polskie warunki i robić na nich inne fajne rzeczy, wszak problemy nie zostały wyczerpane.
Można napisać doktorat dla tytułu i trzymać posadkę, ale można też napisać doktorat z czegoś co jest fajne, pod warunkiem że się ruszy dupę i coś porobi.
Dziś już nie jest tak, że praca ma jakiś związek z kołaczami, natomiast jej rola w kształtowaniu człowieka jest wciąż nie do przecenienia.
Masz cały świat przed sobą, nie musisz wyprowadzać się jutro. Możesz sobie skoczyć na uzupełniające magisterskie do wrocławia czy warszawy, a jak cię stać (a cię stać) to i nawet do USA. Postudiować tam, popracować, wrócić (lub nie), żyjesz w świecie nieograniczonych możliwości.
I nawet wiek cię nie ogranicza. Nie musisz wszystkiego osiągnąć przed 30stką, pod warunkiem, że nie dopadnie cię po drodze właśnie starość. Dziś 40latek zakłada firmę, która buduje rakiety które lecą na księżyc, bo ma taką wizję, żeby każdy mógł latać.
Nie może być tak, że znasz swoje wady i przechodzisz nad nimi do porządku. Walczysz z nimi i tyle, ciągle, świadomy ich istnienia nigdy ich nie akceptujesz. tak to działa.
a do opola zawsze możesz wrócić. przecież nie musisz całego życia spędzić na wygnaniu. z twoimi zasobami, wystarczyłby pomysł i jego zrealizowanie. posiedź trochę, pooobserwuj rzeczywistość, wpadnij na pomysł, załóż firmę, zrealizuj pomysł, żyj dostatnio w opolu.
po prostu jak zostajesz to masz większe wyzwanie, nikt do ciebie nie przyjdzie ze zbawieniem w postaci pracy i kąska chleba za wiersz kodu. sam stajesz się twórcą i wizjonerem, ale do tego potrzeba wyboru, a nie spokojnej rezygnacji.
Zasadniczo opcja jest jedna. To jest wybór. Brak wyboru jest też wyborem. A wybór masz między młodzieńczym zapałem, a stabilizacją starzejącego się umysłu. To jest wybór, a nie konieczność. Ale żeby się nie zestarzeć musisz się temu jednak przeciwstawić, przeciwstawić się niemocy, wadom charakteru itd.
Co więcej, natura to jednak ciągła zmiana, człowiek się temu powinien w jakimś stopniu opierać, ale całkowicie temu się oprzeć byłoby ciosem w samego siebie…
06 XII 2007 o 11:03:03
djurban: założyłeś firmę?
06 XII 2007 o 12:05:33
nie muszę, mam w cholere ofert pracy we Wrocławiu, ale tak czy inaczej planuję że założę at some point, żeby realizować własny pomysł. w gruncie rzeczy tylko tak można się sensownie dorobić.
06 XII 2007 o 14:35:07
Mmazur, choć do wawy, będzie z kim na piwo chodzić. Wszyscy naokoło się zestarzeli i nie da się ich wyciągnąć, może chociaż ty… ;)
A tak poważniej, to decyzji nie da się uniknąć. Poprzednią bańkę internetową zaliczyłem jako uczestnik ‘na dole’, w tą trzeba się wepchnąć – kolejnej możemy już nie dotrwać ;)
ł.
06 XII 2007 o 15:10:10
Dlatego odrzucam non stop propozycje, które trwale mnie przywiążą do jednego miejsca, uzależnią od wysokości pensji oraz dodatków. Staram się nie pracować w jednym miejscu dłużej niż pół roku – aktualnie mam umowę na rok z perspektywą na dwa, ale zamierzam wyjechać daleko daleko i potrzebuję funduszy. Lecz jeśli zauważę, że zaczyna mnie trzymać rutyna, to zmienię wszystko dookoła, tylko po to aby sobie udowodnić, że będę żył w zgodzie ze swoimi przekonaniami – nie będę nigdy smutnym klikaczem robiącym na rodzinę, „bo trzeba”. Nowai.
I mówcie co chcecie, determinacji mi nie brak. ;)
06 XII 2007 o 20:20:42
Jak to: zbliża? Ona już tu jest, będzie pękać lada moment.
06 XII 2007 o 23:07:31
Bańka druga jest od dawna, nazywa się łebdwazero. Jest tak samo błyszcząca i tak samo pusta w środku, jak pierwsza.
Gdybyś chciał pracować przy Pythonie, to zapraszam do Wrocławia.
07 XII 2007 o 18:44:20
Heh, a niektórzy to by chcieli stabilizacji ale życie daje im w d… ciągle ustawiając znów do biegu naprzód…
06 I 2008 o 11:32:30
@DeeJay1: dobrze powiedziane. U mnie stabilizacja jest praktycznie niemożliwa, dlatego już się boję, co będzie następne. Ale co tam, grunt, żeby było wesoło ;D