Noworocznie 2008
Bezładnie:
Przez święta przeczytałem Ksenocyd. Ma momenty, ale ssie w porównaniu z Mówcą Umarłych. I w ogóle starałem się nie włączać komputera. I tak przecież nie będę pracował. Muszę tak robić częściej.
Warto przytyć przez święta? Warto. Mieszkam sam, niczym ciekawym się nie żywię, więc święta są dla mnie znacznym wydarzeniem kulinarnym. Nie ma się co ograniczać.
Jechałem metrem! Dwa razy! Kto chce mnie dotknąć?
Koty są fajne, bo są mięciutkie. I głupie, bo niekoniecznie mają ochotę na czułości. Psy są jakoś bardziej głaskalne. Z drugiej strony -- mizianie futrzaka pewnie większą daje radochę, jeśli nie jest na każde zawołanie.
Jak można nie wiedzieć, że własna siostra woli słodkie alkohole. Cóż za karygodny brak więzów rodzinnych. Powinieneś się wstydzić. A i ja się nie miałem czego napić :(
Pierwsze wspomnienie noworoczne? Wspólne z carsteinem i mrmanem zmywanie psiego gówna z butów (jak się patrzy na fajerwerki, to się nie patrzy pod nogi). Male bonding w krzywym zwierciadle, psia mać.
"Gotowanie" robi się znacznie bardziej znośne (wręcz -- ciekawsze), jeśli jest to czynność grupowa. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę się na ochotnika zgłaszał do krojenia czegokolwiek.
Maszynki do pieczenia chleba pieką chleb i głośno pipczą. Chleb jest dobry, pipczenie budzi.
Kiedy czujesz się swobodnie w towarzystwie? Gdy mimo krótkiej znajomości potraficie ignorować swoją obecność bez skrępowania. Cecha charakterystyczna ludzi, którzy żyją głównie w swojej głowie. Trudno pomylić z czymkolwiek innym. Kobiety powinny mieć tego typu ficzery opisane na jakiejś metce, czy coś... życie byłoby znacznie łatwiejsze.
Opóźnienia na PKP ssą, a druga klasa Intercity jest całkiem fajna.
A szare codzienne życie jest szare. Dżizas, jak mi się nie chciało wracać. Honej, ale ja serio mówię, weźcie mnie adoptujcie :( Mogę się dokładać do czynszu, pomagać w gotowaniu, głaskać koty i zabawiać rozmową. Kto przygarnie lekko zużytego mmazura?
Postanowienia noworoczne: skończyć studia i coś w końcu ze sobą zrobić. Gdzie coś pewnie będzie oznaczało przenosiny do Warszawy, gdzie jest znacznie więcej ciekawych rzeczy do roboty.

06 I 2008 o 10:28:50
Sylwek z carsteinem? Czyżbyś w Pyrlandii był?
07 I 2008 o 11:15:22
Koty? Koty są fajne.
Co do słodkich alkoholi, to pretensje możesz mieć do siebie. Proponowałem ci wybąbelkowanego cincina jako słodkie (bue!) wino, ale nie chciałeś.
A zbiorowe gotowanie jest jak koty. Fajne :)
Howgh.
ł.
ps: jednak oglądanie trzech filmów z rzędu to było przegięcie.