Coś się kończy, coś się zaczyna

Ostatni wpis Riddle'a, a zwłaszcza komentarz nbw do niego.

Podstawowy problem z byciem dorosłym -- tylko ty odpowiadasz za to, jak będzie wyglądało twoje życie. Obierz sobie cel i dąż do niego. Kompromisy? Sentymenty? Kuszące, ale przeszkadza świadomość, że za jakiś czas za nie zapłacimy.

Ja zacząłem pisać w ramach eksperymentu. Spodobało się, ludzie mnie czytali, więc pisałem dalej. Z wiekiem zmieniała mi się perspektywa. Zacząłem coraz bardziej cenić swój czas, a przez to i czas swoich czytelników. Nie rozpisywać się za bardzo. Nie pisać o pierdołach. Skupiać się na tematach ciekawych, ważnych.

Żadne nie są ważne. Przywilejem młodego wieku jest brak świadomości szerszego kontekstu. Można pisać co tylko ślina na język przyniesie -- nie ma się świadomości, że to wszystko odgrzewane kotlety, wszyscy już to wszystko wiedzą. Ale ambicja rośnie. Człowiek chciałby pisać o czymś, na czym inni się nie znają. Coś wnieść w sumę wiedzy.

Ale jak? Do tego trzeba wiedzy, lat doświadczenia, dużej ilości pracy, by to doświadczenie zdobyć. Na dodatek trzeba pisać po angielsku i nie w formie blogowej. Sam nie czytuję polskich blogów (czy serwisów niusowych) w poszukiwaniu nowej wiedzy, bo jej tam po prostu nie ma. Nie mam więc złudzeń odnośnie własnej pisaniny.

Więc co zostaje? Pisanie co tylko przyjdzie do głowy. Jupi, miliardowy blog o życiu jego autora...

Czas leci, wszystko idzie do przodu. Tak patrzę na listę czytanych przeze mnie joggerowych blogów sprzed paru lat i na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które jeszcze istnieją. Ostatni gasi światło?

  1. 1. u

    > Sam nie czytuję polskich blogów (czy serwisów niusowych) w poszukiwaniu nowej wiedzy, bo jej tam po prostu nie ma.

    Znajdujesz to czego szukałeś, czyli blogi, które jeden za drugim powtarzają o nowej wersji wordpressa. Są ludzie dla których blogi to wspomnienia nastolatek, też tylko takie znajdują.

    * O w mordę, rzeczywiście jest takie słowo.

    a.

    PS Piszesz o szanowaniu czasu swojego i czytelników a dalej linkujesz Steve’a ‘1MB per rant’ Yegge.

  2. 2. mmm

    Moda na bloga, moda na minibloga, moda na mikrobloga, moda na bloga angielskiego, moda na wiele blogów, moda na blog tematyczny, moda na nieposiadanie bloga – co kto lubi.

  3. 3. rozie

    Wiesz, tak naprawdę bloga piszesz dla siebie. Jeśli dla kogoś innego – zapewne się rozczarujesz. W najlepszym wypadku usłyszysz ‘czytuję twojego bloga’ na jakiejś imprezie. I pewnie nie od długonogiej panny. ;>

  4. 4. Livio

    Sam nie czytuję polskich blogów (czy serwisów niusowych) w poszukiwaniu nowej wiedzy, bo jej tam po prostu nie ma.

    To może opiszesz chociaż własną wiedzę? Ale nie, przecież lepiej ponarzekać.

  5. 5. mmazur

    @u Nie sądzę, żeby ktoś zajmujący się rzeczywiście nowymi rzeczami był na tyle bezmyślny, żeby publikować po polsku. Jakieś ciekawe komentarze — prędzej. Rzeczywiście nowe rzeczy — nie ma szans. Co do Steve’a — linkuję do bardzo konkretnej rzeczy.

    @rozie Koniec końców rzeczywiście, do tego się to sprowadza. Jeśli blog nie jest medium aż tak ambitnym, jakbym chciał, żeby był, a ja na dodatek nie jestem w stanie pisać tak ambitnie, jakbym chciał, a jednak pisać lubię, to nie pozostaje nic innego jak pisać o tym co lubię, tak jak lubię i liczyć na to, że kogoś to zainteresuje. Oczywiście też bez przesadyzmu, bo jak będę produkował takie potworki, jak Steve, ale na odmianę o niczym ciekawym, to tego na pewno nikt nie będzie czytał. Ot, osiągnąłem oświecenie w kwestii blogowania.

  6. 6. zytek

    parafrazując pijackie teksty z ostatniego mieszkania studenckiego: „pisz, nie pierd$# !”

    i tym optymistycznym akcentem… czekamy na kolejną notkę.

  7. 7. night

    @rozie – ciekawą rzecz napisałeś:
    „W najlepszym wypadku usłyszysz ‘czytuję twojego bloga’ na jakiejś imprezie.”

    Ziom, nawet nie wiesz jak często mi się to zdarza… W pracy, na studiach, na imprezach. Nie wiem jak to się dzieje. Poznaję nowego człowieka, znamy się „n” czasu, wie że jestem „linuksowy” więc zadaje mi pytanie „jak zrobić XXX w linuksie”. Przypominam sobie o wpisie na joggerze, wchodzę na swojego bloga a ten człowiek mówi „znam tą stronę”. oO… Inne przykłady np. z imprez – „to ty jesteś ten ‘night’ z joggera?” – to się naprawdę zdarza. Czasem mam wrażenie że wystarczy po prostu pisać ciekawie albo „poczytnie”. Taki ‘skkf’ odgrzebuje dziwne obrazki w sieci, wrzuca na bloga i co? Ma naprawdę dużą oglądalność... Treść odpowiednia dla jednej osoby nie jest odpowiednia dla drugiej – that’s all.

    I prawdę piszesz tutaj mmazur – jeśli odkrywam coś zupełnie nowego bądź też znajduję rozwiązanie czegoś nierozwiązanego do tej pory to piszę po angielsku. I skłamałbym jeśli bym powiedział że wtedy statsy mi nie lecą w górę. Lecą, o co najmniej dwieście uników dziennie….

    Zaczynam coraz bardziej myśleć o prawdzeniu joggera po angielsku… Dzięki za wpis, przekonałem się że nie jestem jedyny w tej myśli.

Adde commentarium: (textile lite)