Życie update: coraz bliżej wolności
Zaliczyłem semestr. Mój ostatni na Niewidzialnym Uniwersytecie. Już tylko (niezaczęta) inżynierka dzieli mnie od jego skończenia. Przez najbliższe parę miesięcy będę miał nadmiary wolnego czasu.
Chętnie nauczyłbym się grać na czymś. Albo rysować. O ile mi wiadomo, praktycznie każdy człowiek jest w stanie osiągnąć przynajmniej zadowalający poziom kompetencji w tych rzeczach. "Talenty" talentami, ale magia to to nie jest.
Problem: czy naprawdę powinienem poświęcać swój czas wolny na kolejne hobby polegające na siedzeniu w czterech ścianach i przebieraniu palcami? No właśnie.
28 I 2008 o 09:28
ja tam nie wiem, ale… granie na czymś dobrze robi.
28 I 2008 o 12:02
nawet nie wiesz, jak bliska mi jest treść Twojego wpisu :)
Jak masz za dużo wolnego czasu – kup sobie karnet na basen, siłownię, ścianę wspinaczkową, cokolwiek ! Za parę lat nie będzie problemu z wbiegnięciem po schodach na 10 piętro, któregoś ranka nie stwierdzisz: bosz.. brzuch ! a i płeć piękna przychylniejszym okiem zerkać będzie w klubie :>
28 I 2008 o 19:13
Idź na ściankę, paintballa albo golfa. Będę miał z kim ćwiczyć jak się przeniesiesz bliżej centrum PL :)
ł.
28 I 2008 o 20:03
Rysować i grać można na świeżym powietrzu. No, poza gitarą elektryczną.
28 I 2008 o 20:46
A tak w ogóle to zabierz się szybko za tę pracę inż, bo wziąłem sobie tydzień wolnego i planuję w tym czasie napisać to, co miałem napisać 5 lat temu a potem wziąć się do roboty nad SamWieszCzym :)
30 I 2008 o 14:28
mogę nauczyć grania na nerwach