Łyżworolki dla początkujących

29 VI 2008, 20:18

Rolki należy dokładnie obejrzeć, po czym wsadzić do pudła, zanieść do piwnicy i nigdy więcej sobie o nich nie przypominać. Grrrrr.

A i tak jest na tym gównie łatwiej się przemieszczać, niż na łyżwach.

Kochamy rowery.

Nauka śpiewania

23 VI 2008, 02:53

Moja kobieta, choć po paru latach niegrania już znacznie mniej wprawna, nadal jest kompetentna muzycznie. Umie grać na gitarze i śpiewać.

A ja nie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wnioski z pewnego wieczoru spędzonego z nią, jej gitarą oraz tym utworem (bardzo lubię Stinga):

1. Mam "plastyczny" głos, co chwilę zmieniam intonację i wysokość przy mówieniu. Zazwyczaj zaczynam w miarę wysoko, po czym każdy kolejny wyraz idzie niżej. Jest to albo standardowy ficzer, albo, co bardziej prawdopodobne, skutek bawienia się głosem parę lat temu w ramach sprawdzania, czy jestem w stanie na stałe nauczyć się mówić inaczej (niżej). Tamte zabawy mi się iirc w pewnym momencie znudziły, acz chyba jednak nie pozostały bez trwałych efektów. Z przydatniejszych rzeczy: odbierając telefon automatycznie przestawiam się na stały, głębszy ton oraz głos mi znacznie mniej ucieka do góry pod wpływem emocji (zwłaszcza, jeśli nie chcę, żeby mi uciekł). Tak, jak większości osób, nie podoba mi się własny domyślny głos.

2. Nie umiem śpiewać gamy (nie dziwne, nie trenowałem, acz podobno "wszyscy potrafią"). Praktycznie nie mam też słuchu muzycznego, tzn. nie zapamiętuję dźwięków. Próbując zaśpiewać cokolwiek z pamięci od razu zaczynam fałszować, bo nie mam zielonego pojęcia jakich dźwięków użyć, a tym bardziej jakiego zakresu głosu. Od razu się gubię, zaczynam skakać głosem jak przy mówieniu i wychodzi masakra. Co ciekawe, parokrotnie śpiewałem równo ze Stingiem linkniętych wyżej Russiansów i kobieta twierdzi, że za każdym razem robiłem to czysto, mimo, że utwór nie jest jakoś specjalnie łatwy. Oficjalnie trzymam się wersji, że ma rację, ale jakoś trudno mi uwierzyć. A, no i najczystszy głos mam śpiewając dosyć wysoko (blisko Stinga).

3. Znam za to dużo tekstów (anglojęzycznych) piosenek. Zazwyczaj nie uczę się na pamięć specjalnie, po prostu jakoś zapamiętuję. Podobno jest to... niecodzienne.

Plan na przyszłość -- sprawdzić do jakiego stopnia można mnie nauczyć śpiewać. Ewidentnie nie mam muzyczności na standardowym wyposażeniu (brak wbudowanej pamięci do dźwięków), ale ciekawym do jakiego stopnia można się w tym wyszkolić.

Prokrastynacja kluczem do sukcesu

23 VI 2008, 02:15

Studia dzienne powodowały, że (a) regularnie potrzebowałem odreagować nudę codziennych zajęć i (b) miałem konkretne "nieprzekraczalne" terminy na które musiałem oddawać projekty i uczyć się do kół. Skutek praktyczny -- chciało mi się robić coś kreatywnego, żeby nie robić czegoś męczącego (zwłaszcza zamiast uczenia się na koła).

Ostatnie ponad pół roku spędziłem pod znakiem wielkiego nicnierobienia. Studiów nie ma. Nic nie muszę. Zatrudniony jestem na "pół etatu" (ale to się niedługo zmieni). Oddanie pracy inżynierskiej ma dosyć... płynne terminy. Dodatkowo od miesiąca mam praktycznie non-stop przy sobie kobietę, która dostarcza różne sposoby zabijania czasu.

Muszę coś z tym zrobić. W Opolu siedzę jeszcze dwa lata. Może pójść na jakiś kurs z zarządzania, czy czegoś? Już pal licho, czy się czegoś nauczę, bo na zbyt wiele nie liczę, ale ma to jednak różne dodatkowe zalety. Ustrukturyzowanie czasu, okazje do prokrastynacji, a jeśli jakimś cudem skończę, to będzie śmiesznie wyglądało w CV. Hm.

Pomoce naukowe, hehe

09 VI 2008, 16:35

Chyba jednak się skuszę i napiszę ten tekst o własnej technice pisania bezwzrokowego. I to w wersji z dużą ilością obrazków i filmików. Bo te zapowiadają się bardzo ciekawie:


:)

Jak zostać power userem I -- ogólne zasady

08 VI 2008, 18:43

Tak jak wspomniałem w poprzednim wpisie, mam zamiar ze swojej kobiety zrobić sprawnego użytkownika komputera. Najprostsza metoda -- zaopatrzyć ją w takie środowisko pracy, jakiego sam używam, po czym powiedzieć jak z niego wydajnie korzystać[1]. Ponieważ moje kontakty z systemami windowsowymi od dawien dawna są bardzo sporadyczne, pierwsze poważne zetknięcie z Vistą było wybitnie nieprzyjemne. "Rany boskie, co za gówno" tłumaczy się głównie na zarzuty praktycznie całkowitego braku konfigurowalności oraz konieczności częstego googlania. Odinstalowanie Norton Internet Security (czy jakoś tak) wymagało znalezienia informacji, że tenże pakiet nie reaguje na standardowy windowsowy ficzer deinstalacji, za to wymaga ściągnięcia ze strony producenta specjalnego programu potrafiącego usunąć dowolny produkt Symanteca. Argh.

[1] Co nie jest równoznaczne z tłumaczeniem jak wszystko działa, a nawet jak co trudniejsze rzeczy należy konfigurować; chodzi o stworzenie sprawnego użytkownika, a nie informatyka.

Konfigurowalność natomiast... Eh. Praktycznie cała funkcjonalność, którą dostaję out-of-the-box w systemach linuksowych, na Windowsy musi być dogrywana przy pomocy niezliczonej ilości programików, które trzeba znaleźć, przetestować (czasami nie działają opluwając mnie dziwnymi, nietrace'owalnymi błędami, a czasami są pod inną wersję Windowsa), po czym za nie zapłacić 19,90$. Chyba, że jest dostępna wersja darmowa/open source. Ale ją też trzeba najpierw znaleźć. Acz o konkretnych aplikacjach i sposobach konfiguracji w następnej części, teraz tylko sporo ogólników.

Pierwsze przykazanie power usera -- będziesz pisał bezwzrokowo. Ale nie zgodnie z dziwnymi zaleceniami z dziwnych kursów, nadwyrężając sobie niepotrzebnie nadgarstki (albo wymuszając kupno "ergonomicznej" klawiatury) i starając się nie odrywać palców od klawiszy. Takie porady techniczne można do kosza wrzucić. Niestety konkretne wytłumaczenie składałoby się albo z bardzo dużej ilości tekstu, albo małej ilości tekstu oraz obrazków i filmików, a na takie blogowanie wątpię, żebym miał ochotę. Może kiedyś, gdy już będę miał feedback z postępów w nauce Magdy.

Drugie przykazanie power usera -- pisząc bezwzrokowo będziesz używał odpowiednich skrótów klawiszowych, tak przemyślanych, by bez zbędnego ruszania ręką być w stanie je wywoływać, niezależnie od tego, czy prawa ręka jest na myszce/touchpadzie, czy na klawiaturze (oznacza to rezygnację z lewego ctrl-a na korzyść lewego alta i winkey'a). Przełączanie wirtualnych pulpitów, tworzenie/zamykanie/przełączanie tabów w przeglądarce, globalne skróty do odpalania konkretnych programów (oraz alt+tab ;) -- to wszystko jest obsługiwane wyłącznie lewą ręką. Skróty mogą wymagać użycia prawej ręki tylko wtedy, gdy implementują tę samą funkcjonalność, co myszka (scrollować mogę albo myszką albo klawiszami (alt+)j/k), bądź też zaraz po nich należy coś napisać (ctrl+l w przeglądarce ma u mnie postać alt+l).

Trzecie przykazanie power usera -- nie będziesz się godził na używanie spowalniających cię programów tylko dlatego, że tak są domyślnie skonfigurowane. Zawsze jest jakieś wyjście. (Tyczy się to też samego systemu operacyjnego, który zawsze ma jakieś ułatwienia, o których niekoniecznie wiesz: alt+tab, alt+f4, etc., etc.)

Czwarte przykazanie power usera -- będziesz znał język angielski i pamiętał o tym, że materiały w nim są prawie zawsze ciekawsze i obszerniejsze od tych po polsku. Na szczęście moja kobieta jest fajna i lengłydż zna płynnie.

Dwa ostatnie punkty wraz z informacją o niewmuszaniu "zbędnej" wiedzy informatycznej mają trochę głębszy sens -- owszem, użytkownik nie musi wiedzieć dlaczego i jak coś działa, byle by potrafił tego sprawnie użyć, natomiast im więcej wie, tym łatwiej jest mu radzić sobie z nowymi sytuacjami oraz bardziej optymalizować środowisko pracy pod siebie, a docelowo o to właśnie chodzi. Idealny finał wyglądałby tak, że Magda sama odczuwałaby upierdliwości w swoim środowisku pracy (mnie autentycznie szlag trafia gdy muszę pracować na nieswoim systemie, bo tak powolny jestem), wymyślała konkretne usprawnienia, próbowała je wdrożyć (tu przydaje się wiedza oraz umiejętność szukania w anglojęzycznym Internecie), a dopiero w przypadku niepowodzenia przychodziła do mnie po rozwiązanie (przy okazji którego dowiadywałaby się kilku nowych rzeczy i następnym razem była w stanie nową wiedzę zastosować).

I to tyle wstępu. W następnym odcinku będzie konkretny opis mojego środowiska pracy na Linuksie oraz planach jego wdrożenia w Viście. Później będę już tylko opisywał konkretne rozwiązania poszczególnych problemów (w momencie pisania tego tekstu mam już opanowanego Firefoksa; ba, przez tę całą zabawę udało mi się zrezygnować z Konquerora :).

O, a tutaj poniżej będą linki do wszystkich odcinków:

« prev | next »