Jak zostać power userem I -- ogólne zasady
Tak jak wspomniałem w poprzednim wpisie, mam zamiar ze swojej kobiety zrobić sprawnego użytkownika komputera. Najprostsza metoda -- zaopatrzyć ją w takie środowisko pracy, jakiego sam używam, po czym powiedzieć jak z niego wydajnie korzystać[1]. Ponieważ moje kontakty z systemami windowsowymi od dawien dawna są bardzo sporadyczne, pierwsze poważne zetknięcie z Vistą było wybitnie nieprzyjemne. "Rany boskie, co za gówno" tłumaczy się głównie na zarzuty praktycznie całkowitego braku konfigurowalności oraz konieczności częstego googlania. Odinstalowanie Norton Internet Security (czy jakoś tak) wymagało znalezienia informacji, że tenże pakiet nie reaguje na standardowy windowsowy ficzer deinstalacji, za to wymaga ściągnięcia ze strony producenta specjalnego programu potrafiącego usunąć dowolny produkt Symanteca. Argh.
[1] Co nie jest równoznaczne z tłumaczeniem jak wszystko działa, a nawet jak co trudniejsze rzeczy należy konfigurować; chodzi o stworzenie sprawnego użytkownika, a nie informatyka.
Konfigurowalność natomiast... Eh. Praktycznie cała funkcjonalność, którą dostaję out-of-the-box w systemach linuksowych, na Windowsy musi być dogrywana przy pomocy niezliczonej ilości programików, które trzeba znaleźć, przetestować (czasami nie działają opluwając mnie dziwnymi, nietrace'owalnymi błędami, a czasami są pod inną wersję Windowsa), po czym za nie zapłacić 19,90$. Chyba, że jest dostępna wersja darmowa/open source. Ale ją też trzeba najpierw znaleźć. Acz o konkretnych aplikacjach i sposobach konfiguracji w następnej części, teraz tylko sporo ogólników.
Pierwsze przykazanie power usera -- będziesz pisał bezwzrokowo. Ale nie zgodnie z dziwnymi zaleceniami z dziwnych kursów, nadwyrężając sobie niepotrzebnie nadgarstki (albo wymuszając kupno "ergonomicznej" klawiatury) i starając się nie odrywać palców od klawiszy. Takie porady techniczne można do kosza wrzucić. Niestety konkretne wytłumaczenie składałoby się albo z bardzo dużej ilości tekstu, albo małej ilości tekstu oraz obrazków i filmików, a na takie blogowanie wątpię, żebym miał ochotę. Może kiedyś, gdy już będę miał feedback z postępów w nauce Magdy.
Drugie przykazanie power usera -- pisząc bezwzrokowo będziesz używał odpowiednich skrótów klawiszowych, tak przemyślanych, by bez zbędnego ruszania ręką być w stanie je wywoływać, niezależnie od tego, czy prawa ręka jest na myszce/touchpadzie, czy na klawiaturze (oznacza to rezygnację z lewego ctrl-a na korzyść lewego alta i winkey'a). Przełączanie wirtualnych pulpitów, tworzenie/zamykanie/przełączanie tabów w przeglądarce, globalne skróty do odpalania konkretnych programów (oraz alt+tab ;) -- to wszystko jest obsługiwane wyłącznie lewą ręką. Skróty mogą wymagać użycia prawej ręki tylko wtedy, gdy implementują tę samą funkcjonalność, co myszka (scrollować mogę albo myszką albo klawiszami (alt+)j/k), bądź też zaraz po nich należy coś napisać (ctrl+l w przeglądarce ma u mnie postać alt+l).
Trzecie przykazanie power usera -- nie będziesz się godził na używanie spowalniających cię programów tylko dlatego, że tak są domyślnie skonfigurowane. Zawsze jest jakieś wyjście. (Tyczy się to też samego systemu operacyjnego, który zawsze ma jakieś ułatwienia, o których niekoniecznie wiesz: alt+tab, alt+f4, etc., etc.)
Czwarte przykazanie power usera -- będziesz znał język angielski i pamiętał o tym, że materiały w nim są prawie zawsze ciekawsze i obszerniejsze od tych po polsku. Na szczęście moja kobieta jest fajna i lengłydż zna płynnie.
Dwa ostatnie punkty wraz z informacją o niewmuszaniu "zbędnej" wiedzy informatycznej mają trochę głębszy sens -- owszem, użytkownik nie musi wiedzieć dlaczego i jak coś działa, byle by potrafił tego sprawnie użyć, natomiast im więcej wie, tym łatwiej jest mu radzić sobie z nowymi sytuacjami oraz bardziej optymalizować środowisko pracy pod siebie, a docelowo o to właśnie chodzi. Idealny finał wyglądałby tak, że Magda sama odczuwałaby upierdliwości w swoim środowisku pracy (mnie autentycznie szlag trafia gdy muszę pracować na nieswoim systemie, bo tak powolny jestem), wymyślała konkretne usprawnienia, próbowała je wdrożyć (tu przydaje się wiedza oraz umiejętność szukania w anglojęzycznym Internecie), a dopiero w przypadku niepowodzenia przychodziła do mnie po rozwiązanie (przy okazji którego dowiadywałaby się kilku nowych rzeczy i następnym razem była w stanie nową wiedzę zastosować).
I to tyle wstępu. W następnym odcinku będzie konkretny opis mojego środowiska pracy na Linuksie oraz planach jego wdrożenia w Viście. Później będę już tylko opisywał konkretne rozwiązania poszczególnych problemów (w momencie pisania tego tekstu mam już opanowanego Firefoksa; ba, przez tę całą zabawę udało mi się zrezygnować z Konquerora :).
O, a tutaj poniżej będą linki do wszystkich odcinków:
08 VI 2008 o 20:24
Jeśli tylko ona jest z tego kursu zadowolona tak samo jak Ty i czuje potrzebę zmian tak jak Ty, to wszystko będzie dobrze.
08 VI 2008 o 20:34
Bardzo ciekawy wpis; dodaję do RSS-ów.
Nie wpadłem nigdy na ustawienie skrótów tak, żeby wszystkie były pod lewą ręką – chyba wprowadzę kilka zmian;) Z drugiej strony rzadko kiedy korzystam z myszy, więc może to nie jest takie uciążliwe.
Vista na prawdę nie jest taka zła. Fakt, że ciężko ją skonfigurować czasem zachowuje się, jakby chciała Cię ochrzanić, ale to naprawdę nie jest zły system (jak na Windows). A co do „bezwzrokowości” to chyba samo wyjdzie po jakimś czasie.
08 VI 2008 o 21:40
Pisania bezwrokowego faktycznie nie ma sensu uczyć się z poradników czy za pomocą specjalnych programów. Może i uczy to gdzie są poszczególne klawisze, ale przede wszystkim jest to koszmarnie nudne!:)
Najlepiej wg mnie uczyć się w praktyce. Chociaż tutaj odpada nauka gdy się pracuje bo tu liczy się szybkość, ale na gg/jabber/cokolwiek innego nauka jest idealna. Sam się tak uczyłem:)
08 VI 2008 o 21:40
Prawdę mówiąc, bardzo dziwi mnie, gdy ktoś młody (<25 lat) mówi do mnie, że nie zna języka angielskiego. Dla mnie niepojęte, chociaż sam znam ten język tak średnio.
08 VI 2008 o 23:50
Windows: wszystko trzeba dosztukować, i powiązać sznurkiem.
Linux: wszystko jest już na miejscu, tylko na ogół jest powiązane w kilka osobnych paczek, a uniwersalny sznurek wymaga utopienia sporej ilości czasu.
Mac: poszczególne paczki do siebie pasują, tylko sznurek jest jedwabny, cholernie drogi, a całość mieści się tylko i wyłącznie w garażu. A, i niektórych części po prostu nie ma.
Pracowałem na wszystkich tych trzech środowiskach, i w kwestii desktopu obecnie najmniej przeszkadza mi Mac OSX. Windowsa używałem przez kilka lat i udało mi się sklecić względnie wygodne środowisko. W Linuksie można zrobić wszystko, ale prędzej czy później coś ugryzie nas w dupę[*]. Plus spalimy sporo czasu. W Mac OSX da się zrobić większość rzeczy względnie wygodnymi, a pozostałych kilku procent Mitycznego Wygodnego Środowiska – po prostu się nie da :D
Ale to tylko takie tam moje gadanie, „wygodne” to subiektywna sprawa.
[*] brak porządnego schowka, brak wsparcia dla $nowego_fajnego_sprzętuX, brak odpowiednika programu y z kde w sytuacji gdy używamy gnome (lub na odwrót), takie tam.
09 VI 2008 o 00:58
A co z ludźmi, którym się trzęsą ręce? Jest na to jakiś sposób?
09 VI 2008 o 09:08
Znalazłeś sobie kobietę po to, by się przy niej spełniać jako informatyk-nauczyciel? Dziwne…
09 VI 2008 o 09:31
tomek: po prostu Epic Life-Hack :)
09 VI 2008 o 10:54
Krzywde biednej dziewczynie zrobisz…
„Zrobić z kogoś Power Usera” – ile Tobie zajęło stanie się Power Userem? Dlaczego stałeś się PU? Bo tego wymaga twoja praca? Bo to cię bawi?
Nie każdego bawi siedzenie przez cały weekend nad configami by sprawdzić każdą pojedynczą opcję w celu ustaienia wszystkiego tak jak chcemy.
„Idealny finał wyglądałby tak, że Magda sama odczuwałaby upierdliwości w swoim środowisku pracy” – NIE zgadzam się. „odczuwanie upierdliwości w swoim środowisku pracy” to warunek konieczny by w ogóle zacząć się stawać PU.
Bezwzrokowe pisanie, bezmyszowa obsługa, skróty na lewą rękę – wszystko fajnie ale… Ale to są elementy, które powodują, że to TOBIE wygodniej pracuje się na komputerze, po tym jak przez lata eksperymentów wypracowałeś właściwe dla siebie rozwiązania. Dla niej mogą być to zupełnie niezrozumiałe utrudnienia, komplikujące obsługę programu (zapamiętać te wszystkie skróty, godzinami je ustawiać).
„Praktycznie cała funkcjonalność, którą dostaję out-of-the-box w systemach linuksowych, na Windowsy musi być dogrywana przy pomocy niezliczonej ilości programików” – powiedzmy sobie szczerze – dla większości użytkowników te dodatkowe nixowe funkcjonalności nie są potrzebne w codziennej pracy
09 VI 2008 o 11:45
Po kolei: kobieta nie jest przetrzymywana wbrew własnej woli; kobieta nie jest po to, żeby być moim padawanem (serio, potrafię znaleźć znacznie przyjemniejsze zastosowania kobiety); kobieta ma własny mózg i potrafi stwierdzić przydatność tego, co się ma nauczyć; kobieta ma własny mózg i jest w stanie zrezygnować z rzeczy, których nie „czuje”; ja też mam mózg i cały materiał do opanowania jest rozplanowany na poszczególne stopnie z jakimś programowaniem na końcu, ale to tylko, jeśli rzeczywiście się wkręci.
Innymi słowy, nikomu się krzywda nie dzieje, nikt nie potrzebuje wsparcia emocjonalnego („jeśli ona (...) czuje potrzebę zmian (...), to wszystko będzie dobrze”? Seriously, wtf? Czy ja jestem na terapii dla małżeństw, czy coś?), nikt nie ma grand evil planu i wszyscy są dorośli, serio serio.
09 VI 2008 o 13:39
Z linuksowego PU zmutowałem w Vistowego ZU (czasem sięgam po moje PU-powers gdy sytuacja tego wymaga, ale na szczęście jest to rzadko konieczne).
Ludzie różnie definiują sobie „wygodę” — dla jednego będzie to jakieś wycyzelowane, mocno skutomizowane środowisko, dla drugiego MacOS OOTB, bo wygląda i zachowuje się tak samo niezależnie od komputera, przy którym akurat siądziesz.
09 VI 2008 o 17:44
Oh well, nie wiem zupełnie po co się tak na mój komentarz obruszyłeś, napisałam przecież, że jeśli jej się to podoba to wszystko w porządku, i naprawdę źle Ci nie życzę, tylko przyznaj się na blogu jak ona będzie miała tego dość, okej? :)
25 VI 2008 o 19:04
A ja nie uważam że uczelnie się szybkiego pisania, zgodnie z kursami to głupota, bo jeśli się będziesz uczył pisać bezwzrokowo odrywając palce to nigdy się dobrze nie nauczysz… Bo gdy się odrywa palce to wtedy cała dłoń przesuwa się w lewo-prawo i już zaraz masz jazdę... fakt że na początku to ręce się trochę męczą, ale tylko podczas nauki – później już jest OK :)
ps: teraz się uczę dvorac’a <- to dopiero jest dla PowerUserów – hehe ;]