Linux na /dev/drzewo, idę na Vistę
Ten wpis i tak jest przeraźliwie długi, nie chce mi się linkować do definicji używanych pojęć (od czego wujek google), a już tym bardziej do źródeł z których wiem w jaki sposób np. power management, albo WiFi ssie w Linuksie. Ale to zazwyczaj wystarczy poszukać prezentacji maintainerów tychże podsystemów. Oni wiedzą najlepiej co jest źle. Przykład. I dla niekumatych: ja w tym tekście w żaden sposób nie krytykuję niedesktopowych zastosowań Linuksa. A, i jeszcze polecam przeczytać to.
Im jestem starszy, tym bardziej szanuję swój czas i tym większą mam ochotę używać optymalnie dopasowanych narzędzi. Czyli np. przestać używać Linuksa na desktopie, bo prawda jest taka, że, w porównaniu do konkurencji, technicznie wypada dosyć blado.
Zaawansowane zarządzanie energią (aka hibernacja i pochodne)? Raz działa, raz nie działa, sterowniki często nie mają obsługi niczego poza on/off (a Vista afaik jest bardziej bateriooszczędna od Linuksa). Dźwięk? Podstawowy zazwyczaj działa, ale alsa jest wybitnie głupio zrobiona (próbował ktoś kiedyś wykombinować co robią różne ustawienia w mixerze?) i dalej wszyscy jeżdżą na różnych demonach dźwięku. O jakimś standardzie dla kodeków nie wspomnę. WiFi? Jak działa, to dobrze, jak nie, to masz pecha, bo pewnie nie ma dla ciebie sterowników. Obsługa 3D? Hahaha. Xorg jest sto lat za murzynami (i to prawie we wszystkim), binarne sterowniki supportują co chcą (a w ATI pewnie dalej nie działają), kernel dopiero zaczyna mieć jakieś ficzery pozwalające mu nad tym wszystkim zapanować (i nie wiadomo, czy nvidia i amd będą z tego korzystać), a konkurencja od X lat traktuje to wszystko jako oczywiste ficzery. Obsługa różnych dodatkowych urządzeń? Jak trafisz na coś supportowanego, to git, jak nie, no to pech. Rosyjska ruletka z kupowaniem jakiegokolwiek osprzętu, a przy kupowaniu laptopa to tylko z listą supportowanego sprzętu w garści.
Część z tych rzeczy to po prostu opóźnienia w rozwoju (głównie Xorg), na część natomiast jest albo za późno (ktoś ma ochotę poprawiać alsę? albo dalej twierdzić, że gstreamer wszystko rozwiąże? ile to już lat?), albo są nieuniknionymi konsekwencjami metodologi open source. Prawda jest taka, że dla producentów sprzętu/użytkowników binarne sterowniki i nieczęsto updejtowane Windowsy są zdecydowanie tańsze w supportowaniu/wygodniejsze, więc nie ma i nie będzie masowego ich otwierania. Z czego wynika, że dla rozwiązań desktopowych Linux będzie zawsze gorzej supportowany, bo zawsze będzie spora część rynku preferująca binarki. Producent może stworzyć sprzęt, napisać sterowniki, przetestować na dosłownie kilku dostępnych na rynku Windowsach, dopisać proste GUI i wsio. Na Linuksie (a) musisz mieć otwarty kod, czyli tajemnica handlowa /dev/null (tajemnica handlowa jest znacznie starsza od Linuksa i, niezależnie od życzeń Linuksiarzy, producenci raczej nie zaczną z niej rezygnować), (b) produkowanie własnego oprogramowania do obsługi sprzętu jest kompletnie niepraktyczne, więc obsługa twojego sprzętu będzie tylko do tego stopnia przyjazna, do jakiego pozwala obecny stos softu danego typu. Czyli zazwyczaj średnio na jeża albo wcale (alsa i jej intuicyjny mixer? karty 3d i zaawansowane ustawienia 3d? nie wiem, kamera i jakieś niestandardowe ficzery? wszystko padaka).
Oczywiście spora część z tych problemów zostanie rozwiązana, gdy Linux na desktopie się odpowiednio rozpędzi i producenci będą zmuszeni go supportować. Tyle, że to się nie stanie. Linux na desktopie technicznie jest sto lat za murzynami, a fajne programy open source albo już od dawna są (Firefox), albo niedługo będą (KDE-pochodne) miały porty pod Windowsa i OS X. Więc niby z jakiego powodu rynek masowy miałby wybierać desktopy linuksowe? Bo KDE4 ma fajny zestaw programików do groupware? Niedługo będzie dostępny pod Windowsy.[1] Coś jeszcze? Czy naprawdę istnieją jakieś konkretne podstawy, żeby przypuszczać, iż desktopowy Linux osiągnie masę krytyczną?
([1] I jest to afaik także prawda w przypadku typowo linuksowatych narzędzi deweloperskich. Obecnie da się spokojnie postawić linuksowe środowisko deweloperskie z desktopem na nielinuksie. ssh/vnc/sieciowe x11/samba to twoi przyjaciele.)
Natomiast w drugą stronę przewaga jest miażdżąca. Konkurencja zawsze ma soft state-of-the-art, a Linux albo całkiem sensowną alternatywę (dostępną także na systemy konkurencji...), albo popłuczyny (photoshop anyone?), albo zupełne nic (rynek gier hahaha).
Nadganianie tego typu zaległości jest możliwe jeśli się ma bardzo dużo wykwalifikowanej i skupionej na konkretnym celu kadry oraz wytworzy odpowiedni ekosystem tworzenia wysokiej klasy oprogramowania dla danego systemu. Microsoft ma tony kasy i tysiące inżynierów, więc może sobie pozwolić na przepisanie systemu grafiki w Viście od zera. Dodatkowo wytworzył gigantyczny ekosystem zewnętrznych firm, które sporo zarabiają na produkowaniu softu pod Windowsy (takie Adobe małą firmą nie jest). Linux ma: brak nawyku płacenia za cokolwiek (ekosystem możemy pożegnać), gigantyczną ilość dystrybucji praktycznie uniemożliwiającą wydawanie binarnych wersji softu oraz stosunkowo niewielką ilość rzeczywiście wykwalifikowanych inżynierów, którzy jeszcze zazwyczaj robią to samo po kilka razy (KDE vs. GNOME, PulseAudio vs. gstreamer vs. czysta alsa, chyba z dwa podejścia do nowej generacji sterów 3d w xorgu, gigantyczna ilość różnych dystrybucji, etc.). W takich warunkach można zapomnieć o dogonieniu kogokolwiek.
Heh, ja sam używam dystrybucji o której słyszał jakiś ułamek promila użytkowników Linuksa. I lubię jej używać ze względu na pewne specyficzne rozwiązania techniczne, czyli głównie poldka i duże rozdrobnienie paczek, ale tak naprawdę to się bardzo dobrze sprawdza tylko na serwerach i w niewielkich specjalizowanych środowiskach (w pracy parokrotnie używałem PLD-owych chrootów), a na desktopie jest wybitnie upierdliwe. Desktopy są znacznie bardziej skomplikowane od serwerów i jeśli mam KDE rozparcelowane na 700+ pakietów (a mam :), to można zgłupieć. A do tego dochodzi jeszcze zatrzęsienie różnych dodatkowych bibliotek i demonów do obsługi różnych rzeczy. Hal, policykit, cośtamkit, acpid, serwer dźwięku (który?), bluetooth, coś do wifi, xorg (też 700 paczek :), czcionki i co tam jeszcze. Oszaleć można. Nawiasem mówiąc ciekawym czym się teraz obsługuje WiFi z GUI? Pewnie jakąś nakładką KDE-ową na NetworkManagera (bo przecież nie można napisać po prostu NetworkManagera, tylko trzeba oddzielić backend od frontendu i napisać co najmniej dwa frontendy, jeden dla GNOME, drugi dla KDE; żeby nie było za prosto).
(Może powinno zostać jakimś oficjalnym policy PLD, że desktop ma niższy priorytet, niż serwer? Kto wie, może mogłoby to ułatwić pewne rzeczy.)
Więc o ile PLD może mi dodawać pewną wartość na serwerach (poldek, sposób pakietowania, domyślne konfigi, unifikacja względem FHS i takie tam), o tyle na desktopie praktycznie nie ma na to szans, a wręcz przeciwnie -- takie Ubuntu jest znacznie lepiej zintegrowane, przetestowane i zjada mniej czasu (dlatego staram się upgrejdować swojego laptoka tylko wtedy, gdy naprawdę muszę, bo zawsze coś się pieprzy przy okazji). Dodatkowo w takim Ubuntu Mark Shuttleworth może powiedzieć, że chce obrać kierunek rozwoju X, sypnąć groszem na ludzi to implementujących no i jakiś tam cel zostaje osiągnięty. W projekcie typu PLD jest to możliwe na znacznie mniejszą skalę (np. FHS), na pewno nie desktopową. Nie może przyjść "lider" i powiedzieć, że robimy X, bo go wszyscy oleją. A w Debianie to już w ogóle są cyrki (widzieliście jakie oni flejmy generują o wszystko? porn-geta na przykład, czy ten aplet do monitorowania zużycia CPU z rozbierającą się kobitą). O sensownym quality control można w PLD zapomnieć. Windows się wydaje raz na ruski rok, to się przy okazji mocno przetestuje, Ubuntu raz na pół roku plus Ubuntu ma ludzi od testów, a PLD ma deweloperów, którym się takich rzeczy robić nie chce (mi też się nie chce).
Pytanie: co zamiast? Na pewno nie zrezygnuję z Linuksa na serwerach -- raz, że nic mnie nie kosztuje, dwa, że lubię swoje PLD i trzy -- zawodowo jednak zajmuję się Linuksami, więc muszę mieć bieżący z nimi kontakt. Ale na desktopie? Albo Vista albo OS X. (Oczywiście nie teraz, tylko jak mi laptop padnie i będę musiał kupić nowego. Obecny by Visty nawet nie uciągnął.)
Główna zaleta Appla -- jest uniksowaty, więc mi bardziej po drodze (większość moich obecnych narzędzi po prostu się buduje i działa, bez jakiś akrobacji). Główna wada Appla -- nie mam go jak najpierw przetestować, a kupować muszę od razu ze sprzętem Appla, który jest afaik drogi (i jest go mniejszy wybór, niż standardowych intelowatych). W przypadku Windowsa Vista mam laptop dziewczyny z tymże, więc mogę sobie testować do woli (o czym będą inne wpisy; materiał do wpisu o Firefoksie mam już gotowy, więc się za jakiś czas pojawi, ale do tego od Visty nie).
Inne problemy:
1. Wirusy. W OS X afaik nie problem, ale w Viście jednak wypadałoby mieć jakiegoś antywira. Nie lubię mieć antywirów, jestem przyzwyczajony do braku konieczności ich posiadania. Z punktu widzenia odporności na wirusy kompletny chaos ABI w zatrzęsieniu dystrybucji Linuksa to zaleta.
2. Upgrejdy systemu. Upgrade poldkiem jest upierdliwy, ale prawda jest taka, że swoje desktopy upgrejduję po parę lat bez żadnych reinstalek i po kilku poprawkach zawsze prawie wszystko działa (teraz np. mam wkurzające problemy przez niedorobiony evdev w xorgu). Nie sądzę, żebym przeżył niereinstalkowy upgrade XP do Visty. Nie wiem jak z OS X. Z drugiej strony na raz wydaną Vistę przez następne wieeeele lat wychodzi soft, który można sobie po prostu upgrejdować. Na PLD jak robisz za długie przerwy, to później nowy python wymaga 70% nowego systemu (bo openldap pociągnął coś, co wymaga ixów, ixy są już nowe, więc całe kde i wszystko graficzne trzeba zassać, etc...; i chciałeś nowego pythona, a przy okazji dostałeś rozwalonego evdeva). Mnie od dawien dawna nie podnieca gonienie za numerkami (czego w znacznej mierze nauczyła mnie upierdliwość upgrejdów w PLD), więc Vista by mi tu pewnie bardzo pasowała. Ba, dalej używam KDE3.5, bo mnie przeraża KDE4.
3. Gnicie systemu. Na PLD problemu nie ma, bo poldkiem i rpm-em mam kontrolę nad wszystkim i jak mi się zrobi za dużo śmiecia, to po prostu wyinstalowywuję co chcę, jadę prostym skryptem po zagubionych plikach i mam czysto (jak mówiłem, mogę po parę lat robić upgrejdy całego systemu praktycznie bez nieprzyjemnych skutków ubocznych; wymagają tylko trochę czasu). Nie wiem jak z Applami, ale afaik Vista nadal sobie z tym problemem nie poradziła. Znajomy m.in. przez to ostatnio wrócił do XP, a laptop mojej dziewczyny zamyka się teraz po kilka minut. Dla mnie to jest naprawdę problem, ja jestem bardzo przywiązany do faktu, że PLD daje mi pełną kontrolę nad wszystkimi plikami w systemie (które do tego są uporządkowane; viva la FHS, viva la patche w PLD) i będę miał poważne problemy ze zrezygnowaniem z tego ficzeru. Ten brak kontroli na najbardziej podstawowym poziomie to jest główny powód dla którego nie lubię dotykać Windowsów. Z drugiej strony -- przy tych setkach pakietów desktopowych to ja i tak zazwyczaj nie wiem co się w systemie dzieje.
4. W Windowsie (i OS X?) za sporo rzeczy jednak trzeba płacić. I to nawet za takie, które w Linuksie dostaję jako standardowe wyposażenie. Taka Vista jest bardzo słabo konfigurowalna w porównaniu do dowolnego Linuksa. Zazwyczaj są płatne narzędzia, żeby dodać brakującą funkcjonalność, ale są brzydkie, bo są płatne. Drażni mnie wydawanie kasy na coś, co uważam za podstawową funkcjonalność. Szczęściem jednak jest sporo softu open source tego typu pod Windowsy, ale nie wiem, czy wszystkie moje potrzeby byłyby zaspokojone. Tak czy siak o tym będzie osobny wpis (z serii "Jak zostać power userem" :).
Dobra, tyle. Tak jak pisałem, na pewno w tym momencie na żadną Vistę się nie przenoszę, co najwyżej przy zmianie laptopa. Ale nawet wtedy nie jest to przesądzone, gdyż (a) tak naprawdę cieszę się z faktu, że np. w nic nie gram i rzadko korzystałbym z ficzerów, których w Linuksie nie mam, (b) jakby co, to zawsze jest laptop dziewczyny; oby mnie nie zostawiła i (c) jednak jest zestaw ficzerów typowo Linuksowych do których jestem bardzo przyzwyczajony. Acz hgw jak te rzeczy wyglądają w OS X. Przy czym gdybym dziadkowi kupował nowy laptop, to pewnie wrzuciłbym Vistę, dał mu dostęp tylko do konta nieadminowego i nie miałbym z tym większych problemów, niż mam obecnie z jego PLD i GNOMEm (mam nadzieję; nie wiem jak z wirusami).
Jak komuś się chciało to czytać w całości, to gratuluję samozaparcia. Ja to muszę przeczytać jeszcze z dwa razy, żeby zrobić korektę przed publikacją. :(
14 VIII 2008 o 01:11
Już dawno pisałem (wprawdzie nie tak długo, ale…) o tym, że Linuks na niewiele poza serwery się nadaje. A raczej głównie na nie. Ale na pewno nie na desktop.
Same idee nie wystarczą, ale o tym przecież napisałeś. Nic więcej do dodania…
14 VIII 2008 o 01:20
Powiem krotko : uzywaj czego chcesz. Jak do tej pory tylko jednego sprzetu nie udalo mi sie odpalic pod GNU/Linuksem, wiec nie narzekam. Tym bardziej, ze przeciez wiekszosci hardware nie zmienia sie co 15 minut, wiec mozna przemyslec zakup. A 3D dziala swietnie na binarnych sterach nvidii, ale musze przyznac, ze stery ATI to farsa.
14 VIII 2008 o 02:06
<EXCERPT>
Po drugie: narzędzia dobierać należy wedle potrzeb, a nie wedle upodobań i idei.
Po trzecie: charakter moich potrzeb sprawia, iż zastosowanie takiego Ubuntu/Debiana na desktopie jest znacznie wygodniejsze, niż użycie Windowsa Visty/XP (pomimo tego, iż dostęp do nich mam darmowy poprzez MSDNAA). To samo tyczy się trzech innych laptopów przeznaczonych dla członków rodziny. Żadnych wirusów, żadnej samodegradacji systemu, a większość problemów rozwiązuję korzystając z SSH/VNC.
Po czwarte: MacOS na PC? Żaden problem – szukaj informacji o iATKOS 2.0i. Przetestuj i zakup Apple.
Po piąte: ja Windowsa XP używam jedynie do gry w Half Life 2 ;] Przeszedłem całość i… Nie, nie odinstaluję – mam zamiar rozpocząć grę od nowa ;>
Po szóste: nie ważne czego używasz. Ważne, aby to, czego używasz spełniało Twoje potrzeby. A wolność polega na tym, iż doskonale wiesz, dlaczego nie wybrałeś innych rozwiązań w kontekście danego problemu.
14 VIII 2008 o 02:50
„używaj czego chcesz” pod warunkiem że jest open source. Jak się z linuksa na Vistę albo (nie daj boże!) OSX przeniesiesz to jesteś zdrajca, faszysta i mason.
A odstawiając ironię: OSXa możesz albo potestować w iSpocie (macie w Polsce iSpoty, prawda?), albo spróbować zainstalować go na zwykłym PC. Tylko z kompatybilnością jest gorzej jak w linuksie, OSX jest projektowany na bardzo konkretny hardware i większość sprzętu jest zwyczajnie nieobsługiwana, bo nigdy się w specyfikacji produktów apple nie pojawiły/nie pojawią.
Vista z SP1 daje radę, a jej responsywność zależy tylko i wyłącznie od ilości i jakości zainstalowanego oprogramowania. Jeżeli deinstalator czegoś nie potrafi po programie posprzątać, to nie jest to wina systemu. Mówisz że dziewczyna ma, więc masz już jako-takie pojęcie.
Wirusy to problem głównie Windowsa, ale darmowe rozwiązania wystarczają w zupełności – AVG chociażby + zapora windowsa + trochę zdrowego rozsądku i jesteś czysty.
Nie wiem, o jakich programach pod Windows piszesz, ale – w przeciwieństwie do OSX – pod Win jest masa programów freeware i nie sądzę żebyś potrzebował jakiegokolwiek płatnego rozwiązania. W OSX z drugiej strony, właściwie wszystko jest już zintegrowane z systemem, a płacisz za tzw. bells and whistles.
No i powtarzając po poprzednikach: używaj tego, co spełnia Twoje potrzeby. Jeżeli oczywiście wiesz, jakie masz potrzeby.
14 VIII 2008 o 02:51
Crash – ja tego nie powiedzialem.
14 VIII 2008 o 07:10
Czekam niecierpliwie na wpis o ustawianiu viśty do pionu, aby pracowała tak, jak user chce, a nie tak jak chce tego system. Zainstalowałem prawie rok temu na laptopie gdy się w msdnaa pojawiła i od tamtego czasu uruchomiłem ją może kilkanaście razy – wolna, mało responsywna, zasobożerna. Odpalenei kilku programów i system ujada. Odpalenie torrenta w Operze i siada. Zamknięcie systemu – pół godziny czekania. Do czego to jest podobne? Rozumiem jeszcze takie rzeczy na athlonie 3000, ale w lapku siedzi core duo@2ghz…
Tak szczerze powiedziawszy, odczuwam potrzebę odpalenia tego windowsa chociażby po PSa. Niby działa pod wine, można tak pracować ale natywnie będzie jednak szybszy. Tylko odrzuca mnie perspektywa pracy z wkurzającym interfejsem i ślamazarnym softem.
14 VIII 2008 o 07:20
hehe, ja swoje przygody, choć krótkie, z linuksem przeżyłem. Niestety we znaki dał właśnie hardware ale póki co, z zabawą z modyfikacjami itp. wstrzymałem się do grudnia / stycznia, kiedy to będę nowym właścicielem modemu mającego support *nix..
Co jak co, ale kilka prawd autor napisał.
14 VIII 2008 o 08:13
Vista, oj, chyba jedyny system przy którym notorycznie używam „łąciny podwórkowej” (no dobra, nie jedyny – kolejny to Windows Me ;). Użycie CPU w idle 15% wg ichniego appletu, system dźwiękowy – kompletna porażka, nie można ustawić sobie wyjść karty dźwiękowej tak by dawały naraz ten sam sygnał (w Linuksie się da, w XP się da, 98 się dało, ba w Debianie się da, tylko nie pod Vistą – taki ficzer potwierdzony przez MS – DRM rulez, tylko jak mam podłączyć sobie TV do oglądania filmów!!). Chcesz udostępnić coś po SMB? Powodzenia, niby klikasz ale nie wiadomo dlaczego nie działa… Grrr, dosyć narzekania – przegrywam sobie zdjęcia z aparatu pod Ubuntu i znikam grać pod XP ;)
14 VIII 2008 o 08:21
Troszkę darmowego oprogramowania na OSX się znajdzie – mam praktycznie tylko darmowe narzędzia u siebie choć za dobry program nie mam większych oporów płacić.
Co do OS na OSX – http://www.finkproject.org/
Coś dla lubiących kompilowanie i co tam jeszcze :). Z tym płaceniem za wszystko na OSX to mit nie wiedzieć skąd wzięty. Oprogramowania za free jest naprawdę sporo w tym sporo naprawdę dobrego i przydatnego.
Najlepiej po prostu popróbować ciągnąc z torrentów jakiegoś hackintosha lub zwiedzić wspomniane iSpoty gdzie sprzęt jest dostępny i gotowy do zabawy.
Z doświadczeń własnych – jeśli zależy Ci na bezproblemowym używaniu komputera – bierz Vistę. OSX potrafi czasem zadziwić a przez dwa lata używania nie miałem nawet zbytnio chęci, by siąść i się o metodach jego administracji czegoś dowiedzieć. W sumie to nie miałem po temu żadnych powodów ale pewnie to fart :)
14 VIII 2008 o 08:35
Jestem zszokowany, czemu? W miniony weekend przeszedłem na Vistę ale z OpenSUSE.
Na desktopie PLD już od dłuższego czasu mi nie odpowiadał, właśnie przez problemu po upgrade-ach. I po kilku latach na PLD, siedziałem z ponad rok na OpenSUSE (10.2 do 11.0) a teraz… Vista
I w końcu nie muszę się o nic martwić, chwała nic się nie wiesza, Eclipse jest, Firefox też, Skype z kamerą ładnie działa, świeżo kupiona karta Creative X-Fi audio działa, w Linuksie za jakieś pół roku :(
Może też poświęcę tyle słów co Ty, i zbiorę się na wpis :)
14 VIII 2008 o 08:58
hmm… o ile tytuł jest „anty-linuksowy” i tak samo pierwsza część artykułu, to już w drugiej kasujesz połowę wad wymienionych na początku i dodajesz wiele plusów linuksa… Chyba jeszcze podświadomie nie jesteś gotowy do zmiany. Jednak prawda jest banalna, nie ma się co czarować w idee, ideologie i onanizmy systemowe. Używamy tego co jest nam wygodne i pasuje do aktualnych wymagań. Dla mnie Windows jest zbyt ubogi w mozliwości choćby „gupiej konfiguracji okienek” – a tego nie naprawi nawet kde4 pod niego, bo nie bedzie zawierał kilku kluczowych rozwiazań.
BTW. narzekanie na sprzęt niedziałający pod linuksem – ot, trzeba kupować taki sprzęt, który pod nim działa i problemu nie ma. Podobnie jak z OSX – też kupujesz sprzęt który on obsługuje, a nie byle co… Prawda?
14 VIII 2008 o 09:02
no co za typ, zbajerował panienkę dla laptopa ;<
14 VIII 2008 o 09:17
mmazur, miałem ostatnio (w zeszłym roku) podobne przemyślenia.
Na dodatek gdy po którymś upgrejdzie jądra chipset SATA mojego Abita przestał być obsługiwany poczułem się trochę oszukany. No bo kurczę, już nie wystarczy kupić działającego sprzętu, wystarczy parę „minor numbers” kernela do przodu i może przestać. BTW, nadal nie naprawili, bo to specyficzny problem, występuje tylko na paru płytach i tylko jeśli chcesz bootować z SATA zamiast IDE, i generalnie mało kogo z hakerów jądra obchodzi. Ktoś tam w końcu zaproponował mi prywatnie rozwiązanie typu „kup inną płytę, ta ma coś dziwnie zrobione z AHCI/RAIDem w biosie”. No OK, ale przecież TO DZIAŁAŁO!
Do tego chroniczny brak czasu, zazdrość softu „state of the art”, tęsknota za porządnym supportem (żebym mógł sobie zamówić dowolny gadget USB w jakimś sklepie online i nie zastanawiać się, czy ruszy).
I koniec końców zacząłem coraz więcej czasu spędzać w XP, a po wyjściu SP1 dla Visty przerzuciłem się całkowicie na Vistę.
I nie żałuję. System jest napraaawdę fajny i mocno ulepszony w stosunku do XP, i mówię to jako tzw. „power user”. Zarządzanie energią jest bezbłędne, pierwszy raz mam w pełni działający suspend to ram, nowy Explorer dużo wygodniejszy (np. trzymając Shift przy otwieraniu menu kontekstowe w folderze pojawia się od razu opcja „Open command window here”, klikając na ikonkach ma się „Copy path to clipboard”, w menu kontekstowym skrótów jest od razu „Open file location”, do tego masa wygodnych widoków, dodatkowe „stack by” i „group by” obok „sort by”. Ulepszony linker, wirtualizacja ścieżek rejestru (dużo softu, który wymagał uprawnień admina w XP pod Vistą może z tego powodu zadziałać na zwykłym koncie — ale to temporary workaround i włączony jest chyba tylko w 32-bitowej Viście). NTFS obsługuje już pełen zestaw symlinków/hardlinków, do tego oczywiście kompresja i szyfrowanie w dwóch kliknięciach. Zintegrowany Windows Search (dopiero tu się przekonałem do takich rozwiązań, Beagle mnie zniechęcił do idei indeksowania), nowe menu start z wyszukiwarką pozycji, uproszczona konfiguracja, file sharing, dobre zarządzanie wolumenami (z wygodnym GUI...). A, i priorytety IO! Łącznie z „IO bandwith grant”. Linux ze swoim preemtive kernel wygląda tu dość ubogo, niestety (tak samo przy porównywaniu linkerów).
Na minus za to wymienię UAC (wyłączyć, wywalić), Windows Defendera i całe Security Center (też trza wyłączyć), ReadyBoost i pochodne (mogą psuć experience userowi, gdy po włączeniu systemu przez X minut agresywnie buforują dane „które mogą się niedługo przydać”), domyślne uprawnienia do plików systemu (standardowo są tak restrykcyjne, że nawet admin nie może np. włączyć kompresji na podfolderze w C:\Windows).
To wszystko wymagało dokonfigurowania (zwykle przez wyłączenie jakichś usług). Ale to wszystko załatwia się albo narzędziami wbudowanymi w Windowsa (np. do przywrócenia sobie uprawnień „jak w XP” wystarczyły mi 2 polecenia CLI), albo jakimiś darmowymi programikami z netu, albo sławetnym „edytorem rejestru” (który, odkąd mamy gconf-editor, przestał śmieszyć towarzystwo).
Sporo softu jest płatne, ale to zwykle killer-apps pokroju Adobe PS. Dla reszty da się znaleźć darmowe zamienniki. Lub przynajmniej jakieś względnie tanie rzeczy (np. genialny NetLimiter w wersji Pro1 kosztuje coś koło 20-30 dolarów).
Zmiana tematu: MAKI.
Sprzęt Apple nie jest drogi, często jest nawet tańszy, niż analogiczny zestaw Sony czy Toshiby. Inna sprawa, że jeśli chcesz na nim programować, to bym sobie odpuścił. Bywam dość często na konferencjach i spotkaniach technicznych — ludzie z Makami mają zawsze najwięcej problemów by podłączyć się do projektorów i nawigować po prezentacji, poza tym pod obciążeniem (lub przy odpalaniu zabugowanych programów) system potrafi się załamać całkiem jak Win98 (niedawno widziałem, jak aplikacja pisana pod silverlight/moonlight, odpalona w makowym firefoksie, spowodowała wyciek ramu. Niby nic, ale system spowolnił tak bardzo, że nie dało się nawet tego narzędzia do ubijania procesów uruchomić — ekran się nie odświeżał — i konieczny był restart. Czegoś takiego na swojej Viście jeszcze nie widziałem. Moja teoria jest taka: windows jest przyzwyczajony do softu pełnego bugów, więc sobie z nim lepiej radzi. Mak nie został jeszcze ewolucyjnie wytresowany do radzenia sobie z wyciekami ramu, zawłaszczaniem IO/CPU przez proces który wymknął się spod kontroli itp. Dla programisty to ważne sprawy. Jeśli będziesz używać tylko standardowego/popularnego softu Apple, to nie ma problemu).
[1] – to soft, który pokazuje ile jaki proces zużywa łącza, pozwalając ustawiać globalne i prywatne limity/granty, nawet na pojedyncze wątki — dzięki czemu mogę np. pobierać 5 plików w Firefoksie i każdemu z nich ustawić indywidualnie limity. Albo mogę ustawić przeglądarce grant na 40KB/s, dzięki czemu nawet działający w tle torrent nie popsuje mi płynności przeglądania sieci. Wszystko oczywiście klikalne.
14 VIII 2008 o 09:33
Pod windows na notebooku kilka rzeczy cię zaskoczy. Nie zdziw się jak Wifi będzie się rozłączało, Viste bierz tylko i wyłącznie z 2GB ramu, inaczej będzie się uruchamiała koło 3 minut. Nawet przy dużej ilość ramu, zamykanie, wylogowanie to koszmar, można iść na kawę :)
14 VIII 2008 o 09:46
Bardzo mnie rozbawilo twoje pierdolenie (bo inaczej sie tego nazwac nie da) na temat w ktorym jak widze nie masz pojecia ;)
Pomijajac juz fakt ze wole BSD czy OpenSolarisa od Linuxa, to to co tutaj nsapisales podpada tylko pod zalosny FUD niestety.
Po pierwszych dwoch akapitach nawet nie mam ochoty czytac tych bzdur dalej, ale karty ATI swietnie dzalaja na najnowszych fglrx (trudne slowo) lacznie z najnowsza seria ATI HD 4000.
Jakosc sterownikow ATI juz dogonila to co oferowala nVidia w tym temacie.
Nie wiem jakiej dystrybucji porobwales ale napewno nie bylo to UBUNTU, bo tak praktycznie wszystko robi sie samo.
14 VIII 2008 o 09:54
> Dźwięk? Podstawowy zazwyczaj działa, ale alsa jest wybitnie głupio zrobiona (próbował ktoś kiedyś wykombinować co robią różne ustawienia w mixerze?) i dalej wszyscy jeżdżą na różnych demonach dźwięku.
switch to oss4
> albo zupełne nic (rynek gier hahaha)
a to to juz zwykly FUD
14 VIII 2008 o 10:00
Rynek gier na Linuksie przędzie jeszcze gorzej niż na Maku, to nie żaden FUD. Nie opłaca się po prostu, popatrz na wykresy kołowe.
Co do developmentu i administracji OS X – nie wiem jak to jest osobiście, ale moi kumple używają z powodzeniem terminala i nie narzekają. Costa ma rację pisząc, że są darmowe appy, ale niektóre, zwłaszcza te z dopracowanym interfejsem kosztują. Dziwne jest to, że czuć na co się wydało pieniądze – w przypadku Windowsa nigdy nie wiedziałem za co mam niby płacić. System skinowania w firewallu? ;)
14 VIII 2008 o 10:03
FUDem jest w tym wpypadku pierdolenie ze nie istnieje rynek gier na linuxa – bo wbrew pozorom rynek jest – zapotrzebowanie wzrasta – ze juz o serwerowej stronie rynku gier nawet nie bede wspominal. Jak jakis nub wejdzie na bloga i przeczyta „albo zupelnie nic (rynek gier hahahhaha)” – to co ma pomyslec? – ze nie ma gier na linuxa – a to jest bzdura!
14 VIII 2008 o 10:07
1. zarządzanie energią działa, hibernacja/suspend działa na kompatybilnym sprzęcie bez problemu
2. urządzenia można selektywnie usypiać nie tylko wyłączać
3. alsa działa bez problemu na kompatybilnym sprzęcie i żadne zasrane demony dźwięku nie są potrzebne
4. Xorg wymaga minimalnej konfiguracji, akceptowalnej przez doświadczonego użytkownika.
5. 3D na desktopie jest do niczego oprócz Blendera nie potrzebne
6. Ati zawsze działało zawsze lepiej z linuksem niż cokolwiek innego (vide radeonfb w połączeniu z X)
7. Żaden OS nie ma tylu obsługiwanych urządzeń co Linux, kupowanie laptopa z listą już dawno przestało być prawdziwe.
8. gstreamer nie jest panaceum na problemy z dźwiękiem
9. Teoria, że support Linuksa zawsze będzie odstawał jest chybiona. Zobacz kroki Intela i AMD w tym kierunku.
10. Teoria o Shuttleworth’cie rzucającym miedziaki na rozwój Xów jest zabawna. Niby komu miałby je rzucać? Anholtowi? Packardowi? Tungsten Graphics? AMD?
„Śpiewać każdy może, trochę lepiej… lub trochę gorzej.”
14 VIII 2008 o 10:08
@mmazur, ja opowiem o OSX.
Krótko: po prostu działa. Sprzęt jest drogi i raczej z górnej półki, ale „mniej więcej” wart tej ceny. Jak dla mnie – to co wydałem dwa lata temu na lapsa zwróciło mi się w czasie, którego nie muszę spędzać nad niańczeniem systemu.
Oczywiście nie u wszystkich działa. Mam kumpla, który jak raz na tydzień nie przyjdzie z problemem, to znaczy że kompa nie włączał. No ale dla pro (i nie mówię o pro-makowcach, ale ogólnie pro) nie powinno być problemów. W końcu to uniksowate, są logi, konsola…
No i trzeba trochę odpuścić. Nie zawsze będzie to system dokładnie taki, jak się wymarzy – nie wszystko można dostosować do własnych potrzeb.
Soft – zgadzam się z CoSTa. Ja (poza systemem) mam wszystko za free. W pracy kilka specjalistycznych programów, ale niedrogich. Ale zwykle warto dać te 20-30 dolarów za fajny sofcik.
Jedna duża wada – nie umiem już używać Visty (nigdy nie musiałem tak naprawdę, ale czasem mnie ktoś poprosi o pomoc). Po 10 minutach mam dość. XP to jeszcze ujdzie (nawet mam na OSX-ie zainstalowanego, w VMware)
14 VIII 2008 o 10:08
no to niech sobie pomyśli :> kogo obchodzą nuby ? btw, co poniektórzy nie dostrzegli by ironii nawet gdyby stanęła naprzeciwko i napluła delikwentowi do oka. Zatwardzenie umysłowe to przypadłość szeroko rozpowszechniona i należy się z tym pogodzić ;)
14 VIII 2008 o 10:12
Sorki, jeszcze jednego commenta dam z zalogowanego konta, to będę mógł śledzić konwersację, [flame]bo na tej platformie jakos nikt nie przewidzial, ze mozna byc zainteresowanym dyskusja bez otwierania geby[/flame].
14 VIII 2008 o 10:17
Apropo Maca …
Jest cale drzewo portow na Mac OS X:
http://www.macports.org/
Dziala tak samo jak pkgsrc.org czy tez FreeBSD Ports, Inna sprawa ze pkgsrc.org te zmozna zapodac na Mac poniewaz jest jedna z obslugiwanych przez pkgsrc.org platform.
Mac OS X dziala bez problemu na zwyklym kompie nie trzeba od razu leciec po MacBooka, dziala przktycznie wszystko out of the box™, ja przynajmniej nie mialem zadnych niedogodnosci, polecam obrazy KALAWAY ISO pod Intel lub AMD.
Dzwiek na Linuxie jest z dupy do poki nie zaczniesz uzywac OSS4, wtedy jest tak samo dobry jak na FreeBSD, czyli dziala bardzo dobrze, nic nie przycina, mozna miec i 10 demonow odpalonych i nie beda sie gryzly bo dzwiek bedzie mixowany a jadrze realtime.
Nie wiem czemu tak sie trzymacie tego szajsu PLD, nie dosc ze uzywa RPM (pomylka) to generalnie nadawalo sie tylko na jakis mniejszy serek, a wy narzekacie ze na Desktoppie sie nie sprawdza :ASD
Mac OS X to zwykly UNIX *standart UNIX ’03) wiec wszystko co masz na FreeBSD/Solaris/Linux masz tez na Mac OS X.
Generalnie Mac OS X to userland FreeBSD i jadro Mach 3 polaczone w jadro hybrydowe oczywiscie plus Cocoa itd.
Do tego jak ktos potrzebuje czegokolwiek z windy to zawsze jest WINE, a jezeli sie nie sprawdzi, to jest jeszcze VirtualBox i Seamless Mode:
http://gallery.etxea.net/d/14177-1/VBox_seamless_win_lin_integration.png
http://blog.slyon.de/wp-content/vboxsteamless1.png
Aplikacje z windy dzialaja praktycznie tak samo jak normalnie, problemem ze zgodnoscia napewno nie bedzie pomiewaz poprostu mamy odpalonego zwirtualizaowanego windowsa, mamy dodatkowy pasek start jak chcemy, a miedzy oknami przelaczamy sie std ALT+TAB, nawet compiz fusion z tym smiga.
14 VIII 2008 o 10:37
A ja się probowałem już 3 razy przesiąść na vistę (z xp). 1. raz chodziła za wolno. 2. (64bit) raz wywaliła się przy instalacji kilku rzeczy na raz. 3. raz: z uporem maniakalno depresyjnym twierdzi, że albo mam 32bitowe stery w 64bitowej binarce albo w ogóle chcę jej dać w całości 32bitową binarkę ze sterami (nvidia, grafa), choć wywalenie usług poprawiło znacznie działanie systemu (i co ciekawe przez to twierdziło że nie jest podłączone do sieci (mimo działającego internetu)... widać vista uważa że lan to tylko tam gdzie jest samba i wszystkie kompy i servery to windy… i przy okazji daje userowi poczucie że wifi i lan to to samo). Po wakacjach będę zmieniał grafikę na radeona to może się jej polepszy… ale inaczej prawdopodobnie zostanę przy 32 bitach. I sam zaczynam stosować zasadę: winda do zabawy, linux do pracy. Niestety żeby linux był do zabawy to za dużo rzeczy trzeba zrobić... żeby pograć trzeba przekompilować kernel (domyślne ustawienia są dla serwera), wydajność grafiki słaba (nawet u nvidii… w ETQW w rozdziałce 1920×1200 mogę pograć na windzie (na najniższych detalach ale zawsze), na linuksie max rozdziałka przy min. detalach to 1280×1024. O dźwięku to zapomnieć już mogę, bo alsa tak się zmieniła od wydania ostatniej bety sterów dla X-Fi że teraz wszystko trzeszczy. A FLAC 24/96 co 5 sekund daje tylko głośne szumy (ciekawe że na xp dźwiek jest czysty aż miło). Z kolei windzie też trochę brakuje… z chęcią bym zobaczył windę z interfejsem kde (nawet nie jakieś super ficzery… ale rxvt i bash by się przydały i zmiana explorera dla WM z kde). Jak ktoś to kiedyś rodził, to jakby miał czas to podrzuci mi jakieś materiały (kiedyś robiłem basha na windę ale teraz nie mogę tego znaleźć). Swoją drogą Vista też nie jest cudna… dużo rzeczy trzeba z niej wywalić. Dodatkowo żeby mieć kolejne to trzeba inne gorzucić (dźwięk 3d w grach).
14 VIII 2008 o 10:59
Pod Windowsem też nie jest kolorowo jak się dłużej posiedzi:
* instalujesz sterownik sieciówki a do autostartu bez pytania ląduje ci kompletnie niepotrzebny jakiś monitor sieci. * znajdź firewall (w rozsądnej cenie lub darmowy), który będzie miał tylko filtr pakietów ze statefull inspection, bez cudaków, czarodzieji, wyskakujących okienek i kupy debilizmów typu blokowanie popupów w IE (kiedyś był Tiny, potem Kerio, co teraz?) * chcesz pobrać sterownik do drukarki i ściąga ci się 150MB archiwum (WTF?)
* w menadżerze urządzeń masz „nieznane urządzenie” i dał być konia z rzędem za lspci czy coś w tym stylu. * nie szukaj na stronie nvidia.com sterowników dla mobilnych kart graficznych tej firmy, o niech ktoś mi wytłumaczy dlaczego tam ich nie ma * coś niedobrego się dzieje z systemem i szukasz jakiejś wskazówki, zaglądasz do dziennika systemu i wkurzasz się że tam nigdy nie ma niczego rozsądnego
* putty: jest znośne o ile nie używasz go więcej niż przez godzinę dziennie * md5sum: Złe polecenie lub nazwa pliku – kurwa… * pomyłka w kolejności instalacji sterowników może kosztować reinstalację całości * zdarzyło się, że na sterownik do kontrolera IDE firmy VIA z działającym DMA musiałem czekać ze 4 lata (sic!)
Nie twierdzę, że linux cacy a windows be, to kwestia gustu i upodobań ale i Win ma swoje mroczne strony.
14 VIII 2008 o 11:07
@Maciej Łebkowski:
Wystarczy dodać pusty komentarz – nie pojawia się, ale śledzisz komentarze.
14 VIII 2008 o 11:11
Matthew: a to fakt, na 64-bitową Vistę nie ma co się jeszcze rzucać. Nie jeśli masz do 4GB ramu.
occulkot: jasne, że rynek gier na linuksa istnieje, ale w porównaniu z rynkiem gier na Maka jest dość skromny, a w porównaniu z rynkiem gier dla Windowsa wypada już zupełnie pomijalnie.
qwiat: w menedżerze urządzeń chyba da się jakoś odczytać ID string urządzenia. Nie wiem czy nie trzeba wejść w zarządzanie zasobami. Ale fakt, że takiej bazy identyfikatorów jak lspci to czasem brakuje. Inna sprawa, że dużo rzadziej mam potrzebę pieprzenia się z „nierozpoznanym” sprzętem pod Windows niż pod Linuksem.
Dziennik systemu to faktycznie tragedia, duża część softu go w ogóle nie używa. Inna sprawa, że jak mi sprzęt wariował i rzucał MCE z powodu błędów pamięci, to miałem to jak na tacy opisane w dzienniku. To kwestia kultury pisania softu IMO, ale jednak charakterystyczna dla platformy…
Sterowniki kart mobilnych mogą być niedostępne na życzenie producentów laptopów. Przynajmniej tak mi strona nvidii powiedziała gdy próbowałem niedawno zaktualizować sterowniki w Toshibie i użyłem autodetekcji sprzętu — „na prośbę Toshiby sterowniki musisz pobierać z ich strony”. Pewnie producenci lapków chcą mieć pewność, że sterowniki się z niczym nie pogryzą (a nVidia nie chce obrywać za mocno skustomizowany, mobilny sprzęt).
Faktycznie windowsowi przydałby się system pakietów na modłę rpm-a. Z gwarancją usunięcia wszystkiego, co się zainstalowało. I wykrywaniem konfliktów…
14 VIII 2008 o 11:11
mmazur – to pobaw się ubuntu
Długo byłem wierny PLD, cały czas chodzi u mnie na domowym serwerze i ląduje na każdej słabszej maszynie (bo lubię stary sprzęt reanimować). Jednak swego czasu swój główny desktop przestawiłem na ubuntu, z różnych powodów, przy czym nie bez znaczenia był fakt, że w PLD jest irytując bug w grze Tedes Emplanadas Glaciela (czy jakoś tak; klon RISCa)- jeśli ustawiając armię nie kliknę dokładnie w pole z ich liczbą, to segfault – a to mój ulubiony zabijacz czasu.
No i mam to ubuntu. Fakt, jest cięższe, ale na współczesnym sprzęcie nie jest to już problem, nie jest aż tak ciężkie.
Ale co ważne – wszystko działa! A jak nie – to zaraz będzie działać.
Łatwość odpalenia choćby bluetooth na ubuntu i winXP to niebo a ziemia.
Nie potrzebuję driverów do mojego starego kodaka -windows go nie umie rozpoznać. itd itp.
Co urządzenie – to drżenie serca. Fakt, jak coś wybieram, to myślę przy tym, ale bez przesady. Listy sprzętu nie noszę. Wybieram co mi się podoba i dopiero sprawdzam w googlarce, czy zadziała – i działa.
Kilka dni temu kupiłem kamerkę, nie sprawdzając, z założeniem, że jak nie pójdzie, to zamienię się ze szwagrem.
Przyniosłem do domu, wygoniłem żonę od komputera i powiedziałem, że będę instalował kamerkę (to dla niej była głównie). I zainstalowałem – polegało to na włożeniu kabla do portu USB.
Tak bardzo nie udało mi się obłaskawić PLD.
Skoro mam kamerę to może zainstaluję ją jeszcze na winxp (partycja ciągle istnieje, ale nie wiem, kiedy ostatnio z niej korzystałem), ale odzwyczaiłem się już od żonglerki płytami.
Tak, chciałbym móc kupić cokolwiek tak, żeby działało. Ale po pierwsze – większość działa, a po drugie w przypadku takiej visty też gwarancji nie ma.
14 VIII 2008 o 11:14
Tak z ciekawości, jaka karta dźwiękowa jest obecnie najlepsza dla Linuksa?
14 VIII 2008 o 11:16
Windowsowi przydałby się ktoś, kto by wziął wszystko za papsko, zrobił zunifikowany guideline dla developerów, lepsze API, wytyczne interfejsowe, wzorce zachowań (gdzie pliki umieszczać, jak preferencje trzymać) – a jak ktoś nie chce ich przestrzegać to fora ze dwora. Identycznie tyrańskie podejście jest wreszcie widoczne w www – są standardy i jak ich nie przestrzegasz, to masz jako developer przewalone. Linux i OS X mają swoje guideline’y, OS X ma dobry framework do aplikacji (Cocoa, nie wiem jak Linux, nie znam się, ale musi mieć), programy są spójne graficznie, klawiaturowo ;) i nie panoszą się po systemie jak Windowsowe odpowiedniki.
Teraz każdy app na Win wymyśla koło od nowa i do tego wygląda jak choinka.
14 VIII 2008 o 11:18
@Riddle: Muszę Cię zmartwić, ale Windows ma świetne API (tak, .NET ;-)), ma wytyczne interfejsu i ma wzorce zachowań. Tylko ekosystem Windows jest tak zbudowany, że nie wyrzuca się programistów, którzy tego nie przestrzegają. To może być problem, ale faktycznie jest to też zaleta.
14 VIII 2008 o 11:22
@abec Zgoda. Rozważałem możliwość zrobienia z PLD ‘automagicznej’ dystrybucji desktopowej, ale jest to po prostu awykonalne. Desktop jest na to technicznie zbyt skomplikowany, zbyt dużo podsystemów trzeba integrować, etc, etc., żeby to wszystko rzeczywiście chciało działać od kopa. A później trzeba jeszcze dokładnie przetestować...
14 VIII 2008 o 11:29
Ktoś, nie martwisz mnie. Jednak czy jest to dobre API, czy są to dobre wytyczne? Czy ktoś nad tym czuwa?
Bo mimo, że te wytyczne ma, to developerzy i tak robią swoje. Identyczna sytuacja była z IE – koderzy mogli pisać jak chcieli, IE poprawiał ich idiotyczne decyzje i z sieci się zrobiło <FONT style=rubbish msx10=pl-PL>wysypisko</FONT> Nie mówię, że z Windowsem jest identycznie, ale dlaczego nowy Office ma ten charakterystyczy futurystyczny (i całkiem użyteczny) wygląd, a reszta aplikacji dalej trzyma się przeszłości?
Entry barrier jest niski, co przekłada się na niski poziom całości. Poziom integracji aplikacji na Linuksie i OS X z systemem jest niewyobrażalnie większy. Ktoś powinien zrobić z tym porządek, a nie zajmować się systemem touch dla kontrolek obsługiwanych normalnie myszą (mówię o następcy Visty), nieużywalnych przez dotykanie grubym paluchem.
14 VIII 2008 o 11:29
Z API Windows jest tak, że to nowe dotnetowe jest, no, nowe. I jeszcze nie widać wszystkich rezultatów (np. przejścia na nowe API WPF, które daje np. pełną skalowalność interfejsu). Ale jest to krok w dobrym kierunku. Plus tendencja by iść w „managed code” (buzzword, ale tu akurat może być usprawiedliwiony).
Z wytycznymi jest to samo, co pod Linuksem. LSB się nie sprawdziło, FHS istnieje, ale i tak dwie różne dystrybucje mogą ten sam program spakietować na X różnych sposobów. Zgodności ABI między dystrybucjami nikt nie zagwarantuje (ba, nawet między minor versions jądra nie ma takiej gwarancji). Preferencje trzyma się w XML-u (gconf), plikach .ini, plikach baz danych (berkeleyDB, sqlite) czy własnych formatach. Toolkitów GUI jest kilka do wyboru. UI guidelines też kilka (Gnome ma inne niż KDE, Enlightenment inne niż Xfce). Tak naprawdę i Windows, i Linux to przykłady samowolki budowlanej :) Zresztą przypuszczam, że i na Maka da się znaleźć soft, który nie pasuje tak do końca do platformy, albo ma dziwne guidelines. Pierwszy przykład z brzegu to MS Office — widziałem kiedyś, jak w oknie dialogowym Excela nie dało się przełączać między OK i Cancel przy użyciu klawiatury, trzeba było sięgać po mysz i klikać na przycisk. No ale od dawna wiadomo, że Office pod Windows jest lepiej zaprojektowany, w sumie nic dziwnego.
14 VIII 2008 o 11:32
Tak jak kiedyś byłem linuksofilem, tak teraz został mi po tym tylko ubuntu (też nie lubię antywirów; opera, pidgin, xmms, szczyptę basha – więcej nie potrzebuję, serio).
NIgdy nie zainstaluje już u nikogo linuksa (dyżurny informatyk osiedla i okolic, pewnie to znacie), nigdy nie polecę nikomu jabbera, nigdy już nikomu nie pokazę open source. Dlaczego? Ano bo co tu napisałeś to prawda i nie ma czego gratulować – czytałem dłuższe wpisy ;)
14 VIII 2008 o 11:33
Reod, ja pokazuję ludziom Firefoksa, ale to jest szczytny (i opłacany milionami dolarów) projekt–wyjątek. ;)
14 VIII 2008 o 11:39
OSX :)
Też byłem w podobnej sytuacji – i skończyłem z OSX. Co prawda głównie dzięki mojemu pracodawcy, ale…
Jak się bardzo uprzesz, to możesz przetestować OSX na normalnym pececie (hasło: hackintosh). Paru aplikacji brakuje, ale znakomita większość jest, i zdecydowanie 90% rzeczy po prostu działa. Gorzej że te 10% pozostałych trzeba pokochać, lub dłubać się tak jak z Linuksem :) A sprzęt, owszem, płaci się apple tax, ale popatrz czy w .de albo w .ch nie było by wystarczająco taniej by usprawiedliwić podróż.
14 VIII 2008 o 11:39
Riddle, chyba masz zbyt wyidealizowany obraz Linuksa. KDE i Gnome dopiero niedawno dorobiły się wspólnego systemu obsługi ikonek w trayu (i tak nie do końca to działa). Schowek systemowy i schowek w X-ach to zupełnie różne rzeczy. Ba, schowek KDE i schowek X-ów to różne rzeczy (siłą rzeczy, bo schowek X-ów może przechowywać tylko dane tekstowe). Do tego właśnie kilka architektur sterowników dźwięku, na tym kilka architektur jakichś bibliotek i managerów, jakieś oss-y, alsy, esd, pulseaudio, gstreamer, phonon, xine — to ma być unifikacja, to ma być integracja z systemem? No i różne sterowniki graficzne dla framebuffera, konsoli tekstowej i X-ów. Do tego OpenGL w paru niezupełnie kompatybilnych implementacjach (co widać gdy próbujesz compiza czy innego beryla uruchomić na różnych kartach graficznych).
Linux ma budowę cebulowo-modularną. Kupa warstw jedna na drugiej, często wymienialne, ale budowane według różnych paradygmatów. Ot, choćby Gtk+ i Qt — dwa toolkity graficzne i dwa mocno różne paradygmaty, przekładające się na zupełnie inne style kodowania. Nie wspominając już o wyglądzie i „feelingu”.
Każdy screenshot z Maka wygląda tak samo. Seen one, seen’em all. A tymczasem każdy screenshot z Linuksa wygląda inaczej, w zależności od tego jakie środowisko user preferuje. Bo środowisk jest masa do wyboru.
14 VIII 2008 o 11:44
No ok, nie znam się na Linuksie, wolę powiedzieć coś o nim lepszego niż gorszego. ;) Jak oglądałem pracę paru znajomych, to nie wyglądało to jak Windows… wydawało mi się dość spójne i… ładne.
I nie jestem za wyszarzeniem, zesmutnianiem (?) interfejsów aplikacji tylko unifikacji zachowań. Niech sobie aplikacja do torrentów będzie ciemna, ale niech też się wpasowuje w resztę systemu. Może przemawiam teraz z ambony, ale zobaczyłem jak można to zrobić (vide OS X ofc) i ciężko mnie teraz przekonać, że inne podejście jest lepsze. Hint: „don’t make me think”.
14 VIII 2008 o 11:48
Już wspomniałem – na PC-cie można sprawdzić iATKOS, aby zapoznać się z MacOS X ;]
http://blog.4zal.net/2008/08/14/miniblog-macos-na-pc-why-not/
14 VIII 2008 o 12:02
Hehe. Kolejny człowiek, który po kontakcie z PLD nabiera niechęci do Linuksa :->
14 VIII 2008 o 12:06
Riddle, to może być kwestia doboru aplikacji. Windows naprawdę nieźle się trzyma pod tym względem. Oczywiście zawsze znajdą się ludzie, którzy „wiedzą lepiej” i zaprojektują GUI tak, by pasowało tylko do ich wizji estetyki i użyteczności. Moim faworytem spieprzenia jest tu jedna z aplikacji dołączonych do płyty głównej w moim komputerze. Jakiś monitor temperatur czy czegoś takiego, ubrany w „shaped window” stylizowane na… widziany z perspektywy samochodzik. Jak dla czterolatka…
Najczęściej partolone są programy do odtwarzania multimediów (winampy i inne takie), GUI firewalli (nie wiem dlaczego, ale ŻADEN nie wygląda standardowo) i skanery antywirusowe.
Mocnej unifikacji UI oczekuję wraz ze wzrostem popularności WPF (przez wymuszenie :)
cichy:
„jak jakiś kretyn nie radzi sobie z konsolą i szczytem możliwości jego jest aktualizacja systemu to czyja to wina”
Jest to wina ludzi, którzy próbują wciskać taki system jako coś „dla zwykłego usera”.
„ciesz się ze swojej wisty która wpieprza taką ilość zasobów że płakać się chce”
Dla zwykłego usera te „zeżarte zasoby” to zwykle równowartość paru dni pracy. Czy w te kilka dni user da radę zgłębić konsolę na tyle, by sobie potem „radzić z systemem”? Mówiąc prosto: mniej czasu poświęcę pracując na nową stację roboczą niż czytając kolejne manuale. Oczywiście z punktu widzenia ucznia/studenta to może inaczej wyglądać. Ale tak czy siak nie ma sensu uczyć się administrowania tylko po to, by zarządzać swoim desktopem. Tak jak nie ma sensu uczyć się mechniki samochodowej tylko po to, żeby autem jeździć na zakupy.
„ktoś wyżej napisał że firewall i anty wir wystarczy żeby zabezpieczyć system heh powowdzenia”
Ba, ja na Viście tylko firewalla mam włączonego, a i to tylko po to, by kontrolować ruch w sieci lokalnej. Raz na jakiś czas uruchamiam sobie skaner antywirusowy, ale to czynność jak robienie backupów — warto co jakiś czas, na wszelki wypadek.
14 VIII 2008 o 12:10
Eh, dobra, tutaj ludzie dostają komcie na żabę, więc usuwanie nic nie wnoszących i tak nic nie daje, bo ludzie się do nich i tak później odnoszą i zamiast zmniejszać ilość szumu, to go zwiększam. Oryginalny komentarz niejakiego „cichego”:
No to parę słów ja też napisze, otóż ludzie którzy chcą tylko pracować na komputerze i nic więcej zdecydowanie zawsze wybiorą winshita i nie oszukujmy się jego user friendly przewyższa jak na razie linuxa (nawet ubuntu) ale jakim kosztem? żaden user się nad tym nie zastanawia, ktoś wyżej napisał że firewall i anty wir wystarczy żeby zabezpieczyć system heh powowdzenia… MS wypuszcza SP co długi okres a linux ma aktualizacje praktycznie natychmiast, jeżeli chodzi o oprogramowanie to też szlag człowieka trafia jak słyszy bo pod MS WIN jest tyle dobrych programów, no fajnie tylko że większość to piraty sciągnięte z sieci teraz każdy gówniarz z kamerką albo aparatem ma w domu photoshop’a i AfterEffects a byle kto bawi się 3ds albo cinemą tak tyle dobrych programów tylko kur** gdybyś nie kradł to byś miał wielkie gów** bo nie wmówisz mi że wydasz kilka tysi żeby bawić się w retusz zdjęć albo zmontować film z wakacji, a linux no cóż darmowy soft dobrej jakości i naprawdę cieszcie się że OpenSource też trafia do exe bo by marnie było, teraz każda mała firma używa Open Office’a bo jest darmowy i ma wystarczająco opcji, wszyscy korzystamy z FireFoxa bo jest lepszy niż IE, eclipse, komodo edit, dla programistów raj na ziemi. No tak ale trzeba narzekać na linuxa bo jak jakiś kretyn nie radzi sobie z konsolą i szczytem możliwości jego jest aktualizacja systemu to czyja to wina? jest wiele osób (w tym ja) które używają linuxa jako desktop i nie narzekają takie wpisy jak ten niczego nie udowadniają bo to nie jest porównanie systemów to jest ocena jakiegoś zrażonego usera który nie miał wystarczającej wiedzy aby skonfigurować system, ehh ciesz się ze swojej wisty która wpieprza taką ilość zasobów że płakać się chce skoro lubisz jak twoja maszynka jak ktos napisal pracuje na 1/5 mocy w stanie idle to twoja sprawa. Jedyny plus dla mnie jaki ma windows to jego DirectX bo niestety ale pograć człowiek musi :D
14 VIII 2008 o 12:14
Daleki jestem od flejmowania Microsoftu, bo Windows – zwłaszcza XP – to naprawdę niezły system a cały „ekosystem” aplikacji na niego sprawia że trudno się od niego odkleić; fakt że wyposażenie kompa w software do wszystkiego co robię kosztował mnie z 5x więcej niż sam komp ;)
Ale osobiście przeszedłem drogę w drugą stronę:
1. Kupiłem nowy komputer, a Athlonem 2×3GHz i 3GB RAMu, z Vistą Business na pokładzie.
2. Popracowałem kilka miesięcy i nie mogłem jakoś uwierzyć że tak mała różnica jest w wydajności pomiędzy 2×3GHz a starym 2600+.
3. Z ciekawości zainstalowałem netbeans i glassfish na starym komputerze który pracuje już pod Linuksem. Pełny deploy zrobiłem w 20s, podczas gdy na kilka razy mocniejszej maszynie z Vistą trwa to 3,5 minuty.
Zgłupiałem :-)
Przesiadłem się na próbę na Linuksa i ogólnie nie narzekam. Widzę mnóstwo problemów, choćby każdy głupi apgrejd kernela wiąże się z problemami z uzyskaniem rozdzielczości 1920×1200; ale pod Windowsem też nieraz kończyłem po apdejtach w 640×480.
Generalnie zestawy problemów pod Windows i pod Linuksem są różne, ale porównywalne ilościowo :) Na Windowsie spędzałem nad utrzymaniem sprawności systemu pewnie trochę krócej, za to pod Linuksem na codziennych zadaniach marnuję mniej czasu bo jądro systemu jest jednak lepsze – lepiej sobie radzi z zarządzaniem prockiem i pamięcią, itp.
Ale z przyjemnością poczytam o Twoich doświadczeniach z Vistą, zwłaszcza jeśli będą pozytywne :)
14 VIII 2008 o 12:27
Widzę, że kolega Cichy troche przegiął w swoim komentarzu. Pozwolę zatem odnieść się do jego komentarzy, zwłaszcza do piractwa.
Drogi kolego, piractwo zawsze istniało i nie da sie z tym w walczyć, bo dopoki będą istnieć różnice miedzy ludzmi, zwłaszcza w sferze finansowym, a wiec statusu społecznego, to zawsze znajdzie się ktoś wybitny, kto znajdzie sposob na programy itp.
Mnie rusza kwestia płacenia za programy takie jak Photoshop itp., które kosztują 10x wiecej niż sam system Windows. Pytanie jest takie, skoro są one oparte na tym systemie i zaś do jego działania wymagają również windows’a, to jakim prawem każą nam płacić takie sumy? To system powinien kosztować hoho.
Linuks jest z pewnością piękną alternatywą wobec produktu z Redmont, ale głównie denerwuje mnie rosnąca liczba dystrybucji opartych na tym samym jądrze, ale różniących się GUI, funkcjonalnością czy też rozwiązaniami. Np. paczki z archiwami, repo etc. I to jest właśnie największy problem, z którymi producenci oprogramowań muszą się zmierzyć i dlatego najczęściej supportują system Win czy MacOS. Tak więc widzimisie niektóych twórców jest naprawdę przerażające.
Vista jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie użytkowników, chcących mieć ekstra bajery czy tez po prostu inteligentny system. Jak faktycznie wyszło, to każdy user visty doświadcza osobiście. Sam mam jednak XP, który pomimo licznych niedogodnosci, uważam za solidny system, taki user-friendly. Żeby nie było, to juz probowałem w czasie rzeczywistym uruchomić linuksa na dysku i niby się udało, ale… no właśnie zaraz po tym nastąpiły problem takie jak brak wykrycia sterowników do urządzenia itp.
14 VIII 2008 o 13:14
odniosę się do pytania o dźwięk:
Tu zależy co chcemy osiągnąć ;) ale sensownie kosztujące typy są 3:
Creative Audigy 2 ZS
zalety: – sprzętowe miksowanie – interfejs PCI – prostota konfiguracji – aktualnie dość niska cena
wady: – karta dość stara, nieprodukowana – ma problemy z jakością dźwięku, tzn. 96KHz/24bit jest tylko w teorii – średniej jakości przetworniki (na dzisiejsze standardy)
Asus Xonar DX
zalety: – stosunkowo niska cena (ok 260zł) – doskonała jakość dźwięku – działa dobrze zarówno pod windows jak i linux – interfejs pci-express – wyjście na front panel (przełączane) – wyjście optyczne dźwięku (pod windows wspiera DD Live)
wady: – brak sprzętowego miksowania
Asus Xonar D2/D2X – doskonała jakość dźwięku – działa dobrze zarówno pod windows jak i linux – w zależności od wersji interfejs pci lub pci-e – wyjście optycznie i koaksjalne dźwięku
wady: – wysoka cena (ok 550zł) – brak sprzętowego miksowania
Karty Asusa bazują na doskonałym chipsecie Cmedia 8788
Praktycznie wszystkie karty na nim działają dobrze (w nowszych jądrach). Mają też (w sterownikach pod windows) dużo ciekawych funkcjonalności. Model DX jest „budżetową” wersją modelu D2X. W teorii ma trochę gorszy tor audio (ale w czasie typowych testów nie udało się tego zmierzyć). Jest też gorzej wyposażony (wejścia/wyjścia, funkcjonalności w sterownikach) , kierowany bardziej dla graczy niż audiofilów.
Sam posiadam Asus Xonar DX (przesiadka z Audigy 2 ZS) i bardzo sobie ją chwalę. Dzięki dmix w alsa nie przeszkadza mi brak sprzętowego miksowania.
14 VIII 2008 o 14:25
@Hoopke: odnośnie dźwięku to bym jeszcze polecił (jeżeli nie grasz w gry) którąś z dźwiękówe Prodigy firmy AUDIOTRAC. Wysoka jakość dźwięku i działa po Linuksem. :)
14 VIII 2008 o 15:31
Mało z Vistą miałem do czynienia (głównie jako dyżurny informatyk osiedla i okolic) ale to co ujrzałem w żaden sposób do mnie nie przemawia. Miesiąc po reinstalce z płytki dołączonej do Toshiby + godzinach klikania kumpel przybiegł i krzyczy że wszysko muli.
Następne godziny klikania, SP1 instalował się ok godziny na porządnym Satellite z 2GB ram i Turionie oraz generalnie przy aktualizacjach mozna osiwiec. SubEdit musi dzialac z admina oraz za zadne skarby nie potrafi zarejestrowac sie jako defaultowa playerka. Dołączony MacAfee zawołał $$ więc wymieniłem na AVG co delikatnie odmulilo system. Po aktualizacji gdy instalator zapyta czy resetowac gdy zatwierdzę to TeaTimer pyta czy zezwalac na zmiany a tu juz po frytkach. Meh, jak dla mnie bomba, niesamowita oszczędność czasu.
Pozwolę sobie taki dowcip przytoczyć:
Facet wchodzi do apteki i prosi o gumy lecz nie może się zdecydować jaki smak. Po jakimś czasie poirytowana aptekarka krzyczy. – Panie będziesz pan dmuchał czy kompot gootwał?!
Wszysko wedle potzreb. Ja jakieś tam małe środowisko sobie skonfigurowałem wieki temu i teraz nic nie muszę grzebać. Ot, Opera działa, OpenOffice działa, Ekg2 na konsoli sobie chodzi, Mutt też, Skype chodzi i jeśli idzie o moje domowe potrzeby to mi wystarczy. Kwestia gustu, ja tam linuksa nikomu nie wciskam gdyż jak wiadomo nikt M$ pytań nie zadaje tylko męczy mnie a w przypadku takiej przesiadki będzie gorzej.
14 VIII 2008 o 15:34
Odnośnie całości – SOA#1
14 VIII 2008 o 15:35
Stronger: Administratorów do zwykłych użytkowników jest jak jeden do miliona. ;-)
14 VIII 2008 o 15:44
l00natyk, a ta Toshiba przypadkiem nie miała Norton Internet Security zainstalowanego? (toshiba to często wciska w standardzie…)
14 VIII 2008 o 15:56
Hoppke: A w sumie to już nie wiem, nie przypominam sobie ale mogłem i przeoczyć. W każdym razie chyba ten MacAfee musiał się do mulenia przłożyć bo z tym na pokładzie to nawet otwieranie Control Panel było bolesne. Generalnie to oni tam nawciskali jakiś Natpserów, Picassów i innego szajsu którym też trzeba było się zająć. Tak czy inaczej, thx za hinta.
14 VIII 2008 o 16:08
To jest niestety ból kupowania markowego peceta z softem na pokładzie — jest zawsze nawrzucane w cholerę dodatków (na ogół niepotrzebnych). Toshiba jest pod tym względem w czołówce. Soft do czytnika linii papilarnych (boski wynalazek, powinien być w każdym komputerze), obsługa skrótów klawiaturowych (prawie każda kombinacja Fn-cośtam ma swój własny program w tle, ech), silencer napędu optycznego, echo canceller, soft pomocniczy dla stacji dokującej, toshibowy soft konfigurujący sieć itp.
Tak naprawdę niezłym wyjściem może być zorganizowanie sobie „waniliowego” systemu (pożyczyć skądś płytkę, ściągnąć pirata) i zarejestrować go kluczem od toshibowego systemu. To chyba legalne (w sensie: masz licencję, tylko nośnik pożyczasz), a dostaje się dużo lżejszego Windowsa. W końcu wiadomo, że piraty są najlepiej połatane i najwydajniejsze ;)
14 VIII 2008 o 16:22
To racja o ile klucz pasuje (nie wnikałem jak to Vista jest rozwiązane). Ale osobiście na pirackim winie ja bym sie do banku nie zalogowal, zresztą jeśli o mnie chodzi to nawet na nie pirackim.
A jeśli chodzi o ostatnie zdanie to od dawien dawna jest tak że legalny użytkownik jakiegokolwiek softu zawsze się męczy z kluczami, płyką, jakimiś kodami, aktualizacjami a pirat ma dobrą zabawę.
14 VIII 2008 o 16:47
Antywirus? Toż antywirus działa zawsze, zawsze spowalniając komputer, łącze i powodując problemy. Wirusów nie uświadczysz, jeśli nie będziesz instalował „dziwnych” kodeków z ruskich porno-stronek przez IE ;-)
Z tego prosty wniosek – lepiej raz na ?dwa lata? złapać wirusa i go wywalić (np. hijackthis) niż ciągle mieć w tle pożeracza CPU/RAM. Antywirusy to zło! Całkiem niepotrzebne zresztą, mam XP SP2 bez żadnych aktualizacji i nie mam żadnych problemów.
Przy takiej zmianie ważne jest też to, że wszystko nagle… zacznie działać. Ot, usłyszysz o fajnej gierce to ją sobie zainstalujesz i pograsz. Kupisz sobie jakieś cudeńko na USB – od razu dadzą sterowniki do windows. No ale o tym już było.
ps. Wiele osób chwali sobie przerobiony Windows Server 2008. Jest nawet jakiś program który go przemienia w odpowiednik „czystej” visty.
14 VIII 2008 o 16:49
„Im jestem starszy, tym bardziej szanuję swój czas i tym większą mam ochotę używać optymalnie dopasowanych narzędzi. „
AKA staję się starym pierdzielem, któremu po prostu nie chce się używać czegoś co wymaga więcej pracy.
AKA staję się typowym konsumentem, dla którego nie liczy się nic poza celem, a sposób osiągnięcia tego celu jest mniej ważny, mniejsza o to, że gówniany.
14 VIII 2008 o 16:51
Bete, a czemu „gówniany”?
14 VIII 2008 o 16:55
Widzę, że sensownie podszedłeś do tematu. I bardzo dobrze.
Ja używam i linuksa i windowsa. Tak mi jest wygodniej. Chociaż nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez linucha.
14 VIII 2008 o 16:55
Hoppke,
Nie lubię być zależny od molocha, który dyktuje mi co/jak/czym/gdzie. I to jeszcze za kasę. I to jeszcze nieuczciwie zrobił swój monopol…
Co innego gdyby w tej dziedzinie molochów było kilka i panowałaby tzw. ‘uczciwa konkurencja’ jaka chociażby jest na polu sprzętowym.
14 VIII 2008 o 16:59
BeteNoire: używanie systemu nie jest celem samym w sobie. Nie chodzi tu o ciężką pracę, dzięki której (w końcu!) zacznie spełniać nasze wymagania. Windows daje tą wygodę od razu.
Gówniane rozwiązanie? Np. takie, które wymaga kilkunastu dni konfiguracji, w niektórych wypadkach przekompilowania alsy (ha, tylko tak mi się udało zmusić mikrofon do działania. W dodatku sam musiałem kod hackować) albo innego badziewia? Się ludzie śmieją z BSOD (którego od czasów Win98 nie widziałem) a jakoś nie widzę żartów na temat kernel panic czy segmentation fault, względnie „unresolved reference to .. in …”.
Btw, co konkretnie MS kazał/zabronił mi robić z moim systemem? Bo jakoś nie czuję się przez niego ograniczony… hm, może coś było, ale nawet jeśli, to i tak to olałem. Konkurencja? No przecież jest! Mamy solarisy, windowsy, maki, linuksy, bsd… i jakoś nadal Windows wygrywa, ciekawe czemu? I czemu następny w kolejce (desktopy) jest kolejny (złoo, spalić! Na stosss!) zamknięty system – MacOS?
Ale taak, używajmy GNU/Linux (pamiętajcie o przedrostku!) bo jest jedynym systemem z jedyną słuszną ideologią. Jak ktoś dla własnej wygody wybierze zamknięte oprogramowanie – lamer, bo po prostu mu się nie chciało/nie potrafił skonfigurować Jedynego Słusznego™ systemu GNU!
14 VIII 2008 o 16:59
A, czyli powody ideolo. Ja tam nie mam z tym problemu, jak długo coś spełnia swoją funkcję, to tego używam. Nawet jeśli jest to produkt Google, Microsoftu czy GNU.
A uczciwa konkurencja przecież jest — wąska, ale jest — możesz mieć GNU/Linuksa, Maka, Windowsa, czy nawet GNU/Hurda (o ile do czegoś się nadaje).
14 VIII 2008 o 20:20
Wojny ideologiczne smakują najlepiej w średniowieczu i w piasownicy. Stallman się wiele od Ballmera nie różni, a gdy Jobs robi Boom, to majtki opadają takoż kobietom, jak i młodzianom zgromadzonym z wypiekami przed Adobe Flash Playerem w okienku zatytułowanym „keynote.”
Komputer to narzędzie i nie widzę sensu używać młotka do wkręcania śrubek, nawet jeśli to nasz ulubiony młotek.
Mimo wszystko, wisty nie polecam szczerze, a OSX się średnio nadaje jako środowisko programisty (chyba, że wystarczy ci notatnik albo tolerujesz Eclipse – brrrrr).
BTW: Polecam mój ulubiony blog – http://linuxhaters.blogspot.com/ – gość ma absolutną rację, a komentarze to odowiednik Onetu dla zealotów :)
14 VIII 2008 o 20:21
Te, Patrys, popytaj trochę nbw jak developerzy pracować mogą na OS X, co? :D
:)
14 VIII 2008 o 20:22
Patrys, a co Ci nie kaman z programowaniem na maku?
14 VIII 2008 o 20:23
Maciek, to ślepa uliczka. Zaraz będą do nas strzelać. ;)
14 VIII 2008 o 20:26
Riddle, cichaj, makowy odszczepieńcze! Nie wystarczy Ci wstydu, że antonówki do kodowania używasz? :) BP, naprawdę NMSP :D
14 VIII 2008 o 20:29
Nie chcę dominować dyskusji Makami. Środowisko developerskie na Maku jest bardzo przyzwoite, jeśli ktoś chce szczegółów, to mogę odpisać na priv.
Ale zgadzam się, komputer to narzędzie. Software jednak to coś więcej, zwłaszcza jeśli używamy go codziennie po parę godzin – staje się cześcią życia. Zły software je psuje, dobry ulepsza.
14 VIII 2008 o 20:36
@Riddle:
nbw nie jest programistą.
@Puck:
Pokaż mi dobre IDE na OSX do C, C++, Pythona, że o takich wynalazkach, jak Vala nie wspomnę. No i ciężko pisać desktopowe rzeczy w Pythonie, kiedy ¾ systemowych toolkitów nie jest w nim zwrapowane ;)
PS: Textmate, vim i M-x się nie liczą jako IDE. Xcode jest wygodne tylko, jeśli piszesz nieduży soft dla Maka.
14 VIII 2008 o 20:43
Eee… ale sam Apple używa Xcode pisząc swoje aplikacje… Aperture albo Final Cut Studio się nie liczą? Noo, chyba że chcesz mieć klony IDE z innych platform. Ja się do Textmate (który oczywiście jak piszesz nie jest IDE) przyzwyczajałem tydzień. Teraz pisanie idzie mi bardzo dobrze.
Oczywiście należy wziąć poprawkę, że nie jestem koderem C++. Ale znam ludzi piszących na Maku w Pythonie i nie mają na co narzekać.
14 VIII 2008 o 21:26
@Patrys, narzekasz. Chociażby wspomniane wyżej Komodo. Poza tym to kwestia gustu. EOT.
15 VIII 2008 o 08:03
„takie wpisy jak ten niczego nie udowadniają bo to nie jest porównanie systemów to jest ocena jakiegoś zrażonego usera który nie miał wystarczającej wiedzy aby skonfigurować system”
Buuhahahahaha :))))) mmazur – urażonym userem bez wystarczającej wiedzy – ale ci niejaki „cichy” pojechał...
15 VIII 2008 o 11:04
He, tak naprawde to tu nie chodzi o porównanie systemów, czy udowadnianie jakiś dziwacznych prawd na temat co jest lepsze, czy proste znudzenie. Zapominamy, niestety, o tym , że komputer, systemy to narzedzie z którego wprawiony rzemiesnik ma wytworzyć produkt, a nie martwic się grzebaniem w tym narzędziu. Bardziej obrazowo i prosto : to tak jakby za każdym razem gdy młotkiem wbijamy gwóżdż , łamał nam sie trzonek. I teraz tracimy czas na jazde do sklepu, zakup, powrót do domu „insatlację” trzonka i powrót do pracy ( pomijam juz nerwy jakie temu towarzyszą) i wbicie trzech gwożdzi przedłuża nam prace z kilku minut do kilku godzin. Kiedy nasz czas staje się cenny, mamy jakieś terminy do wykonania danej pracy, to nie mamy czasu ani ochoty tracić go na grzebaniu w systemie i tracić energie , którą spożytkowalibyśmy na zrobieniu czegoś przydatnego, wykonaniu zleconej pracy itd. Zauważyłem to u siebie i kilku znajomych , że przesiadają się na systemy „userfrendly” z takich właśnie powodów, nie mają czasu na grzebanie, chcą mieć coś gotowego, by zająć sie konkretnym problemem do rozwiązania, niezaprzątać sobie głowy „pierdołami”.
Co do windowsów to czy tyle samo czasu spędzili niektórzy Panowie na zapoznaniu się z tym systemem tak jak z linuxem ? Wątpie. Windows ma dużo dziwnych poukrywanych narzędzi przed „zwykłymi śmiertelnikami” i trzeba sięgnąc do dokumentacji, trzeba zapoznać się z systemem, tak jak to się robiło/robi w przypadku Gnu/Linuxa. Wiekszość problemów tu przytaczanych, lub gdzieś na forach, wychodzi z nieznajomości systemu windows, braku konfiguracji tegoż systemu itd. Życze na zakończenie tego przydługiego komentarza, wszystkim by nasze narzędzia pracy były coraz doskonalsze ;)
15 VIII 2008 o 12:48
Krystian, pojechał czy przyjechał, ale trzeci akapit tego wpisu ma ignorancki swądek.
Tak, bo rzeczywiście jedną z kluczowych funkcji systemu biurkowego jest hibernacja – jakże potrzebna i często używana przez szarą Zośkę czy Heńka.
Tak, bo nieudolność programistów niektórych firm produkujących urządzenia wifi to jest rzeczywiście silny argument przeciwko nie-windowsom.
No i to bełkotliwe i „sto lat za murzynami” czy niewiele mówiące „obsługa różnych dodatkowych urządzeń”... Z tym to już nie sposób polemizować.
15 VIII 2008 o 12:50
„nieudolność programistów niektórych firm produkujących urządzenia wifi to jest rzeczywiście silny argument przeciwko nie-windowsom.”
Jeśli nie rozumiesz na jakim poziomie ten argument jest ważny, to nie zrozumiesz też reszty wpisu i zasadniczo nie masz czego szukać w tutejszych komentarzach.
15 VIII 2008 o 12:57
„Tak, bo rzeczywiście jedną z kluczowych funkcji systemu biurkowego jest hibernacja – jakże potrzebna i często używana przez szarą Zośkę czy Heńka.”
Na systemach, w których hibernacja/suspend działa, zwykli użytkownicy nie bawią się w startup/shutdown.
Vista nawet na desktopie potrafi standardowo robić suspend do ramu gdy klikniesz w ikonkę zamykania w menu start. Zwykłe zamknięcie (shutdown) trzeba wygrzebać z podmenu.
„Tak, bo nieudolność programistów niektórych firm produkujących urządzenia wifi to jest rzeczywiście silny argument przeciwko nie-windowsom.”
Usera nie obchodzi kto zawinił, jego interesuje efekt. Jak jadę dziurawą drogą to mi zwisa, czy za dziury odpowiada uruchomiona obok budowa i jej ciężki sprzęt, lokalny zarząd dróg, wojewoda, premier czy ufo — liczy się to, że mogę koło zgubić.
Wielu misjonarzy krzewiących Linuksa stosuje logikę „jak pod Windows zewnętrzny sterownik wywali system, to jest to wina systemu. jak pod linuksem zewnętrzny sterownik wywali system, to jest to wina producenta sprzętu”
„czy niewiele mówiące „obsługa różnych dodatkowych urządzeń”.”
No to przykład z mojego podwórka — coś, co faktycznie posiadam: http://www.gisteq.com/PhotoTrackrLite.php
Niestety najlepsze urządzenia tego typu mają soft tylko pod Windowsa i, czasem, Maka. Linuksowe wsparcie mają niestety najsłabsze modele. Ale to nie jest minus dla Linuksa, bo to przecież nie jego wina.
Tyle, że mnie jako usera to nie obchodzi. Bo oprócz OS-a chcę też używać sprzętu, aplikacji itp. Chodzi o tzw. CAŁOKSZTAŁT.
15 VIII 2008 o 14:00
Hoppke, wygląda na to, że stawiasz znak równości między „użytkownik”, „konsument” a „ignorant”. Ignoranta/konsumenta nie obchodzi sposób/środek/przyczyna, ważny jest cel i efekt. Stąd prosta droga do ślepego praktycyzmu bez zasad (czyli w tym kontekście: podtrzymywania monopolu pewnej firmy). Albo do typowo polskiego zrzędzenia, że coś jest nie tak, bez chęci zmiany czegokolwiek. Innymi słowy: wjechałbyś w tą dziurawą drogę, a gdybyś urwał koło to zrzędził, że ktoś/coś porobiło te dziury, zamiast przyznać „mogłem tamtędy nie jechać”? Albo inaczej: klął na te dziury, zamiast zgłosić je służbom drogowym, bo nie ważne kto je zrobił, przecież Ty urwałeś sobie koło.
Przenieś to teraz na dziedzinę oprogramowania: na co masz większy wpływ – na firmę, dla której jesteś głównie klientem czyli dawcą kasy, czy na środowisko, które daje Ci coś za darmo? No ale przecież to środowisko jest „sto lat za murzynami”... Tyle, że jakoś wcale tego nie zauważam korzystając z jego wytworów.
Mmazur, zasadniczo generalnie reasumując to już mnie tu nie ma :]
15 VIII 2008 o 14:30
@BeteNoire, no i o to sie rozchodzi, że niektorzy mają czas, ochotę i siłę dociekać, szukać i walczyć, a niektórzy wolą korzystać. :)
15 VIII 2008 o 14:38
ba10: jeśli o mnie chodzi to tak, nie znam Windowsa a wybitne Visty aczkolwiek dla mnie wygodniej i szybciej jest odpalić MC i przeedytować konfig niż klikać po menusach i zastanawiać się co poeta miał na myśli.
Co do Wi-Fi to przyznam że instalowałem PLD pewnej młodej pannie już dość dawno temu i sterownik realteka był jakoś badziewwnie napisany przez co SSID się resetował przy czymś tam i musiałem robić niezłem nanewry w skrypcie żeby to działało z automatu i łączyło z wybranym.
A tak generalnie to jeśli umiem używać debuggerów, umiem sobie sam poprawić co chcę i na dodatek lubię się w tym babrać to znaczy że ja WOLĘ linuksa i to wcale nie przez to że nie znam Wina.
Ktoś tu jeszcze powiedział o pornosach i wirusach, w tym problem że ja jak i wielu facetów lubię sobie popatrzeć od czasu do czasu i w d…. mam to że Winda przy tym wirusy łapie, jak się posypie to reinstall bo całego dnia na ganianiu się z robakami spędzać mi się nie chce, jeśli ktoś kiedyś trafił na AntiSpySpider to będzie wiedział o czym mowa. To ponoć hijacker (ja się na tym nie znam) który tak zmuli kompa, zablokuje taskmaangera i uprzykrzy życie że bez pomocy z zewnątrz (innego kompa) nie dasz rady bo Smidtfraudfixa czy innego odpluskwiacza nie zdołasz zassać. To jest userfriendly? Chyba jeśli Ci sąsiad za frajer to załatwi.
15 VIII 2008 o 14:47
BeteNoire, stawiam tu znak równości między ‘użytkownik’ a ‘konsument’, o ile użytkownik nie jest współtwórcą używanego tworu (bo mogę być użytkownikiem systemu i pracować nad nim, ale wtedy przestaję być „rasowym” konsumentem).
Słowa ‘ignorant’ tu nie używam, bo jest nacechowane negatywnie, a ja nie mam nic przeciwko użytkownikom i konsumentom.
„Stąd prosta droga do ślepego praktycyzmu bez zasad”
Rany, te „zasady” zabrzmiały mi tu prawie jak „wartości” w ustach katolika :)
Ale tak, oczywiście. Lubię praktycyzm. Zwisa mi, czy mam komputer marki Apple, Sony czy składaka złożonego z części wyprodukowanych w 100% w Europie. Zwisa mi, czy moja ulubiona przeglądarka ma otwarte, czy zamknięte źródła. Liczy się tylko to, jak dobrze komputer nadaje się do rzeczy, które chcę zrobić. Bo w takim celu go nabyłem. Czy to zaślepienie?
„Przenieś to teraz na dziedzinę oprogramowania: na co masz większy wpływ – na firmę, dla której jesteś głównie klientem czyli dawcą kasy, czy na środowisko, które daje Ci coś za darmo?”
Oczywiście, że na firmę dla której jestem dawcą kasy. Firma chce mojej kasy, ma ona wymierną wartość, więc daje mi pewną możliwość wywierania nacisku. „Głosowanie portfelem”, prawda?
Moja skuteczność zależy od tego jak dużą część dochodu firma czerpie z mojej kieszeni; pojedynczy użytkownik banku nie będzie w stanie niczego wymusić (o ile nie deponuje grubych milionów), ale już np. jako wieloletni klient sieci komórkowej mogę dostać preferencyjne stawki / nowe modele telefonów i inne indywidualnie rozpatrywane korzyści, strasząc delikatnie zmianą operatora.
Jeśli jakaś firma ma ledwie paru klientów, to każdy z nich może wywierać na nią duży wpływ. Bo jeśli sobie pójdzie, to budżet firmy to mocno odczuje.
Środowisko, które daje mi coś za darmo nie ma z tego dostatecznie wymiernej korzyści, stąd i mój głos zanika i zaczyna być uzależniony tylko i wyłącznie od dobrej woli innych ludzi. Jak wątła jest to dźwignia najlepiej widać w PLD — czegoś Ci brakuje? To zrób to sobie sam, bo nikt z developerów nie będzie tracił czasu na coś, co nie leży bezpośrednio w jego interesie. W innych dystrybucjach też nie jest wiele lepiej… W Debianie są komitety i głosowania, w Slackware jest dyktatura, inne darmowe dystrybucje są odnogami komercyjnych projektów, więc siłą rzeczy ich trzon jest modelowany przez cele finansowe.
„No ale przecież to środowisko jest „sto lat za murzynami”... Tyle, że jakoś wcale tego nie zauważam korzystając z jego wytworów.”
A równolegle, równie intensywnie i bez uprzedzeń korzystasz z wytworów tych „murzynów”?
15 VIII 2008 o 15:04
Hoppke: brawka za przytoczenie ‘zrób se sam’ bo dokładnie tak to wygląda chyba w większości projektów. Dla mnie Open Source nigdy nie było jak jakaś placówka charytatywna czy super społecznośc tylko poligon doświadczalny gdzie mogę się nauczyć wielu rzeczy, dorabianie do tego dziwnych ideologii nic dobrego nie przyniesie. Jeśli kiedyś wyzwolę tym Tybet do dobrze ale to nie jest moim celem, chociaż akurat tego co M$ praktykuje nie popieram i jestem po drugiej stronie barykady ale to odrębna historia.
Jeszcze na koniec odniosę się do jednego z postów na http://linuxhaters.blogspot.com/. Chodzi o te bugreporty i społecznośc, w morde, ten facet prawdę powiedział że to w żaden sposób nie pomaga a tylko wprowadza niezdrowe zamieszanie i stratę czasu. Już miałem nie raz taką sytuację że ktoś narzeka że mu nie działa i po godzinie wyszło że coś z którąś biblioteką miał nie tak i czas straciłem na tłumaczeniu mu jak ją podmienić i generalnie zmuszaniu go do tego.
15 VIII 2008 o 23:19
PLD nie działa na desktopie? Co następne, ,,Gentoo nie nadaje się dla mojej mamy’‘? Tylko chyba notka s/linux/pld/gi?
Srsly, kupujesz centrino i powinno działać. U mnie działa, pod Ubuntu. Stale pracuję na laptopie z Windows, ale jakoś tak wygodniej mi się żyje z prywatnym, linuksowym, dlatego jak nie muszę, to tamtego nie zabieram nawet do domu. Podsumowując: u mnie działa na desktopie, wstrzymywanie też. Ale nigdy nie zrobię tego błędu, żeby komuś polecać system operacyjny. Nevermore.
re up, linux hater jest kewl, chociaż za dużo gadania pt. ,,przekonuj się że spędzanie czasu na programowaniu jest przyjemniejsze niż seks z twoją dziewczyną’‘. Jedyne dwa konkretne punkty maglowane ciągle przez LH to:
1) brak stabilności API i ABI jądra.
2) brak współpracy i spowodowana tym fragmentacja środowiska (sytuacja powodująca, że możliwość wyboru jest zła, bo opcje biedne lub obojętne end userowi).
Oba problemy można do pewnego stopnia załatwić lokalnie, trzymając się jakiejś wytyczonej ścieżki (distro). Co też czynię, do najnowszego Ubuntu nie podchodząc nawet. :)
16 VIII 2008 o 00:08
Maciej Łebkowski, nie widzę żadnego problemu w dociekaniu/szukaniu i jednoczesnym korzystaniu. I to z obu opcji, uwierzysz? :P
Hoppke, nie wiem jak zrozumiałeś te zasady, ale mi chodziło o nie wspieranie firm, które na to nie zasługują. Mi nie zwisa to jakiej firmie płacę za jej produkty. Unikam jak mogę tych marek, których z jakichś względów nie cenię. I nie chodzi tu tylko o dziedziny soft-/hardware. Nie chodzi również jedynie o jakość produktu ale też o podejście do klienta i praktyki dzięki którym firma osiągnęła swoją pozycję.
Hoppke, nie sądzę byś miał większy wpływ na molocha, dla którego Twoja skromna opłata za produkt to niezauważalna kropla w morzu. Firma doskonale da sobie radę bez Twoich pieniędzy, bo dorobiła się już na milionach innych klientów. Dlatego firma ma w głębokim poważaniu Twoją jednostkową krytykę jej produktów. Obeszło by ją to dopiero wtedy, gdyby jej pozycja została podważona, jednak sam jeden nie masz takiej mocy.
„Jak wątła jest to dźwignia najlepiej widać w PLD — czegoś Ci brakuje? To zrób to sobie sam”
Mnie naprawdę mało obchodzi PLD. Są bardziej przystępne dystrybucje, spójrz na HPD distrowatch.com, to zobaczysz co jest najpopularniejsze. Osobiście, gdyby ktoś mnie spytał, nie poleciłbym nikomu niczego spoza pierwszych 10-15 pozycji.
Sam używam tego co jest dla mnie najwygodniejsze – Gentoo – na trzech komputerach typu biurkowego (nie-do-wia-ry!) – jeden w domu, drugi w pracy, a pomiędzy nimi krąży laptop. Poza tym znam ludzi wieku ponad 70 lat, którzy na swoim biurku mają Linuksa i radzą sobie z nim nie gorzej niż dzisiejszy dziesięciolatek z Windows.
Puppy, napisałeś:
„Windows daje tą wygodę od razu.”
Prymitywny i niefunkcjonalny menedżer plików, WMP będący nieużywalnym bloatware, IE, który dopiero niedawno zaczął być czymś na kształt nowoczesnej przeglądarki, proteza edytora w postaci Notepad, marny firewall, brak wbudowanego antywirusa w systemie na wirusy bardzo podatnym… A wszystko to obwarowane bardzo restrykcyjną licencją (np.: jednego zakupionego Windows nie możesz po prostu użyć do instalacji na kilku komputerach, musisz wykupić odpowiednią ilość... licencji) i wysoką ceną.
Ludzie do instalacji Windows doinstalowują drugie tyle potrzebnego im softu: sterowniki, pakiety biurowe, odtwarzacze mediów, przeglądarki, kodeki, programy zabezpieczające i setka innych pierdół.
O jakiej Ty wygodzie „od razu” piszesz, Puppy?
Krytyka i wyśmiewanie BSOD jest jak najbardziej uzasadnione (btw. widziałem jeden trzy tygodnie temu, wystąpił przy instalacji sterownika dźwięku), bo ktoś za tego BSODa zapłacił.
A co do jaj z kernel panic to są, są... tylko trzeba poszukać, np: http://www.hackles.org/cgi-bin/archives.pl?request=77 ;-)
16 VIII 2008 o 11:07
Ad. 4. Ten soft pod Vistę do konfigurowania dodatkowych parametrów to tylko nakładki na to co już jest w systemie – głównie w „group policy” – wystarczy poczytać, douczyć się i sam możesz pozmieniać o wiele więcej. Tylko jak ktoś nie wie, to kupuje jakieś „Tweak Vista Pro Plus” :)
16 VIII 2008 o 11:22
Chodziło mi bardziej o konkretne ficzery typu wirtualne pulpity, „rozszerzone” funkcje window managera („Okno zawsze na wierzchu”, etc.), etc. Nie sądzę, żeby dało się je uaktualnić jakimiś wpisami w rejestrze.
16 VIII 2008 o 12:37
BeteNoire: Pisząc „od razu”, nie chodziło mi o żadne programy, ale o obsługę mojego sprzętu. Od razu mogę sobie zainstalować najnowszy sterownik grafiki, płyty głównej, karty dźwiękowej. Od razu mogę uruchomić swoje ruskie radyjko na USB. Od razu zacznie działać internet który wymaga miliona dziwnych rzeczy do działania. Od razu mogę też doinstalować foobara, media player classic i cccp, dzięki czemu od razu mi działają ?wszystkie? popularne formaty. W linuksie natomiast bywa i tak, że sterowniki, owszem, są. Tyle że dostępne w internecie, który nam bez nich nie zadziała. W dodatku może się okazać, że nasze distro TAAK DBA o naszą wolność, że nie będzie sterowników od karty graficznej, lub będą jakieś biedne implanty, tylko dlatego że są GNU; pewnie w ogóle nie będą działać, ale co tam, ważne że są WOLNE.
Btw, jakie programy, porównując do (badziewnych, fakt) wmp, ie, msn messenger, notepad, wordpad etc. masz w Linuksie ściągniętym z jego oficjalnej strony – kernel.org ? Bo wiesz, z internetu da się też ściągnąć windowsy zintegrowane z firefoksem, foobarem i całą resztą, przy usuniętych domyślnych programach :)
16 VIII 2008 o 13:08
puppy:
Od razu instalowac mozesz wszedzie, wiec ci nie wychodzi. A co do wszystkich popularnych formatow to gadasz bzdury – mplayer odtworzy wszystko. A do Windowsa tona kodekow, polaczonych w wielkie packi, zeby jakos to sie razem trzymalo. Co do wolnosci oprogramowania, to wystarczy wlaczyc repo non-free.
„Od razu zacznie działać internet który wymaga miliona dziwnych rzeczy do działania.” – tutaj akurat pieprzysz panie okrutnie. Jesli internet jest rozdzielany przez DHCP to bedzie od razu na obu systemach, ale jesli to np Neostrada, to w obu przypadkach wymaga zewnetrznego programu, zeby dzialac (Windows – Wanadoo i aplikacja Neostrady, ew. same sterowniki do modemu; GNU/Linux – Ubudsl)
16 VIII 2008 o 13:09
A glowna roznica jest taka, ze te zintegrowane Windowsy sa nielegalne ;]
16 VIII 2008 o 13:17
Tylko że jak masz internet który właśnie wymaga dziwnych rzeczy, to internet nie zadziała i koniec. Wyobraź sobie że potrafie uruchomić internet po dhcp albo neostradzie :|
Spróbuj uruchomić iplusa, który mimo dobrych ustawień i babrania się w tym przez tydzień i tak nie działa.
Mplayer – tak, świetny program, jakże wygodny do słuchania muzyki. W dodatku lubi walnąć segfault. Do dvd się wcale nie nadaje, nawet menu nie obsługuje. Tona kodeków? Skoro nie wiesz czym jest CCCP, to się o nim nie wypowiadaj. Nie ma też sensu porównywać programy typu foobar / media player classic do mplayera.
„Wystarczy włączyć repo” – A CO WTEDY GDY INTERNET NIE DZIAŁA?
I znowu to bzdurne GNU/linux, heh. Tak samo bzdurne jak niedziałające standardowo mp3, w imię wolności oczywiście.
16 VIII 2008 o 13:22
puppy: Nie licząc sytuacji gdy pod Windows nic nie działa, a sterowniki do niego trzeba ściągać pod zainstalowanym obok GNU+Linuksem, bo Windows żadnej z kart sieciowych nie wykrył.
O kodekach możesz sobie darować, gdyż jeszcze do niedawna to pod Windows były straszny burdel z kodekami i problemy z odtworzeniem co bardziej egzotycznych formatów i audio i video. Całkiem niezły ubaw wtedy linuksiarze mieli. ;-)
„Btw, jakie programy, porównując do (badziewnych, fakt) wmp, ie, msn messenger, notepad, wordpad etc. masz w Linuksie ściągniętym z jego oficjalnej strony – kernel.org ?”
Założenie nieprawdziwe: w Linuksie nie ma programów. Czyli: nie rozumiesz o czym piszesz.
„A CO WTEDY GDY INTERNET NIE DZIAŁA?” — tak jak pisałem: wtedy uruchamiasz GNU+Linuksa, żeby ściągnąć te nędzne sterowniki pod Windows. :D
Co do MP3 — od jak dawna Windows obsługuje OOTB Ogg/Vorbis, FLAC, MusePack, WavPack?
16 VIII 2008 o 13:25
puppy – z takim nastawieniem, to ta dyskusja nie ma sensu. Odpowiem wiec ostatni raz.
Mowisz, ze nei warto porownywac mplayera do MPC, a przeciez oba programy robia dokladnie to samo, ba, nawet smplayer (GUI do mplayera) wyglada calkiem podobnie (ale to akurat dosc oczywiste, wiekszosc programow do odtwarzania filmow wyglada podobnie). Nie mowilem tez, ze on jest do sluchanai muzyki, do tego masz mpd czy tez programy z GUI takie jak Rythmbox, Amarok, ba, foobara mozna pod wine odpalic i bardzo ladnie dziala (testowane).
Co do iplusa – wiem, ze sie da, bo nawet moj ojciec, ktory jest bardziej laikiem niz komputerowcem odpalil Orange Bussiness Everywhere.
Co do repo – TO WTEDY NIE BEDZIE DZIALAC!!! A co jesli pod Windowsem nie bedzie internetu? TO TEZ NIE BEDZIE WTEDY DZIALAC!!! A co jesli wielka osmiornica wyjdzie ci spod lozka i zje twoj router? WTEDY TEZ NIE BEDZIE... wiesz o co chodzi. Plyte ze sterownikami do GNU/Linuksa mozesz miec tak samo jak plyte ze sterownikami do Windowsa, kwestia wypalenia takowej. Szukasz problemow na sile.
A co do GNU/Linux – http://stallman.helion.pl , po przeczytaniu zaczalem korzystac z tego okreslenia.
16 VIII 2008 o 13:31
muszę poprzeć puppy’ego odnośnie internetu iplusa. Próbowałem niemal wszystkiego aby uruchomić mój modem pod kubuntu i niestety poza wykryciem go w zasobach nie reagował na polecenia. Co ciekawe producent mojego modemu opublikował sposób uruchomienia pod pingwinem o ile się umie kompilowac jądro..pytanie takie jak tu ściągnąć jądro na ten system skoro nie działa internet…i po raz kolejny twierdzam że linuks w takiej postaci bez internetu jest pozbawiony sensu.
16 VIII 2008 o 13:37
Z całym szacunkiem dla autora ale ten tekst przypomina mi wyżalanie się dzieciaczka bo mu gta SA tnie na grafice GF2…
Na dobrą sprawę kto ma prawo decydować czy GNU/Linux się nadaje na desktop czy nie? Mi pasuje na desktopie, innemu człowiekowi nie i co? Jak już jednej osobie nie pasuje to się ‘nie nadaje”? No ludzie bez jaj…
Internet jest zalewany płaczem użytkowników o wszystko ale po co jeszcze dokładać coś od siebie co itak niczego nie zmieni? Czy ten wpis ma za zadanie nawrócenie kogoś w kierunku windowsa/maca?
16 VIII 2008 o 13:41
@mcv
1. Bzdura, bo każda karta sieciowa ma załączoną płytę/dyskietkę (:)) ze sterownikami do windows. Ew. płyta ze sterownikami do płyty głównej je ma.
2. Tak, wtedy linuksiarze wpadali w dziki śmiech i wracali do swojego lynx, by oglądać ascii-porn. Ew. odpalali swoje gry, by myśleć jacy to windowsowcy są głupi.
3. Tak, rozumiem o czym piszę.
4. Pod windowsem masz sterowniki, bo producent je dołączył.
5. OOTB? A od kiedy linux będzie OOTB obsługiwać coś poza „kernel panic, not syncing, no init found”?
@D4rky:
1. Nie ma sensu porównywać, bo mplayer jest jeszcze niekompletny i niedorobiony. Podczas gdy media player classic obsługuje WSZYSTKO, ma ogrom możliwości konfiguracyjnych. CCCP to nie paczka kodeków tylko filtry z zaledwie kilkoma kodekami, które nie robią syfu w systemie. To nie k-lite czy inny syf.
2. Owszem, są te programy. Tylko że kilka postów temu tłumaczyłem jak się zachowuje taki gstreamer.
3. iplus działa? To ma szczęście, mi nie działa. Nie mam też zamiaru używać tego systemu tylko po to by był to linux, w dupie mam legalność i ideologię. Wszystko MA DZIAŁAĆ i już. Od producentów dostaję sterowniki więc wszystko działa; na linuksa nie ma sterowników więc nie działa.
Tą książkę również czytałem, widać w niej jak to Wielki Hakier musiał miesiącami przekonywać Torvaldsa by wypuścił linuksa na GPL, bo to było celem samym w sobie. To określenie to jest bzdura przez niego wymyślona, bo czy mówimy „freeware/shareware/windows”, gdy mamy zainstalowane programy freeware i shareware na windowsie? Ta książka ma też dobry tytuł: KRUCJATA. Co też się często objawa u fanatyków OS, którzy by najchętniej palili na stosie każdego niewiernego. Stallman się zachowuje dokładnie tak samo, uważa się za niewiadomo-jaki-wzór i niewiadomo-jaki-autorytet. Już innego fanatyka, ESRa, przemilczę...
16 VIII 2008 o 13:44
puppy:
Ad 1. Bzdura. Nie ma i koniec.
Ad 2. False. Próbuj dalej.
Ad 3. Tak. Nie rozumiesz.
Ad 4. Nie masz. Musisz ściągać.
Ad 5. No to od jak dawna pod Windows można OOTB odtworzyć Ogg/Vorbis, FLAC, MusePack, WavPack?
„Tą książkę również czytałem, widać w niej jak to Wielki Hakier musiał miesiącami przekonywać Torvaldsa by wypuścił linuksa na GPL, bo to było celem samym w sobie.”
Dowodzisz właśnie, że nie czytałeś. Nie ośmieszaj się już więcej.
16 VIII 2008 o 13:47
Jeszcze kilka takich komentarzy i cała ostatnia „dyskusja” zrobi papa.
16 VIII 2008 o 14:00
Aj, faktycznie, nie ta książka. To, o czym mówiłem to „The art of unix programming” autorstwa Raymonda. Mamy tam:
itd..
1, 4. Nie ma i koniec? Mam zrobić zdjęcia? :|
2. A o którym roku konkretnie mówisz, jaki to był „burdel” z kodekami?
3. Przemilczę, widać wiesz lepiej
5. A od jak dawna linux? Poza tym idąc tą drogą możemy dojść do wniosku że w ubuntu nie da się odtwarzać mp3. Kiedy ubuntu będzie miało OOTB mp3?
Chyba faktycznie trzeba zrobić unsubscribe, bo tylko mmazur ma coraz większy śmietnik. Ciężko przekonać zealotów, że używałem linuksa kilka lat i mam dość, widocznie mając ku temu powód.
16 VIII 2008 o 14:26
„A od jak dawna linux? Poza tym idąc tą drogą możemy dojść do wniosku że w ubuntu nie da się odtwarzać mp3.”
No chwila, przecież od tego wyszliśmy: „Tak samo bzdurne jak niedziałające standardowo mp3, w imię wolności oczywiście.”
No to ja pytam, dla porównania, co to za argument, skoro pod Windows nie ma kupy innych kodeków OOTB? Zainstalować to ja mogę i pod jednym i drugim systemem, ale argument że nie ma OOTB jest… słaby. Dużo rzeczy nie ma OOTB pod obydwoma systemami, ale nic strasznego z tego nie wynika.
Co do reszty, to w sumie niepotrzebnie odpowiadałem, bo w zasadzie interesował mnie ten jeden, piąty, punkt… ;-)
1. A jak ja mam zrobić zdjęcia nieistniejącej płyty? ;-) Jeśli nie ma płytki, to jej nie ma. Z dowolnego powodu, mogła przepaść, zniszczyć się, mogłeś jej nie dostać, bo kupiłeś notebooka bez Windows, albo z Windows, ale nie dostałeś płyty, bo Windows był na osobnej partycji, a przez przypadek wszystko wywaliłeś. W tym jendym wypadku po prostu nie było, bo gdzieś przepadła, a notebook dosyć starawy jest.
2. Czasy przez CCCP i ffdshow. Szare ekrany śmierci przy próbie odtworzenia filmu (lub brak dźwięku) i zawsze kończące się „niepowodzeniem” próby ściągnięcia kodeka przez odtwarzacz. Dziwne konflikty kodeków, których kompletnie nie rozumiałem (że po instalacji nowego nagle jakieś inne przestawały działać). Nie winię architektury Windows, ale jeśli stawiamy sprawę pragmatycznie, to „po prostu nie działało” i tak to widziałem. Mplayerem odtwarzałem wszystko. Aż wręcz gdy mi koleżanka powiedziała, że czegoś nie może tam odtworzyć, to jej powiedziałem, żeby Mplayera pod Windows użyła (nie jestem na tyle obeznany w świecie Windows, żeby na bieżąco wiedzieć jaki zestaw kodeków jest akurat popularny). I użyła.
3. Jeśli wiesz o czym piszesz i nie trollujesz, to wytłumacz mi proszę jaki związek ma dystrybucja z li tylko jednym jej komponentem — Linuksem? Wyglądało to tak jakbyś się naczytał jakichś for i przeklejał głupie teksty tutaj. Więc: dlaczego rządasz, by jakieś programy były w tym Linuksie, a nie np. w systemie X.org?
16 VIII 2008 o 16:14
archlinux na lapku , ubuntu + vista bussines sp1 + xp na domowym. Bo w moim przekonaniu nie należy się ograniczać ani do jednego (linuxa) ani do drugiego (windowsa), jeśli chce być się dobrym informatykiem na czasie, czy chaciażby świadomym użytkownikiem swojego kompa szukającym optymalnego rozwiazanią różnych problemów.
Cygwin + PowerShell (ostatnio stworzony przez M$) + skrypty w VisualBasic’u sprawiają, że OS z Redmond’u nadrabia swoją słabą, a dobrze rozwiniętą w unix’ach, konsolową stronę, dając tum samym możliwości większe (powiedzmy) niż dystrybucje linucha. Ale tu nie chodzi o to, żeby tym samym ‘olać’ linuxa i np. opensourcowy ruch…Temat morze… W ogóle sprzeczki typu Windows vs Linux są bezsensowne, gdyż przedstawiają hasło wyrwane z kontekstu. Może i jest tak jak powiedziałeś że Linuch jest słabszy, ale bądź świadom, że system ten jak i wiele innych rozwiązań z otwartym kodem jest tworem dość młodego, wolnego, eksponencjalnie się rozwijającego ruchu programistów z całego świata skierowanym przeciwko komercjalizmowi Giganta, tworząc już teraz pewną konkurencję i obawy, co sprzężeniem zwrotnym napędza cały rynek IT ( i przecież o to w końcu chodzi). Może ruch ten nie jest skierowany tak bardzo w stronę profesjonalnych biznesowych zastosowań, oddajmy tą pałeczkę (na razie) Bill’owi, ale daje dożo możliwości nowym programistom webmasterom (np. joomla), czy zwykłym niewymagającym, uczciwym użytkownikom. Dobra starczy, już się wygadałem…;)
16 VIII 2008 o 16:36
Puppy,
O ile zgodzę się, że z obsługą części urządzeń jest w systemach otwartych problem (często przy odrobinie upartości do rozwiązania/obejścia), o tyle przedstawiłem Ci drugą stronę medalu. Nie pisz, że coś jest gotowe do użytku „od razu”, skoro i tak musisz doinstalować sterowniki oraz masę wspomnianego przeze mnie softu.
Argument za Windows, który gdzieś między wierszami Twoich wypowiedzi widzę (wyprowadź mnie z błędu, jeśli źle interpretuję), brzmiący: „Windows jest lepszy, bo producent mało znanych urządzeń daje do nich sterowniki na ten system” – to jakieś nieporozumienie. Co innego gdyby sam Microsoft implementował te sterowniki. Wtedy mógłbyś powiedzieć, że to taki fajny system, bo ma obsługę urządzeń „od razu” i że „od razu” wszystko działa. To, że producent urządzenia nie robi sterowników linuksowych świadczy o producencie a nie o Linuksie. Skoro stać ich na programowanie obsługi urządzenia zarówno dla starej gałęzi Windows 9x oraz gałęzi NT to dlaczego nie stać ich na zrobienie tego dla Linuksa?
A tak na marginesie: btw. a jak jest z obsługą SATA przez Windowsy starsze niż Vista? Czy nie trzeba przypadkiem trochę się namęczyć, żeby instalator w ogóle wykrył Ci dysk? Albo co z USB w Windows 98? Dlaczego tak podstawowych rzeczy nie zarzucisz Windowsowi, a krytykujesz Linuksa za brak obsługi marginalnych rzeczy?
Z doświadczenia wiem, że postawienie kompletnego (K)Ubuntu ze sterownikami 3d, kodekami i softem multimedialnym, internetowym to mniej zachodu niż cała ta instalka Windows, mnożone i często wymuszone rebooty po każdej instalacji sterownika, ba! nawet Opera instalowana na Windows 98 wymaga restartu systemu… Tylko nie pisz, że Windows XP to relikt a Windows 98 to w ogóle „sto lat za murzynami”, bo są tacy co wciąż ich używają.
„Btw, jakie programy, porównując do (badziewnych, fakt) wmp, ie, msn messenger, notepad, wordpad etc. masz w Linuksie ściągniętym z jego oficjalnej strony – kernel.org ?”
My nie porównujemy tu kerneli systemów tylko produkty końcowe, mniej lub bardziej gotowe dla użytkownika/klienta. Gdyby się przyjrzeć bliżej to jądro Windows wypada naprawdę blado w porównaniu z kernelem Linux, ale takie porównanie też nie miałoby sensu, bo to całkiem inny produkt wychodzący od innych założeń.
Zwykły Ubuntu jest po instalacji bardziej używalny niż taki Windows, gdzie musisz: doinstalować sterowniki czipsetu, dźwięku, grafiki, myszy, klawiatury, monitora itp. W Ubuntu, jeśli chodzi o obsługę sprzętu, praktycznie brak Ci tylko grafiki, bo taka jest licencja sterowników, że musisz je instalować oddzielnie. A gdy swego czasu brakło mi dźwięku na jakiejś starej, egzotycznej karcie to wystarczyło „modprobe moduł” i dźwięk był. Bez ściągania instalatora z netu, bezmyślnego klikania „Dalej → Dalej → Zakończ → Reboot”.
16 VIII 2008 o 18:19
@BeteNoire: A masz jakieś pojęcie o windowsowym kernelu, że z taką pewnością stawiasz go niżej niż Linuksa?
16 VIII 2008 o 23:04
Ja mam TYLKO Debiana na laptopie mogę stwierdzić, że stery do ATI i hibernacja czasem siadają, ale czy ktoś updatuje windę i sterowniki codziennie?
18 VIII 2008 o 12:05
Xorg jest daleko za murzynami w obsłudze 3D? A po co osobą obsługa 3D w Xorg-u? Chyba jedynie do takich bajerów, jak Compiz, choć Compiz świetnie sobie radzi bez tego. Od obsługi 3D są specjalnie do tego przeznaczone biblioteki(typu OGL), które pomijają Xorg. Tylko mi nie mówcie, że w Windowsie jest inaczej. Tam też DirectX odwołuje się bezpośrednio do sprzętu, pomijając Windowsowe API do rysowania okien. Jedynie ew. niektóre funkcje muszą zostać utworzony, głównie by poinformować o miejscu, gdzie ma być generowany obraz i innych rzeczach.
18 VIII 2008 o 12:55
z własnych doświadczeń:
1. Nie ma. Na płycie są dla XP (nie instalują się), ME, 98 i DOS. Stery pod vista dla sieciówki trzeba ściągnąć. Ale i tak dobrze. Czasami nawet jak ściągniesz to kończy się np. crashami podsystemu graficznego (Vista X64 + Nvidia), bluescreenami (Vista + Creative) czy systemem który nie może się wyłączyć (Vista X64 + Gigabyte), nie mówiąc już o konieczności wyłączenia podpisywania sterowników… No cóż, mój linux x64 działa bez problemów…
2. iplus ? Program odpala się prawie 3 minuty, no ale wreszcie niedawno wypuścili wersję która nie generuje bluescreena co kilka godzin, tak jak ta na dołączonej płytce. Chociaż nadal nie potrafi przeżyć hibernacji kompa.
3. MPC obsługuje wszystko ? Tak sam z siebie ? I wcale się nie wywala na niektórych filmach ? Tak, na pewno uwierzę...
18 VIII 2008 o 22:30
Co do podejścia xorg do 3d to owszem jest trochę na dziko. Kiedyś o tym czytałem i xGL miał być alternatywą, która pozwala na ominięcie AIGLX (czyli akcelerowanego renderowania niebezpośredniego), które samo w sobie brzmi jak programistyczny ,,hak’‘. Niestety projekt xGl jest mało stabilny póki co.
18 VIII 2008 o 22:32
Po przeczytaniu komentarzy i dłuższym zastanowieniu się uważam, że jednak „Get The Facts” odnosi sukces.
I to gdzie? W samym jądrze ciemności… ;>
Ten wpis to w gruncie rzeczy FUD jak się patrzy…
Napawa mnie straszną obawą o przyszłość, to co niektórzy – bądź co bądź zaawansowani uzytkownicy – oczekują od kernela, xorga czy WMa.
Ja jak chcę mieć sprzęt kompatybilny z systemem to jako użytkownik sprawdzam wcześniej – co sprawi a co nie sprawi mi problemy.
Zresztą tak robię na każdym polu – nie tylko na polu kmputerowym. Jak potrzebuję butów do wspinaczki to czytam wcześniej o butach do wspinaczki i nie idę do „wszystkie buty za 3zł” żeby sobie tam kupić takowe… ;>
To samo jest z motorem, samochodem, wędkami, kurtkami…
To się nazywa świadomość konsumencka – a to co tu niektórzy opisują jako swoje zachowanie, kojarzy mi się z amerykańskim bezrefleksyjnym konsumpcjonizmem. Mój dziadek mawiał na coś takiego „chciejstwo”. Chcieć mieć wszystko do wszystkiego za jak najmniej a jak nie ma czegoś takiego to znaczy, że winni są Chińczycy…
Może by tak się zastanowić np, dlaczego kernel nie może działać na jakimś sprzęcie? Może się niektórym obiła o uszy afera z płytami „100% zgodnymi ze standardem” Foxconna?
Jak mają walczyć z takim zachowaniem developerzy kernela? I czyja jest wina?
Instaluję miesięcznie naście maszyn – różne systemy. Nigdy nie kupuję sprzętu nie sprawdziwszy go wcześniej.
Czasami są zonki – bo sprzęt niby 100% kompatybilny ale np coś nie działa w jakimś systemie. Najczęstszym i najszybszym naprawieniem takiego błędu są... poprawki BIOSu. Też wina wtedy developera systemu?
No to w takim razie o co kamman?
W pracy używam windowsa od czasu 3.01. W domu od 6 lat linuksa i już po roku od przesiadki nie zatęskniłem ani razu.
I powiem tylko tyle na koniec, że jakby zwykły użytkownik nie miał „złych nawyków” z systemów MS to znacznie łatwiej byłoby mu się przesiadać na cokolwiek.
19 VIII 2008 o 15:44
@brrr
A ja powiem, że jakby Linuks nie miał systemu dźwiękowego rozbitego na kilka warstw a w każdej kilka alternatyw to by lepiej chodziło. To tyczy się nie tylko dźwięku ale i na poziomie samych dystrybucji występuje nawet, wszystkiego pełno, ale każda alternatywa mniej czy bardziej zepsuta/niefunkcjonalna.
Nie odniosłeś się rzeczowo do zarzutów mmazura.
19 VIII 2008 o 16:28
Trudno odnieść się do tego rzeczowo. Bądźmy szczerzy i powiedzmy to sobie wprost: wiele problemów Linuksa jest winą jego twórców. Ruch linuksowy zdaje się nie rozumieć, że o developerów i producentów sprzętu też trzeba trochę powalczyć; trzeba dać im stabilne API/ABI i zrozumieć, że często nie mogą udostępnić źródeł ani specyfikacji, bo konkurencja to wykorzysta. Itp. itd.
Windows przyciąga producentów (softu i hardu) o wiele skuteczniej. A co za tym idzie, przyciąga też userów. Mimo wszystkich wad jakie ma, model rozwojowy Windowsa jest o wiele lepszy (odróżnijmy model od konkretnego produktu).
Pamiętam, jak kiedyś w jądrze 2.6 między poszczególnymi podwersjami jakiś programista wywalił jeden zbędny argument z jakiejś funkcji skanującej urządzenia PCI. Nie zostawił nawet przelotki. Dzięki temu np. Alsa przestała się kompilować, dopiero w następnej wersji znowu zaczęło działać, gdy autorzy Alsy wstawili do kodu odpowiedni #ifdef.
Z punktu widzenia współpracy z programistami 3rd-party to po prostu totalnie nieprofesjonalne.
19 VIII 2008 o 16:45
Właśnie zarzutów dźwiękowych nie rozumiem zupełnie.
Po pierwsze, jako że dźwięków słucham niemalże nałogowo sprzęt który je wytwarza jest traktowany przeze mnie priorytetowo. Do głowy by mi nie wpadło kupić sobie sprzęt z kartą noname albo czymś co nie spełnia przynajmniej na papierku wymagań standardów w tym temacie.
ALSA dla desktopu na sprzęcie popularnym najzwyczajniej działa od strzału (pomijam sytuację, gdzie ktoś kupuje sprzęt z dźwiękówką noname i jeszcze narzeka).
Mikser ALSA – zwyczajnie pozwala na zbyt dużo. Wada czy nie – zawsze można korzystać z czegoś innego prostszego (kamix czy inne).
Odnosząc się do zarzutów Autora blogu co do kwesti ALSA’y – nie rozumiem o co chodzi, ja nie mam problemów, moja żona nie ma problemów, dzieci nie mają problemów, rodzice nie mają problemów… Poza mną sami ZU w tej bandzie.
A teraz więcej napiszę, bo ja również czasem trochę sobie tworzę muzykę. Dla mnie w tej kwestii linuks jest zwyczajnie genialny. Modyfikacje jakie są dostępne dla openSuSE to bajka dla takich jak ja muzyków. Proszę ja was, czy ktoś zna przypadek, kiedy np sequencery które robią dźwięki podczas koncertów dla muzyków ‘mniej zamożnych’ są stawiane na maszynach z Vistą? Z XP jest już duży problem bo realtime się potrafi po 3 minutach zacząć jąkąć i synkopować generator perkusji. Ludzie mają maszyny z DOSem żeby im się komp nie zacinał w takich przypadkach.
Albo z linuksem i jądrami modyfikowanymi przez Jacklab.
Owszem – ALSA się tu nie nadaje do takich zastosowań – ale mam możliwość przejscia na inny system dźwięku. A w Windowsach jaką mam możliwość zmiany sterownika? No i po co mi ta możliwość nawet jeśli by była, skoro to system psuje efekt…? 15% zasobów na idlu – to jest zwyczajnie robienie sobie jaj z użytkowników.
Zarzuty co do hibernacji. Miałem problem z topowymi płytami ASUSa – nawet wyłączanie nie działało poprawnie (nie mówiąc o hibernacji). Rekompilowanie jądra z różnymi opcjami w końcu pomogło – ale zepsuło coś tam innego (juz nie pomnę co). W końcu wpadłem na pomysł zainstalowania najnowszego BIOSu do płyty. Jak ręką odjął – nawet Ubuntu z przed roku zaczęło obsługiwać suspend. No to przepraszam, ale dlaczego mam winić developerów linuksa skoro ewidentnie winę ponosi zły soft ASUSa (nawiasem mówiąc płyty zbierały dobre opinie wśród linuksiarzy – ale nikt nie podawał z jaką domyślnie wersją BIOSu).
Swego czasu kupowałem laptopy i najważniejszą rzeczą było znalezienie takiego, który ma godne zaufania komponenty w środku. Żadnych okazji, żadnych tam stadnych odruchów pod wpływem marketingu danej firmy. Szukałem może 2 dni dłużej ale nie mam teraz ze sprzętem żadnych absolutnie problemów – ani w połączeniu z windowsami ani z linuksem.
Głosowałem portfelem.
Kolega w tym czasie dał ponieść się akcjom markeingowym. Do dziś ma problemy ze swoim laptopem pod XP. Ma albo tryb zgodności SATA, albo hibernację. A po każdym grubszym WU musi reinstalować sterowniki do karty graficznej (które nie zawsze działają). A duża firma która mu sprzedała tego laptopa ma się dobrze i sprzedaje dalej sprzęt podobno „Vista Certified” – jak to jest takie „certified” jak wtedy z XP to ja bardzo dziękuję...
Jestem sporo starszy niż Autor bloga i od dawna sobie cenię czas i nie przepadm za zbędnym grzebaniem w systemie „dla zasady”. Ale jeszcze bardziej od szanowania własnego czasu, szanuję własne nerwy i szanuję wartości takie jak „szczerość” i „uczciwość”. Dlatego zawsze będę głosował portfelem za sprzętem intersystemowym. A jak tacy jak ja wymrą – to faktycznie wtedy będzie można powiedzieć że Vista rulez na laptopie. Bo obecnie nie jest to prawda – Vista jedynie rulez na „byle jakim” laptopie. I to „rulez” też jest wątpliwej jakośc ;>
19 VIII 2008 o 16:53
brrr: Pod Windows popowstawały różne „alternatywne” systemy dźwięku, gdyż ten z Windows sobie nie dawał rady z aplikacjami audio czasu rzeczywistego. RTAS i drugi bardzo znany. Chwalą się, że mają opóźnienia mniejsze niż 10ms, teraz ponoć jeszcze mniej. Nie mówię oczywiście, że to źle, czy że to dobrze, tylko tak myślę, że widocznie również pod Windows nie wystarczy jeden system dźwięku. Nawiązując do wcześniejszego zarzutu (nie Twojego), że pod GNU+Linuksem jest wiele systemów dźwięku (choć i tak większość na końcu ma ALSĘ, a ALSA miksuje od niedawna programowo OOTB (w przypadku karty bez miskera), więc tak naprawdę problemu nie ma. Albo ja go wciąż nie widzę…
19 VIII 2008 o 17:19
Był OSS, był ESD, był ARTS, była kupa softu pisana pod nie. Teraz ALSA je wyparła, soft się przeportowało albo użytkownicy musieli przesiąść się na coś innego. Niedługo ALSA może odejść na rzecz nowego OSS i znowu będzie się przepisywać kupę kodu. BTW, wiadomo już jaki framework multimedialny wygrał w warstwie nad alsą? gstreamer, xine, coś jeszcze innego? Co z pulseaudio?
19 VIII 2008 o 18:44
Kolejna z milionów dyskusji gdzie linuxiarze chca udowodnic windziarzom ze linux jest lepszy. Linux jest inny, trzeba go zaakceptowac takiego jakim jest. Od 2 lat siedze tylko na debianie – super distro, troche grzebania ale genialny jest. Modem HUAWEI do sieci 3 w UK zaczal chodzic bez zadnych sterow, tylko wvdial i wio. Linuxa znam ok czasow suse 5.3 czyli 1998 rok. Miło jest widziec rewolucję która sie dzieje w tym systemie. OStatnie kilka lat to była dopiero bomba, compiz, kde 4, linux zaczął w końcu cieszyć oko.
Co do samej dyskusji, kazdy wybiera to co chce, co mu odpowiada, jeden system jest taki, drugi taki. Jakaś ideologia w linuxiarstwie na pewno jest, mi to przypomina lekki anarchizm komputerowy – w imię całkowitego wyzwolenia spod SYSTEMU (redmond).
nie ma najmniejszego sensu wytykać siebie nawzajem, sa wady, za zalety, warto jest zaznaczyć, ale nie można jednoznacznie stwierdzić ze linux jest ultra zajebisty a windows nie. Jest inny, a czego bedziesz uzywal zalezy od ciebie bo to twój komputer i kropka….
19 VIII 2008 o 21:55
Świetny tekst. Przeczytałem całość z wrażeniem jakbym sam pisał każde zdanie. No i lecisz do RSS‘ów.
Ja swój dylemat roziwązałem tak: na serwerze debian, na laptopie OSX (i już nigdy więcej nic innego), na stacjonarnym XP – uruchamiam raz na tydzień może.
Co do linuxa na desktopie. Parę lat temu po miesiącu debugowania czemu glxgears działa tragicznie musiałem sam napisać patcha na jądro i wrzucić na lkml żeby mieć w przyszłych wersjach akcelerację 3D. Ale kiedyś się w końcu nudzi wieczne konfigurowanie i człowiek chciałby poprostu zacząć używać komputera. Prawdziwym remedium okazał się być właśnie OSX. Siła UNIXów tylko poskładana do kupy, zintegrowana ze sobą jak nigdzie indziej. Ten system uzależnia.
19 VIII 2008 o 21:59
Tylko, że komputer z preinstalowanym OSX w Polsce jest ok 1000zł droższy od zwykłego :P.
19 VIII 2008 o 22:09
Ten tysiąc się na ogół szybko zwraca w czasie oszczędzonym np. na flashowaniu biosu czy innym problemom…
19 VIII 2008 o 22:09
(no i zawsze można maka ściągnąć z UK czy Niemiec)
19 VIII 2008 o 22:19
Dla modelu Air w UK 1600zł różnicy czy mi się wydaje?
19 VIII 2008 o 22:33
Niestety, ceny Apple w polsce to jakieś nieporozumienie. Najdroższe Maki w europie! Ja nie wiem dla kogo te ispoty to sprzedają. Oczywiście większość osób ściąga zza granicy.
19 VIII 2008 o 22:35
Skoro Maki maja w standardzie polska lokalizacje to czemu nie kupywać z zagranicy. kwestia tylko gwarancji, a z tym jest troche problemu :)
19 VIII 2008 o 22:38
Właśnie chciałem wspomnieć o użeraniu się z polskimi serwisami. Z tą lokalizacją to czasami się zastanawiam czy nie ustawić sobie angielskiego języka aplikacji i zostawić tylko polskie kodowanie w moim wypieszczonym Debianie.
26 VIII 2008 o 12:25
A czemu nie zakupisz WinXP, przecież jest wydajniejszy od Visty, a czytając twój post widzę, że na grafice zbytnio Ci nie zależy (co jest główną zaletą Visty)?
Poza tym nie przesadzajmy, ze Linux nie nadaje sie na desktop, ja obecnie uzywam Linuxa i nie mam jakis wielkich problemow. Oczywiscie podlaczenie skanera, ppc nie wywoluje windowsowskiej chmurki (znaleziono nowy sprzet) ale jak cos jest na prawde potrzebne to czesto da sie znalezc jakies rozwiazanie zeby laczylo z kompem, jesli nie to trudno, odpuszcze skaner (ktorego i tak sie uzywa raz na jakis czas), bede uzywal na laptopie.
27 VIII 2008 o 17:45
matizmac – na nowych komputerach Vista jest DUŻO wydajniejsza niż XP.
27 VIII 2008 o 17:47
Ale przecież powszechnie wiadomo, że Vista to taki XP z Aero na wierzchu! :]
27 VIII 2008 o 17:47
powszechnie to wiadomo, że ubuntu to vista z innym stylem okien ;]
27 VIII 2008 o 17:50
Powszechnie wiadomo ze zarown jak linux i jak ms posiadają konsole.
27 VIII 2008 o 17:52
@bobiko: Tak, Linux ma basha, a Microsoft XBoksa ;-)
27 VIII 2008 o 18:50
@łukasz: hmm… nie kloce sie bo nie wiem, a moja „maszyna” ma juz 4 lata ;)
Raz używałem Visty po czym oczywiscie nie da sie powiedziec czy jest dobra czy nie, ale jak „powszechnie wiadomo” moze przysparzac problemow ;)
Poczekajmy na Windows 7, bo Vista z tego co slychac nie jest najlepszym systemem :)
23 IX 2008 o 22:11
Heh… się naczytałem… troszkę za dużo. ;]
Ja się prawie 3 lata temu przesiadłem na OS X. Stojąc przed takim jak Twój problemem. Dwie wieści:
1. Faktycznie przestałem tracić czas na majstrowaniem przy systemie.
2 (ok, ten z lekką hiperbolą). Dla wyrównania dołożyłem sobie RSSów i nadal tak samo ciężko mi uzyskać jakąś rozsądną produktywność. ;-)
Dużo ciekawych rozwiązań w architekturze systemu (zarówno odziedziczonych po NeXTSTEP jak i wewnątrz-applowych) to taki bonus dla zainteresowanych.
mmazur: Polecam OS X całym sercem, jakbyś miał pytania to wal śmiało.
Patrys: vim i M-x to prawie dobre IDE (choć fakt, że do Lisp Machine i Smalltalkowych się nie umywają); TextMate kosztuje, ale za to dostajesz no-bullshit. Maksimum możliwości przy minimum nauki i ustawiania. Ja nie używam, bo nie przeszkadza mi trochę nauki, ale rozumiem tych, którzy używają.
Wracając do tematu: zarówno MacVim [1] jak i Aquamacs Emacs [2] są świetne. (uprzedzam: nie warto nawet patrzeć na inne wersje)
[1] http://code.google.com/p/macvim/
[2] http://aquamacs.org/
02 I 2009 o 16:34
@Do autora
A czy nie wydaje Ci się, że openSolaris móglby rozwiązać niektóre z tych problemów ? M.in. problem rozdrobnienia ?
11 III 2009 o 11:46
O tym dlaczego mam MacBooka
Dzień dobry. Mam na imię Bartek i mam MacBooka. Od dwóch tygodni.
Dojrzewałem do zmiany systemu powoli. Po prostu coraz więcej rzeczy na Linuksie mnie denerwowało. A to problemy ze sprzętem podłączanym ad-hoc (sterowniki, moduły itp), a[...]