Bardzo mmazurowy wozik robi papa :(
Na umierającym amerykańskim rynku nieruchomości coraz więcej osób stwierdza, że ma w nosie swoje nowe domy, bo właśnie skończyły im się oszczędności, a bieżące dochody nie wystarczają na spłacanie kredytu. Więc niech se bank ten niespłacony dom zabiera.
Dla osoby pod finansową ścianą jest to zapewne wyzwalająca decyzja. Rzecz w tym, że inteligentnym rozwiązaniem jest przewidywanie takiego rozwoju wypadków i pozbywanie się zbytnio obciążających budżet "inwestycji" zanim uda im się wydrenować nasz portfel do czysta.
Niestety łatwiej powiedzieć, niż zrobić. W praktyce jest to bardzo obciążająca psychicznie decyzja, z prostego powodu: osoba która i tak już nic nie ma, tak naprawdę nic nie traci pozbywając się "inwestycji" na której już ją po prostu nie stać. Ktoś, kto rezerwy finansowe jeszcze ma, bardzo nie lubi myśleć o tym, że zaraz straci gigantyczne ilości pieniędzy, które w międzyczasie włożył w swoje cacko, a których już nie odzyska. Bardzo bardzo narzuca się myślenie "podokładam jeszcze z miesiąc, bo mnie stać, a później może jakoś będzie".
Pieprzony kapitalizm. Rzeczywiście to nie my mamy przedmioty, tylko one nas.
Moje główne źródło dochodów od jakiegoś czasu cienko przędzie i nie jest pewne, czy przeżyje najbliższe kilka miesięcy. Moja kobieta będzie tu studiować jeszcze przez dwa lata, a jeśli będę zmuszony szukać zatrudnienia na opolskim rynku IT, to finansowo będzie to bardzo nieprzyjemne. Moje auto natomiast jest ładne, srebrne, wygodne, dużo palące, mocno przeze mnie doinwestowane i wymagające jeszcze paru poważnych inwestycji. Inwestycji na które kilka miesięcy temu byłem spokojnie gotów, ale które w obecnej sytuacji i przy moich obecnych priorytetach w żadnym razie nie powinienem ryzykować.
I nie zaryzykuję. Samochód trzeba sprzedać i nie kupować nowego póki nie będę wiedział, że mam ustabilizowaną sytuację finansową. (A jak kupować, to profilaktycznie taki z niższej półki, bo z obecnymi priorytetami muszę zdecydowanie mniej ryzykować finansowo.)
A że mnie szlag trafia na myśl o tym, że walizka pieniędzy, których w międzyczasie w niego włożyłem, pójdzie do kosza? Eh. Życie.
04 IX 2008 o 08:13
W takim układzie uprasza się o linka do aukcji :)
04 IX 2008 o 09:39
A nie lepiej z kobietą przenieść się chociażby do Wrocławia?
04 IX 2008 o 10:09
Właśnie, z Wrocławia na studia do Opola da się dojeżdżać ;)
04 IX 2008 o 10:15
W takim układzie uprasza się o linka do zdjęcia chociaż.
04 IX 2008 o 10:47
Jak zrobię zdjęcia, to dam linka, acz to będzie za parę dni.
Co do Wrocławia, to w sumie jest to jakaś opcja albo w jedną (ona dojeżdża do Opeln), albo w drugą (ja dojeżdżam do Breslau). Przy czym z oczywistych względów jest to niewygodne i mało opłacalne (przejazd 100km w jedną prawie codziennie?), więc będzie jako bardzo ostateczna ostateczność.
04 IX 2008 o 11:40
No cóż, ja swoje francuskie ‘porsche’ sprzedałem po zainwestowaniu w niego sumy dziesięciokrotnie przekraczającej cenę sprzedaży :)
Kiedyś po prostu trzeba powiedzieć ‘stop’.
ł.
ps: ale nie sprzedawaj przed Jesienią, fajnie ci się autoalarm włącza jak się pobuja na zderzaku ;)
04 IX 2008 o 12:42
A w jakim wieku jest to auto? Jeżeli jest niezbyt młode to przez rok garażowania nie powinno wiele stracić na wartości a Twoja sytuacja finansowa za rok może wyglądać zupełnie inaczej. Jeżeli nic się nie zmieni to sprzedasz z pewną stratą a gdyby się zmieniło to nie będzie żal zainwestowanych w autko pieniędzy (szczególnie jeżeli zdążyłeś się do niego już przyzwyczaić).
Jeżeli jednak to młody wóz to trzeba by sprzedać by zbyt wiele nie stracić:(
04 IX 2008 o 16:49
Przez rok garażowania to można je zezłomować potem. Chyba że jest „na chodzie” i od czasu do czasu można je „przepalić” i nagrzać.
04 IX 2008 o 22:46
Link do zdjęć.
04 IX 2008 o 22:47
Jak tylko znajdę kupca na nerkę to ją od Ciebie biorę;)
04 IX 2008 o 22:47
Głupie pytanie, ale dziewczyna na niego nie poleciała? Bo jak go sprzedasz…
04 IX 2008 o 22:53
Ja go sprzedam, to mnie dziewczyna rzuci, a nową nie będę miał na co wyrwać. Jak go nie sprzedam, to pewnie przez niego zbankrutuję i mnie dziewczyna rzuci. Wtedy i tak będę go musiał sprzedać. Ale nie będę miał już na co wyrwać nowej dziewczyny.
Faceci to normalnie mają przerypane ;)
04 IX 2008 o 22:53
mmazur to sprzedaj dziewczynę i za nią utrzymuj samochód do wyrywania kolejnych dziewczyn;)
04 IX 2008 o 22:54
A za co będę utrzymywał kolejne dziewczyny? Sytuacja bez wyjścia.
05 IX 2008 o 15:52
bohater tragiczny :< giń!
07 IX 2008 o 20:26
mmazur, kup sobie rower. ja tak zrobilem i sie zdrowszy czuje :)
a co dudesow zostalo w porteflu zamiast w baku to na piwo :)
08 IX 2008 o 20:01
Ile za niego chcesz? Bo poluję ostatnio na nowy wóz ;)
11 IX 2008 o 18:03
@mmazur: sprzedaj pierwszą, za kasę będziesz miał na samochód i wyrwiesz następną*, którą sprzedasz, żeby mieć kasę na wyrywanie kolejnych
*<- w tym miejscu jest drobny problem w rozumowaniu, który bystry czytelnik na pewno zauważy…