῾ελλοου ουoρλδ
21 X 2008, 23:47Co się najpierw pisze przy poznawaniu nowego języka? :)
Co się najpierw pisze przy poznawaniu nowego języka? :)
Studiuję sobie tę filozofię i jest całkiem fajnie. Mam średnio po dwa przedmioty dziennie i wolny piątek. Najważniejszy cel został osiągnięty: po raz pierwszy od ponad roku mam normalny tryb dobowy. Budzę się najpóźniej około dziesiątej, spać chodzę zazwyczaj koło północy i nie sypiam dzień w dzień po 9-10 godzin.
Studia w skrócie: ciekawsze i dużo lżejsze, niż się spodziewałem. Z tygodnia na tydzień muszę co najwyżej przeczytać kilkanaście stron tekstu, a i to niezbyt dokładnie, bo na ćwiczeniach gada głównie prowadzący. Przynajmniej jeden. Nie wiem jak drugi, bo jak nic ostatnio nie przeczytaliśmy, to nas po prostu puścił do domu. To "luźne" podejście do zajęć jest w ogóle wybitnie dziwne. Dzisiaj zamiast na jednych zajęciach byliśmy w knajpie, bo sala była zajęta. Nie wiem jak tu wygląda sesja, ale o ile nie jest jakoś wybitnie zaporowa, to nie za bardzo rozumiem jak takiego kierunku można nie skończyć.
Co do przydatności praktycznej tych studiów: właściwie żadna. Już abstrahując od tego, że ćwiczenia polegają tutaj na gadaniu (gdzie przez 99% czasu gada prowadzący), liczyłem trochę na logikę. No i się przeliczyłem. Na ćwiczeniach owszem, bawimy się w sprawdzanie poprawności twierdzeń na podstawie przesłanek, ale już wykład z semiotyki jest nieaplikowalny do niczego. Po nim pogadałem sobie trochę na ten temat z prowadzącą i wyprowadziła mnie ona z błędnego założenia, że logika to w sumie taka matematyka. Niestety niespecjalnie. W matematyce najpierw uczą dodawania, później mnożenia, później czegośtam, a gdzieś dalej można sobie robić całki, czy co tam i praktycznie cała ta wiedza jest mi potencjalnie przydatna. W logice taki progres nauczania niekoniecznie istnieje (od prostych użytecznych do trudnych użytecznych). O ile mi, jako informatykowi, mogą być przydatne pewne jej fragmenty, jak logika matematyczna (to jest chyba to, czego miałem jeden semestr na informatyce), czy jakieś analizy leksykalne (gdyby mi się zachciało pisać kompilator ;), czy ki wafel, to tego akurat na tych studiach miał prawie na pewno nie będę (powód: humaniści się gubią w formalizmach).
To co ja sobie z tych studiów wyciągam, to głównie informacje o ewolucji i fundamentach nauki zachodniej. Czytanie Platona na razie mnie bawi, mimo, że pisał w sposób zawiły straszne pierdoły, ale pewnie ewentualnie będę się przygotowywał do zajęć po łebkach i nie zrobi to różnicy. Natomiast bardzo miłym zaskoczeniem jest to, że kadra (vide szef instytutu) nie jest oderwana od rzeczywistości i praktycznie wszystkie omawiane tematy osadza w kontekście obecnej nauki. Są te kawałki informacji niestety nieliczne, więc przekazywane w tempie dosyć żółwim, niemniej jest naprawdę ciekawym uświadomić sobie jak trudne było wypracowanie tych wszystkich zasad i metodologii, które w obecnym technokratycznym społeczeństwie biorę za pewnik. Starożytni filozofowie, na barkach których to wszystko zostało zbudowane, kombinowali jak przysłowiowy koń pod górę (a ja się tych ich wymysłów muszę uczyć ;).
Serio, właściwie dopiero teraz zaczynam doceniać jak bardzo "głupi" jest ludzki umysł sam z siebie i jak bardzo poprawność jego działania zależy od poprawności informacji, jakie mu się podaje na wejściu. Najtęższe umysły starożytności wymyślały straszne pierdoły i ludzkości tysiące lat zajęło opracowanie sensownych zasad tego, jak dochodzić do nowej wiedzy. Nic z tego, co mówił taki Platon, ci się do niczego nie przyda, ale przez te wszystkie wieki różni dziwni ludzie, przy okazji rozważań nad m.in. Platonem, dochodzili do coraz sensowniejszych i trafniejszych pomysłów. Platon nie był wyrocznią, tylko katalizatorem. Nasza cywilizacja zaczęła się od bandy obiboków bredzących o niestworzonych rzeczach...
No i na koniec trochę amunicji dla tych, co mnie w komentarzach posądzają o znęcanie się nad moją kobietą: Magda, będąc na czwartym roku polonistyki, zrezygnowała z kursu pedagogicznego i zapisała się na inżynierskie studia na mojej politechnice. I na nie chodzi. I twierdzi, że doświadczenie jest ciekawe i fajnie jest poznawać te różne informatyczne kawałki wiedzy, o których nie miała wcześniej pojęcia, że istnieją (ostatnio jej wytłumaczyłem u2 przed zajęciami, po czym ona na zajęciach go tłumaczyła reszcie grupy). Niestety okazało się, że, przynajmniej na pierwszym semestrze, ilość matematyki i fizyki może być zbyt zaporowa. Zwłaszcza dla kogoś, kto (a) za przedmiotami ścisłymi nigdy nie przepadał i (b) miał je ostatnio sporo lat temu. Więc nie ma pewności, że nie odpadnie za parę miesięcy, zwłaszcza, że studiuje dwa kierunki. Ale to już nie jest temat na bloga.
W ogóle po pięciu miesiącach wspólnego mieszkania stwierdzam, że dzielenie z kimś życia jest zdecydowanie ciekawsze, niż przeżywanie go samemu. Wracając do domu nie tylko mam komu opowiedzieć o tym, co sam robiłem, ale mogę się też zainteresować wydarzeniami, przy których mnie w ogóle nie było. To tak jakbym każdego dnia żył trochę bardziej...