Resetowanie auta jest kosztowne
Znacie ten kawał o informatykach, którzy, żeby "naprawić" samochód, najpierw z niego wysiadają, a później wsiadają? No to nie jest on taki wyssany z palca.
Sam tak niestety robię. Automatycznie traktuję swój samochód tak samo, jak bym traktował komputer i po raz drugi mnie to poważnie pokopało po kieszeni i zmasakrowało plany.
Raz pierwszy -- przez parę tygodni samochód na niskich obrotach chodził nierówno, ale nic z tym nie robiłem[1]. Pojechałem nad morze. Wracając, gdy przejeżdżałem przez Słupsk, samochód na jednym postoju powydawał trochę dziwnych dźwięków przez chwilę, po czym przestał. Dziwne. Pewnie jakiś glitch, jedziemy dalej.
[1] Inna sprawa, że mechaników miałem takich, którzy nie zachęcali do częstego ich odwiedzania. Od tego czasu ten konkretny bug już jest resolved.
Oczywiście do tego Słupska, to mnie później z powrotem dowiózł assistance, po paru godzinach czekania na niego. A samochód odebrałem jakiś tydzień później, płacąc za: bilety PKP na trasie Opole--Słupsk, lawetę, robociznę, no i kilka części zmasakrowanych przez urwane łopaty wiatraka od chłodzenia (to duże kręcące się coś z przodu). Oczywiście po całej zabawie samochód przestał się rzucać na niskich obrotach. Zapewne przez nowy wiatrak, który teraz już pracuje równo i nie grozi urwaniem łopat.
Raz drugi -- przedwczoraj wyjeżdżając rano do Piły zauważyłem, że nie działa mi ogrzewanie. Oh well, po prostu pojadę bez. Przejeżdżałem obok swojego mechanika, ale nie wstąpiłem. Paręnaście kilometrów dalej, stojąc przed zjazdem na autostradę, czułem, że auto chodzi trochę nierówno i już miałem zawrócić, ale magiczne myślenie wygrało.
Zwozili mnie później z tej autostrady, za co zapłaciłem dosyć słono, więc w sumie koszta naprawy będą pewnie gdzieś tak x3. A do Piły, to sobie pojadę dopiero w poniedziałek.
Wnioski:
- Laweta jest znacznie droższa i bardziej czasochłonna, niż profilaktyka antylawetowa.
- Samochód nie ma tak poizolowanych podsystemów, jak komputer i "niewinne" objawy mogą sugerować (i często sugerują) poważniejsze problemy. W razie wątpliwości zatrzymać się i dzwonić do mechanika.
- Samochód to fizyczny mechanizm. Restarty tutaj nie pomagają. Drobne usterki będą się tylko powiększać.
- A ponieważ auto to system naczyń bardzo połączonych, drobna usterka jak już się przemieni w poważniejszą (coś się przestanie urywać i w końcu się urwie), może za sobą pociągnąć zmasakrowanie paru części, które są akurat umiejscowione obok. I też kosztują.
07 XII 2008 o 18:34
Święta racja. Z drobnostkami nie można czekać.
07 XII 2008 o 18:38
U mnie coś lekko zapachniało benzyną, ale stwierdziłem „eee, luzik – 25-letni ma prawo trochę nią pachnieć” po czym 10km dalej się zajarał i to dość porządnie (-:
PF 125p, żeby nie było wątpliwości
07 XII 2008 o 19:40
Jeżeli to był rzeczywiście pasek klinowy (czytam wieloklinowy) to ja bym z tym ‘3x’ sie wstrzymywał. Bo jeszcze wyjdzie 10x.
07 XII 2008 o 22:39
Ee.. ale z drugiej strony – przesada też jest niezdrowa.
Ot – cos mi stuka w matizie. Z przodu, delikatne pukpuk jak hamuję silnikiem. Przy przyspieszaniu – cisza. Po wrzuceniu na luz – cisza. Co ciekawe – nie zawsze. Od czego zalezy – hgw – podejrzewam że od plam na słońcu albo pogody ;)
Cóż – autko niezjeżdżone, więc wpadłem na ASO. Pooglądali, przejechali się... zwrotnica(czy coś takiego do wymiany). Jakieś 400 zł. Po odbiorze – niby cisza.
Kilka tygodni później – znowu słychać. Ponowna wizyta, pooglądali, stwierdzili że może jakieś mocowanie silnika…
W każdym razie odpuściłem sobie. I żyję.
A – a z innej beczki jeszcze. Przy poprzednim autku – maluszku – coś zaczęło mi harczeć przy kole. A przynajmniej tak mi się wydawało. Podjechałem do znajomego mechanika, przejechał się ze mną, podniósł autko, poobracał kołem.. i stwierdził że mi się wydawało.
Na następny dzień ciut dłuższa jazda – i zwrotnica do wymiany. I to tak że z pół dnia się męczył z odkręceniem jej ;)
08 XII 2008 o 18:46
brzmi jak peugeot
08 XII 2008 o 23:26
Mariusz, jak już doskonale się zorientowałeś, rozwinięcie Będziesz Miał Wydatki nie jest tylko i wyłącznie czarnym pijarem ;)
09 XII 2008 o 09:20
Jak Ci ogrzewanie nie działa to albo nagrzewnica, albo pompa wody. Dodatkowo jeśli silnik się przegrzewa i wywala płyn chłodzący to może dojść uszczelka pod głowicą. Przerabiałem to w swoim, niby nówka sprowadzony i serwisowany, a ujebało dwie łopatki od pompy wody. Skutek – układ się zapowietrzał, płyn wywalało, silnik się przegrzewał i poszła uszczelka pod głowicą. Ot taka muka na dzień dobry. ;]