Coś się zaczyna

Zgodnie z planem za dwa miesiące powinniśmy już z narzeczoną mieszkać w Warszawie, więc spędzamy sporo czasu rozważając wszystkie za i przeciw i upewniając siebie nawzajem, że to jest właściwy wybór. Wad przenosin jest sporo, główne to wysokie koszty życia, w tym idiotycznie wysokie ceny mieszkań (i niechęć do brania kredytu na 30 lat), a w konsekwencji poważne problemy z posiadaniem dzieci, bo te dzieci trzeba za coś utrzymać.

W Opolu takich problemów nie ma, ale tylko przy założeniu, że do końca życia będę pracował zdalnie, zarabiając pensję warszawską, a wydając ją tutaj. Bardziej prawdopodobne, że prędzej czy później musiałbym znaleźć robotę na miejscu. I wtedy stałbym się bardzo smutnym człowiekiem.

Ale tak naprawdę tutaj trudno nie stać się smutnym człowiekiem. Gdy byłem sam, moje życie składało się z pracy w domu, różnej maści treningów pięć dni w tygodniu, stołowania się w lokalnych restauracjach i spędzania czasu ze znajomymi z radia studenckiego. Z Magdą nasze życie składa się w zasadzie z dokładnie tego samego (powiedzmy, że jej studia odpowiadają mojej pracy), tylko w innych proporcjach (domowe obiadki zamiast restauracji, mniej treningów i znacznie mniej znajomych).

Wtedy miałem tego po dziurki w nosie i teraz też mam (a Magda ze mną), tak się po prostu na dłuższą metę nie da żyć. Jeszcze gdy byliśmy sami, spędzanie czasu ze znajomymi było o tyle ciekawe, że coś trzeba jednak robić, żeby się nie zanudzić na śmierć, a przy okazji można szukać partnera. Ale teraz? Mamy parunastu wspólnych znajomych oraz grupę ludzi, których znamy ze studiów, gdzie ja studiować przestałem dawno temu, a Magda przestanie za półtora miesiąca. Ze znajomych, z którymi któreś z nas utrzymuje regularny kontakt, praktycznie wszyscy są, w dowolnej kombinacji: sami, młodzi, dopiero testujący kim są i co lubią, bez konkretnych planów co robić w życiu, bądź z planami sprowadzającymi się do zachowania status quo.

Chcę sobie pogadać z kimś na tematy zawodowe? Nie mam z kim. Magda chce sobie pogadać z kimś doświadczonym w branży na tematy zawodowe, żeby mieć jakieś pojęcie w którą stronę najlepiej próbować? Nie ma z kim. Chcielibyśmy sobie spędzić czas w gronie znajomych na podobnym etapie życia? Nie mamy takich. Chcielibyśmy sobie pogadać z kimś starszym, preferowalnie już dzieciatym, o tym jakie wybory mamy do dyspozycji i co nas może czekać w przyszłości? Nie mamy z kim.

W tym mieście po prostu praktycznie nie istnieje pewna kategoria ludzi. Jak niedawno byłem u honejów, to ich do późna w nocy zamęczałem gadaniem na te tematy, bo ja fizycznie nie mam z kim o tym rozmawiać, a rozmawiać chcę, bo to są sprawy, które bezpośrednio dotyczą mnie, nas, w tej chwili. I to są decyzje, które musimy podejmować i nawet nie mamy się kogo zapytać o dostępne scenariusze.

Tak, możliwe, że się przeliczymy. Że w Warszawie wszyscy będą tylko zapierniczać jak małe samochodziki i nikt na nic nie będzie miał czasu. Że jako ojciec stwierdzę, że i tak nie mam ani czasu ani ochoty na absolutnie nic innego poza zajmowaniem się dziećmi i żoną.

Ale kurwa mać najpierw sprawdzę wszystkie możliwe sposoby na to, by mieć ciastko i zjeść ciastko, zanim po prostu rzucę ręcznik i oleję wszystko.

A zacznę od otoczenia się ludźmi o podobnym nastawieniu.

  1. 1. Radek

    Nie pozostaje nic innego jak życzyć powodzenia na nowe drodze życia :)

  2. 2. bmalkow

    Do rozmów na tematy zawodowe musi wystarczyć Ci Jabber :P Ewentualnie jakiś VOiP ;)

  3. 3. bmalkow

    No i wzięło i pokreśliło… A nie miało…

  4. 4. rozie

    1. Mieszkania nie trzeba kupować, tak od razu. Można wynająć. Ma to oczywiste wady, szczególnie w długim terminie. Ma też i zalety, zwł. jeśli nie jesteś pewien, gdzie chcesz mieszkać, docelowo i/lub nie masz doświadczenia z samodzielnym utrzymaniem. I/lub jeśli nie mieszkaliście razem z wybranką pod jednym dachem 24/7 (dłuższy czas).

    2. Utrzymanie dziecka nie jest aż takie drogie, jakby się mogło wydawać (koszt nie jest drastycznie różny od utrzymania 2 osób). Przynajmniej małego. Jeśli nie choruje. Za to jest czasochłonne – licz jedna osoba wyłączona z życia (przynajmniej zawodowego).

    3. „Chcę sobie pogadać z kimś na tematy zawodowe? Nie mam z kim. Magda chce sobie pogadać z kimś doświadczonym w branży na tematy zawodowe, żeby mieć jakieś pojęcie w którą stronę najlepiej próbować? Nie ma z kim.”

    Wygląda mi na klasyczny problem osoby nie pracującej („normalnie”). Jak pracujesz w firmie (większej), z ludźmi, nie zdalnie, to zwykle jest z kim pogadać na tematy zawodowe. I są też tacy bardziej doświadczeni.

    4. „Chcielibyśmy sobie spędzić czas w gronie znajomych na podobnym etapie życia? Nie mamy takich. Chcielibyśmy sobie pogadać z kimś starszym, preferowalnie już dzieciatym, o tym jakie wybory mamy do dyspozycji i co nas może czekać w przyszłości?”

    Looking for a guru? Chcielibyśmy dziecko, ale się boimy? ;-) Posiadanie dzieci to bardzo indywidualna sprawa. Dzieci są bardzo różne, więc nie licz, że będziesz miał tak, jak Twój wzór (wzory). IMHO im wcześniej dzieci, tym lepiej, ale mogę się mylić. W „Chłopaki nie płaczą” było świetne podsumowanie Twojego dylematu – musisz sobie odpowiedzieć na zajebiście ważne pytanie…

  5. 5. Jajcuś

    A nie możecie sami żyć swojego życia? Po co wam cudze scenariusze? Jak by wyglądał ten świat, jeśli wszyscy by żyli według jednego, słusznego scenariusza?
    Gdy ja z Iką byliśmy na podobnym etapie jak Ty z Magdą, to nie przyszło nam do głowy, żeby z kimś dyskutować dostępne scenariusze. Zresztą, tym bardziej nie mielibyśmy z kim, bo byliśmy wtedy młodsi, oboje jeszcze studiowaliśmy. Wśród naszych znajomych praktycznie nikt nie myślał o ustatkowaniu się (nieliczne wyjątki, co już wtedy snuły jakieś plany, są dalej samotne).
    Nie pytaliśmy, to nikt nam nie powiedział, że ślubu i wesela się w pół roku nie załatwi. Nie wiedząc, że się nie da, załatwiliśmy. :) Decydując się na dziecko nie mieliśmy pojęcia w co się pakujemy. Wpakowaliśmy się… i nie żałujemy, teraz widzimy, że to był optymalny moment.
    I dalej żyjemy według tej samej zasady: nasze życie, nikt inny nam go nie zaplanuje, bo każdy ma zupełnie inne potrzeby.
    Zastanówcie się po prostu na co wy macie ochotę i spróbujcie tego. Nie dowiecie się co z danego scenariusza wyniknie, póki sami nie spróbujecie.

  6. 6. rozie

    A w sumie jedną radę dam. W obcym mieście nie kupowałbym mieszkania od razu. Minimum pół roku pomieszkajcie, zobaczycie gdzie są korki, jakie dzielnice, komunikacja itp.

  7. 7. Chris Trynkiewicz

    Zapraszam do Krakowa :) Miasto duze, ludzi duzo, zarobki wysokie, snobizm niewielki. Czego wiecej chciec?

  8. 8. mmazur

    @rozie, tak, plan jest taki, żeby najpierw pomieszkać rok w nowym mieście, porozglądać się po rynku mieszkań, sprawdzić koszty życia i dopiero wtedy coś kupować.

    I tak, faktem jest, że jak pracujesz w większej firmie, to ciekawych zawodowo ludzi masz na miejscu. Tyle, że w Opolu nie ma większych firm, a tym bardziej nie ma tego typu ludzi. Wszyscy wyjeżdżają. Dodatkowo ja lubię jednak swoje hobbystyczne informatykowanie i od dawna drażni mnie, że właściwie wszyscy, z którymi współpracuję, mieszkają gdzie indziej. Choćby na ciekawy wykład (np. w ramach lokalnego lugu, czy jakiejś konferencji) nie mam szans.

    I to też się rozciąga na wszystko inne. Pamiętam jak z Magdą byliśmy na spotkaniu jakiegoś lokalnego ‘klubu książki’ z jednym autorem. On opowiadał jak to używał stylistyki RPG-owej w swojej książce, a słuchaliśmy go my dwoje oraz parudziesięciu emerytów. Jeeej, klub książki.

    Zaś co do dzieci, nie życia scenariuszem innych i takich tam. Jajcuś, sorry, ale ja uważam życie na zasadzie ‘nie mam lepszych pomysłów, to wezmę ślub i spłodzę dzieci’ za po prostu głupie. Od paru już lat działam na takiej zasadzie, że najpierw staram się pozbierać maksymalną ilość informacji na temat możliwych opcji, ich wad i zalet, i dopiero wtedy podejmuję taką decyzję, jaka mi najbardziej odpowiada.

    Ale do tego muszę znać owe opcje. Ty z Iką wybrałeś jedną. Chciałbym pogadać z kimś, kto wybrał podobnie, ale teraz uważa, że mógł coś zrobić lepiej (ciekawym co ty będziesz mówił o swojej decyzji zostania tu, gdzie jesteś, jeśli twój obecny pracodawca padnie i będziesz musiał wrócić do jakiegoś lokalnego ISP-a jako admin za orzeszki; na pewno będziesz twardo obstawał przy wersji, że to była najlepsza decyzja z możliwych). Chciałbym pogadać z kimś, kto wybrał zupełnie inaczej i jak to mu się sprawdza. Chciałbym pogadać z kimś, kto te dzieci już odchował i co on z perspektywy o tym myśli. Etc, etc. Ludzie mają dużo ciekawych przemyśleń na temat własnych doświadczeń życiowych.

    Mamy z Magdą jedno życie i tylko od nas zależy, co z nim zrobimy. Musiałbym być skończonym idiotą, żeby teraz stwierdzić, że skoro nie mam jednoznacznie lepszych pomysłów co dalej, to zostanę przy status quo i niech się dzieje co chce. Zwłaszcza, że ja mam bardzo mocną świadomość tego, że żyjąc tutaj bardzo szybko stałbym się bardzo smutnym człowiekiem.

  9. 9. ukasbadu

    Dwa lata temu stałem przed podobnym wyborem. Z tego samego Opola, po tej samej PO, kończąc studia ożeniłem się i przeniosłem do Krakowa z całym życiem. Autostrada A4 i stosunkowo nieduża odległość od Opola pozwala mieć kontakt z rodziną która tam została. Większość problemów i wątpliwości rozwiąże się sama i jak pisali inni nikt tych wątpliwości nie rozwieje i nie odpowie na wszystkie pytania bo każdy jest inny i ma inną na życie receptę. Sam zobaczysz. Jak nie wyjdzie w Warszawie, coś nie będzie pasowało – nikt nie musi się przeprowadzać na całe życie. Brak ludzi do rozmawiania na tematy zawodowe, IMO wynika z pracowania zdalnie. W mojej, niewielkiej firmie jest tyle ludzi, że spokojnie można się rozwijać. Dodatkowo w większych miastach z reguły jest sporo organizacji czy mniej formalnych grup związanych z konkretnymi technologiami itp. gdzie można w luźnej atmosferze pogadać na tematy zawodowe. Tak jak Ty (niestety) nie widziałem dla siebie przyszłości w Opolu (a szkoda bo to bardzo fajne miasto, tyle że nie do pracowania) i nie żałuję decyzji o przeprowadzce. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni niezależnie od tego co postanowicie. Powodzenia. P.S. Jak już ktoś pisał wyżej – jak nie Warszawa to Kraków :-).

  10. 10. rozie

    ukasbadu: Co do odległości – nie do końca się zgodzę. Ja mam co prawda ok. 230 km, a nie ok. 190 i nie autostradą, a zwykłymi drogami, ale jednak wypad 2,5-3,5h w jedną stronę to nie jest opcja na wyskoczenie na imprezę. Zwł. z dzieckiem. I pomijam tu koszt (ok. 100 zł, skormnie licząc).

    mmazur: Tak piszesz „admin u ISP na orzeszki” jakby kasa była najważniejszą rzeczą na świecie. IMHO nie jest. Rozważ wybór robisz coś interesującego za skromne pieniądze w fajnej atmosferze vs robisz coś nudnego za trzy razy tyle. W atmosferze fajnej. Lub mniej fajnej.

    Poza tym, z tego co piszesz o Opolu, to po prostu nie ma czegoś, co (fajnych – tak ich umownie nazwiemy) ludzi zatrzyma. Poza tym, dzieci to także dziadkowie – myślałeś o nich?

    Miast do wyjazdu masz kilka – na oko Wrocław blisko, Poznań niedaleko, Kraków. W-wa jest (aktualnie na tyle daleko, że może na święta przyjedziesz, ale na weekend już nie). Są jeszcze inne kraje…

  11. 11. ukasbadu

    @rozie: Moim leciwym samochodem jadę do Opola 2,5h (a z jednego końca Krakowa na drugi można spokojnie i 1h jechać). Koszty wiadomo – są. Chodziło o to, że jak trzeba coś załatwić, ew. pojechać na weekend „na stare śmieci” to jest w miarę wygodna ku temu możliwość. Odległość na tyle duża że teściowa nie wpada z niespodziewaną wizytą :p. Dla mnie optymalnie.

    Co do perspektyw zawodowych to w Opolu zawsze będzie z tym cieżko. Do Wrocławia jedzie się mniej niż 1h pociągiem. Niestety nie ma w Opolu miejsca na kolejne duże miasto w tak bliskiej odległości do Wrocławia i Katowic. Mam swoją teorię spiskową, że z biegiem czasu Opole może się zamienić w sypialnię Wrocławia.

  12. 12. mmazur

    @rozie, admin u isp-a za orzeszki to ma być kwintesencja robienia byle czego, w sztywnych godzinach, za niewielkie pieniądze. I najbardziej smutną częścią nie są małe pieniądze, tylko fakt, że zarządzanie paroma routerami i serwerami oraz zestawem modemów kablowych to jest najbardziej zaawansowana technologicznie robota, jaką jesteś w stanie dostać. Na lokalnym rynku pracy nie masz już niczego ciekawszego. Czyli robisz coś mało fajnego, za małe pieniądze, w mało fajnej atmosferze, bo masz cały czas wrażenie, że mógłbyś robić coś znacznie fajniejszego, tylko nie masz gdzie. Ot, realia niewielkich miast, tego nie przeskoczysz.

    Zaś co do moich i Magdy rodziców, to żadne i tak nie mieszka w Opolu. Na miejscu są tylko moi dziadkowie, a ja nie jestem aż tak rodzinny, żeby akurat tym faktem się kierować przy wyborze ścieżki na resztę życia. Mam inne priorytety.

    @łukasz, się nad tymi szansami rozwojowymi Opola zastanawiałem i tak naprawdę, przynajmniej w przypadku rynku IT, teoretycznie wystarczyłoby tutaj jednorazowo mieć zastrzyk jakiejś grupki ludzi, która byłaby w stanie coś porozkręcać. Żeby za parę lat, gdy następny ja stanie przed podobnym wyborem, nie patrzył na Opole jak na kompletną informatyczną pustynię.

    Moi dwaj techniczni znajomi wyjechali jeden do Wrocka, drugi do Wawy. Trzeci o dziwo został i kręci startup technologiczny (www.speedalarm.pl) i co ciekawe mu się ten startup kręci. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

  13. 13. Hoppke

    Przyklasnę Jajcusiowi — bo życie bez „planu dziesięcioletniego” nie oznacza wcale „ślub i płodzenie dzieci, bo nie mam własnego pomysłu”. To nie tak, nie ma co dramatyzować.

    Sam byłem kiedyś typem, który wszystko musiał analizować, mieć dobrze opracowane, wszystkie scenariusze przemyślane w oparciu o mozolnie zebrany zbiór danych itp.

    Ale mi się to nie sprawdzało — kupę energii w to wkładałem, a wcale nie wychodziło mi lepiej (za to strasznie bolało gdy życie spłatało jakiegoś figla, no i zatraciłem zdolność szybkiego reagowania na zmiany i przeplanowywania „ad hoc”, bo byłem tak strasznie zafiksowany na jakichś wyimaginowanych wcześniej scenariuszach). A co najśmieszniejsze, to wcale nie było zachowanie naturalne dla mnie; ja się po prostu tak panicznie bałem wszystkiego, że bez precyzyjnego planu działania nie mogłem się najprostszych rzeczy podjąć. Zmarnowałem sporo czasu przez to. Teraz staram się nie popaść w przeciwną skrajność, ale chyba nieźle mi idzie :) Czasem robię coś pochopnego i głupiego, ale czuję się bardziej wyzwolony i szczęśliwszy. Plany potrafią być straszne, gdy uczynią Cię swoim niewolnikiem…

    To pewnie bez znaczenia dla Ciebie, bo wiadomo, każdy ma inną psychikę, inne mocne i słabe strony; może mimo planowania teraz wszystkiego, łącznie ze ślubem, mieszkaniem, dziećmi, życiem zawodowym, prywatnym i towarzyskim, będziesz potrafił za dwa lata bez bólu i żalu zrewidować to wszystko, gdyby realia okazały się niekompatybilne z planem.

    Ale jednego jestem prawie ;) pewien — nie ma co patrzeć na innych ludzi. Koniec końców to będzie Twoja partnerka, Twoje życie, Twoje mieszkanie, Twoje potrzeby i oczekiwania. Mnie małpowanie od innych by zgubiło; jestem tak pokręcony, że jedyny sensowny model życia dla mnie mogę zaprojektować tylko ja sam. Ba, czasem sam nadal nie wiem czego chcę, ale wtedy pytania zadaję samemu sobie. Nie wierzę w guru, który wskaże mi ścieżkę do szczęścia. Nie wiem czy to uniwersalna prawda, wiem że jest prawdziwa dla mnie :)

    Aha, i przeprowadzaj się, wiej. Firmy, w których Cię docenią i w których będziesz mógł się realizować i dobrze czuć nie są aż tak popularne, więc by pomóc statystyce potrzebujesz miasta o określonej populacji. Wydaje mi się, że większość dobrych, łebskich ludzi z IT nie ma szans realizować się w mieście poniżej <400-500 tys. mieszkańciów. Poznań, Wrocław, Kraków, Wawa — coś w ten deseń, tam zarzuć kotwicę na jakiś czas.

  14. 14. Radek

    Do tego co napisał Hoppke w ostatnim akapicie dodam, że nawet jak trafisz do jakiejś porażkowej roboty (np. w sensie towarzystwa), ale w dużej firmie, to zawsze zdobywasz pozycję do CV i jakieśtam doświadczenie – jednym i drugim można się pochwalić kolejnemu pracodawcy ;)

  15. 15. mmazur

    Ok, ja to może trochę przeformułuję, bo mam wrażenie, że większość osób nie jest się w stanie pozbyć wrażenia, że ja się jakoś zgubiłem i potrzebuję guru, żeby się odnaleźć.

    Jeśli zostaniemy w Opolu, będzie to równoważne z wybraniem takiej drogi, jaką wybrał Jajcuś z Iką. Na pewno wtedy dosyć szybko mielibyśmy dzieci (nie byłoby po co czekać, bo i tak mielibyśmy gigantyczne nadwyżki wolnego czasu), a ja bym się w sumie skazał na męczenie się na lokalnym rynku pracy, gdyby się strumień robót zdalnych skończył. W takim też wypadku nie miałbym po co gadać z kimkolwiek o czymkolwiek, bo ja wiem jak tu się mieszka, wiem czego się spodziewać i nie mam żadnej potrzeby pytać się kogokolwiek o cokolwiek. Nie mam się też specjalnie co wysilać próbując szukać ludzi, którzy robią coś (z mojego punktu widzenia) ciekawego, bo takich tutaj praktycznie nie ma.

    I to nie chodzi o to, że Jajcuś nie miał pomysłu na życie, więc się ożenił i spłodził dzieci, tylko że zostając tam gdzie jest i zakładając rodzinę w młodym wieku, Jajcuś wybrał konkretny typ życia. I że jeśli my z Magdą zdecydowalibyśmy się zostać w Opolu, to tym samym wybralibyśmy ten sam typ życia. A tego po prostu nie chcemy. I zdecydowanie się na taki krok w naszym wypadku byłoby de facto rezygnacją ze wszystkich innych naszych pomysłów na życie, które to uważamy za znacznie bardziej obiecujące. I to by było szczytem głupoty z naszej strony.

    Cała sytuacja się drastycznie zmienia w momencie, w którym wyjeżdżamy do Warszawy. Nagle jesteśmy w zupełnie nowym mieście, gdzie można żyć na innych zasadach, niż te, które znałem do tej pory. Jest zdecydowanie więcej możliwości wyboru, a co za tym idzie wyników końcowych. I ja chcę skorzystać z czyichś doświadczeń na temat możliwych sposobów życia w dużym mieście. Od najprostszych rzeczy, czyli które restauracje i knajpy warto odwiedzić (wybraliśmy nie mieć jeszcze dzieci, mamy więc czas i pieniądze na takie rzeczy), do tych bardziej skomplikowanych, czyli na co zwracać uwagę przy zakładaniu rodziny (np. nie kupuj mieszkania w dzielnicy X, bo tam w ogóle nie ma pobudowanych szkół).

    I nie ma to nic wspólnego z żadnymi strachami, kompleksami, problemami, ani niczym innym. Jest to po prostu całkowicie naturalna rzecz do zrobienia.

    I naturalnym jest, że chcemy mieć znajomych o podobnych doświadczeniach i planach, bo to umożliwia sensowne dogadanie się i w miarę ciekawe spędzanie czasu.

    A takich ludzi tutaj nie znajdziemy, bo nikt z naszych znajomych nie ma podobnych planów. I brakuje nam tego, że nie mamy za bardzo do kogo gęby otworzyć.

  16. 16. riddle

    Warszawa nie jest taka zła jak ją malują – jeśli tylko robisz rzeczy ambitne, to otaczają Cię podobni ludzie i jest świetnie. Trzeba tylko uważać, żeby się nie pakować w fabryki, bo w tych zwykle znajdzie się jakiś dupek czy dwóch.

    Miasto skupia dużo ciekawych ludzi z branży, drugim takim skupiskiem, o którym słyszałem, jest Wrocław. Mieszkańcy może trochę żyją szybciej i aktywniej (posiadając trochę więcej cech ala „pan tu nie stał”), co romantykom i myślicielom może przeszkadzać, ale osobiście podobało mi się.

    Natomiast wcale nie myślałbym o perspektywie kupowania domu, zakładania rodziny… jak wprowadziłem się na Kabaty myślałem identycznie, że teraz to tylko plany i nic więcej. Byłem w błędzie, życie pisze co rusz nowe scenariusze. I w ten sposób po roku w stolicy podjąłem decyzję i po 2 tygodniach zamieszkałem w czeskiej Pradze. Po której jestem znowu w Polsce, bo coś innego okazało się ważniejszego. Nadal chcę być dobry w swojej dziedzinie, nadal chcę mieszkać w ciepłym kraju (np. Australii), ale nie myślę już jakie kroki należy przedsięwziąć – będzie co ma być.

    Powodzenia. :)

  17. 17. Kasia

    Pragi szkoda… tam to nawet ja bym zamieszkała chętnie;)

  18. 18. rozie

    Dobra, raz mi skasowało komentarz, więc napiszę powtórnie, tylko krócej(?).
    1. Czemu wybór zawęziłeś tylko do Polski? Ze zdrowym podejściem (jadę gdzieś mieszkać z rodziną, nie sam na N lat zarobić kasę na <whatever> w kraju) zagranica jest jak najbardziej ciekawą opcją.

    2. Wyglądasz, jakbyś chciał się utwierdzić w wyborze, no to powiem – ja wyjechałem i nie żałuję. Większe miasto (tu: Poznań) to zdecydowanie więcej życia i możliwości wyboru. Jakieś kina „offowe” (może za mocna nazwa, ale nie multipleksy w których tylko hity grają), więcej koncertów, więcej knajp dłużej czynnych. OTOH nie mam działki, by wyskoczyć zrobić grilla, znajomi się zmienili, ze starymi kontakt się urwał, a i priorytety się zmieniły (na dobra kultury mało czasu, niestety).

    Ale jak myślisz o wyjeździe, to teraz jest najlepszy moment chyba – poza czasem, z którym i tak nie wiesz, co zrobić nie masz specjalnie nic do stracenia, prawda? A potem chyba coraz trudniej się ruszyć. I na pewno się czegoś nauczysz. Niekoniecznie zawodowo. ;-)

    A na te przyziemne pytania dot. knajp i dzielnic sam sobie znajdziesz odpowiedź szybko, jak się przeniesiesz. I będzie z kim pogadać o tym.

  19. 19. l00natyk

    Poprostu to zrób i zobaczysz jak się sytuacja rozwinie. Życie jest jak pudełko czekoladek a znajomych to przynajmniej ja poznaję przypadkiem.

    @riddle: podobne marzenie z tą różnicą że Nowa Zelandia lub Australia.

  20. 20. honey

    To jak już przyjedziesz, to zapraszamy – mamy dużo pomieszczeń do pomalowania, więc lądujemy na twojej liście znajomych do których zawsze można wpaść z wizytą :)

    honeje :>

  21. 21. mmazur

    Honey, a ty myślisz, że gdzie ja niby planuję robić sobie co weekend wypady na grilla i się poopalać? Przecież nie będę sobie kurde działki specjalnie kupował!

    Masz może w planach sobie basen kupować, czy mam szukać jeszcze jakiś znajomych? :)

  22. 22. honey

    Jakie poopalać? Po lataniu z pędzlem po domu nie ma opalenizny tylko się ma białe włosy, gębę i ręce :)

    ł.

  23. 23. Jajcuś

    honey: on wam pewnie chce okna i drzwi poopalać, żeby ładnie pomalować ;)

Adde commentarium: (markdown)



WARNING: If it takes more than an hour to write your comment, you'll loose it due to PHP session timeout. Just to be safe, select your comment, copy it (ctrl+c), reload this page, paste it (ctrl+v) and then click "Commentare".