Googlecar i terroryści
28 VII 2009, 16:37Sam najprawdopodobniej o tym zapomnę, więc może skorzystam z innych ludzi: jakąś godzinę temu wychodząc z domu natknąłem się na przejeżdżający kilka metrów ode mnie googlecar, więc, wzorem jeńców wojennych, zacząłem się intensywnie wpatrywać w skierowane we mnie obiektywy. Dopiero później mi przyszło do głowy, że i tak będę miał paszczękę zamazaną (pewnie to i lepiej), ale moje charakterystyczne wyblakłe granatowe podkoszulki raczej nie pozostawią wątpliwości kto jest na zdjęciu. Więc jeśli jakimś sposobem zauważysz, że na google mapsach pojawiły się zdjęcia z Kabat, napisz mi maila, albo wrzuć tutaj komcia.
A jak już gadam o pierdołach -- wracając wczoraj ciapongiem z Opola do Wawy dosiadł się do przedziału nie mówiący po polsku arab (ciemna skóra, duży nos, przez telefon gadał po czymś arabsko brzmiącym), zapytał po angielsku czy może tu usiąść, a jak mu wytłumaczyłem gdzie na bilecie ma napisany numer miejsca i że tak, może tu usiąść, to usiadł obok mnie, położył swoją czarną, bardzo mocno wypchaną torbę na kolanach, po czym po chwili zaczął się w ciszy modlić, co kilka sekund robiąc charakterystyczne czołobitne skłony celując czołem w ową torbę (przedział wagonowy nie pozwala na zbyt dużą swobodę ruchów).
Pomyślałem sobie, że druga klasa intercity to chyba nie jest dobry cel ataku terrorystycznego. A może jest? Poza tym facet wydawał się sympatyczny. Ci co wlecieli w WTC też pewnie nie sprawiali "terrorystycznego" wrażenia. Hm, sam pociąg raczej średnim celem ataku jest, acz już stacja docelowa, czyli Warszawa Centrum to co innego (dopiero znacznie później przyszło mi do głowy, że średnim pomysłem jest wysadzanie czegoś o godzinie dziesiątej w nocy, gdy ludzi nie jest dużo).
W trakcie podróży zamieniłem z nim kilka zdań tłumacząc mu, że może dostać ciasteczko i soczek jak chce (intercity ftw!) i że to jest dopiero warszawa zachodnia, a nie centralna. Był ewidentnie wdzięczny za pomoc i podziękował mi.
Ogólne spostrzeżenia z mojej podróży z kryptoterrorystą są następujące:
1. Małe książeczki po arabsku czytane przez modlącego się w pociągu araba z czarną walizką łatwo zinterpretować jako jakieś religijne indoktrynatory. Oczywiście mogło to też być "Complete idiot's guide to not looking like a terrorist while in Europe", tylko po arabsku, ale ja tego nie wiem. Poza tym musiała to być raczej głębsza lektura, bo książeczka była może rozmiaru A6 i miała nie więcej, jak 100 stron, a facet czytał ją wybitnie powoli. Może coś religijno-filozoficznego? Albo poezja?
2. Nie zazdroszczę krajom w którym ilość muzułmanów jest na tyle wysoka, że nad takimi rzeczami człowiek się zastanawia w trakcie co drugiej przejażdżki komunikacją publiczną.
3. Szkoda, że nie lecę samolotem, bo wtedy byłbym w miarę pewny tego, że teczuszka została prześwietlona i obwąchana przed wniesieniem jej na pokład.
4. Nie wiem do jakiego stopnia dotyczy to całego mojego pokolenia, ale uważam za potencjalnie krępujące ludzi dookoła okazywanie swojej religijności w miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych. Raczej nie miałbym skojarzeń terrorystycznych, ale też nie byłbym do końca uradowany, gdyby ktoś obok mnie zaczął sobie zmawiać Ojcze Nasz pod nosem.
5. Z drugiej strony dla ludzi aż tak religijnych, że się modlą o różnych porach w trakcie dnia, jest jednak wyrazem szacunku dla ludzi dookoła, że starają się robić to w sposób maksymalnie nieinwazyjny. Taki katolik ma o tyle wygodniej, że może sobie użyć pierścieniowego różańca, więc jeśli zachowuje ciszę, właściwie nie wiadomo co robi. Muzułmanin może zachować ciszę, ale nie wyobrażam sobie jak można wykonać dyskretne skłony.
5a. No ale to już pech tej konkretnej religii, że osoby religijne są łatwo identyfikowalne optycznie, przez co znacznie bardziej narażone na antypatię ze strony osób postronnych.