Przyszło mi do głowy, żeby zrobić przegląd polskich organizacji "informatycznych". Zastanowiło mnie, czy w Polsce jest coś, co działa podobnie jak amerykański EFF, lobbując za i przeciw pewnym rozwiązaniom prawnym, wspierając ludzi źle potraktowanych przez państwo w sprawach związanych z nowymi technologiami oraz ogólnie promując pewien zbiór poglądów na temat miejsca technologii w społeczeństwie.
Pierwszy pomysł -- ISOC Polska. Ze strony głównej wynika, że ISOC zajmuje się ogólnie pojętą neutralnością technologiczną państwa (i Europy), pisze listy, analizuje różne kawałki legislacji i ogólnie stara się, żeby Było Dobrze. Kojarzę z kilka nazwisk jeszcze z czasów honejowego RWO ładnych parę lat temu, gdy robiłem tam za groupie. Hm, chyba nawet byłem członkiem ISOC-u, ciekawym, czy mnie już wywalili...
(I tu mi się skończyły pomysły, ale na szczęście na irc-u podpowiedzieli.)
Polskie Towarzystwo Informatyczne. Pobuszowałem trochę po ich stronie i sprawiają dosyć mocno wrażenie akademickiego bunkra. Połowa ich form działalności to organizowanie różnego rodzaju imprez typu konferencyjnego. Po zdjęciach sądząc średnia wieku jest tam dosyć wysoka, zaś z kawałków informacji jakie mi się udało wyczytać wynika, że jakieś ustawy opiniują, coś tam w legislacji pomagają, ale kto, jak, gdzie i dlaczego, to mi się nie udało ustalić. Moja kompletnie nieobiektywna i nie podparta żadnym spójnym wywiadem opinia jest taka, że to taka założona przez akademików jeszcze za Kolumba organizacja, która nadal w znacznej mierze funkcjonuje tak samo jak 400 lat temu. Jak nie jesteś członkiem, to nie jesteś w stanie dużo ustalić poza to, że "PTI uważa iż". Taki odpowiednik *campów dla ludzi po czterdziestce :)
A, no i z newsów na stronie oddziału mazowieckiego wynika, że ostatnio zajmował się głównie byciem oddziałem mazowieckim (sprawy organizacyjne, jak to formalne stowarzyszenie), organizowaniem jakiegoś spotkania towarzyskiego o którym już coś kiedyś słyszałem (Rapid Baran Development) oraz prelekcją, o której informacja mnie mocno ukłuła w oczy. Otóż stoi tam, że prelegent, niejaki doktor inżynier Iksiński, jest "jednym ze światowych pionierów" tematyki wykładu. Ja wcale nie wykluczam, że tak jest w istocie, ale biorąc pod uwagę, że u nas co drugi profesor i dr hab. jest światowej sławy ekspertem od czegoś tam, to akademikom chcącym rzeczywiście sprawiać sensowne wrażenie wśród normalnych ludzi, którzy nie nawykli do gigantycznego wazeliniarstwa typowego dla polskich środowisk akademickich, sugerowałbym unikanie jak ognia tego typu określeń. Acz możliwe, że to tylko ja mam taką reakcję, bo napawa mnie odrazą myśl o tym, że moim przełożonym mógłby być generyczny polski dr hab.
Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Ewidentnie organizacja nastawiona na polskie firmy z branży IT i telekomunikacyjnej. Ma zapewne działać jako "głos" pewnej gałęzi rodzimej gospodarki. Nic ciekawego dla zwykłego śmiertelnika, zwłaszcza takiego, który nie uważa, że dobra legislacja informatyczna, to jest taka, dzięki której członkowie PIIT dobrze zarobią.
I to by było na tyle. EFF-u w sumie nie znalazłem, ale my też nie jesteśmy żadnym frontierem elektroniczności, żeby się u nas precedensy ustalało. Acz w sumie najbliżej jest chyba ISOC.