Tipsy dla pracujących w domu

26 X 2009, 20:55

Jak człowiek siedzi w domu i się obija zamiast pracować, to go nachodzą różne dziwne pomysły. Np. na zrobienie sobie tipsów. Różowych.

Ewentualnie można też coś kombinować. Ja praktycznie od początku, czyli już ładnych paru lat, miałem problemy z systematyczną pracą. Przez jakiś czas się pracowało dobrze, później coraz gorzej, później się odbijało (oh, pardon), znowu jakiś czas dobrze... i tak w nieskończoność. Bardzo męczące i frustrujące. W małych firmach jeszcze o tyle upierdliwe, że człowiek ma świadomość, że jak czegoś nie zrobi, to zastępstwa za bardzo nie ma, zadanie będzie niezrobione, kontraktu nie będzie, pieniędzy nie będzie, firma upadnie, na kredyt nie starczy, dom zabiorą, dzieci będą głodne chodzić, AAAAAAAAA!

Ostatnio miałem kolejny, przedłużający się cykl Problemów z Zabraniem się do Pie... Roboty (aka PZPR), więc się wkurzyłem i zaproponowałem szefowi System -- ja mu codziennie najdalej w południe (ach ten unormowany tryb dobowy) piszę na żabie co zrobiłem wczoraj i co mam zamiar robić dzisiaj (w formie dwóch zdań; aspołeczny nerd jestem, więc często nawet "hi" nie mówię). On natomiast ma pamiętać, że jak godzina zero minie, to ma się dopytywać wtf i o co kaman.

Jak na razie się sprawdza, a i szefowi odpowiada, bo na bieżąco wie co ja tak właściwie w danym momencie robię. Miejmy nadzieję, że System nie będzie kolejnym krótkofalowym motywatorem, ale okaże się skuteczny już na stałe.

A, i w ramach kombinowania jakby tutaj się odgrzebać spod stosu papierowych notatek, jakiś czas temu postanowiłem wypróbować MindMapy (via FreeMind) i okazało się to być bardzo funkcjonalnym i ładnym rozwiązaniem. Ale o tym kiedy indziej.

Cztery lata później

26 X 2009, 04:22

Edit: muszę dawać takim rzeczom poleżakować przed publikacją, bo patetyczny wpis wychodzi drastycznie zbyt patetyczny. I z za dużą ilością uproszczeń.

Przejrzałem tego bloga na cztery lata wstecz i okazało się to być bardzo pouczającą podróżą w przeszłość. Najważniejsze spostrzeżenie, to że w tym czasie tworzyło go dwoje różnych ludzi. Do końca 2007, czyli do de facto końca studiów, autor był żywy, zabiegany, pełen różnych pomysłów, przemyśleń, energiczny, lekko walnięty.

Od 2008 pisać zaczął człowiek coraz bardziej zdystansowany, apatyczny, coraz częściej (a właściwie coraz rzadziej) piszący tylko po to, żeby na coś pomarudzić.

Tym człowiekiem teraz jestem. W teorii "wszystko" jest jak trzeba. Od ponad roku jestem z kobietą, z którą jest mi dobrze. Jesteśmy zaręczeni. Za półtora miesiąca będziemy się przenosić do własnego mieszkania. Za 10 miesięcy weźmiemy ślub. Mam dobrą pracę, która zabezpiecza nas finansowo.

A jednak coś straciłem. Coś ważnego, czego miałem dużo jako nastolatek, coraz mniej w czasie studiów, a co od dwóch lat praktycznie zniknęło.

Wyjazd do Warszawy miał pomóc. Nowe, stymulujące środowisko!

Nie pomógł, a przyniósł sporą dawkę nowych problemów, z którymi musimy sobie radzić.

I zmiana stylu narracji.

No i teraz zonk. To jest normalne, że z biegiem lat człowiekowi zmieniają się priorytety i zainteresowania i ogólnie mu się może mniej chcieć, acz nie można temu odmówić upierdliwości. To jest tak, jakby trzeba było prawie wszystko zaczynać od początku, gdy się jest w związku i po studiach. Stare zainteresowania nie są już interesujące, albo są niepraktycznie (albo oba na raz), nowych jeszcze do końca nie ma, a nawet jeśli się ma jakieś pomysły, to często trudne w realizacji. Ma to oczywiście swoje zalety, bo człowiek już się nie musi martwić poświęcaniem czasu na szukanie sobie kobiety, acz nigdy bym nie przewidział, że to może być takie... gwałtowne. Myślałem, że przejścia do kolejnych etapów życia będą mniej drastyczne.

Oh, well. Trzeba próbować od nowa, biorąc pod uwagę nową sytuację i inne priorytety. Mnie Pani Prezes wzięła do komisji programowej Pingwinariów, a na walnym ISOC-PL zostałem członkiem sądu koleżeńskiego (inkwizycja nadchodzi!). Magda z kolei poszła na nowe studia. Zobaczymy jak to będzie.

« prev | next »