Ne'erd i jego trzecie oko

05 XI 2009, 03:57

Będąc w trakcie "Diamentowego Wieku" Stephensona, wpadło mi do głowy, że to przecież Ender, ale "nowocześniejszy"/"realistyczniejszy" (nie ma takiego słowa), bo nie latający w kosmosie i walczący z ufoludkami, tylko taki żyjący na ziemi za dwa pokolenia.

Z kolei oglądając kilka godzin temu pilot V, moim pierwszym skojarzeniem było: o, Taelonowie! Drugim: whoaa, szkoda, że Da'an nie wyglądał(o) jak Inara Serra, czy ten cały V Commander (Vimperator?). No a trzecim: tiaaa, oczywiście obecnie wszyscy bohaterowie muszą być bardzo emo (jak w BSG), a wątek sensacyjny powinien być o terrorystach (jak... eee... wszędzie).

Ogólnie serial zapowiada się ciekawie i cholernie drogo. I dlatego go zdejmą po paru odcinkach. (I tak, wiem, że V to remake jak BSG, a nie zrzynka z Earth: Final Conflict).

A bajdełejem co do EFC w przypadku którego jestem akurat w środku drugiego sezonu, cały czas mi się przypomina pewna dyskusja na blogu Aleksa o wchodzeniu w umysły scenarzystów. Zabierając się do oglądania sądziłem, że odpadnę po dwóch odcinkach. I się poważnie zdziwiłem, bo pooglądałem cały jeden sezon ze sporym zainteresowaniem.

Ale przyszedł czas na sezon drugi oraz przypadkowe dogooglanie się do bloopersów na youtubie no i patrząc na Leni Parker ucharakteryzowaną na Da'ana, ale mówiącą swoim głosem i zachowującą ruchy człowieka, doznałem dosyć nieprzyjemnego dysonansu. Wtedy dotarło do mnie, że postacie obcych w tym konkretnym serialu stworzone są prawie perfekcyjnie (jak Pilot w Farscape'ie) i że większość aktorów gra przynajmniej kompetentnie, a często bardzo dobrze. Do tego wątek główny jest wystarczająco ciekawy/głęboki, że w wystarczającym stopniu rekompensuje mi sporą dozę idiotyzmów w bieżącym zachowaniu poszczególnych postaci (to się znacznie pogorszyło w drugim sezonie). I jestem nawet w stanie jakoś przełknąć, że "tajni agenci" zawsze włamują się gdzieś i obezwładniają strażników bez masek. I że nigdy nie rejestrują ich żadne kamery/nie rozpoznają później ci strażnicy. I że jeden odcinek odbył się cały w dwóch lokalizacjach i w 1/3 składał się z materiałów z wcześniejszych odcinków (yeah, zmieścimy się w budżecie na ten sezon, będzie na lepsze CGI w finalnym odcinku!). A drugi był o alternatywnej ziemi na której występowały evil twiny.

To wszystko jakoś przetrzymuję dlatego, że zawartość pojedynczych odcinków składa się do kupy w kilka głównych wątków, które jednak są głębsze, w których czuję, że scenarzysta próbuje zrobić coś ambitniejszego (i mu nawet wychodzi). I pewnie podobnie bym miał przy ponownej próbie oglądania Farscape'a (no bo sorry, ale jak można przez cztery sezony w każdym odcinku zajmować się nawalającym statkiem kosmicznym), albo Babylon 5 (parę miesięcy temu odpadłem po pilocie+pierwszym odcinku).

Ja wiem, że to może trochę naiwne, ale brakuje mi czasów (ostatnio mi różnych czasów brakuje), gdy, hmmm, łykałem daną rozrywkę w całości, bez właściwie żadnej refleksji nad sposobem jej tworzenia. Jak strzelali, to strzelali, jak gadali, to gadali, jak były efekty specjalne, to były efekty specjalne, a ja jak się nudziłem, to "serial był nudny", a nie "scenarzysta skopał ten odcinek, bo X/Y/Z". Może nie jest głupim pomysłem, żeby czytać/oglądać mniej, ale tylko te dobre rzeczy, żeby mieć bardziej "naiwny" ich odbiór? Już wystarczy, że kłuje mnie w oczy oglądanie hakerów w TV, albo słuchanie jak statki kosmiczne latają, nie muszą sobie robić większego kuku.

A tu macie bloopersy do pierwszego sezonu:

« prev | next »