Microsoft na ratunek przed Złym Googlem
Parę dni temu przerzuciłem się na binga. W skrócie: daje radę. Więcej spostrzeżeń podam za kilka akapitów, ale najpierw odpowiedź na podstawowe pytanie:
Ale po co?
Bo nie podoba mi się to, ile google ma o mnie danych. Tak, znam motto don't be evil
i doceniam to, że Larry i Siergiej próbują stworzyć "przyjazną" korporację, ale prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego. Korporacje są duże, mają swoje wielkie, powoli się kręcące tryby i nieuchronnie jacyś ludzie w te tryby wpadają.
Główny problem z googlem jest taki, że oferuje on zbyt dużo zbyt dobrego softu. Z dwa razy zdarzyło mi się migrować różne organizacje na gmaila. Sam używam konta gmailowego do mojej poczty "firmowej", żeby mieć pewność, że mi filtr spamowy nie pożre żadnych faktur. Przy tworzeniu agendy pingwinariowej za centrum dowodzenia służył nam googlowy arkusz kalkulacyjny. Google mapsy też fajne są (acz zumi ma znacznie lepsze zdjęcia satelitarne, więc regularnie z niego korzystam).
Rezygnowanie z używania wszystkich tych usług byłoby dla mnie mocno kontrproduktywne. Ale co za dużo, to nie zdrowo:
- Wyszukiwarka loguje wszystko, czym się interesuję, od małych kotków po przepisy na stworzenie bomby zapalającej. Pamięta też w które linki klikam.
- Mapy logują wszystkie miejsca, które odwiedzam.
- Youtube pamięta jakie filmiki oglądałem.
- Żeby korzystać z różnych aplikacji, mam konto, które identyfikuje mnie z imienia i nazwiska (i chyba nie tylko).
- Różni autorzy osadzają mapy u siebie, więc google może dodatkowo śledzić strony, które odwiedzam.
- To samo google analytics.
- Analizowanie całej mojej poczty, jeśli używam gmaila.
- Analizowanie wszystkich moich pogaduszek, jeśli korzystam z gtalka.
I znowu problem z googlem -- robi wszystko za dobrze. Ja jestem całkiem pewien, że oni są w stanie wszystkie te dane całkiem sprawnie skorelować. A że na reddicie jest osadzony analytics, to teoretycznie mogą mieć wgląd w 95% mojej aktywności sieciowej. Z całego mojego życia.
Jak się bronić?
Moje sposoby przez te lata:
- Nigdy nie zacząłem używać gmaila jako podstawowej skrzynki, pomimo fantastycznego antyspama. Wolę się użerać ze swoim własnym lokalnym bogofiltrem w kmailu i starą dobrą skrzynką pocztową via pop3.
- Tak, używam gmaila do poczty firmowej, ale to są nieistotne, nieprywatne dane.
- Nigdy nie zacząłem używać gtalka do prywatnych rzeczy. Administruję własnym (zasadniczo to PLD-owym) serwerem jabbera.
- (Nawiasem mówiąc moja poczta i jabber są na Słowacji, ale to było niezamierzone.)
- Po miesiącach rozważania takiej opcji, przerzuciłem się z wyszukiwaniem na binga.
- Poważnie bym się zastanowił przed użyciem googlowego GPS-a.
Różnice
Parę dni używania to nie jest specjalnie dużo, ale wyszukiwarka to jest bardzo podstawowe narzędzie, więc miałem sporo okazji porównywać.
Pro:
- Google mnie nie śledzi.
- Znacznie trudniej byłoby jakiejś osobie bądź instytucji zebrać kompleksowy zestaw danych na temat mojej aktywności sieciowej.
- Bing jest mniej "zlokalizowany", więc szukając czegoś, nie muszę się przedzierać przez dwie strony polskich linków.
- Microsoft, w moim odczuciu przynajmniej, jest obecnie firmą mocno pozbawioną potencjału technologicznego. Więc o ile po Googlu spodziewam się, że za parę lat wymyśli jak, analizując moje wyszukiwania, stwierdzić jaki jest mój ulubiony kolor bielizny, o tyle w przypadku Microsoftu nie odczuwam takiego zagrożenia.
Contra:
- Lepsza "lokalizacja" googla ma swoje zalety. Bing mi przy szukaniu warsztatu nie podstawi od razu pod nos mapki z takowymi w okolicy.
- Parokrotnie głównym wynikiem wyszukiwania była jakaś podstrona zamiast strony głównej (google trafiał poprawnie).
- Nadal nie mam zaufania do trafności wyników i w przypadku "ważnych" rzeczy potwierdzam w googlu.
- Acz fakt faktem, jest to mocno subiektywne odczucie. I chyba czasami jest na odwrót -- to bing lepiej trafia.
- Cała googlowa wiedza stała się bezużyteczna. Muszę poszukać odpowiedników keywordów typu "site:" i "inurl:".
Podsumowanie
Tak, wiem, pewnie w oczach niektórych wyjdę na paranoika. Ale wolę być safe, niż sorry. Faktem jest, że ilość śladów zostawiana przez nas w sieci będzie się z czasem tylko zwiększać. Zdolności korelowania tych śladów przez różne organizacje także. Mocno niepokoi mnie perspektywa wejścia na celownik jakiegoś "kompetentnego inaczej" polskiego stróża prawa, który mógłby zarekwirować mi na czas nieokreślony cały domowy sprzęt elektroniczny, tym samym uniemożliwiając pracę (komputer), kontakt z kimkolwiek (komputer+telefon) czy nawet dostęp do własnych pieniędzy (także komputer+telefon, a może karta debetowa też, bo w końcu ma chip). Dlatego pocieszenia szukam w tym, że otrzymanie logów z mojej działalności internetowej wymagać będzie nie dość, że poproszenia o to zagranicznej korporacji, to jeszcze na dodatek więcej, niż jednej.
Nawiasem mówiąc, zastanawialiście się kiedyś jak by to było, gdyby przyznali u nas pewnym służbom uprawnienia do włamywania się i wgrywania trojanów na komputery obywateli? Można założyć, że różne firmy oferowałyby organom państwowym programy do tegoż włamywania się w które wbudowane byłyby niepubliczne exploity na różne popularne kawałki oprogramowania. W tym na routery wifi Thomsona, które UPC rozdaje w dziesiątkach tysięcy (?), dorzucając je do pakietów instalacyjnych kablówkowego internetu.
Chyba trzeba było nie pozbywać się Linksysa z wgranym openwrt...
P.S.
Po paru latach się skusiłem i wrzuciłem tutaj google analytics, żeby móc was w ładnych wykresikach oglądać. Mój niecny plan jest taki, żeby utopić googla w waszych danych jednocześnie odcinając mu dostęp do moich. :) Poza tym pogrzebałem trochę przy szablonie, acz zmiany nie powinny być specjalnie zauważalne.
04 III 2010 o 01:37
Też ostatnio przerzuciłem się na Binga - nie generuje tylu spamowatych linków jak Google. Powiem więcej, mieszkając w UK moja poczta w domenie .eu była notorycznie otrzymywana jako spam lub publiczne serwery w UK i Irlandii miały zablokowaną możliwość wysyłania mejli do takiej domeny, tak więc używam live.co.uk jako maila i betę Outlooka 2010 i wszystko razem działa bardzo sprawnie. Poza tym Multimap, czy też live maps jest 100× dokładniejszy niż Google maps - wybierając drogę "na piechotę" potrafi pokazać ścieżkę przez krzaczory (multimap był oryginalnie brytyjski, więc nie dziwota).
04 III 2010 o 01:41
Ad. "Lepsza "lokalizacja" googla ma swoje zalety. Bing mi przy szukaniu warsztatu nie podstawi od razu pod nos mapki z takowymi w okolicy".
Bing w UK dokładnie zlokalizował mój blok, a jak wpiszę "pizza" to daje mi dane take-away'ów w promieniu 2 mil. ;)
04 III 2010 o 02:29
Google bez googlowych cookies: http://www.scroogle.org/ ;-)
04 III 2010 o 07:59
"Dlatego pocieszenia szukam w tym, że otrzymanie logów z mojej działalności internetowej wymagać będzie nie dość, że poproszenia o to zagranicznej korporacji, to jeszcze na dodatek więcej, niż jednej."
Tym powinieneś się przejmować tylko jeśli robisz coś, co mogłoby być nielegalne i ścigane. Jeśli nie masz na kompie dziecięcej pornografii, to czym się martwisz? No, chyba ze myślisz ze niedługo będą ścigać za nie glosowanie na PO, ale to by znaczyło ze naprawdę masz problem...
04 III 2010 o 08:08
Też mnie to trochę denerwuje, ale nie widzę żadnej konkretnej alternatywy dla GMaila oraz GReadera.
04 III 2010 o 08:25
Hmm, site: na bingu przecież jakoś tam działa...
Co do bycia paranoikiem - też staram się ograniczać korzystanie z gugla.
04 III 2010 o 08:49
@mmazur: Naprawdę myślisz, że lepiej jest swoje dane dawać na tacy dwóm korporacjom zamiast jednej? ;) Jeśli jakieś dane uważasz za poufne, to nie dawaj ich żadnej korporacji, jeżeli nie są takie wrażliwe, to chyba lepiej zaufać jednej?
@Symek: „nie musisz się bać, jeśli nie masz nic na sumieniu”… tak tłumaczyły swoje prawa wszelkie totalitaryzmy. W idealnym świecie jednocześnie każdy z czystym sumieniem mógłby dzielić się wszystkimi informacja, ale jednocześnie mógłby zachować pełną prywatność. Nie żyjemy w świecie idealnym, więc nie wszystkim trzeba się afiszować, a o prywatność trzeba walczyć.
04 III 2010 o 08:52
@mmazur: z tego co piszesz wywnioskowałem, że uważasz, że skoro nie logujesz się na konto Google, to Google nie wiąże informacji o twojej aktywności z twoją osobą.
To podstawowy błąd, bo od roku G nie wymaga zalogowania, żeby stwierdzić kim jesteś. http://googleblog.blogspot.com/2009/12/personalized-search-for-everyone.html
Skoro mogą to zrobić na "niezalogowanej" stronie google.com, to dlaczego nie zewnętrznych witrynach korzystających z Google Analytics? Zwróć uwagę na to, że duża część stron, nawet firmowych, korzysta z Google Analytics, a odpalany na nich skrypt może zrobić cokolwiek z pobranymi danymi - np. ustalić twoją historię przeglądanych stron i zapisać ją na serwerach Google. Oczywiście w celu poprawienia wyników wyszukiwania (z których wcale nie korzystasz).
A są jeszcze DNS-y Google, wg wielu wprowadzone po to, żeby śledzić ruch ze stron nieużywających GA. http://code.google.com/intl/pl/speed/public-dns/
Zmierzam do tego, że wcale nie musisz bezpośrednio używać Google, żeby wpaść w tryby ich korporacji. Wystarczy, że odwiedzasz strony osób korzystających z GA albo komputera łączącego się przez DNS-y Google'a.
04 III 2010 o 09:52
noo, to z brakiem potencjału technologicznego MS to ciekawe jest oO'
Co do analitycs to afaik ludzie zatykają to w /etc/hosts,
zresztą nawet jak nie to żeby działało trzeba mieć włączony js ?
btw, http://yandex.ru/yandsearch?text=mmazur ;)
04 III 2010 o 11:12
Zainstaluj OptimizeGoogle¹ i GoogleSharing², a będziesz mógł wyszukiwać i klikać w usługach Google anonimowo.
¹ https://addons.mozilla.org/firefox/addon/52498/
² https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/60333
04 III 2010 o 11:28
Rzeczywiście jesteś paranoikiem. Ja również, ale wolę aby moje dane trzymała jedna firma z przyzwoicie zdefiniowaną polityką prywatności i dobrym kręgosłupem moralnym, niż wiele firm o szemranej reputacji. Ja np. namiętnie blokuję cookies (wpuszczam tylko ze stron wymagających logowania), co skutecznie ogranicza śledzenie przez różne przypadkowe serwisy. Po drugie Adblockiem wycinam Google Analytics, Gemiusa i inne shity -- strony przynajmniej dzięki temu śmigają.
BTW, dlaczego dla szukania w WWW nie przełączasz się na innego ISP? Przecież Twój ISP może doskonale śledzić każdy Twój ruch i korelować co chcesz, obojętnie czy korzystasz z Google, Bing czy czegokolwiek innego.
04 III 2010 o 11:40
@"Tym powinieneś się przejmować tylko jeśli robisz coś, co mogłoby być nielegalne i ścigane."
Nie, tym muszę się przejmować jeśli ktoś z organów ścigania stwierdzi, że zachodzi podejrzenie, że robię coś nielegalnego. A nasze organa ścigania nie słyną z wybitnej kompetencji, natomiast słyną z bycia zapchanymi sprawami, więc w razie jakichkolwiek problemów mógłbym sobie to wyjaśniać przez dłuuugi czas. W tym przypadku teoria stosowania prawa niestety znacznie się różni od praktyki.
@Jajcuś, po prostu lepiej się czuję, jeśli jest kilka podmiotów, każdy mający trochę informacji o mnie, niż jeden mający wszystkie.
@"z tego co piszesz wywnioskowałem, że uważasz, że skoro nie logujesz się na konto Google, to Google nie wiąże informacji o twojej aktywności z twoją osobą."
Hehe, to następnym razem czytaj, a nie skanuj. :) Parokrotnie wspomniałem o embeddowanych google mapsach i analyticsach (w reddicie!), bo wiem, że G. może sobie te dane korelować. Choćby dlatego, że mam w miarę stały IP. (A jak nie, to po footprincie przeglądarki. Była jakaś strona FSF od tego iirc.)
@Wanted, Nie jestem aż takim paranoikiem, żeby sobie specjalnie utrudniać życie. Musiałbym się bardzo mocno nagimnastykować, żeby obejść mojego ISP-a, więc po prostu zakładam, że oni tego za bardzo nie logują, póki nie ma odpowiedniego prawodawstwa. Jak u nas będzie retencja danych, to się zacznę martwić. A póki co wystarczy mi lekkie rozdrobnienie tego wszystkiego i kto wie, może, jeśli uznam, że bing jest jednak zbyt niefunkcjonalny, to przerzucę się na któreś z rozwiązań anonimizujących googla, które tu zasugerowano. Acz faktem jest, że pewnie mógłbym jeszcze coś pokombinować, żeby zwiększyć poziom anonimowości nie poświęcając funkcjonalności.
04 III 2010 o 12:10
@mmazur: retencja danych u nas jest już od dawna i jest wymagana od każdego operatora telekomunikacyjnego (w tym ISP)… to o co się jeszcze walczy to objęcie ustawowym obowiązkiem retencji danych dostawców usług świadczonych drogą elektroniczną (portali, providerów kont e-mail) i zakres danych (ale to co już ISP ma zbierać to przecież wystarczająco dużo).
Poza tym, ustawowy obowiązek retencji danych to jedno, a co zbiera i przetwarza sobie prywatny podmiot (legalnie lub nie), to zupełnie inna sprawa.
04 III 2010 o 12:31
Shit, rzeczywiście, przegapiłem że u nas od dwóch miesięcy jest obowiązkowa retencja 24 miesiące. Hmmm.
04 III 2010 o 12:35
Ogólnie - trochę za późno na takie działania. Kilka lat temu może. Ale zawsze można się wyprowadzić w Bieszczady i zostać węglarzem czy smolarzem albo drwalem... Albo wypasać owce i robić "serki górskie".
04 III 2010 o 15:20
I to jest wbew pozorom bardzo dobra opcja, i coraz bardziej kusząca...
04 III 2010 o 17:29
Przyznam że mnie zatkało. 8)
(cześć, Wanted! :)
Jedyne czego ja się obawiam, to to że w świetle prawa ktoś do Googla przyjdzie i poprosi o dane, w tym również moje. Ale z tym ryzykiem jakoś żyję, bo prawo nie w tym jednym miejscu jest krzywe, i wolę optymalizować swoje narażenie na ryzyko w innych obszarach :D
Logi w G. podlegają anonimizacji ( http://googleblog.blogspot.com/2008/09/another-step-to-protect-user-privacy.html ), więc "wyśledzić" Cię jest o wiele trudniej. Podejście "na pewno mnie podsłuchują!" nazwałbym paranoją. Podejście "nie życzę sobie by moje zachowania w sieci pomagały w działaniach Googla" niejako rozumiem. Problemem to dla mnie nie jest. Z Twojego wpisu nie bardzo widzę czy odróżniasz "ktoś mi stoi za plecami!" od "agregują moje dane".
04 III 2010 o 17:34
(a, obowiązkowy disclaimer, pracuję w Googlu :)
04 III 2010 o 18:41
@Twojego wpisu nie bardzo widzę czy odróżniasz "ktoś mi stoi za plecami!" od "agregują moje dane".
Gdybym używał gmaila, gtalka, ggps-a (? ;) i wyszukiwania googlowego to, razem z analyticsem na reddicie, jedna firma miałaby wgląd w przytłaczającą większość mojego życia sieciowego (i nie tylko). Nie jestem zwolennikiem jakiś paranoicznych scenariuszy, więc nie mam nawet pomysłu co konkretnie mieliby z tą wiedzą zrobić niecnego, ale (a) to, że ja nie mam pomysłu, nie znaczy, że ktoś inny nie ma i (b) google jest tą jedną firmą, która ma know-how, żeby te dane przeanalizować na wylot. To mi wystarcza, żeby odczuwać niepokój na myśl, że jedna organizacja gromadzi i analizuje takie ilości danych (o mnie).
Tak, jedyny realny scenariusz, żeby ktoś z tych danych skorzystał "przeciw mnie", byłby "w świetle prawa". Dlatego też im mniej skorelowanych i przeanalizowanych danych google może temu prawnemu oświetleniowcowi dostarczyć, tym lepiej dla mnie. To jest główny point przerzucenia się z wyszukiwaniem na binga. Psuć googlowi biznesu nie mam ochoty, za bardzo lubię ich aplikacje :)
Nie wiedziałem wcześniej o tej polityce retencyjnej googla i muszę przyznać, że mi to znacznie poprawia humor. Będę musiał to porównać z tym, co MS ma w tej kwestii do powiedzenia, kto wie, może G. jest jednak "bezpieczniejszym" wyjściem.
That said, nie mam złudzeń co do długofalowej "moralności" jakiejkolwiek korporacji i jestem pewien, że wraz z upływem czasu szansa na zostanie "just another heartless corpo" dąży do jednego. Ale to temat na osobny wpis. (Takoż syfonowanie danych w wersji niezanonimizowanej przez różne agendy rządów wszelakich.)
@(a, obowiązkowy disclaimer, pracuję w Googlu :)
Chwalipięta :)
04 III 2010 o 19:10
(Nie chwalipięta, tylko dodatkowy czynnik dla oceny moich słów. Pracuję przy logach właśnie :)
Przyznam że czytając Twój wpis głównie się uśmiechałem, bo wyglądało mi to na "OMG, NIEBEZPIECZEŃSTWO!". Żeby jakoś poukładać tę naszą dyskusję:
a) obawa że jedna firma gromadzi dane odnośnie Twojej aktywności w sieci, ktoś do niej przyjdzie z nakazem i zażąda Twoich danych: Bing ma ten sam problem, aczkolwiek mówią że kasują IP i id sesji po 6 miesiącach ( http://www.bing.com/community/blogs/search/archive/2010/01/19/updates-to-bing-privacy.aspx ).
b) obawa że jedna firma gromadzi dane odnośnie Twojej aktywności w sieci, zagreguje je, przetworzy i wyciągnie Jakieś Wnioski: cóż, ich prawo. Z tego typu analizy można wiele wyciągnąć; i mam tu na myśli głównie pomysły na nowe usługi. Albo sposoby jak usprawnić istniejące. Mi to nie przeszkadza, to po prostu cena jaką płaci się za korzystanie z infrastruktury i usług.
c) obawa, że jedna firma gromadzi dane odnośnie Twojej aktywności w sieci, i te dane jakoś nadużyje: cóż, znowu, nie jest to kwestia tylko i wyłącznie Gugla. Sam trzymam dane w różnych miejscach siedzi i zastanawiam się czasami "co by było gdyby" firmie X nagle odbiło. Rozumiem że tu tkwi Twój pies pogrzebany. Twoja wola :) Problem z rozrzedzaniem swojej obecności w ten sposób jest to, że nagle jest się uzależnionym od wielu firm (patrz wypowiedź Wanteda), i coraz więcej czasu zajmuje przeiterowanie czy dalej im wystarczająco ufam.
Tak przy okazji: nie jestem prawnikiem, ale podświadomie wydaje mi się że tacy Federalni to mogą zażądać logów - ale nie wyników ich agregacji. Ale to tylko jakieś takie skąpe wrażenie z kiedyś oglądanych materiałów na ten temat.
A co do Twojego komentarza: nie ma GGPSa. W telefonach jest odbiornik GPS, OIDP to w EULA mapsów jest zapisane że Twoje koordynaty lecą do serwera, by można Ci było zaserwować adekwatne tafelki mapy (tudzież wyniki wyszukiwania/reklamy :), ale poza mapsami, to jest (OIMW) opt-in. Strona musi poprosić przeglądarkę o location data, przeglądarka pyta uzera czy się zgadza ( http://www.w3.org/TR/2008/WD-geolocation-API-20081222/ ? )
Last but not least: 'another heartless corpo' - głupotą byłoby podejrzewanie że jakakolwiek firma nie ma nadrzędnego celu 'zdobycie pieniędzy'. Jak nie to jest celem, to jest to organizacja charytatywna. Różnica jest w metodach i bezczelności - i pod tym względem jestem bardziej zadowolony z obecnego pracodawcy, niż z poprzedniego.
04 III 2010 o 19:55
@Problem z rozrzedzaniem swojej obecności w ten sposób jest to, że nagle jest się uzależnionym od wielu firm (patrz wypowiedź Wanteda), i coraz więcej czasu zajmuje przeiterowanie czy dalej im wystarczająco ufam.
Istnieje "próg zastanawiania się". Google go bardzo mocno przekracza, bo agreguje bardzo dużo. Praktycznie cała reszta firm, z którymi interakcjonuję tylko na pojedynczy ograniczony temat, go w ogóle nie przekracza. Jeśli nie wyglądają, jakby chcieli sprzedać mój email spamerom, to stwierdzam, że nawet jakby im coś odbiło, zbyt mało mogą mi zaszkodzić i nie poświęcam im dalszej uwagi.
Do tej pory przekraczał ów próg tylko google, teraz doszedł bing. Nie jest to zbytnie obciążenie mentalne :)
@Federalni to mogą zażądać logów - ale nie wyników ich agregacji.
Możliwe, przy czym tego typu ustawodawstwo to jest moving target, więc czego w danym momencie mogą zażądać i w ramach powoływania się na jakie paragrafy, to nie jestem pewien. (Zwłaszcza w ramach współpracy wymiarów sprawiedliwości dwóch bratnich narodów, czyli .pl i .us).
@pod tym względem jestem bardziej zadowolony z obecnego pracodawcy, niż z poprzedniego.
Ditto.
05 III 2010 o 20:24
[cytat]Nawiasem mówiąc, zastanawialiście się kiedyś jak by to było, gdyby przyznali u nas pewnym służbom uprawnienia do włamywania się i wgrywania trojanów na komputery obywateli?[/cytat]
Mogę się mylić, ale dałbym sobie uciąć mały palec, że kiedyś w TOK FM słyszałem, że któraś z naszych polskich specsłużb ma takie uprawnienia (zakładanie podsłuchów przed zawiadomieniem prokuratury - co jest jednoznaczne z tym, co napisałeś). Czy ktoś bardziej zorientowany w prawie może to potwierdzić / zaprzeczyć temu?
08 III 2010 o 08:55
Z podobnych powodów zmieniłem wyszukiwarkę na... Yahoo jakiś miesiąc temu. Nie do końca jest to to, o co mi chodziło (test trwa, ale i założenia nie do końca dobre są), ale zawsze mniej zostaje u monopolisty.
Warto jeszcze zrobić tuning przeglądarki - ochrona w Fx domyślnie może dostarczać Góglowi dane na Twój temat (korelacja IP więcej http://rozie.jogger.pl/2008/05/01/firefox-to-spyware/). No i wchodzi geolokalizacja do przeglądarek (IP, gps, wifi).
Ogólnie trochę się śliznąłeś po temacie - ja zrobiłem szybki research pt. "Google a zagrożenia prywatności" w kontekście wyszukiwarki i ilość danych do przetworzenia była przytłaczająca.
@mmazur: "a jestem całkiem pewien, że oni są w stanie wszystkie te dane całkiem sprawnie skorelować."
Dokładnie jak piszesz, wszystko, co wpisujesz w appsy Gógla może być użyte przeciwko Tobie. A przynajmniej do dostarczenia celnej reklamy. Bo w takie niesamowite przypadki, jak kumpel miał (opisywałem nieco, szczegółów nie chcę publikować), to nie wierzę.
@Jajcuś: "Naprawdę myślisz, że lepiej jest swoje dane dawać na tacy dwóm korporacjom zamiast jednej?"
Dajesz na tacy dwóm (lub więcej), ale tylko częściowe. Z fragmentów trudniej złożyć obraz całości. Mając pełne dane dotyczące zainteresowań, spraw rodzinnych, zawodowych itp. łatwiej chociażby dostarczyć trafną (skutecznie zachęcającą do zakupu) reklamę. Albo warunki zatrudnienia (choć tak naprawdę możesz dostać lepsze). Albo określić, nad czym dana firma pracuje i na jakim jest etapie, co wykorzystała w projekcie itp. Paranoja? Pewnie tak. Szkodliwa? Pewnie nie.
@Marcin Kosedowski: "To podstawowy błąd, bo od roku G nie wymaga zalogowania, żeby stwierdzić kim jesteś."
Ale tylko pomiędzy jednym skasowaniem cookies a drugim (AFAIK, jeśli się mylę to popraw). Wystarczy ustawić kasowanie ciastek (oraz flashowych ciastek) przy wyłączeniu przeglądarki i jest znacznie lepiej. Nie dobrze, bo zostaje im korelacja na podstawie fingerprintów przeglądarek (http://panopticlick.eff.org/) i ogólnie statystyka...
13 III 2010 o 20:16
rozie, Firefox to żaden spyware - więcej informacji w Firefox nie wysyła danych o użytkownikach do Google.
25 IV 2010 o 20:09
http://www.google.com/governmentrequests/
Samo google się chwali ile to rządów odzywało się do nich, wątpię że są to wiarygodne dane.. ale i tak najlepsze jest "?" przy Chinach ;)
02 V 2010 o 20:20
@Grzegorz: Polecam przeczytanie jeszcze raz mojego wpisu. Nigdzie nie twierdzę, że wysyła dane typu odwiedzane strony. Przy domyślnych ustawieniach wysyła "tylko" ID użytkownika z ciasteczka. Zawsze to samo ID. Z każdego adresu, z którego użytkownik wychodzi do sieci. Także poprzez Tor.
Zgadzam się, że sam adres IP nie pozwala w oczywisty sposób zidentyfikować osoby (chociaż GIODO uznał adres IP za daną osobową, bo w specyficznych okolicznościach jednak pozwala), ale jeśli dołożymy do tego ciasteczko, to identyfikacja jest znacznie prostsza. IMO to skuteczny sposób deanonimizacji użytkownika Fx (przy domyślnych ustawieniach).