Znowu zróbmy joggerową rewolucję!

24 V 2010, 02:55

Za co lubię joggera:

  • bardzo naturalna integracja z jabberem,
  • strona główna -- od siedmiu lat czytam joggera w ten sposób (właśnie do mnie dotarło, że jedynym serwisem którego używam praktycznie tak samo jest... facebook),
  • ludzie -- przychodzą, odchodzą, piszą na różne tematy; nie czytuję onetu, a i tak jestem całkiem nieźle poinformowany co się dzieje; plus zawsze mogę liczyć na czytelników mojego bloga poza tymi, którzy mnie subskrybują.

Powyższa lista wystarczyła, by w 2003 powstało coś unikatowego w polskim internecie. Jest 2010 i jogger znowu ma szansę wprowadzić rewolucję, pytanie, czy z niej skorzysta. Co by było, gdyby jogger znów stał się hubem dla pewnej części polskich blogerów? Gdyby zaoferował im miejsce spotkań i kilka rozwiązań technicznych, bez których życie staje się bardziej szare. Po kolei:

  • Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie w obecnych czasach od zera pisał własnej platformy blogowej. Jest za dużo gotowego, dojrzałego kodu, by z niego nie skorzystać. Lepiej go dostosować i skonwertować obecne dane do nowego formatu.
  • Jeśli jogger zamieni się po prostu w planetę, to umrze. Nic z listy "za co lubię joggera" nie może zostać utracone.
  • Część ludzi będzie wolała hostować blogi na swojej infrastrukturze. Czemu im nie pozwolić, jednocześnie umożliwiając uczestniczenie w joggerowej społeczności na równych prawach? Riddle ma rację, niektórzy z joggera jako platformy hostingowej po prostu wyrastają i tego nie przeskoczymy.
  • Rozwiązania wymyślone i zakodowane w ramach spełniania poprzedniego punktu należałoby zrobić w sposób koszerny po czym opublikować w ramach upstreamowych projektów. W ten sposób rodzą się nowe trendy w sieci. Bo ktoś wpadł na pomysł, zakodował w łatwo używalny sposób i teraz prawie wszyscy tego używają. Mamy szansę być taką siłą, może warto spróbować?

Kompletnie nieprzemyślana garść technicznych keywordów:

  • Konta natywne i konta zewnętrzne. Natywne to jest to, co teraz. Zewnętrzne zasysają treść do głównej ze wskazanego RSS-a, ale poza tym mają dokładnie taką samą funkcjonalność, jak natywne (głównie chodzi o komentarze, bycie zalogowanym, etc.).
  • Jogger ma taki google analytics light, czyli kawałek javascripta, którzy ludzie z zewnętrznym kontem mogą umieścić na swoim wordpressie, żeby na joggerowej głównej były "Najpopularniejsze" także dla externów.
  • Konto joggerowe jest od razu providerem openid, dzięki czemu na blogach externów też się da łatwo komentować ze swojej joggerowej tożsamości. (Nie wiem jak działa openid, może nie być to takie różowe.)
  • I/lub do poprzedniego punktu: osobne pluginy, kawałki javascriptu, czy cokolwiek innego umożliwiające (prawie) natychmiastowe powiadomienia via jabber o komentarzach umieszczonych na blogach externów.
  • Inne interesujące pomysły.

Nie sądzicie, że fajnie by było, gdyby patrys, da.killa, czy riddle mogli znowu tutaj wrócić?

Powyższe pomysły bezwstydnie zerżnięte od hoppkego i trójkąta.

Ne'erd i jego trzecie oko

05 XI 2009, 03:57

Będąc w trakcie "Diamentowego Wieku" Stephensona, wpadło mi do głowy, że to przecież Ender, ale "nowocześniejszy"/"realistyczniejszy" (nie ma takiego słowa), bo nie latający w kosmosie i walczący z ufoludkami, tylko taki żyjący na ziemi za dwa pokolenia.

Z kolei oglądając kilka godzin temu pilot V, moim pierwszym skojarzeniem było: o, Taelonowie! Drugim: whoaa, szkoda, że Da'an nie wyglądał(o) jak Inara Serra, czy ten cały V Commander (Vimperator?). No a trzecim: tiaaa, oczywiście obecnie wszyscy bohaterowie muszą być bardzo emo (jak w BSG), a wątek sensacyjny powinien być o terrorystach (jak... eee... wszędzie).

Ogólnie serial zapowiada się ciekawie i cholernie drogo. I dlatego go zdejmą po paru odcinkach. (I tak, wiem, że V to remake jak BSG, a nie zrzynka z Earth: Final Conflict).

A bajdełejem co do EFC w przypadku którego jestem akurat w środku drugiego sezonu, cały czas mi się przypomina pewna dyskusja na blogu Aleksa o wchodzeniu w umysły scenarzystów. Zabierając się do oglądania sądziłem, że odpadnę po dwóch odcinkach. I się poważnie zdziwiłem, bo pooglądałem cały jeden sezon ze sporym zainteresowaniem.

Ale przyszedł czas na sezon drugi oraz przypadkowe dogooglanie się do bloopersów na youtubie no i patrząc na Leni Parker ucharakteryzowaną na Da'ana, ale mówiącą swoim głosem i zachowującą ruchy człowieka, doznałem dosyć nieprzyjemnego dysonansu. Wtedy dotarło do mnie, że postacie obcych w tym konkretnym serialu stworzone są prawie perfekcyjnie (jak Pilot w Farscape'ie) i że większość aktorów gra przynajmniej kompetentnie, a często bardzo dobrze. Do tego wątek główny jest wystarczająco ciekawy/głęboki, że w wystarczającym stopniu rekompensuje mi sporą dozę idiotyzmów w bieżącym zachowaniu poszczególnych postaci (to się znacznie pogorszyło w drugim sezonie). I jestem nawet w stanie jakoś przełknąć, że "tajni agenci" zawsze włamują się gdzieś i obezwładniają strażników bez masek. I że nigdy nie rejestrują ich żadne kamery/nie rozpoznają później ci strażnicy. I że jeden odcinek odbył się cały w dwóch lokalizacjach i w 1/3 składał się z materiałów z wcześniejszych odcinków (yeah, zmieścimy się w budżecie na ten sezon, będzie na lepsze CGI w finalnym odcinku!). A drugi był o alternatywnej ziemi na której występowały evil twiny.

To wszystko jakoś przetrzymuję dlatego, że zawartość pojedynczych odcinków składa się do kupy w kilka głównych wątków, które jednak są głębsze, w których czuję, że scenarzysta próbuje zrobić coś ambitniejszego (i mu nawet wychodzi). I pewnie podobnie bym miał przy ponownej próbie oglądania Farscape'a (no bo sorry, ale jak można przez cztery sezony w każdym odcinku zajmować się nawalającym statkiem kosmicznym), albo Babylon 5 (parę miesięcy temu odpadłem po pilocie+pierwszym odcinku).

Ja wiem, że to może trochę naiwne, ale brakuje mi czasów (ostatnio mi różnych czasów brakuje), gdy, hmmm, łykałem daną rozrywkę w całości, bez właściwie żadnej refleksji nad sposobem jej tworzenia. Jak strzelali, to strzelali, jak gadali, to gadali, jak były efekty specjalne, to były efekty specjalne, a ja jak się nudziłem, to "serial był nudny", a nie "scenarzysta skopał ten odcinek, bo X/Y/Z". Może nie jest głupim pomysłem, żeby czytać/oglądać mniej, ale tylko te dobre rzeczy, żeby mieć bardziej "naiwny" ich odbiór? Już wystarczy, że kłuje mnie w oczy oglądanie hakerów w TV, albo słuchanie jak statki kosmiczne latają, nie muszą sobie robić większego kuku.

A tu macie bloopersy do pierwszego sezonu:

Autoskracanie wpisów

17 VI 2009, 00:16

Jak działa to autoskracanie wpisów na głównej? To próbuje robić coś mądrego, czy robi najzwyklejszy rand() dla każdego wpisu? Mam wrażenie, że to drugie.

Stare media po prostu wymrą

19 V 2009, 23:08

Jest bardzo prawdopodobne, że tradycyjne gazety po prostu powymierają. Najlepiej poradzą sobie te publikacje, za które ludzie będą skłonni płacić, głównie niszowe adresowane do profesjonalistów. Sam płacę za subskrypcję lwn-a, a gdybym był księgowym, to bym pewnie jakieś gazety podatkowe subskrybował. Poza tym -- śmierć masowa, dodatkowo przyspieszona obecnym kryzysem.

Co zamiast? To, co teraz, tylko bardziej. Globalny kryzys? Chętnie poczytam komentarze finansistów. Nowe ustawodawstwo? Najciekawsza będzie opinia ludzi bezpośrednio przez nowe prawo dotkniętych (ewentualnie jakaś meta-analiza któregoś z think-tanków). Ba, nawet bieżące przepychanki polityczne, od których nota-bene jestem kompletnie izolowany, bo nie czytam polskich źródeł informacji, byłyby pewnie ciekawsze opisywane przez, nie wiem, historyka? W żadnym z powyższych nie ma miejsca na tradycyjny zawód dziennikarza. A już na pewno nie takiego, za którego usługi byłbym skłonny płacić. Nawet przy przekazywaniu informacji ów dziennikarz nie ma czego szukać, bo, po pierwsze, w obecnych czasach jak komuś (np. kandydatowi partyjnemu) zależy na wysłaniu jakiejś informacji w eter, to i tak sam udostępnia swoje materiały w sieci, a po drugie, nie trzeba pracować w gazecie, żeby umieć posiedzieć na takiej konferencji i później spisać swoje wrażenia. Wiem, że w USA odpowiednio znani blogerzy dostają od jakiegoś czasu przepustki prasowe, nie wiem jak to u nas się rozwinęło.

Najfajniejsze w tym wszystkim będzie to, że ja w końcu będę miał dostęp do informacji, które mnie rzeczywiście mogą zainteresować, a które praktycznie nie miały szans na pojawienie się (głównie z powodów ekonomicznych) w starych mediach. Chciałbym mieć bieżący dostęp do informacji o wszystkich aktach wandalizmu i agresji (a przynajmniej tych zauważanych przez spółdzielnię i/lub docierających do straży miejskiej/policji) w mojej dzielnicy. Miło by było mieć wgląd w to, co robi i na co wydaje pieniądze moja spółdzielnia (i to taki stały, a nie raz na kwartał, jak wydadzą gazetkę z tymi informacjami). W sumie nie mam zielonego pojęcia czym się na co dzień zajmuje samorząd miasta. Ciekawym jak wygląda ilość uczniów i wolnych miejsc w okolicznych szkołach. Jak już będę miał dzieci, to pewnie bym się nie obraził o łatwy dostęp do ogłoszeń parafialnych z jego szkoły. Etc, etc.

Znowu -- praktycznie żadna z powyższych informacji nie jest na tyle ważna, żeby istniał ekonomiczny sens płacenia komukolwiek za ich zbieranie. Lokalne dzienniki starają się robić przekrój wszystkich "potencjalnie ważnych" informacji przez co 99% ich zawartości jest dla mnie kompletnie nieinteresująca (dobra, kłamię, nigdy nawet żadnego nie wrzuciłem do czytnika rss; ale co jakiś czas przeglądam papierowe wydanie i prawie niczego nie czytam!). Dodatkowo w gazecie coś musi być, więc jak nie ma niczego rzeczywiście ważnego (a zazwyczaj nie ma), to się idzie w tani sensacjonalizm, który jeszcze dodatkowo aktywnie odstrasza mnie, jako czytelnika.

Jedyna szansa, bym rzeczywiście miał łatwy dostęp do interesujących mnie informacji będzie wtedy, gdy zostanie przekroczona pewna masa krytyczna zinformatyzowania społeczeństwa. Różni ludzie mają różne zainteresowania i w różny sposób spędzają czas wolny. Ja dłubię w open source. Ktoś tam edytuje wikipedię. A mój 76-letni dziadek napisał krótką historię swojej spółdzielni mieszkaniowej, której przez wiele lat był pracownikiem, do jakiegoś jubileuszowego albumiku[1]. Tacy ludzie istnieją i uważam za bardzo prawdopodobne, że będą się w coraz większych ilościach brali za tego typu zajęcia. Zwłaszcza, że jest to potencjalnie bardzo miłe, jeśli piszesz nie do grupy ludzi rozproszonych po całym kraju, tylko właściwie bezpośrednio do własnej społeczności, do ludzi, którzy mogą cię dzięki temu rozpoznać na ulicy[2].

[1] Ciekawym, czy ją gdzieś opublikowali w sieci. Pewnie nie, bo jeszcze nie myślą tymi kategoriami.

[2] Eh, zamarzyła mi się redukcja typowej dla miast anonimowości mieszkańców, a wszystko dzięki rozwojowi internetu.

Nie mogę się już doczekać tego braku wymuszonego sensjacjonalizmu (jak nie ma o czym pisać, to nie piszesz; nikt ci za to przecież nie płaci). Fakt faktem tego typu odbiór informacji jest znacznie trudniejszy, niż przeczytanie gazety. Kto wie, może tradycyjne media przetrwają właśnie jako agregatory wiadomości dla ludzi zbyt pogubionych w sieci, by potrafili je sobie samemu znaleźć? Tym bardziej nie będą owe tradycyjne media tak ważne, jak teraz. I jeszcze nudniejsze.

Jedna rzecz mnie wszak zastanawia. Mam niejasne przeczucie, że coś takiego byłoby znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia w mieście małym, a nie dużym. W dużej metropolii tego typu inicjatywy byłyby zbyt rozproszone, zbyt trudno byłoby się do nich dostać. W Opolu zajęcie się sprawami jednej spółdzielni to jest parędziesiąt procent całego miasta. W takiej Warszawie klosz anonimowości może być nie do rozbicia.

Redditowiec o upadku mediów

17 I 2009, 02:46

Nie udało mi się wymyślić mniej patetycznego tytułu.

Ostatnio czytając w Tygodniku Powszechnym [1] artykuł o kryzysie mediów tekstowych (i nie chodzi mi o telegazetę), zacząłem się zastanawiać... Tradycyjne papierowe wydawnictwa są w odwrocie, bo ludzie się przerzucają na internet. Jest globalna recesja, więc rynek reklam dostanie po dupie tak czy siak, do tego jest całkiem niewykluczone, że nastąpi znaczny spadek wartości reklam internetowych (to jest młody rynek, więc pewnie znacznie przeceniany). Sposób czytania w internecie jest drastycznie różny od sposobu czytania gazet, więc i odbiór reklam pewnie jest inny. Gazety tradycyjnie czytało się od deski do deski, więc też sukcesywnie przedzierało się przez reklamy (trudno w ogóle nie zauważyć dwustronnicowej reklamy, skoro się te strony przekłada po kolei), podczas gdy na stronie www z definicji masz idiotyczne ilości szumu (logo na górze, dupne menu nawigacyjne z boku, w cholerę odnośników), więc nawet jeśli tam jakieś reklamy są powsadzane, to się gubią. A ludzie są nauczeni szybko skupiać uwagę tylko na interesującym fragmencie całości, z pominięciem większości zawartości (ba, strona jest źle zaprojektowana, jeśli nie jest natychmiast oczywiste co jest zasadniczą treścią; wyobrażacie sobie menu nawigacyjne na 70% szerokości i treść na 30%?)

[1] Moja dzienna dawka czytadeł jest jednak wybitnie monotematyczna, więc mnie ciągnie do czegoś innego. Będąc w Empiku wpadłem na pomysł, że ciekawe powinno być poczytanie czegoś pisanego przez ludzi o innych uwarunkowaniach kulturowych i o innej mentalności, bo wtedy mam zabawę z próbą zrozumienia skąd się bierze takie, a nie inne spojrzenie na świat. Różne ładne chrześcijańskie magazyny były ładne, ale (a) drogie, (b) nie miałem pojęcia który wybrać i (c) chciałem to czytać przy jedzeniu, więc format zwykłej papierowej gazety był najwygodniejszy.

Do tego jeszcze zacząłem się zastanawiać nad własnym sposobem korzystania z internetu. Nie wiem jak on się ma do ogólnych trendów, ale... Po pierwsze używam adblocka, więc reklam nie widuję praktycznie w ogóle. Po drugie nie czytam niczego, co choćby w najmniejszym stopniu przypominałoby tradycyjną gazetę. Jedyne, co ląduje w mojej przeglądarce, a nie jest "amatorskim" blogiem (nie czytam blogów, których autorzy utrzymują się z pisania bloga), to lwn.net (zawodowo) i reddit.com (wszystko inno). Ok, to pierwsze to jakby tradycyjny 'serwis' newsowy, natomiast cała reszta, to albo blogi, albo to, do czego mogę dostać się z reddita.

Jeśli mój sposób korzystania z netu (już pal licho adblock) jest skorelowany z ogólnymi trendami, to ja tu praktycznie nie widzę możliwości utrzymywania się z pisania czegokolwiek tradycyjnie dziennikarskiego. LWN jest częściowo płatny i ja mam takie płatne konto, ale to jest inwestycja czysto zawodowa -- będę za taki dostęp płacił, bo są mi te informacje przydatne w pracy. I tego typu publikacje raczej powinny przeżyć (Gazeta Prawna anyone?), bo mają konkretną niszę, a ta nisza ma dobrą motywację, żeby wydawać pieniądze. Autorzy z kolei w większości pisaniem tylko dorabiają, bo gazeta z poradami zawodowymi pisanymi przez ludzi nie mających z danym zawodem wiele wspólnego, raczej długo nie przeżyje. Ale taki New York Times?

Tego typu duże publikacje mają to do siebie, że jednak produkują sporo wartościowego kontentu (są pozytywnie ukontentowane :), więc i w miarę regularnie trafiają na takiego reddita. Ale co z tego? Przecież z ekonomicznego punktu widzenia to są jakieś okruszki. Ni jak się taki NYT nie utrzyma przy życiu (afaik już jest w tarapatach finansowych), jeśli głównie będzie mógł liczyć na tego typu serwisy społecznościowe oraz okazjonalne większe ilości wejść, bo akurat coś ważnego się w kraju dzieje. Nawet jeśli różne diggi to trwały trend i większość ludzi będzie w ten sposób korzystać z internetu, to i tak szczerze wątpię, żeby to się opłacało w taki sam sposób, w jaki opłacało się w erze analogowej. A nawet jeśli ludzie będą z netu korzystać jeszcze inaczej, to takie gazety i tak powymierają.

A jaka jest alternatywa? Wyobrażacie sobie, że będę płacił za dostęp do NYT (albo onetu :), żeby sobie raz na jakiś czas przeczytać jeden artykuł? Bo ja jakoś średnio. A jeśli już nawet miałbym płacić za np. artykuły na tematy polityczne, to na pewno nie te zajmujące się bieżącym pieprzeniem politycznym, ale takie, które mi z tego całego szumu wyciągną tylko rzeczy istotne z punktu widzenia ekonomicznego/społecznego, czy jakiegoś tam (a co za tym idzie pisane przez ekonomistę, albo socjologa, który mi wytłumaczy na jakiej podstawie twierdzi to co twierdzi, a nie dziennikarza, który może co najwyżej przedstawić opinie kilku specjalistów). No taki Economist po polsku, tylko bez wypełniaczy.

Ale, co ja się tam, nastanie mad max i wszyscy umrzemy. A na poważnie -- pałętają mi się po głowie jakieś wybitnie zwariowane potencjalne rozwiązania, ale żadne nie jest dla mnie samego na tyle przekonujące, żeby kogokolwiek innego męczyć opisem. Mam niejasne przeczucie, że skończy się to wszystko jakimś gigantycznym stopieniem się mediów/providerów kontentu, gdzie w ramach jednej opłaty uzyskam dostęp do gigantycznego zestawu pisanych przez profesjonalistów artykułów. Innymi słowy, że do 90% pisanego za mamonę kontentu, do jakiego będę mógł znaleźć linki na reddicie, będę mógł otrzymać dostęp płacąc jakiś abonament może trzem różnym firmom.

Albo wreszcie będzie praktyczny micropayment.

Blip z linkami do rzeczy, które czytam

30 III 2008, 23:00

Dużo czytam, czasami zdarza mi się przeczytać coś na tyle dobrego, że chciałbym się później móc do tego łatwo odwoływać. Dłuższy czas temu marudziłem, że rozwiązaniem byłaby odpowiednia funkcjonalność przeglądarek, ale raz -- pewnie się nie doczekam zbyt szybko i dwa -- mógłbym z tego korzystać tylko ja.

Rzeczy typu delicious jakoś mi nigdy nie odpowiadały, za to ostatnio przeglądając listę top blipowiczów stwierdziłem, że sporo osób rozpoznaję na okazję ich prawie już opuszczonych blogów (*hint* *hint*). Nie porzucę joggerusia jak ci zdrajcy, szubrawcy, cykliści i komuchy, ale blipa wykorzystam do przechowywania swoich co ciekawszych linków.

Voila. Nie powinno tam się pojawiać zbyt dużo wpisów, ponieważ mimo, że czytam dużo, to czasami kilka dni z rzędu nie trafiam na coś rzeczywiście wartego uwagi. Będę też musiał tam kiedyś powrzucać linki trzymane gdzieś w zakamarkach pamięci i dysku. I żeby nie było: tylko nie tak znowu duża część linków będzie dotyczyła IT.

Jedyny mankament to limit 160-ciu znaków, który mnie strasznie wkurzył, ale w sumie teraz go doceniam. Przynajmniej nie mogę się rozpisywać. Za to niestety w skład tego limitu wchodzą także same URL-e, ale ktoś podpięty pod blipowe bugreporty mi napisał, że nad wyeliminowaniem tego problemu już pracują.

Ja chcę do top150 (*hint* *hint*).

Coś się kończy, coś się zaczyna

21 I 2008, 16:43

Ostatni wpis Riddle'a, a zwłaszcza komentarz nbw do niego.

Podstawowy problem z byciem dorosłym -- tylko ty odpowiadasz za to, jak będzie wyglądało twoje życie. Obierz sobie cel i dąż do niego. Kompromisy? Sentymenty? Kuszące, ale przeszkadza świadomość, że za jakiś czas za nie zapłacimy.

Ja zacząłem pisać w ramach eksperymentu. Spodobało się, ludzie mnie czytali, więc pisałem dalej. Z wiekiem zmieniała mi się perspektywa. Zacząłem coraz bardziej cenić swój czas, a przez to i czas swoich czytelników. Nie rozpisywać się za bardzo. Nie pisać o pierdołach. Skupiać się na tematach ciekawych, ważnych.

Żadne nie są ważne. Przywilejem młodego wieku jest brak świadomości szerszego kontekstu. Można pisać co tylko ślina na język przyniesie -- nie ma się świadomości, że to wszystko odgrzewane kotlety, wszyscy już to wszystko wiedzą. Ale ambicja rośnie. Człowiek chciałby pisać o czymś, na czym inni się nie znają. Coś wnieść w sumę wiedzy.

Ale jak? Do tego trzeba wiedzy, lat doświadczenia, dużej ilości pracy, by to doświadczenie zdobyć. Na dodatek trzeba pisać po angielsku i nie w formie blogowej. Sam nie czytuję polskich blogów (czy serwisów niusowych) w poszukiwaniu nowej wiedzy, bo jej tam po prostu nie ma. Nie mam więc złudzeń odnośnie własnej pisaniny.

Więc co zostaje? Pisanie co tylko przyjdzie do głowy. Jupi, miliardowy blog o życiu jego autora...

Czas leci, wszystko idzie do przodu. Tak patrzę na listę czytanych przeze mnie joggerowych blogów sprzed paru lat i na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które jeszcze istnieją. Ostatni gasi światło?

Matka Polka informatyczna

23 VI 2007, 01:54

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Albo Polka podsyłająca jakieś patche (z kodem; żeby było technicznie, a nie dokumentacyjnie/organizacyjnie/jakkolwiekinaczej) do projektów opensource, albo chociaż blogująca na jakieś w miarę zaawansowane tematy techniczne (tzn. jaki kawałek oprogramowania się zainstalowało w danym tygodniu odpada, chyba, że to jest coś bardziej zaawansowanego serwerowego).

Wymagania dodatkowe -- nie siedząca za granicą (bo mnie się o polskie komjuniti rozchodzi; Rutkowska, czy jak jej tam było, się nie liczy, bo ona to raczej taka zagramaniczna w tym momencie jest).

Widział ktoś?

Jak ja nie cierpię gadać o joggerze

06 VI 2007, 02:07

Nie, nie będzie moderacji na głównej joggera i nie, nie będzie oficjalnego zestawu nakazów i zakazów kiedy można publikować z poziomem zero. Jeśli będzie to pierwsze, to się bardzo wkurwię, jeśli będą te drugie, to będę je z całą sumiennością olewał.

Przyjmuję do wiadomości, że wszyscy ci nowi ludzie, którzy blogują tu od jakiegoś czasu, też mają, hmm, prawa. Ale wy z kolei przyjmijcie do wiadomości, że moim prawem jest prawo do braku różnych dziwnych rewolucji. Sparrow chyba to rozumie i dlatego techblog został zrobiony tak, że jak ktoś nie chce, to nie musi w ogóle pamiętać o jego istnieniu (jako i ja w znacznej mierze czynię).

Garść sugestii -- "magnesem" joggera nigdy nie były konkretne posty. To nie digg. Magnesem było community. A community to ludzie. Jeśli zechcecie ingerować komukolwiek w zawartość pojedynczych postów, bądź w sposób dostęp do postów innych, to ci ludzie się zaczną wkurwiać. Vide pierwszy akapit. Istnieje już system o takich założeniach -- nazywa się jabba.pl. I jest kopalnią wiedzy o tym, dlaczego to jest bardzo bardzo głupi pomysł.

Jeśli ktoś chce mieć po prostu wybór ciekawych tekstów, to niech używa wykopu. Natomiast ci, którzy chcą, by jogger się rozwijał, muszą pamiętać, że to ciekawi ludzie przyciągają innych ciekawych ludzi. Co z kolei oznacza, że promowanie joggera to tak naprawdę promowanie joggerowiczów. Ale których konkretnie? Hint: subskrypcje mówią którzy joggerowicze uważają których joggerowiczów za wartych czytania. (Subskrypcje i/lub inne formy statystyk. Szczegóły techniczne mnie tu zasadniczo nie interesują.)

Tak, jest nieuniknione, że główna coraz mniej będzie przypominała dawną główną. Po prostu więcej ludzi oznacza więcej hałasu. Wystarczy jednak ograniczyć główną do jakiegoś podzbioru najpopularniejszych blogów (w procentach, liczbach bezwzględnych, czy czymśtam; znowu -- szczegóły techniczne) i nagle robi się przyjemniej dla stałych bywalców, bardziej reprezentatywnie dla przypadkowych gości, a mimo to niczego się na nikim nie wymusza, ani nie daje się jakiejś grupie prawa bycia strażnikami moralności, poczytności, czy czego tam jeszcze, w odniesieniu do cudzych postów.

(Oczywiście dla joggerowiczów ów "próg widzialności" musi być konfigurowalny, inaczej czytaj wcześniej o wymuszaniu na mnie rewolucji. No i na miłość boską, dajcie blacklistę, żebym nie musiał oglądać co nudniejszych grafomanów.)

Moja sugestia jest taka -- zamiast produkować setki komentarzy, usiądźcie na chwilę, wymyślcie konkretne rozwiązania (które biorą pod uwagę racje wszystkich stron, włączając w to "niewkurwianie mmazura"), pogadajcie ze sparrowem odnośnie szczegółów technicznych i czy w ogóle byłby skłonny to zaimplementować, to może coś z tego będzie. A nawet jeśli nie, to przynajmniej będziecie robić mniejszy przeciąg.

Seks, nagie kobiety, gorion, wstaw popularny keyword

22 V 2007, 15:31

-- Czy ten "log" jest prawdziwy (czy to była prawdziwa rozmowa z Tobą): http://platyna.platinum.linux.pl/gorion/gorion-viedzma.txt ?

-- Ten log jak i cała reszta logów jest wytworem wyobraźni kilku mało ambitnych osób, które chciały sobie zrobić kosztem mojej osoby reklamę.

Źródło.

Kłamać? Tak publicznie? Gdy większość osób już się tematem znudziła i bez powodu by se pewnie o nim nie przypominali? Nie rozumiem tej manii do zakopywania się głębiej i głębiej.

Odnośniki z for w webstatsach joggerowych

13 V 2007, 17:05

A, właśnie, przy okazji poprzedniej notki mi się przypomniało -- jogger ma od jakiegoś czasu webalizer, niestety ten webalizer przy pokazywaniu refererów ignoruje parametry GETów, więc jeśli ktoś wchodzi do mnie na przykład z forum opartego o phpbb, to ja tylko widzę adresforum/viewtopic.php, ale już co to za topic, to nie jestem w stanie stwierdzić. I to nie tylko z forami mam ten problem, także z innych stron tego typu do mnie wchodzą.

Sparrow, dałoby się to poprawić?

Facebox incident aftermath

07 V 2007, 03:11

Interesting. It seems that there's some kind of an "edit war" going on over at the English Wikipedia regarding the Netlog entry. Netlog, as some people might now, is the social site known as Facebox, after having experienced some heavy rebranding a few weeks ago.

At the moment of writing, the disputed section reads as follows:

In early 2007 when registering to Facebox one was asked to provide the GMail login and password. Then Facebox downloaded the address book of the newly registered user and used it without any warning to send out invitations to all GMail's contacts, including mailing lists, and resending the invitation once a week until the victim reacted to it[3].

As a result of that policy the google search for the keyword facebox resulted in more than numerous links warning users against registering in the service[4]. It has been suggested in the blogosphere[5] that this situation was the direct reason for the rebranding on the service: Facebox became Netlog.com on April 25th, 2007.

First, for some facts. It is true, that Facebox abused the email accounts of some people subscribed to it. In early April I have suddenly received a couple of invitations from a friend of mine. Each was sent to a different email address (all of which were mine). Scratching my head for a second, I've IRCed about it only to find out, that most of the people I know got varying amounts of those invitations (the president of the Polish Linux User Group bragged about receiving as much as six invitations from a single person). Additionally, from a series of blog posts and email messages, I've learned that more people got affected by this. (One post (in English) from this guy, another from this guy, yet another from this guy, and last one from this guy.)

So, concerning the wikipedia entry in it's current form -- it should be noted, that the only reports thus far were from Poles (a limited test gone awry?). Additionally, if you want to know my opinion, the "has been suggested in the blogosphere" implication is too far fetched and should be removed. I don't think one person's entry (as cited), written in a language unknown to most readers of that wikipedia article, and without even a hint of having any insiders knowledge about the decision to rebrand, should be enough to warrant such a mention.

Other then that, the mention of the incident itself is appropriate, simply because it did happen and can probably be considered a major screwup on Facebox/Netlog's part. And if somebody's motivated enough, it'd be quite easy to collect at least half a dozen very credible reports of this, both from people that got spammed, and those in whose names the spamming was being done.

(And I'll bet Netlog's just dying for a major tech blog or news site to pick this story up and investigate a bit. I'm sure they'd start getting tons of new subscribers afterwards. :)

O nowym joggerze

03 V 2007, 14:49

1. Jak pierwszy raz zobaczyłem te wielkie ikonki na głównej, to żem aż normalnie zakrzyknął z trwogi. Że na głos znaczy się. Na szczęście da się to wyłączyć.

2. Wygląda nieźle. W sumie nie mam się specjalnie do czego przyczepić.

3. Albo to moje subiektywne wrażenie, albo panel administracyjny strasznie zwolnił. W sensie -- te strony się bardzo wolno wgrywają.

4. Od kiedy jogger ma webalizera?

5. Czy istnieją jakieś oficjalnie pobłogosławione przez sparrowa zasady publikowania na techblogu? I nie, jeśli chciałbyś mi przedstawić swoją własną teorię na temat tego, czym miałby być techblog, to nie jestem zainteresowany. Albo oficjalne (as in z błogosławieństwem sparrowa) reguły, albo żadne.

Bosz

02 IV 2007, 01:11

Co to kurwa jest? Przez cały dzień dwóch idiotów cośtam się pluje w te i nazad, ku uciesze tłumów.

Gdzieśtam się plącze sparrow wyjaśniając na wstępie, że to na poważnie jest.

Po czym ogłasza, że to wcale nie jest na poważnie i to taki 'żart' był.

A idioci nadal się cośtam pultają i w sumie wychodzi na to, że część była na poważnie, a część nie.

Co to w ogóle kurwa jest?

Jeśli tak mają wyglądać 'żarty prima aprilisowe', to ja mam sugestię. Za rok sobie żarty podarujcie. Bo wam one ni chuja nie wychodzą.

Czytam twojego bloga

31 III 2007, 14:31

Czytam twojego bloga.

Zostałem powyższą kwestią poczęstowany na pingwinariach przez osobę mi nieznaną, która właśnie usłyszała jak się nazywam oraz dodatkowo wczoraj przez znajomą, podczas publicznego wieczornego multichata przy grillu.

I jest z tym stwierdzeniem pewien problem, zwłaszcza, jeśli ktoś go próbuje użyć na początku znajomości. No więc -- a co ja mam niby na nie odpowiedzieć? Jeśli odwołasz się do jakiegoś konkretnego tematu, czy coś, no to wtedy ok, powiedzmy, że mogę coś dopowiedzieć (zakładając, że pamiętam co miałem wtedy na myśli), rozwinąć, etc. Normalna konwersacja. Ale samo 'czytam twojego bloga' nie daje mi tutaj żadnego punktu zaczepienia. Jedyną reakcją z mojej strony może być w tym momencie rzucenie jakiejś anegdoty na temat blogowania, tyle tylko, że mój blog nie jest o pisaniu blogów, więc samym procesem blogowania interesuję się marginalnie i takowych ciekawostek po prostu nie znam. A jaką mam niby alternatywę? Spytać się 'no i jak ci się podoba'? Nawet nie będę tłumaczył z jak wielu powodów jest to idiotyczne pytanie. To może mam wybrać na chybił trafił jakiś wpis przez siebie wyprodukowany i zacząć się produkować na jego temat? Też odpada.

Takie stwierdzenie się po prostu nie nadaje do wstawienia go do rozmowy (o ile nie następują po nim jakieś konkretne pytania), chyba, że celem stwierdzającego jest tej rozmowy przyblokowanie. Już nie wspominając o tym, że jeśli nagle jakiś dwulicowiec wskaże na mnie palcem przy dużej grupie ludzi i zakrzyknie szydercze 'on pisze bloga', to ja od razu jestem w defensywie, bo skoro piszę bloga, to znaczy, że uważam, iż to, co chcę powiedzieć, jest na tyle ważne, by to publikować publicznie (hyhyhy), zamiast wysyłać bezpośrednio do osób zainteresowanych. I co ja mam niby teraz zrobić? Chwalić się ilością czytelników? A może opowiadać jacy to blogerzy (czyli ja też) będą ważni od teraz w kształtowaniu świata! Czy też założyć, że właśnie znalazłem nowe ofiary do zamęczania ich moimi wielce interesującymi przemyśleniami i zacząć streszczać jakiś wpis, do wyboru, taki z dużą ilością odwołań do mojego życia osobistego, bo skoro już i tak jestem narcyz, to mogę być i ekshibicjonista, albo jakiś techniczny, żeby było, że jestem nudziarz.

Podsumowując -- jeśli rzeczywiście czytasz mojego bloga, to najprawdopodobniej jesteś w stanie zadać jakieś interesujące pytanie, albo coś ciekawego powiedzieć. Natomiast wspominanie o nim przy obcych ludziach jest bez sensu ponieważ z założenia blog jest dla tych, którzy znaleźli w nim coś ciekawego, a przypadkową zbieraninę osób jego zawartość może co najwyżej zanudzić przy okazji robiąc z autora nadętego dupka.

A teraz niech mnie ktoś przytuli.

Pięć głupot

28 II 2007, 01:07

Źródło.

Oj, wyszło przydługawe. Ale może przynajmniej ciekawsze, niż pisanie o tym kiedy dostałem swoją pierwszą amigę i ile miała ramu :)

  1. (Od bardzo dawna nieczynna) Galeria Osobliwości Joggera to mój pomysł. O ile mnie pamięć nie myli z nazwą włącznie. Wykonanie natomiast jest moich znajomych, ponieważ, hmm, mam bardzo bardzo dużą awersję do pisania takich rzeczy. Nie mam natomiast nic przeciwko czytaniu ich od czasu do czasu dla rozrywki. Tak, jestem hipokrytą. Mam certyfikat.

  2. Jak miałem lat cztery, zabrałem (podobno mocno ciapowatego, acz co tam dorośli mogą wiedzieć) kolegę i uciekliśmy z przedszkola. Poszliśmy do niego do domu (mieszkał w bloku niedaleko), ale nikogo nie było. Pogadaliśmy chwilę z sąsiadką i poszliśmy sobie dalej. Nie, nie zainteresowała się nami za bardzo.

    Wybyliśmy więc w (chyba; z oczywistych względów nie pamiętam swojego toku myślowego) losowym kierunku. Po drodze zaczepiła nas jakaś starsza pani czemu się pałętamy sami. Wyłgałem się, że nasi rodzice są trochę przed nami, właśnie ich gonimy. W sumie trudno się dziwić, że nie przejrzała blefu.

    Nasza podróż skończyła się +/- 5km dalej w przez przypadek natrafionej pracy mojej babci. Babcia się z oczywistych względów z leksza zdziwiła odwiedzinami kompletnie wyczerpanego wnuka wraz z kolegą w podobnym stanie. Zadzwoniła do (pracującej niedaleko) mojej matki, która to z kolei zadzwoniła do przedszkola, że za niedługo przyjedzie odebrać swoje dziecko. Ot dla funu.

    (Dla opolan -- odtworzona najbardziej prawdopodobna marszruta -- z mniej więcej środka starego zwmu, przez dworzec opole wschód na oleskiej, w górę aż do rynku i dalej mostem na wyspę, skręt w lewo, dojście do następnego mostku, przejście przez niego i wylądowanie na krakowskiej przy filharmonii.)

  3. Nie pisałem egzaminów wejściowych do liceum. W siódmej klasie podstawówki zająłem bodajże czwarte miejsce na szczeblu wojewódzkim w olimpiadzie z języka angielskiego. (Oczywiście w klasie ósmej nie udało mi się zakwalifikować do ścisłego finału i w ogólnej klasyfikacji byłem gdzieś dalej.) Dostałem dzięki temu fajny papierek, dający mi wolny wstęp do dowolnie wybranego liceum. Oznaczał on też, że w ósmej klasie naukę mogłem spokojnie olać, bo i tak mi do niczego nie była potrzebna (co też robiłem). Wybrałem II LO w Opolu, w rankingach bodajże najlepsze w województwie. Z moimi ocenami i stanem wiedzy bez tego papierka nigdy bym się tam nie dostał.

    Odrobiłem to z nawiązką pisząc dwa razy maturę. Tak, to było wtedy, jak w opolskiem wyciekły tematy. I rzeczywiście miałem te tematy wcześniej. Nie żebym był w stanie je odróżnić od innych 'pewniaków'. Wedle zeznań mojej wychowawczyni (jednocześnie matematyczki) za drugim podejściem napisałem lepiej.

    Ciekawostka -- miałem najwyższą ilość punktów na mojej polibudzie w JakiśPrzymiotnikowej Olimpiadzie Języka Angielskiego Wyższych Szkół Technicznych. Finał jest w w maju w Poznaniu. Leczę kompleksy z młodości. W liceum nigdy mi się nie udało niczego wywalczyć na tych olimpiadach.

  4. Parę dni temu podczas kol... erm... posiłku (w miejscu publicznym, bez świec) z koleżanką mój mózg zaserwował mi poważną awarię, która zaskutkowała chlapnięciem czegoś, czego żaden facet nie powinien nigdy chlapnąć w kierunku kobiety.

    Zapewne widzieliście już takie sceny na filmach. Przez jakąś sekundę oboje przetwarzają co zostało powiedziane, a po chwili on wydaje z siebie jęk zazwyczaj wydawany przez facetów przed wykastrowaniem, po czym robi się o taki malutki. Ona natomiast ma sporo opcji do wyboru, na przykład może przywdziać jego skalp jedzoną przez siebie miską czegoś włoskiego.

    Obyło się bez ekscesów kulinarnych i zbyt dużych ilości decybeli, acz wieczór skończył się był niedługo później.

  5. Deweloperem PLD zostałem, hmm, prawie równo pięć lat temu (kurna, przegapiłem rocznicę, była dwa tygodnie temu). Miałem wtedy lat szesnaście. Było to dwa i pół miesiąca po tym, jak założyli mi stały internet i jakieś dwa miesiące po tym, jak zainstalowałem na swoim komputerze Linuksa (akurat w postaci PLD) i zacząłem go używać jako podstawowego systemu, zamiast Windowsa [1].

    Gdy używam tej informacji do podrywania kobiet, to zawsze wspominam o swojej wybitnej inteligencji i wręcz fenomenalnych zdolnościach uczenia się. W rzeczywistości parę dni przed zgłoszeniem chęci zostania deweloperem zacząłem pisać PLD Traffic, więc osoba przyznająca wtedy konta, czyli Sergiusz Pawłowicz (ten od ZUS-u), nie robiła żadnych problemów i dała mi uprawnienia od ręki (pewnie liczył na to, że będę go łagodniej traktował w trafficach :).

    [1] (Ponieważ od razu wklikałem sobie KDE i zacząłem używać KMaila, co czynię do dnia dzisiejszego, mam wszystkie maile począwszy od tego okresu (starsze też mam, ale jako zip file z The Batowskich plików, więc pewnie teraz niczym bym tego nie otworzył). I właśnie na nie patrzę, żeby poprawnie podać powyższe daty.)

W sumie nie mam w kogo strzelić. Z mojego czytnika właściwie wszyscy polskojęzyczni już zostali trafieni (a jak nie zostali, to mają nick mimas, i o tu mi kaktus wyrośnie, jak napiszą coś takiego :).

Update. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy postanowiła przekazać strzała dla ravbakera. Tradycji stało się przynajmniej w jednej piątej za dość.

Next big thing in browsers

13 II 2007, 23:52

(You can be my valentine if you write something like this :)

Some fire... make that konqueror (I rarely use firefox) plugin that indexes (the same way google does) all of the sites I visit and allows me to do google-like searches for specific keywords, phrases and such. I'll bet the chronic bloggers would die for something like this. I would too. With the amount of material I'm reading online every day it's impossible for me to be able to find a piece I might need for whatever reason (something as simple as a quote or a link to the full article). And it's really irritating.

Dunno if current computers have enough cpu power to make this feasible without actually resorting to google. I really hope so, since the last thing I'm willing to do is give google full logs of where I've been, what I've read and how easy it is to blackmail me with those furry sites. YMMV though.

Lider z ideą

14 I 2007, 15:02

Istnieje pewna bardzo dobra zasada mówiąca, że jeśli masz być częścią projektu kogoś, z jakąś ideą, to zapisuj się tylko i wyłącznie wtedy, jeśli ów człek zapewni ci pełną swobodę działania, a swoją ideę będzie realizował dopiero na bazie twojej pracy. Tzn. żeby ingerencja w twój "naturalny" tok postępowania w celu realizowania Idei, była jak najmniejsza.

Jest to generalnie charakterystyka dobrego menedżera, że najpierw stara się zrozumieć jak działa to, czym ma zarządzać, później określa co by chciał zrealizować, a na końcu wymyśla taki plan, żeby osiągnąć maksymalnie dużo z tego, co osiągnąć chce, jednocześnie w jak najmniejszy sposób ingerując w zasady już wypracowane w ramach organizacji przez pracowników (oczywiście te zasady, które się sprawdzają).

Sytuację tego typu mam obecnie w pracy. I dopiero teraz jestem w stanie docenić wiedzę i doświadczenie, jakie dało mi obserwowanie różnych projektów open source oraz uczestniczenie (na różnych poziomach zaangażowania) w pld. Jestem też w stanie docenić jak dużo mogą dać ludziom rzeczy typu radio studenckie, czy jakiekolwiek inne projekty robione w grupie.

I jako ciekawostka. Oto projekt człowieka, który jednak nie do końca rozumie jak osiągnąć to, co chciałby osiągnąć.

Bo to refleks trzeba mieć

12 I 2007, 08:38

Za każdym razem, jak napiszę kawałek wyrażający opinię o jakiś konkretnych ludziach, to kończy się na tym, że 5 minut po kliknięciu 'wyślij' mnie nachodzą wątpliwości, że może nie powinienem był tego pisać.

No ale wtedy jest za późno, nie chcę się bawić w kombinacje, więc tekst zostaje jaki był.

Ale nie dziś ze względu na strasznie dziwną porę, więc zdążyłem wpis wywalić na jakiś kosmiczny poziom zanim ilość wejść przekroczyła może piętnaście :)

Nie wiem, przeczytam go za kilka dni i wtedy zdecyduję. Acz odruch nie odzywania się konkretnie na temat różnych ludzi mam silny. Nie wiem dlaczego.

Chociaż z drugiej strony...

Most from as can communicate (better odr worse) not only polish language

06 I 2007, 15:40

Nie orientuję się, czy sparrow jeszcze żyje, czy już nie żyje, czy ktoś poza nim ma dostęp do kodu joggera i w ogóle jak to teraz jest z tym joggerem, ale potrzebowałbym paru rzeczy.

Otóż idea trzymania osobnej anglojęzycznej strony pod mmazur.name była zapewne szczytna, acz zasadniczo rzecz biorąc z góry skazana na niepowodzenie. Ledwo mam czas tutaj coś wrzucać, o drugim blogu nie wspominając. Więc najprawdopodobniej skończy się na tym, że skorzystam z opcji podpinania joga pod zewnętrzną domenę i sobie go tam przepnę.

Rzecz w tym, że nadal potrzebna mi jest możliwość publikowania także po angielsku (vide ostatni wpis). W związku z tym kilka feature requestów (te z najwyższym priorytetem na początku):

Najważniejsza rzecz -- rssy tylko dla konkretnej kategorii. Bez całej reszty jestem w stanie się w zasadzie obejść, natomiast to jest dla mnie najważniejsze. Bez tego nie jestem w stanie ani wsadzić bloga na jakiekolwiek zagramaniczne planety, ani żaden zagramaniczniak nie ma specjalnie jak sobie go dodać do rssów.

Trochę mniej ważna -- wykrywanie języka i dwujęzyczny interfejs. Najwygodniej chyba byłoby po prostu, gdyby dało się w szablonach robić warunkowe wpisy, zależnie od języka w jakim przedstawiła się przeglądarka. To nie jest w sumie takie ważne, bo mogę się bez tego obejść po prostu zmieniając trochę napisy na blogu, acz było by miło.

No i już jakby się komuś kompletnie nudziło -- przy rssach możliwość definiowania więcej jak jednej kategorii. Np. 'rss/pld+english' dla angielskiej planety pld, a 'rss/pld-english' dla polskiej.

Kto się podejmie? :)

UPDATE: problem z dwujęzycznością rozwiązany. Po prostu zamieniłem teksty na łacinę, więc powinno być zrozumiałe dla wszystkich. Gdyby ktoś miał jakiegoś znającego łacinę znajomego, to byłbym wdzięczny za zasugerowanie poprawnych form poszczególnych zwrotów, bo moja łacina jest czysto słownikowa, więc czy to czasownik, rzeczownik, czy liczba pojedyncza, czy mnoga, mi wsio rawno.

A, właśnie, jeśli ktoś się zastanawiał skąd się wzięło zdanie w temacie wpisu, to sugeruję zaglądnąć tu.

Kolejnych kilka uwag odnośnie pisania

01 IX 2006, 02:33

Primo, jednak pisanie w kawałkach wymiata. Gdybym chciał napisać to wszystko, co bym chciał napisać, w jednym dużym kawałku, to by mi wyszedł jeden wielki nieczytelny blob, bo po czwartej godzinie pisania miałbym już wszystkiego serdecznie dość. Nie wspominając o tym, że jeśli uważam, że któryś kawałek jest jakiś taki przynudnawy, to jednak jest on krótki, więc czytelnik jakoś przeżyje.

Właśnie -- krótki. Stwierdziłem, że nałożę sobie ograniczenia objętościowe, gdzieś 4kb tekstu. W momencie w którym doszedłem do 8kb, zacząłem wycinać rzeczy, które nie były bezpośrednio związane z tytułem fragmentu, lub które były na tyle długie, że w sumie mogłyby mieć osobny fragment (w sumie zszedłem do 5kb). Oczywiście zostały one odłożone na półkę, z przeznaczeniem na kolejne części. Cóż to była za heroiczna walka, władca pierścieni normalnie wysiada!

Przez jakiś czas popełniałem wpisy, że nikt nie miał zielonego pojęcia o czym ja właściwie piszę. Wynikało to z tego, że nie chciałem (a czasami nie mogłem) odnieść się konkretnie do tego, co dane przemyślenie zainspirowało. Z jakiś niewiadomych przyczyn uważałem, że czytelnik lepiej zareaguje na rzucanie ogólników, niż na jakieś niby błahe odniesienia do rzeczywistości. Oczywiście czysta głupota. Jeśli o czymś powiedziała mi babcia, albo doszedłem do tego patrząc na srające w parku psy, to jak najbardziej powinienem o tym napisać! Hmmm. No, dobra, może niekoniecznie, ale rozumiecie o co mi chodzi.

Przy czym jest tu małe ale -- trzymanie się ogólników skraca tekst. Gdy zaczynam wchodzić w jakieś odniesienia i opisywać konkretne sytuacje, on się wydłuża (vide bodajże trzy czy cztery akapity potencjalnych problemów w pracy, w poprzednim tekście; żeby nie było -- w 90% wyjętych z mojego życia). Nie mówię, że boję się długich tekstów -- tak nie jest, w teorii to nie ma być rozrywka, więc jeśli ktoś chce coś konkretnego przekazać, to nie może wycinać zdań w nieskończoność.

W rzeczywistości jednak 99% opisywanych problemów jest błahych. Więc jeśli widzę krótki (powiedzmy ten 4kbowy) tekst traktujący o danym problemie, to wiem, że autor skupia się właśnie na owym problemie i, nawet jeśli jest to pierdoła, to pierdoła potraktowana krótko, prosto i na temat. Z szacunkiem dla czasu czytelnika. Jeśli natomiast widzę ścianę tekstu, to od razu odechciewa mi się czytać i zaczynam tekst skanować, czego zazwyczaj nie lubię robić.

Ha! I znowu ujawniają się zalety pisania we fragmentach! Normalnie jakbym na to wpadł dłuższy czas temu, to moje życie byłoby o tyle szczęśliwsze! :)

Krótki kurs poprawnego htmla (potrzebny)

28 VIII 2006, 02:30

Czy mógłby ktoś (Patrys?) popełnić jakiś bardzo krótki wpis na temat trendy htmla, tzn. że się używa <p>, a nie br-ów, że się używa emfazy i stronga, a nie bolda i italiców, jak się poprawnie cytuje, etc., etc.? Coś takiego z miminalną ilością najbardziej niezbędnych tagów htmlowych i bardzo krótkim rationale do całości i gdzieś to wciepnąć w bardzo widocznym miejscu przy zakładaniu nowych jogów. Gdybym ja coś takiego miał kilka lat temu, to moje wpisy sprzed paru lat wyglądałyby o niebo bardziej czytelnie.

(Oczywiście jeśli taki tekścik już się gdzieś znajduje, to nie pisać, tylko liknkąć. I mi też tu zapodać linka, bo ciekawym, czy o czymś jeszcze nie wiem.)

Końcem na początku

27 XII 2005, 15:01

Stosunkowo niedawno wyczytałem coś ciekawego. Otóż większość ludzi, jeśli pisze bądź mówi na jakiś temat, to automatycznie przyjmuje następującą kolejność -- pierw opisać mniej więcej jak przebiegał ich proces myślowy, a później całość zwieńczyć jedynie słusznym wnioskiem ewentualnie okraszonym jakimś komentarzem. Brzmi jak najbardziej naturalnie i logicznie, bo dzięki temu słuchacz/czytelnik może w pełni zrozumieć zasadność wniosku. No i przy okazji możemy się pochwalić jakim to okazałym organem wnioskującym dysponujemy i jak świetnie sprawdza się on w praktyce.

Niestety to, co dla nas, tłumaczących, jest naturalne, wcale takie nie musi być dla odbiorców. Uogólniając, przeciętny odbiorca nie wie do czego zmierzamy, a jego wiedza ogólna o danym zagadnieniu jest zazwyczaj znacznie mniejsza od naszej, skutkiem czego każda dodatkowa informacja, jaką musi on trzymać w głowie w oczekiwaniu na wielki finał, ostatecznie pogarsza jego zrozumienie tematu. Czemu? Bo jak już sprezentujemy mu ten wniosek, to musi sobie teraz zacząć przypominać to wszystko, co do niego mówiliśmy wcześniej i odnosić to do owego wniosku. A zwłaszcza z tym przypominaniem może być ciężko.

A teraz magiczne rozwiązanie (fanfary) -- należy wniosek ogólny pisać najpierw. Choć instynktownie może się to wydawać nienaturalne, to w rzeczywistości ma same zalety. Po pierwsze znacznie zwiększamy szansę, że odbiorca wniosek zapamięta (a właśnie to powinno być naszym nadrzędnym celem, a nie pokazanie światu w jak elegancki sposób potrafimy prowadzić rozumowanie), a jednocześnie ułatwiamy mu zrozumienie tematu, gdyż tym razem będzie w stanie nie tylko śledzić spójność wywodu (czyli w jaki sposób skaczemy po argumentach), ale też wszystko co przekażemy od razu odnosić do ogólnego wniosku. To jest znaczne ułatwienie, gdyż w ten sposób odbiorca może już na początku zdecydować na czym się będzie skupiał i np. odnotowywać sobie w pamięci tylko te argumenty, które w kontekście ogólnym (który tym razem zna i cały czas ma w pamięci) nie trafiły mu do przekonania (a później sklecić soczystego ranta na autora :).

Nawiasem mówiąc ciekawym ile jeszcze tego typu prostych reguł dotyczących przekazywania wiedzy istnieje. Będzie się trzeba zainteresować jakąś (powszechnie polecaną) publikacją na ten temat.

Powyższe miało być tylko wstępem do konkretnego wpisu (oczywiście pisanego z wnioskiem na początku :), ale to poczeka jeszcze trochę do następnego razu.

Recesja

11 XII 2005, 04:11

Przejrzałem główną na trzy dni wstecz (ponad 500 postów). Blogów, które są regularnie i w miarę często uzupełniane, a których przynajmniej 70% jest dla mnie ciekawe znalazłem... pięć. Z tego marcoos-lewak zwinął się w ogóle, patrys-tutajjakieśuszczypliweokreśleniejegodziwnegowyglądu zwinął się z joggera, tristan-neurotyk tylko na wyższy poziom (więc i tak musiałbym go podpiąc pod powiadomienia), a siwa-wredna-jędza i tak już pisze na wyższym poziomie, więc mam ją w powiadomieniach. Z tego zostaje tylko nie-zgoda na którego można liczyć, że raz dziennie cośtam skrobnie.

Zostają ci co piszą albo nieczęsto, albo względnie często, ale niekoniecznie ciekawie (czyli z mojego punktu widzenia tak jakby pisali nieczęsto), albo co ich wolę czytać raz na jakiś czas w większych partiach. Naliczyłem siedmiu. No, powiedzmy, że średnio by doszło do dziesięciu, jakbym jeszcze pomyślał.

Do tego jeszcze dochodzą jakieś przypadkowe teksty, które mi wpadają w oko podczas scrollowania głównej, a których przeważnie i tak w całości nie czytam, tylko przeglądam kilka zdań (ktoś mi względnie niedawno powiedział, że piszę za długie wpisy; z tego punktu widzenia, to rzeczywiście musi być upierdliwe czytanie mnie :). Podliczając, gdzieś w porywach wyjdzie, że z tych 500 przeczytam może 20 (z czego 5 to będzie zgoda).

Buuuuuuuu. Coś mi wygląda na to, że czytanie via główna mogę sobie darować, bo signal to noise ratio spadło poniżej 5%. A co w zamian? Ano nic. Idiotycznie nazwany serwis, który obecnie nie wygląda i robi tylko jedną rzecz, z której i tak nie korzystam. I cholera wie co on docelowo ma robić -- w każdym razie stwierdzenia o 'moderacji' (w świetle mojego poprzedniego wpisu) tak jakby zapowiada, że nie to, co bym chciał, żeby robił.

Jak tak dalej pójdzie, to sam się wyniosę na własną domenę, którą oryginalnie planowałem wykorzystać tylko na rzeczy anglojęzyczne (bo mi się na joggerze podoba), ale coraz bardziej wygląda, że nic mnie tutaj nie trzyma. I właściwie powinienem teraz pogrozić palcem sparrowowi, że taki z niego project leader, jak z koziej dupy klarnet, że doprowadził do takiej degrengolady, ale obiektywnie rzecz biorąc nie jest wykluczone, że to, co dla mnie jest padaniem serwisu, w rzeczywistości można po prostu traktować jako wymianę pokoleń (bo ci, co się wynoszą, albo już wynieśli, są tu przeważnie od dłuższego czasu). Cholera wie, zobaczymy za kolejne dwa lata jak będzie wyglądała wtedy tutejsza 'śmietanka' i czy będzie kogo czytać :)

Ewolucja

10 XII 2005, 22:11

Po ostatnich dyskusjach wyszło na to, że więcej osób zastanawia się jak powinien wyglądać niescentralizowany jogger. Ponieważ i mi taka koncepcja po głowie łazi, więc stwierdziłem, że będę ją musiał prędzej, czy później opisać.

Ale zapukał do mnie dzisiaj Patrys z jakimś kawałkiem działającego kodu podpiętego pod strasznie głupią domenę, więc z konieczności jednak prędzej, niż później :)

Da.killa w komentarzach do mojego wpisu wspominał np. o systemie zaproszeń, punktów, etc. Z kolei o ile (nie) rozumiem rozwiązania Patrysa, to ma to być jakiś konfigurowalny przez www czytnik rssów z powiadamianiem na żabę i nieznaną mi poza tym docelową funkcjonalnością. Ktoś inny pewnie miałby jeszcze jakieś inne koncepcje.

I to jest problem, bo jeśli chcemy robić lepszego joggera, to poprzez szeroko pojęte rozszerzanie funkcjonalności, która jest w obecnym, a nie jakieś rewolucje. To, że coś wydaje się autorowi być fajnym pomysłem, wcale nie znaczy, że rzeczywiście takim jest, a proste zerżnięcie rozwiązań z joggera daje przynajmniej tyle, że mamy coś sprawdzonego, co już pokazało, że działa w praktyce.

Czyli teraz (subiektywna) lista ficzerów joggera i dlaczego jest takie ważne, żeby je co najwyżej rozszerzać, a nie zastępować czymś niesprawdzonym.

Primo powiadamianie o nowych notkach i powiadamianie o komentarzach, z czego najważniejsze jest to drugie. Czemu? Bo to pierwsze mam po prostu wrzucając danego bloga do czytnika rss (i osobiście prawie w ogóle z tego na joggerze nie korzystam). W przypadku komentarzy problemy są zasadniczo trzy. Pierwszy to ich śledzenie przez system (to już niech se patrys kombinuje, mi się nie chce :), drugi to nieinformowanie autora o jego własnych komentarzach (zapewne będzie trzeba używać OpenID, czy czegoś takiego), a trzeci to pododawanie na zrzeszone blogi fajki 'śledź ten wątek', żebym nie musiał się specjalnie logować do systemu i wklepywać urla danego wpisu tylko po to, żeby ów wpis śledzić (to się zapewne będzie dało zrobić bez większych problemów, jakimś osobnym przyciskiem, czy też javascriptem).

I secundo -- strona główna i wszystko co się z nią bezpośrednio i pośrednio wiąże. Ja joggera czytam przez główną (modulo jog siwej, która, wredna zołza, niektóre notki daje na wyższych poziomach i przez to musiałem jej jog do śledzonych dodać) i afaik nie tylko ja. A czytam tak dlatego, że (a) tak lubię i (b) pozwala to wyłapywać teksty osób, których całkiem nie śledzę, ale którym zdarza się napisać coś dla mnie ciekawego.

Bo widzicie, jak zauważył mój znajomy, jogger to takie dziwne miejsce, gdzie nawet ludzie o poglądach kompletnie z kosmosu potrafią się wypowiadać pełnymi zdaniami i można z nimi próbować pogadać (i taka rozmowa przynajmniej optycznie wygląda na poprawną). Oznacza to tyle, że joggerowemu systemowi rejestracji udało się osiągnąć coś wręcz niebywałego -- zebrać w jednym miejscu dużo osób, które, choć w większości nie mają nic ciekawego do powiedzenia, potrafią owo nic powiedzieć pełnymi zdaniami i z użyciem całkiem sporej ilości znaków interpunkcyjnych. I dzięki temu, że jogger nie przyciąga kompletnie masowego blogowicza (a właściwie, blogowniczki), strona główna jest czytelna i nadaje się do przeglądania w całości.

Czytelna strona główna ma jeszcze jedną zaletę -- powoduje, że ktoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, może szybko przejść od zera do bohatera -- właśnie m.in. dlatego, że zawsze jakaś część osób zaglądających na główną, może przyuważyć jakiś nowy, ciekawy wpis i zacząć autora śledzić. Oznacza to też, że prawo zabierania głosu w kwestiach społeczności mają też 'szaraczki' (niekoniecznie oznacza to, że wpis zaowocuje komentarzami, ale faktem jest, że sporo osób go przeczyta i zapozna się ze zdaniem delikwenta). Bo tutaj jak coś napiszesz, to dzięki głównej i poczcie pantoflowej dojdzie to do różnych ludzi, a na takim blog.pl, to pewnie słabe szanse.

I teraz jeśli ktoś przyjdzie i powie, że on ma super pomysł jak rozwiązać kwestię rejestracji na następcy joggera, to ja mu odpowiem, że to bardzo fajnie, ale ja tu mam coś, co się od kilku lat sprawdza i mimo swoich niedoskonałości działa i to działa bardzo dobrze.

Oczywiście nie twierdzę, że nie ma tutaj miejsca na poprawki -- te będą jak najmilej widziane. Zacznijmy od opcji ignorowania danych autorów na głównej. Według mnie ktoś prawie zawsze przynudza -- to sobie go wrzucę do ignorowanych i dzięki temu główna będzie dla mnie jeszcze bardziej przyjazna (a już ustaliliśmy, że czytelna główna jest praktycznie wartością samą w sobie). Autor ignorowanego bloga powinien mieć w opcjach pokazane ile osób go ignoruje -- był by to kolejny sposób samoregulacji społeczności, gdzie śledzenia są wyznacznikiem popularności, a ignorowania byłyby czymś odwrotnym.

No i na fali różnych orkutów, gron i chęci tutejszej arystokracji do lepszego zaznaczenia swojej obecności (no i żeby szaraczki miały jakiś jasny cel przed sobą, którego osiągnięcie byłoby widocznym dla wszystkich wyznacznikiem sukcesu 8), zaszalejmy trochę. Bo czemu by nie zrobić wewnętrznoserwisowych 'gron'. Jedne byłyby na zaproszenia (to te dla spoko ziomali), inne mogłyby być ogólne (to dla tych, którzy czują się samotnie :). Konfigurację głównej możnaby rozszerzyć z prostego ignorowania wybranych autorów na jakieś ciekawe modyfikatory dostępu, gdzie mógłbym sobie poszczególne grona (bądź pojedyńczych autorów) na głównej highlightować, zostawiać bez zmian, bądź ignorować. Ba, mogłyby być grona moderatorskie, które nie zawierałyby postów swoich członków, ale raczej posty rekomendowane przez owych członków (tzn. patrys i riddle zakładają grono moderatorskie 'webmasteryzm' i wrzucają do niego wszystkie zauważone posty o tej tematyce, a ja sobie je z kolei wrzucam do highlightowania na głównej... albo do ignorowanych).

Pozostaje jeszcze synchronizacja z kategoriami na poszczególnych blogach (już chyba tylko obecny jogger nie obsługuje tagowania wpisów :), obowiązkowe eksportowanie jak największej ilości z tych danych, bo przecież mogą się przydać w jakiś zewnętrznych serwisach, a my tu wszyscy Web2.0 no i milion innych rzeczy o których nie pomyślałem. Ale wszystkie bazujące na tym, co już znamy w joggerze i co wszyscy wiemy, że działa (bo jak komuś się wydaje, że wystarczy wuwuowy czytnik rss z powiadamianiem na jabbera, to się zapewne przeliczy).

No i jak już takie rzeczy dłubać, to raczej in english, bo kto wie, może właśnie wymodziłem kolejne delicious :)

Dla rozluźnienia :)

08 XII 2005, 22:21
<mmazur> Marcoos się z joggera zwinął.
<fixxxer> też bym się zwinął gdyby nie powiadomienia :)
<mmazur> E, konta to ma sporo osób nic nie piszących :)
<mmazur> Idę go pomęczyć na privie.
<fixxxer> pomęcz, szkoda go w sumie :)
<mmazur> Twierdzi, że mu się znudziło.
<fixxxer> szkoda
<fixxxer> mmazur, czyli nigdzie indziej nie będzie pisał?
<fixxxer> myślałem, że może się przeprowadza tylko
<mmazur> Nigdzie.
<mmazur> Bastard.
<fixxxer> mhm
<mmazur> Już i tak się wypiął na ludzi robiąc dedykowany techblog.
<fixxxer> mmazur, strajkujemy? 8)
<mmazur> Rotfl :)

Ech2

08 XII 2005, 02:34

Oczywiście zaraz po wysłaniu poprzedniej notki polazłem na joga sparrowego, przeczytałem ten kawałek o rodzinie i mnie naszły wątpliwości.

Właśnie dlatego staram się unikać pisania takich rzeczy i dlatego przy poprzedniej dyskusji siedziałem cicho -- bo prawda zazwyczaj jest gdzieś po środku i lepiej nie ładować się publicznie ze zbyt jednostronną oceną jakiejś kwestii.

Ładnych kilka miesięcy temu (pół roku może?) czytałem felieton Michnika, w którym opowiadał, jak to uczestniczył w jakiejś nagonce słownej na kogośtam (możliwe, że chodziło o list biskupów polskich do niemieckich w sprawie pojednania) i jak mu później było wstyd. I że od tego czasu nigdy w takich rzeczach nie uczestniczył.

Wtedy mi to utkwiło w pamięci i od tego czasu olałem sporą ilość różnych personalnych flejmów. Ale nie tym razem.

Wpisu nie usunę, gdyż z zasady nigdy tego nie robię -- to co piszę niech świadczy przede wszystkim o mnie.

Ech

08 XII 2005, 02:17

Jakiś czas temu przetoczyła się przez joggera fala dyskusji o przyszłości serwisu. Jedni w tych dyskusjach uczestniczyli, inni siedzieli cicho -- ja uważałem, że się zrobiło za dużo szumu i wolałem się nie odzywać. W każdym razie kilka osób (i to nie z łapanki, ale takich, które zapewne wywiązałyby się z obietnic) zaoferowało pomoc w kodowaniu i utrzymaniu serwisu i generalnie były sugestie, żeby joggera bardziej otworzyć, gdyż pozwoliłoby to wreszcie na jakiś sensowny rozwój. Sparrow na to wszystko odpowiedział, że postara się przyłożyć do nowej wersji serwisu i mieć już coś działającego przed końcem roku.

W tym momencie zapewne nie tylko mi zapaliła się w głowie lampka ostrzegawcza -- taka odpowiedź jest jednoznaczna ze stwierdzeniem, że dla sparrowa jest coś ważniejszego niż sam serwis. Czemu? Gdyż jest to jedno z największych skupisk różnej maści informatyków w okolicy i wystarczy całość otworzyć, by ruszyła z kopyta. Tylko trzeba mieć priorytet ustawiony na serwis i ludzi, a nie na coś innego.

Możliwe, że w ówczesnych dyskusjach ktoś ten fakt starał się w jakiś sposób zaznaczyć -- nie wiem, ja ich nie śledziłem zbyt dokładnie. Sam stwierdziłem, że sam bym w joggerze zapewne nie grzebał, więc zasadniczo mi dynda, czy zakoduje to wszystko sam sparrow, czy też ktoś inny [1] i postanowiłem poczekać te kilka miesięcy na joggera2. Przecież sparrow obiecał, a to jego serwis, więc jego prawo do decydowania jak ten kramik pchać do przodu. Byle by jechał.

No i niestety okazało się, że lampka ostrzegawcza miała rację -- sparrow okazał się człowiekiem niepoważnym, który serwis (czyli użytkowników) wcale nie uważa za priorytet.

Mnie nie interesują trzy kropki, cztery kropki, czy też dziesięć kropek. Ba -- mam bardzo bardzo głęboko jak będzie wyglądało nowe logo. Nie mam najmniejszego zamiaru głosować. Jedyne co mnie interesuje, to obietnica, że jogger2 będzie na ukończeniu pod koniec roku. Sparrow złamał nadgarstek? No cóż, zdarza się, możemy poczekać jeszcze dodatkowo z dwa tygodnie. Przeliczył się jeśli chodzi o czasochłonność? Ok, to też się zdarza. Jest sporo losowych przyczyn, dla których można się nie wywiązać z obietnicy i nikt poważny nie będzie miał o to pretensji.

Ale puszczenie focha na jakieś anonimowe dziewczę? No sorry, ja rozumiem, że przedszkolak jak zobaczy jakąś wredną dziewczynę, która mu wlazła do piaskownicy, to może zabrać koparkę i pójść na huśtawki, ale gdzie my do cholery jesteśmy?

Ja nie wiem sparrow, czy ty sobie zdajesz z tego sprawę, ale właśnie pokazałeś środkowy palec całkiem sporej grupie joggerowiczów (a chyba nie muszę wspominać, że jogger nie jest tylko martwym kawałkiem kodu właśnie przez istnienie owych joggerowiczów). Bo coś nam niedawno obiecałeś, pamiętasz?

Wiarygodność to jest coś bardzo przydatnego i praca nad różnymi 'publicznymi' projektami (a w szczególności kierowanie nimi) bardzo tę wiarygodność swoich autorów zwiększa. Ale po takim numerze jakakolwiek wiarygodność sparrowa w moich oczach poszła do /dev/null (już kompletnie abstrahuję od tego, że przyjął na maszynę pieniądze). Tak samo skłonny byłbym oddać jakiś projekt w jego ręce, jak i w, nie przymierzając, kloczkowe.

I jeśli w krótkim czasie czegoś z tym nie zrobi, to tak już zostanie. Wyobrażacie sobie jaka by była reakcja, gdyby np. admini kernel.org nagle stwierdzili, że dostają za dużo hatemaili i oni na razie wstrzymują jakiekolwiek prace nad serwerami -- może wrócą, jak sobie to wszystko przemyślą. Zostaliby chyba zabici kpinami.

(A przypominam, że ręczne kierowanie wszystkim przez sparrowa to jest akurat jeden z gorszych pomysłów na rozwój serwisu.)

[1] Nota bene ja bym się długo nie zastanawiał, gdybym mógł projektowi po prostu szefować i zbierać laury, zamiast zajmować się nudnym kodowaniem czy czymś takim.