Za dużo danych
26 II 2010, 01:32Do czego nadają się zakładki w przeglądarce? Do niczego. Dzisiaj robiłem porządki i z uzbieranych na przestrzeni ostatnich dwóch lat linków, prawie wszystkie poszły do kosza. Kiedyś dodałem je z założeniem, że przeczytam w wolnej chwili. Takowa nigdy nie nadeszła. Za dużo informacji, za mało czasu, by je przyswoić. Drażni mnie to.
W pracy używamy paru bardziej skomplikowanych technologii. W latach mogę liczyć czas, jaki zajmie mi poznanie ich w stopniu wystarczającym, by następny pracodawca mógł mnie zatrudnić i powiedzieć:"tu masz wytyczne, zrób tak, żeby od razu działało". Ale taka jest charakterystyka mojego zawodu -- co jakiś czas uczyć się nowych systemów abstrakcji i sposobów myślenia o problemach, po czym stosować tę wiedzę w praktyce. Jeśli chcę, żeby pracodawcy/klienci mnie cenili, muszę umieć ten proces sprawnie przeprowadzać. Z każdą kolejną iteracją coraz sprawniej. Przyswajając nową wiedzę muszę myśleć o tym, żeby następnym razem szło mi to lepiej.
Niestety (?) taki rygor myślowy i podejście zadaniowe to nie jest coś, co można po prostu wyłączyć. W takich samych kategoriach myślę o właściwie dowolnej innej czynności. I tu się pojawia problem z nadmiarem danych. W domenie zawodowej za decydowanie na jakim konkretnie wycinku wiedzy powinienem się skupiać, odpowiada mój szef. To jego biznes, on decyduje nad czym należy pracować, żeby klientom się podobało. Potrzebujemy funkcjonalności X? Ok, trochę poszukam, potestuję, po czym znajdę najbardziej obiecujące podejście i zacznę się w nie wgryzać.
Ale w przypadku mojego życia, to ja jestem szefem. Ja oceniam wymagania, ja dobieram priorytety, zawężam pole poszukiwań, wybieram konkretne rozwiązanie, wprowadzam je w życie, obserwuję wyniki, porównuję z oczekiwaniami, koryguję. I to wszystko mocno po omacku. Homo sapiens nie ma instrukcji obsługi.
Nadmiar danych, niedobór czasu. Jakieś półtora miesiąca temu spędziłem z ładnych kilkadziesiąt godzin wgryzając się w egzystencjalizm (tak, jestem w tym wieku). Była to dobra inwestycja czasowa, bo, choć nie znalazłem tam rozwiązań, to znalazłem pewną strukturę, dzięki której wiem na czym mogę się skupiać, a w przypadku czego traciłbym tylko czas.
Ale to było tylko mocno wysokopoziomowe myślenie, "filozofia życiowa". Jak, kiedy i w jakiej kolejności zabrać się za rozgryzanie bardziej przyziemnych spraw? Kilka przykładów takowych:
- Matematyka nie kłamie: za mojego życia przeludnienie oraz niedobory surowców materialnych będą problemem. Jak i czy w ogóle mogę się zabezpieczyć przed skutkami?
- Emerytura i ogólnie inwestycje. W co? Ile? Wiem, że nasz system emerytalny nie ma prawa przeżyć w obecnej formie przy obecnej demografii. Wiem też, że system giełdowy jest obecnie bardzo mocno oderwany od rzeczywistej produkcji, a ujemny przyrost naturalny działa dodatkowo na niekorzyść. Jak długo mogę nie znać odpowiedzi na te pytania? Każdy rok, w którym nic nie inwestuję drastycznie zmniejsza moje przyszłe zyski.
- Ze spraw bardziej krótkoterminowych: na czym powinienem się skupiać zawodowo? W czym się doszkolić? Jakie są moje cele finansowe? Jakie są w ogóle kierunki rozwoju mojego sektora gospodarki?
Każde z powyższych rozbija się na sporą ilość podproblemów, nawet tak prozaicznych, jak wygląd. Przez większość życia ubierałem się byle jak. Czy widzę się za pięć lat na stanowisku kierowniczym? A jeśli tak, to może wypadałoby sobie zacząć powolutku podwyższać poprzeczkę jeśli idzie o sposób ubierania się?
A może nie, bo nie mam tyle czasu, żeby zajmować się wszystkim na raz. Natomiast funkcjonalnie by było, gdybym mógł za rok albo trzy powrócić do rozważań na ten temat i porównać moje obecne wnioski z przyszłymi. Zapewnienie takiej trwałości zgromadzonej przez siebie wiedzy jest samo w sobie ambitnym zadaniem.
Parę lat zajęło mi opracowanie systemu zarządzania informacjami, w którym się nie gubię i który się w miarę sprawdza. Jest to temat na osobną notkę, którą prędzej czy później naskrobię, ale na razie tylko wymienię, że w chwili obecnej na bieżąco korzystam z: mindmap, KDE-owych żółtych karteczek, KDE-owego minutnika, KOrganizera, papierowego megadziennika (w którym prowadzę m.in. dziennik pracowy), mniejszego prywatnego dziennika, kilku notatników z wyrywanymi kartkami, karteczek przyczepianych magnesami do tablicy, pióra na naboje, bit.ly oraz blipa. A ponieważ dzisiejsze porządki w zakładkach uświadomiły mi poważne niedobory stosowania do pewnych zadań kombinacji bit.ly, blipa oraz megadziennika, więc szykują się tu w najbliższym czasie większe modyfikacje.
I skoro mam już za sobą ten przydługi wstęp, to chciałbym przejść do meritum: czy któryś z czytelników może polecić delicious, albo podobny serwis, bo ostatnio zacząłem rozważać korzystanie z tagowania linków? ;)


