<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>mmazur.7thguard.net</title><link>http://mmazur.7thguard.net/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Fri, 03 Jul 2009 15:49:55 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Autoskracanie wpisów</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/autoskracanie-wpisow/</link><description>&lt;p&gt;Jak działa to autoskracanie wpisów na głównej? To próbuje robić coś mądrego, czy robi najzwyklejszy rand() dla każdego wpisu? Mam wrażenie, że to drugie.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 17 Jun 2009 00:16:17 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/autoskracanie-wpisow/</guid><category>Blogizm</category></item><item><title>Papierologia, grrrrr</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/papierologia-grrrrr/</link><description>&lt;p&gt;Poziom sproceduralizowania społeczeństwa jest idiotyczny. Właśnie ćwiczę przeprowadzanie się ze średniej wielkości miasta do stolicy i ilość rzeczy, które muszę załatwić jest zastraszająca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sprzedaż mieszkania to dogadanie się z agentem od nieruchomości (i to jest ta mniej czaso-, ale bardziej pieniądzochłonna opcja), przyjmowanie oglądających mieszkania, podpisanie umowy przedwstępnej, podpisanie finalnego aktu notarialnego, później latanie z nim (oraz możliwe, że z nabywcą mieszkania) po dostawcach prądu/gazu/internetu, żeby porozwiązywać umowy oraz wpadnięcie do spółdzielni mieszkaniowej (w dwóch różnych lokalizacjach), żeby zrezygnować z członkostwa oraz się wymeldować. A, no i jeszcze w ciągu dwóch tygodni od sprzedaży trza do US-u odpowiedni formularz wysłać, żeby mnie nie opodatkowali.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sprzedanie mieszkania to oczywiście także konieczność przemeldowania się w którymś urzędzie (co chyba wiąże się ze zmianą dowodu?), a później aktualizacja danych w różnych bankach i urzędach (np. w US-ie by się przydało). Ja i tak mam dobrze, że mogę się na jakiś czas u rodziny zameldować, bo z czasowo wynajmowanym w Warszawie mieszkaniem to bym miał pewnie kupę dodatkowej radości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No a ponieważ mam mieszkanie jako siedzibę dla działalności gospodarczej, to (znowu unikając wersji bardziej upierdliwej, czyli przenoszenia się z działalnością od razu do Warszawy) muszę znaleźć nową siedzibę, uzyskać zgodę właściciela tejże siedziby (spółdzielnia), żeby mi aktualny najemca mógł kawałek podnająć, podpisać umowę podnajmu, iść do jakiejś firmy zrobić sobie baner (bo muszę go mieć), po czym słać do spółdzielni pismo, że chcę powiesić takich rozmiarów baner tu i tu, a na koniec czekać, aż przyjdzie jakiś szpec, popatrzy na moją wybraną lokalizację i zaaprobuje wniosek. A jak już sobie przywiercę co trzeba gdzie trzeba, to czas zacząć latać do banków i US-u (kto wie gdzie jeszcze, Urząd Miasta, ZUS?), żeby zaktualizować swoje dane.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W międzyczasie była jeszcze wycieczka do Wawy, oglądanie mieszkań i podpisanie umowy najmu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I to ja jestem ten bardziej ceniący swój czas przedsiębiorca, bo mam biuro księgowe, więc nie muszę się aż tak bardzo martwić bieżącą papierologią :/&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Grrrr. Zaczynam się bać co to będzie, jak za parę miesięcy przyjdzie czas kupować mieszkanie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Już abstrahując od tego, że zrobienie tego wszystkiego jest skomplikowane (trzeba najpierw się dowiedzieć, a później pamiętać o sporej ilości rzeczy), to problem jest taki, że jest to cholernie czasochłonne. Ciekawym, czy jest już dostępny jakiś mass-marketowy outsourcing takich rzeczy. I to taki z ubezpieczeniem OC, żebym mógł się domagać odszkodowania, jak coś zrobią źle.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 17 Jun 2009 00:03:27 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/papierologia-grrrrr/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>Informacyjnie indukowana impotencja decyzyjna</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/23/informacyjnie-indukowana-impotencja-decyzyjna/</link><description>&lt;p&gt;Jeśli umie się szukać, sieć potrafi dostarczyć niezliczonej ilości mądrze brzmiących powodów dla których decyzja, którą chce się podjąć, jest właśnie tą najsłuszniejszą. A ja, mając tego faktu świadomość, staram się zawsze dostać do argumentacji przeciwnej, bo a nuż trafi mi ona do przekonania i zmienię zdanie. A nawet jeśli nie zmienię, to wolę podejmować decyzje mając świadomość wszystkich dostępnych opcji. Nie chroni mnie to oczywiście przed podejmowaniem decyzji błędnych, ale jakoś tak jestem skonstruowany, że wolę stwierdzić &quot;o, jednak ziścił się ten scenariusz, który oceniłem jako mniej prawdopodobny&quot;, niż &quot;WTF, w ogóle nie pomyślałbym, że to się może przydarzyć&quot;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od jakiegoś czasu zauważam, że takie podejście niestety bardzo mocno ogranicza rzeczywistą ilość decyzji, jakie jestem w stanie podjąć. Omówię to na przykładzie &lt;a href=&quot;http://www.dlarafala.pl/&quot;&gt;Rafała&lt;/a&gt;. Co przemawia za Rafałem:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;&lt;a href=&quot;http://www.dlarafala.pl/video_wiedzmin.html&quot;&gt;Wiedźmin&lt;/a&gt; jest cool.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Saryusz-Wolski to wyexpiony boss na wysokim poziomie, więc jego poparcie coś znaczy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mój znajomy, którego osądowi ufam, stwierdził, że Rafał &lt;b&gt;naprawdę&lt;/b&gt; zna się na tej całej unioeuropejskiej robocie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Rafał ma takie CV, które u mnie wzbudza zaufanie -- widać w nim dużo expa.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;A teraz jak wyglądają wątpliwości związane z powyższą argumentacją:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;To, że Żebrowski kogoś popiera, jest mało istotne. Żebrowski może mi się nawet kojarzyć z w miarę sensowną osobą, ale prawda jest taka, że kompletnie nic o nim nie wiem. Facet może uważać, że szczepionki to narzędzie szatana, a sam leczyć się homeopatycznie. Musiałbym go risercznąć, acz w praktyce nie warto, bo naprawdę głupim pomysłem jest traktować artystów jak autorytety.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;O Saryuszu-Wolskim też tak naprawdę nic nie wiem. Wiem tyle, że ma inteligentnie brzmiące nazwisko, które jako brand kojarzy mi się jakimiś europejskimi sprawami. Acz na codzień może być homeopatycznym kreacjonistą. Musiałbym go risercznąć.
&lt;p&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jedna dobra rzecz, to zapewnienie o kompetencji przez kogoś, kogo kompetencji (i umiejętności oceny takich rzeczy) w miarę ufam. Musiałbym na temat Rafała z owym znajomym pogadać i wywiedzieć się więcej. Przy czym...&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;... w (ogólnie pojętym :) CV stoi także niejaki salon24 oraz PO. Salon mi się (pewnie głównie za sprawą &lt;a href=&quot;http://wo.blox.pl/html&quot;&gt;WO&lt;/a&gt;) kojarzy raczej negatywnie, więc musiałbym zrobić dosyć rozległy risercz, jak wyglądała Rafałowa aktywność na tymże salonie. Analogiczna sprawa jest z Platformą -- tak jak republikanom się demokraci kojarzą z nienawidzącymi swojego kraju pedziami, tak mi się polska prawica automatycznie kojarzy z religijnymi i faszyzującymi nieukami, a PO jednak mi się kojarzy prawicowo. Więc musiałbym bardzo rozlegle risercznąć czym się Platforma na forum europejskim zajmuje w sprawach mnie interesujących, a jeśli czymś, z czym się nie zgadzam, to do jakiego stopnia Rafał będzie musiał przestrzegać dyscypliny partyjnej (tzn. czy jest to dla mnie akceptowalne zło).&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jakby tego było mało, kilka odcinków House'a temu scenarzyści uświadomili mi, że tylko mi się wydaje, że jestem mniej podatny na oszustwa, niż przeciętny człowiek. Tak naprawdę można spokojnie zrobić listę sygnałów społecznych, które ludzie tacy jak ja interpretują jako zapewniające o kompetencji i dobrych intencjach, po czym z łatwością je podrobić. Ja serio byłem w ciężkim szoku, że kupiłem tamto oszustwo tak samo gładko, jak biedny &lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/Chris_Taub&quot;&gt;Taub&lt;/a&gt;. I mi się teraz odzywają dzwonki alarmowe w głowie, jak patrzę na zajebistą listę referencji Rafała.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;Z powyższego wynika, że żeby rzeczywiście zagłosować z czystym sumieniem na Rafała, musiałbym wykonać wręcz idiotyczną ilość riserczu, czego na pewno nie zrobię, bo nie nudzi mi się aż do tego stopnia. Czyli co, nie głosować?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No właśnie niestety nie. Polecam przeczytać &lt;a href=&quot;http://www.overcomingbias.com/2009/02/pretending-to-be-wise.html&quot;&gt;ten esej Yudkowsky'ego&lt;/a&gt; w całości. Podsumować go mogę tak: jeśli zobaczysz jak większe dziecko bije mniejsze dziecko, to pewnie myślisz, że masz trzy możliwe reakcje:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;Interweniować w obronie mniejszego.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mniejszy powinien się nauczyć, żeby nie zaczepiać silniejszych. Przyda mu się ta nauka.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Eh, dzieci. Jestem dorosły, nie mam zamiaru się błaźnić mieszając w takie rzeczy.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;Problem polega na tym, że drugi i trzeci scenariusz różni się czymś tak naprawdę tylko i wyłącznie w czyjejś głowie. Brak reakcji, niezależnie od powodów, jest w efekcie &lt;b&gt;przyznaniem silniejszemu prawa bicia słabszego&lt;/b&gt;. Tak naprawdę wybory są tylko dwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mając tego świadomość, nie mogę kwestii rafałowej &quot;rozwiązać&quot; stwierdzeniem, że podjęcie zadowalającej mnie decyzji jest po prostu zbyt trudne, więc postanawiam &quot;zachować neutralność&quot; i niech inni decydują za mnie. W efekcie jest to równoważne z podjęciem decyzji o (statystycznie nieistotnym) zwiększeniu przewagi głosowej kandydatom o poglądach odmiennych, niż moje własne. Innymi słowy przyznaję &quot;rację&quot; (prawo decydowania) stronie przeciwnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście dosyć kluczowym jest tu ten nawias mówiący o tym, że to, co ja zadecyduję w tej konkretnej sprawie politycznej jest tak naprawdę statystycznie nieistotne. Przy czym ja jestem akurat na takim etapie życia, że staram się szukać &quot;filozofii życiowych&quot;[1] aplikowalnych szerzej dla mojego pokolenia i ludzi o podobnym usposobieniu i w podobnej sytuacji życiowej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Właściwie to bardziej konkretnych implementacji i praktycznych zaleceń; mam małe zaufanie do potencjalnie nadmiernej ogólnikowości tzw. &quot;filozofii życiowych&quot;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eh, przydałaby się jakaś pointa. Najsensowniejsze, co jestem w stanie wymyślić, to że po prostu powinienem na takiego Rafała i jemu podobnych głosować, bo, przy ograniczonych zasobach, jakie jestem w stanie na to poświęcić, jest on wyborem potencjalnie najbardziej bliskim temu, co chciałbym swoim głosem osiągnąć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólniejszy wniosek natomiast jest taki, że dla ludzi takich jak ja, tak naprawdę najlepszym wyjściem jest albo bardzo mocno wkręcić się w interesujące nas aspekty polityki (i może publikować swoje znaleziska), albo wręcz zacząć jakoś współpracować z ludźmi, na których chcielibyśmy głosować, żeby móc ich poznać w wystarczającym stopniu, by głosować z czystym sumieniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Iiiiijasne, zwłaszcza to drugie brzmi bardzo wykonalnie. (A komitety wyborcze kojarzą mi się z wykorzystywaniem naiwniaków do robienia głupich rzeczy. O.)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 23 May 2009 17:37:26 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/23/informacyjnie-indukowana-impotencja-decyzyjna/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>Nauka</category><category>Życie</category></item><item><title>Stare media po prostu wymrą</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/19/stare-media-po-prostu-wymra/</link><description>&lt;p&gt;Jest bardzo prawdopodobne, że tradycyjne gazety po prostu powymierają. Najlepiej poradzą sobie te publikacje, za które ludzie będą skłonni płacić, głównie niszowe adresowane do profesjonalistów. Sam płacę za subskrypcję &lt;a href=&quot;http://lwn.net/&quot;&gt;lwn-a&lt;/a&gt;, a gdybym był księgowym, to bym pewnie jakieś gazety podatkowe subskrybował. Poza tym -- śmierć masowa, dodatkowo przyspieszona obecnym kryzysem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co zamiast? To, co teraz, tylko bardziej. Globalny kryzys? Chętnie poczytam komentarze finansistów. Nowe ustawodawstwo? Najciekawsza będzie opinia ludzi bezpośrednio przez nowe prawo dotkniętych (ewentualnie jakaś meta-analiza któregoś z think-tanków). Ba, nawet bieżące przepychanki polityczne, od których nota-bene jestem kompletnie izolowany, bo nie czytam polskich źródeł informacji, byłyby pewnie ciekawsze opisywane przez, nie wiem, historyka? W żadnym z powyższych nie ma miejsca na tradycyjny zawód dziennikarza. A już na pewno nie takiego, za którego usługi byłbym skłonny płacić. Nawet przy przekazywaniu informacji ów dziennikarz nie ma czego szukać, bo, po pierwsze, w obecnych czasach jak komuś (np. kandydatowi partyjnemu) zależy na wysłaniu jakiejś informacji w eter, to i tak sam udostępnia swoje materiały w sieci, a po drugie, nie trzeba pracować w gazecie, żeby umieć posiedzieć na takiej konferencji i później spisać swoje wrażenia. Wiem, że w USA odpowiednio znani blogerzy dostają od jakiegoś czasu przepustki prasowe, nie wiem jak to u nas się rozwinęło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najfajniejsze w tym wszystkim będzie to, że ja w końcu będę miał dostęp do informacji, które mnie rzeczywiście mogą zainteresować, a które praktycznie nie miały szans na pojawienie się (głównie z powodów ekonomicznych) w starych mediach. Chciałbym mieć bieżący dostęp do informacji o wszystkich aktach wandalizmu i agresji (a przynajmniej tych zauważanych przez spółdzielnię i/lub docierających do straży miejskiej/policji) w mojej dzielnicy. Miło by było mieć wgląd w to, co robi i na co wydaje pieniądze moja spółdzielnia (i to taki stały, a nie raz na kwartał, jak wydadzą gazetkę z tymi informacjami). W sumie nie mam zielonego pojęcia czym się na co dzień zajmuje samorząd miasta. Ciekawym jak wygląda ilość uczniów i wolnych miejsc w okolicznych szkołach. Jak już będę miał dzieci, to pewnie bym się nie obraził o łatwy dostęp do ogłoszeń parafialnych z jego szkoły. Etc, etc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Znowu -- praktycznie żadna z powyższych informacji nie jest na tyle ważna, żeby istniał ekonomiczny sens płacenia komukolwiek za ich zbieranie. Lokalne dzienniki starają się robić przekrój wszystkich &quot;potencjalnie ważnych&quot; informacji przez co 99% ich zawartości jest dla mnie kompletnie nieinteresująca (dobra, kłamię, nigdy nawet żadnego nie wrzuciłem do czytnika rss; ale co jakiś czas przeglądam papierowe wydanie i prawie niczego nie czytam!). Dodatkowo w gazecie &lt;b&gt;coś&lt;/b&gt; musi być, więc jak nie ma niczego rzeczywiście ważnego (a zazwyczaj nie ma), to się idzie w tani sensacjonalizm, który jeszcze dodatkowo aktywnie odstrasza mnie, jako czytelnika.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedyna szansa, bym rzeczywiście miał łatwy dostęp do &lt;b&gt;interesujących mnie&lt;/b&gt; informacji będzie wtedy, gdy zostanie przekroczona pewna masa krytyczna zinformatyzowania społeczeństwa. Różni ludzie mają różne zainteresowania i w różny sposób spędzają czas wolny. Ja dłubię w open source. Ktoś tam edytuje wikipedię. A mój 76-letni dziadek napisał krótką historię swojej spółdzielni mieszkaniowej, której przez wiele lat był pracownikiem, do jakiegoś jubileuszowego albumiku[1]. Tacy ludzie istnieją i uważam za bardzo prawdopodobne, że będą się w coraz większych ilościach brali za tego typu zajęcia. Zwłaszcza, że jest to potencjalnie bardzo miłe, jeśli piszesz nie do grupy ludzi rozproszonych po całym kraju, tylko właściwie bezpośrednio do własnej społeczności, do ludzi, którzy mogą cię dzięki temu rozpoznać na ulicy[2].&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Ciekawym, czy ją gdzieś opublikowali w sieci. Pewnie nie, bo jeszcze nie myślą tymi kategoriami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[2] Eh, zamarzyła mi się redukcja typowej dla miast anonimowości mieszkańców, a wszystko dzięki rozwojowi internetu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie mogę się już doczekać tego braku wymuszonego sensjacjonalizmu (jak nie ma o czym pisać, to nie piszesz; nikt ci za to przecież nie płaci). Fakt faktem tego typu odbiór informacji jest &lt;b&gt;znacznie&lt;/b&gt; trudniejszy, niż przeczytanie gazety. Kto wie, może tradycyjne media przetrwają właśnie jako agregatory wiadomości dla ludzi zbyt pogubionych w sieci, by potrafili je sobie samemu znaleźć? Tym bardziej nie będą owe tradycyjne media tak ważne, jak teraz. I jeszcze nudniejsze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedna rzecz mnie wszak zastanawia. Mam niejasne przeczucie, że coś takiego byłoby znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia w mieście małym, a nie dużym. W dużej metropolii tego typu inicjatywy byłyby zbyt rozproszone, zbyt trudno byłoby się do nich dostać. W Opolu zajęcie się sprawami jednej spółdzielni to jest parędziesiąt procent całego miasta. W takiej Warszawie klosz anonimowości może być nie do rozbicia.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 19 May 2009 23:08:41 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/19/stare-media-po-prostu-wymra/</guid><category>Blogizm</category></item><item><title>Coś się zaczyna</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/03/cos-sie-zaczyna/</link><description>&lt;p&gt;Zgodnie z planem za dwa miesiące powinniśmy już z narzeczoną mieszkać w Warszawie, więc spędzamy sporo czasu rozważając wszystkie za i przeciw i upewniając siebie nawzajem, że to jest właściwy wybór. Wad przenosin jest sporo, główne to wysokie koszty życia, w tym idiotycznie wysokie ceny mieszkań (i niechęć do brania kredytu na 30 lat), a w konsekwencji poważne problemy z posiadaniem dzieci, bo te dzieci trzeba za coś utrzymać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Opolu takich problemów nie ma, ale tylko przy założeniu, że do końca życia będę pracował zdalnie, zarabiając pensję warszawską, a wydając ją tutaj. Bardziej prawdopodobne, że prędzej czy później musiałbym znaleźć robotę na miejscu. I wtedy stałbym się bardzo smutnym człowiekiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale tak naprawdę tutaj trudno nie stać się smutnym człowiekiem. Gdy byłem sam, moje życie składało się z pracy w domu, różnej maści treningów pięć dni w tygodniu, stołowania się w lokalnych restauracjach i spędzania czasu ze znajomymi z radia studenckiego. Z Magdą nasze życie składa się w zasadzie z dokładnie tego samego (powiedzmy, że jej studia odpowiadają mojej pracy), tylko w innych proporcjach (domowe obiadki zamiast restauracji, mniej treningów i znacznie mniej znajomych).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wtedy miałem tego po dziurki w nosie i teraz też mam (a Magda ze mną), tak się po prostu na dłuższą metę nie da żyć. Jeszcze gdy byliśmy sami, spędzanie czasu ze znajomymi było o tyle ciekawe, że coś trzeba jednak robić, żeby się nie zanudzić na śmierć, a przy okazji można szukać partnera. Ale teraz? Mamy parunastu wspólnych znajomych oraz grupę ludzi, których znamy ze studiów, gdzie ja studiować przestałem dawno temu, a Magda przestanie za półtora miesiąca. Ze znajomych, z którymi któreś z nas utrzymuje regularny kontakt, praktycznie wszyscy są, w dowolnej kombinacji: sami, młodzi, dopiero testujący kim są i co lubią, bez konkretnych planów co robić w życiu, bądź z planami sprowadzającymi się do zachowania status quo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chcę sobie pogadać z kimś na tematy zawodowe? Nie mam z kim. Magda chce sobie pogadać z kimś doświadczonym w branży na tematy zawodowe, żeby mieć jakieś pojęcie w którą stronę najlepiej próbować? Nie ma z kim. Chcielibyśmy sobie spędzić czas w gronie znajomych na podobnym etapie życia? Nie mamy takich. Chcielibyśmy sobie pogadać z kimś starszym, preferowalnie już dzieciatym, o tym jakie wybory mamy do dyspozycji i co nas może czekać w przyszłości? Nie mamy z kim.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tym mieście po prostu praktycznie nie istnieje pewna kategoria ludzi. Jak niedawno byłem u honejów, to ich do późna w nocy zamęczałem gadaniem na te tematy, bo ja fizycznie nie mam z kim o tym rozmawiać, a rozmawiać chcę, bo to są sprawy, które bezpośrednio dotyczą mnie, nas, w tej chwili. I to są decyzje, które musimy podejmować i nawet nie mamy się kogo zapytać o dostępne scenariusze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak, możliwe, że się przeliczymy. Że w Warszawie wszyscy będą tylko zapierniczać jak małe samochodziki i nikt na nic nie będzie miał czasu. Że jako ojciec stwierdzę, że i tak nie mam ani czasu ani ochoty na absolutnie nic innego poza zajmowaniem się dziećmi i żoną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale kurwa mać najpierw sprawdzę wszystkie możliwe sposoby na to, by mieć ciastko i zjeść ciastko, zanim po prostu rzucę ręcznik i oleję wszystko.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A zacznę od otoczenia się ludźmi o podobnym nastawieniu.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 03 May 2009 02:06:53 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/03/cos-sie-zaczyna/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>Mój sensei by skopał twojemu senseiowi dupę :)</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/04/16/moj-sensei-by-skopal-twojemu-senseiowi-dupe/</link><description>&lt;p&gt;Nie będę tego wrzucał na blipa, a gdzieś bym chciał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=3Vy--Lx8Fyk&quot;&gt;Pierwsza walka&lt;/a&gt;, &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=RRWs_eszjr0&quot;&gt;druga walka&lt;/a&gt;, &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=IVWfiIUhIjo&quot;&gt;trzecia walka&lt;/a&gt;, &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=t-fUXS9idLk&quot;&gt;czwarta walka&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ten wygrywający to mój trener. Zmyłka, w nogi, obalić, kontrolować i nawalać ile wlezie!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;(Ja nie trenuję bicia ludzi, jak już leżą. Nie leży to w mojej łagodnej naturze. Ja im tylko próbuję złamać rękę/nogę, albo ich udusić. Ewentualnie mogę z nimi zatańczyć towarzysko, bądź też wspólnie pooddychać w różnych asanach.)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 16 Apr 2009 20:41:20 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/04/16/moj-sensei-by-skopal-twojemu-senseiowi-dupe/</guid><category>Analogowe rozrywki</category></item><item><title>Pracy szukam. W Wawie.</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/04/03/pracy-szukam-w-wawie/</link><description>&lt;p&gt;W skrócie: jeśli ty lub twoja warszawska firma chcielibyście zatrudnić lekko zużytego mmazura, to prosiłbym o maila, albo żabę (jedno i drugie: mmazur@kernel.pl). Będę też wdzięczny za informacje (może być w komentarzach) o ludziach/firmach, którym mogę się ponarzucać oferując swoje usługi :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Długa wersja:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiaj rano się obroniłem, więc jestem w końcu panem inżynierem. Tylko dyplom będzie dopiero gdzieś za miesiąc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czas zacząć się rozglądać za robotą. Optymalnie by było od mniej-więcej czerwca się już gdzieś zatrudnić i zacząć przenosić, bo Magda akurat będzie kończyć ostatni semestr.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co chcę robić i co umiem? &lt;a href=&quot;http://www.linkedin.com/in/mmazur&quot;&gt;Tu jest mój profil na LinkedInie&lt;/a&gt;, ale to tylko suche informacje. Po prawie czterech latach pracy zawodowej wiem tyle:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Najszczęśliwszy jestem, jak ktoś mi raz na jakiś czas daje coś, czego jeszcze nie robiłem z przykazem, żeby się nauczyć. Lubię czytać, a jak mam po co, to mogę i całą dokumentację techniczną od deski do deski przeczytać (ostatnio tak zrobiłem bodajże z mercurialem).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Bardzo lubię technologie linuksowe. Wyrosłem na PLD, więc jak jakieś pół roku temu musiałem doprowadzić kilkadziesiąt ubunciaków do stanu używalności, to miałem fajną zabawę porównując sposoby budowania pakietów, maintainowania repozytoriów i takie tam.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Lubię systemy równoległe. Kodowaniem czegoś takiego w C na kilkadziesiąt systemów i kilka gigabitów łącza zajmowałem się przez jakieś dwa lata pracy, a ostatnio kazali mi zainstalować Hadoopa z pythonem. Wygląda to naprawdę fajnie, chętnie bym się czymś takim zawodowo trochę więcej pobawił. Nawiasem mówiąc muszę dokończyć swoje proste patche na hadoopa i im wrzucić do bugrackera.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4. Po wielu latach w końcu udało mi się opanować umiejętność pracy z domu. Serio, zaczynanie życia zawodowego od czegoś takiego jest wybitnie niewskazane. Trudno się samemu zmusić do jakiejś systematyczności.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;5. Wspominałem już, że lubię technologie linuksowe?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i to by było na tyle autopromocji. W skrócie: wolę programowanie (Python!), preferowalnie w systemach równoległych, acz mam wystarczająco dużo doświadczenia z adminowaniem, by się bardzo swobodnie czuć w środowisku linuksowym. Tyle.&lt;/p&gt;
&lt;center&gt;&lt;img src=&quot;http://radioemiter.pl/~mmazur/1.jpg&quot;&gt;&lt;/center&gt;
&lt;center&gt;
&lt;p&gt;Proszę, przygarnij mmazurka.&lt;/p&gt;
&lt;/center&gt;
</description><pubDate>Fri, 03 Apr 2009 17:25:20 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/04/03/pracy-szukam-w-wawie/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>LaTeX, dot i pisanie inżynierki</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/03/19/latex-dot-i-pisanie-inzynierki/</link><description>&lt;p&gt;Kontynuując chwalebną tradycję &lt;a href=&quot;http://blog.sliwerski.net/2006/12/02/latex-praca-magisterska/&quot;&gt;publikowania źródeł latexowych swojej pracy&lt;/a&gt; na blogu, oto tarball ze &lt;a href=&quot;http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/inz/rel/mmazur-inz-src.tar.gz&quot;&gt;źródłami do mojej&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jakby ktoś potrzebował porównać oryginalne wersje niektórych plików ze zmodyfikowanymi, to można zassać całe repozytorium w mercurialu wpisując:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;code&gt;hg clone http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/inz&lt;/code&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Update: zapomniałem dodać, że buduje się toto za pierwszym razem przy pomocy &lt;code&gt;make first&lt;/code&gt;, a później już po prostu &lt;code&gt;make&lt;/code&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Natomiast finalny PDF &lt;a href=&quot;http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/inz/rel/mmazur-inz.pdf&quot;&gt;wygląda tak&lt;/a&gt;. Czytania odradzam, nic ciekawego tam nie ma. Gdybym nie musiał, to bym czegoś takiego nie pisał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Za to jakby ktoś chciał, to tutaj garść porad odnośnie technicznej strony klepania takiej pracy:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. &lt;a href=&quot;http://graphviz.org/pdf/dotguide.pdf&quot;&gt;dot&lt;/a&gt; to jest bardzo bardzo przydatna rzecz. Prawie wszystkie obrazki wyprodukowałem bardzo szybko właśnie używając dota. Polecam &lt;a href=&quot;http://graphviz.org/Gallery.php&quot;&gt;screenshoty&lt;/a&gt;. No i &lt;a href=&quot;http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/inz/figures/&quot;&gt;moje obrazki&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Scribus się nie nadaje do malowania obrazków :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Politechnika Opolska oczywiście nie udostępnia własnego loga w formacie wektorowym, bo po co. Na szczęście skalowanie odpowiednio dużego PNG jest całkiem sprawne i na finalnym wydruku wygląda ładnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4. Jeśli twoja uczelnia udostępnia styl do latexa w którym należy pisać prace, to go używaj. Jeśli nie, to się poważnie zastanów, czy warto. O ile &quot;typowe&quot; rzeczy są łatwe do osiągnięcia, jeśli styl je obsługuje, to już z niektórymi musiałem się tak masakrycznie nahakować... To widać po źródłach -- są najeżone jakimiś obejściami i modyfikacjami. Serio, wygląda to wybitnie paskudnie, a nie zależy mi na tyle, żeby próbować któreś z tych modyfikacji czyścić i później gdzieś mergować.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4a. Politechnika Opolska oczywiście nie udostępnia własnego stylu, bo po co.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeszcze raz: jeśli będziesz próbował walczyć z domyślnymi stylami, to zrobi się nieprzyjemnie. Przykłady drastyczne:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Żeby mieć tytuły dla tabelek wyrównywane do lewej, a tytuły dla obrazków wycentrowane, zrobiłem dwie komendy: &lt;code&gt;\centercaption&lt;/code&gt; i &lt;code&gt;\leftcaption&lt;/code&gt;, które zmieniają zmienną &lt;code&gt;\leftcapalign&lt;/code&gt; na 0 albo 1 i zależnie od tego funkcja generująca podpisy (&lt;code&gt;\@makecaption&lt;/code&gt;) zachowuje się tak, albo inaczej. Oryginalnie chciałem, żeby funkcja &lt;code&gt;\@makecaption&lt;/code&gt; zachowywała się odpowiednio zależnie od kontekstu, ale nie znam na tyle składni texa, więc skończyło się na tym, że muszę dodać linijkę przed każdą tabelką i obrazkiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Do powyższego: żeby przy wyrównaniu do lewej mi równało do szerokości tabelki, a nie do marginesu, wygooglałem, żeby używać &lt;code&gt;\ttabbox&lt;/code&gt; i &lt;code&gt;\ffigbox&lt;/code&gt; przy definiowaniu tabelek i obrazków (paczka &lt;code&gt;floatrow&lt;/code&gt;). &lt;strike&gt;Problem: one zwiększają countery do spisu treści o jeden, nie wiem po jaką cholerę, więc muszę najpierw rozpocząć tabelkę &lt;code&gt;\begin{table}&lt;/code&gt;, później zmniejszyć na powrót counter dla tabelek &lt;code&gt;\addtocounter{table}{-1}&lt;/code&gt; i dopiero wsadzić zasadniczą tabelkę do &lt;code&gt;\ttabbox&lt;/code&gt;.&lt;/strike&gt; Oczywiście nad tym wszystkim &lt;code&gt;\leftcaption&lt;/code&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Używam &lt;code&gt;\begin{lstlisting}&lt;/code&gt; do listingowania kodu (paczka &lt;code&gt;listings&lt;/code&gt;). Tyle, że nie wiem, jak temu zmniejszyć czcionkę, więc przed każdym takim listowaniem jest &lt;code&gt;\small&lt;/code&gt;, a po jest &lt;code&gt;\normalsize&lt;/code&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3a. Do listowania konfiga takiego np. mysql-a, gdzie średnik jest komentarzem, ustawiam język na lispa, po czym po listingu wracam do domyślnej składni -- unix shella (listowałem głównie różnej maści konfigi z hashowanymi komentarzami).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3a. Powyższa komenda niektóre spacje robi z podkreślnikami. Olałem, nie chciało mi się kombinować jak to wyłączyć. I tak nikt tego nie będzie czytał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście nie mówię, że tego nie dałoby się zrobić czyściej, ale to nie jest konkurs na ładne źródła w latexu, więc jak zaczynało działać, to przestawałem w tym dalej grzebać. Ale są też przykłady łatwych rzeczy:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Żeby mieć numery tabel od 1 do N, zamiast w formacie X.N, gdzie X to numer rozdziału, wystarczy dać &lt;code&gt;\counterwithout{table}{chapter}&lt;/code&gt; z paczki &lt;code&gt;chngcntr&lt;/code&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;code&gt;2. Żeby mieć captiony dla tabel na górze, wystarczy dać &lt;code&gt;\floatsetup[table]{position=top}&lt;/code&gt; z paczki &lt;code&gt;floatrow&lt;/code&gt;.&lt;/code&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Paczka &lt;code&gt;tocloft&lt;/code&gt; daje dużą kontrolę nad spisami treści. Ja głównie używałem &lt;code&gt;\cftsetindents&lt;/code&gt; do zmiany wcięć w spisach tabel i figur, bo domyślnie są takie, jak dla chapterów, co przy numeracji 1..N zamiast X.N wygląda niezbyt ładnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4. &lt;code&gt;\begin{adjustwidth}&lt;/code&gt; z paczki &lt;code&gt;changepage&lt;/code&gt; pozwoliło mi na bardzo proste zwiększenie marginesów bocznych tylko i wyłącznie dla jednej tabelki, która była trochę szersza niż marginesy pozwalały. Domyślnie była przyklejona do lewego marginesu i wystawała za prawy (tak jak się robi z za szerokim tekstem), a ja chciałem ją mieć całkowicie wycentrowaną. No i się udało.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Były jeszcze jakieś drobiazgi, ale to można znaleźć w samych źródłach, zwłaszcza, że jest historia commitów i można porównać oryginalny plik &lt;code&gt;mwrep.cls&lt;/code&gt; (czyli klasa, jakiej używałem, zamiast standardowego reporta) z modyfikowanym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A, właśnie, licencja tego stylu bodajże zabrania modyfikowania go, więc jest tylko w formie informacyjnej, nie do dystrybucji. Jeśli ktoś by chciał rozpowszechniać tę klasę z moimi zmianami, to bodajże trzeba zmienić nazwę. Wersja tego pliku dostępna bezpośrednio przez www ma o-r na uprawnieniach, żeby google nie zindeksowało, więc można pooglądać tylko tą z mercuriala, albo tarballa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;Update:&lt;/b&gt; problem z numerowaniem tabel/obrazków wynikał z tego, że używałem od paru lat już obsolete &lt;a href=&quot;http://www.tug.org/tetex/&quot;&gt;teTeXa&lt;/a&gt;, zamiast &lt;a href=&quot;http://www.tug.org/texlive/&quot;&gt;TeX Live'a&lt;/a&gt;. Nie zdziwiłbym się, gdyby i inne rzeczy dało się znacznie czyściej zrobić, gdybym nie zaczął od używania staroci.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 19 Mar 2009 17:32:58 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/03/19/latex-dot-i-pisanie-inzynierki/</guid><category>Nauka</category><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Z życia przyszłego inżyniera</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/03/19/z-zycia-przyszlego-inzyniera/</link><description>&lt;p&gt;Zaręczyłem się. Był błyszczący się pierścionek, panorama Opola dookoła, ona powiedziała tak, a pan ochroniarz powiedział, żeby się zmywać z dachu, bo tu jeszcze nie wolno wchodzić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W wieku 24 lat zacząłem łysieć. :( Co jest o tyle smutne, że przez większość życia miałem na głowie za dużo włosów, to teraz będę miał za mało.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mój główny chlebodawca właśnie wszedł w stan przedzawałowy. Niedaleko widać potencjalnego inwestora z defibrylatorem, ale nikt nie wie, czy zdąży. Na razie koniec tej naciąganej metafory, za kilka dni napiszę coś więcej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiaj w końcu oddałem całą papierologię wymaganą do tego, żeby mi termin obrony wyznaczyli. To jest główny powód dlaczego tu było cicho -- pisania miałem po dziurki w nosie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kilka spostrzeżeń:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Przerost formy nad treścią przy pisaniu takich rzeczy jest po prostu epicki. Może się za jakiś czas zbiorę do opisania wszystkich idiotyzmów z tym związanych, teraz mi się nie chce tego w jakąś spójną całość składać. Ja się nie dziwię, że większość studentów na dwustopniowych studiach po napisaniu inżynierki pewnie nawet nie rozważa później podjęcia studiów magisterskich. Ja też nie rozważam. Może za kilka lat, jak już zdążę zapomnieć jakim gównem jest wyższa edukacja (a na (nie)szczęście mam krótką pamięć do takich rzeczy), to się jeszcze raz zastanowię.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Nigdy nie próbuj wybiegać przed stado w jakikolwiek sposób, bo stado cię dogoni i przykładnie ukarze. Promotorka zasugerowała mi, żeby pisać pracę po angielsku, a że nie robiło mi to większej różnicy w jakim języku piszę, a ją (promotorkę) lubię i wiem, że jej by to lepiej w papierach wyglądało, to się zgodziłem. Ponieważ to jest Niewidzialny Uniwersytet w Pćmciu Dolnym, nikt takich rzeczy wcześniej nie próbował, więc dopiero post factum się okazało, że za karę muszę jeszcze dopisać streszczenie w języku ojczystym (wymóg formalny). Owo streszczenie mam zamiar napisać całkowicie na odwal się, bo i tak tego nikt nigdy czytał nie będzie, ale gdybym wiedział od razu, to bym po prostu pracę napisał po polsku i teraz sobie czytał książkę, czy coś. Znowu -- nie chce mi się w tym momencie rozwodzić nad idiotyzmem pisania takiego czegoś.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Strona mojego wydziału &lt;a href=&quot;http://www.we.po.opole.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;view=article&amp;amp;id=52&amp;amp;Itemid=66&quot;&gt;twierdzi&lt;/a&gt;, że wynikową pracę należy oddać w formatach DOC i PDF. Ponieważ pisałem w Latexu, więc nie za bardzo było z czego doca zrobić. Więc użyłem pdftohtml, a wynikową sieczkę wkleiłem do OpenOffica. No i mam doca. A jak się ktoś będzie czepiał, to zasugeruję, żeby się poszedł gonić. Ale to mi raczej nie grozi, bo nikt tego już czytał w tej postaci nie będzie, a systemowi antyplagiatowemu raczej nie robi różnicy jak to wygląda. Uczelnia techniczna psia ich mać :/&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Koniec końców jest na razie 3:0 dla Politechniki Opolskiej:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Wygrałem ogólnopolską olimpiadę z języka angielskiego, to się polibuda może chwalić. Ja z tego miałem wycieczkę, z której nie skorzystałem, zestaw fajnych słowników, z których nigdy nie skorzystam, zestaw noży ozdobnych, które leżą w którejś szafie i zestaw kosmetyków, które chyba zużyłem. Za drugie miejsce bym dostał wieżę audio :/&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Jakieś pół roku później studia, które oryginalnie miały być magisterskimi, &lt;a href=&quot;http://mmazur.7thguard.net/2007/11/19/happy-endy/&quot;&gt;zamieniły się w inżynierskie&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. A teraz polibuda dostanie pracę inżynierską po angielsku, którą nie omieszka się chwalić przed przeróżnymi komisjami, ja za to mam więcej roboty.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W momencie w którym otrzymam swój dyplom inżyniera będzie 3:1. I mam nadzieję, że tej instytucji nigdy w życiu już na oczy oglądać nie będę musiał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Więcej -- a żeby cholera zbankrutowali, zostali zlikwidowani, albo po prostu rozlecieli się w drobny mak z chwilą, gdy wsiądę do samochodu i odjadę. Grrrrr.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No to spadam do pisania...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 19 Mar 2009 12:09:05 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/03/19/z-zycia-przyszlego-inzyniera/</guid><category>Nauka</category><category>Życie</category></item><item><title>Jednak Linux</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/02/16/jednak-linux/</link><description>&lt;p&gt;Pół roku temu zapowiedziałem, że &lt;a href=&quot;http://mmazur.7thguard.net/2008/08/14/linux-na-dev-drzewo-ide-na-viste/&quot;&gt;jak będę zmieniał laptopa, to pewnie się na Vistę albo OS X-a przeniosę&lt;/a&gt;. W skrócie: stary laptop mi zmarł, więc kupiłem nowy, ale dalej siedzę na Linuksie, a na dodatek moja kobieta też, bo mnie poprosiła o migrację. Poza tym z desktopami ostatnio trochę lepiej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale po kolei.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nowy laptop przyszedł z biznesową wersją Visty na pokładzie, więc mogłem się nią trochę pobawić i była całkiem fajna. Niestety przez trzy dni nie miałem na czym pracować, więc musiałem szybko podjąć decyzję co dalej. Przeważyły dwie rzeczy:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Po zabawach z Vistą Magdy wiedziałem już, że Windowsy są zdecydowanie mniej konfigurowalne od desktopów linuksowych, więc musiałbym spędzić sporo czasu (i bardzo niewykluczone, że pieniędzy) na osiągnięcie tej samej funkcjonalności, a i tak nie miałem gwarancji, ze mi się to uda.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Migracja danych byłaby czasochłonna. Głównie przerażało mnie przecięcie poczty -- nie dość, że mam jej dużo na dysku, to jeszcze zostaje wykrywaniem spamu, konfiguracja kont i dużo filtrów. Do tego dochodzą konfigi firefoksa, psi, rss-y i pewnie jakieś tam pomniejsze rzeczy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czyli -- dużo roboty, niepewne wyniki i właściwie sam do końca nie wiedziałem co miałbym przez to osiągnąć. I czy za parę tygodni bym nie stwierdził, że to była bardzo błędna decyzja. Prawda jest taka, że ja nie robię za dużo na swoim komputerze, a to, co robię, to w końcu jednak dokonfigurowywuję.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciekawie było jakiś czas później, gdy Magda mi zasugerowała, żeby jej zainstalować Linuksa, bo mi system to w sumie po prostu działa, a jej Vista po roku od kupna komputera chodzi jak żółw i robi bardzo dziwne rzeczy. Backup, instalacja Ubuntu 8.10, migracja danych, no i:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;The good:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;System od paru miesięcy po prostu działa i nic mu się nie dzieje. Właścicielka nie chce wracać do Visty.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Rhythmbox jest fajny. Przynajmniej na początku.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Wirtualne pulpity są fajne.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Instalacja i aktualizacja softu są proste.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Klikalny support dla zamkniętych sterowników jest fajny.
&lt;p&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;The bad:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Wifi broadcoma jest niedopracowane. Na szczęście wykombinowałem, żeby wyłączyć sprzętowe szyfrowanie i od tego czasu działa stabilnie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Transmission (klient bittorrenta) ma upierdliwe niedoskonałości. Odpowiednie bugi zostały zgłoszone.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Compiz ma artefakty. Do tego powodował bardzo poważny problem z firefoksem, który na szczęście udało się obejść.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;The ugly:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Prawda jest taka, że gdyby nie ja, to Magdzie nie udałoby się doprowadzić systemu do stanu używalności. Acz jak już został doprowadzony, to jest bardzo fajnie.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;W ogóle to była moja pierwsza okazja pobawienia się dłużej Ubuntu i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Ogólnie system jest całkiem dopracowany (jeden z trzech dyskryminujących błędów był związany z zamkniętymi sterownikami), a GNOME jest wygodny w użyciu. Przynajmniej w porównaniu do mojego KDE 3.5.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Acz cholera wie jak to będzie w dalszej perspektywie. Wygląda na to, że zmiany w KDE4 jednak długofalowo wyjdą projektowi na dobre i zrobi się z tego nowoczesne środowisko, które może GNOMA przegonić (i, co ważniejsze, być godnym rywalem MS-a i Apple'a). Zwłaszcza podoba mi się koncepcja integrowania (płynnie degradowalnej) funkcjonalności kompozytowego (?; tego z efektami '3d') desktopu z normalnym window managerem, a nie używanie kompletnie osobnego projektu do tego. Compiz fajny jest, ale to jest masa (a) potencjalnie niestabilnego i nieprzetestowanego kodu i (b) nikomu niepotrzebnej funkcjonalności. Serio, po chwili zabawy z opcjami, 95% efektów i tak pozostaje wyłączona. (A sam projekt &lt;a href=&quot;http://lwn.net/Articles/313710/&quot;&gt;próbuje nie umrzeć&lt;/a&gt; i nie wiadomo, &lt;a href=&quot;http://www.linuxjournal.com/content/compiz-comes-together&quot;&gt;czy mu to wyjdzie&lt;/a&gt;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;X.org też ostatnio &lt;a href=&quot;http://lwn.net/Articles/316274/&quot;&gt;wydaje pozytywne odgłosy&lt;/a&gt;. Wygląda na to, że The Open Source Way jednak jest wydajniejszą metodą produkcji oprogramowania i, dysponując znacznie mniejszymi siłami, uda się dogonić konkurentów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Acz tu zaznaczam, że i tak jesteśmy znacznie w plecy. Linux dopiero teraz dorabia się nowoczesnej architektury dla desktopu i to na razie mają support dla chyba paru chipów intelowskich. Będzie co najmniej połowa 2010, zanim użytkownik będzie mógł wziąć dystrybucję, wrzucić do komputera i być pod niesamowitym wrażeniem tego, że jego karta graficzna jest obsługiwana tak dobrze, jakby normalnie pracował na Windowsie XP w roku 2001.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;(Ciekawym jakie po drodze będą jaja z zamkniętymi sterownikami do NVIDII i ATI, gdy przyjdzie pora korzystać w nich z nowych interfejsów kernelowych.)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A ALSA? Cholera wie. Może kiedyś dorobimy się odpowiedniej ilości kodu wyższego poziomu, żeby linuksowy system dźwiękowy z piekła rodem Po Prostu Działał i pozwalał w łatwy sposób korzystać z czegoś więcej, niż podstawowej funkcjonalności. A może nie i akurat dźwięk na zawsze pozostanie piętą achillesową. Bo na to, że zajdą jakieś drastyczne zmiany na niższym poziomie i sama ALSA zostanie jakoś przerobiona, raczej nie liczę. Zresztą imho byłby to poważny błąd.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A ja za jakiś czas sobie pewnie przetestuję kde4 wraz z najnowszymi iXami, bo chyba mam w laptopie odpowiednią kartę Intela, żeby mi to działało jak trzeba.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 16 Feb 2009 00:25:57 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/02/16/jednak-linux/</guid><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Moje największe informatyczne wpadki</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/02/10/moje-najwieksze-informatyczne-wpadki/</link><description>&lt;p&gt;&lt;i&gt;Zainspirowane &lt;a href=&quot;http://blog.cherouvim.com/the-stupidest-things-ive-done-in-my-programming-job/&quot;&gt;tym wpisem&lt;/a&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Pisząc wiele lat temu &lt;a href=&quot;http://cvs.pld-linux.org/cgi-bin/cvsweb.cgi/pld-ftp-admin/&quot;&gt;automatykę ftp-ową do pld&lt;/a&gt;, wstawiłem tam &lt;b&gt;demona&lt;/b&gt; lockującego (&lt;a href=&quot;http://cvs.pld-linux.org/cgi-bin/cvsweb.cgi/pld-ftp-admin/ftpiod/&quot;&gt;o, to&lt;/a&gt;). Fakt, oryginalnie miał robić też kilka innych rzeczy, ale w praktyce nigdy tego nie zakodowałem, więc zamiast paru prostych flocków jest osobny proces i gadanie z nim po unix sockecie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Używanie lokalnych mysql-i jako miejsca do logowania danych, by je później zasysać na centralnego mysql-a i tam obrabiać. I to wszystko na kilkudziesięciu maszynach. W praktyce był to bardzo czasochłonny w maintainowaniu i podatny na błędy koszmarek, który na szczęście nie jest już w użyciu. (Przy padach maszyn bazy się psuły, trza je było ręcznie naprawiać, a update schematu bazy na parudziesięciu maszynach był... upierdliwy.) Serio, już lepiej pisać do pliku, jeśli się nie korzysta z jakiś dedykowanych rozwiązań dla systemów rozproszonych (hadoopy, czy coś).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. &lt;a href=&quot;http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/linux-libc-headers/&quot;&gt;linux-libc-headers&lt;/a&gt;. Eh. Przez sporo releasy kerneli 2.6.x upgrejdowałem parędziesiąt mega nagłówków (katalog &quot;include&quot; ze źródeł linuksa) &lt;b&gt;ręcznie&lt;/b&gt; przy pomocy diffa i patcha. Tak, jestem skończonym idiotą. Obecnie z umiejętnością używania rzeczy typu mercurial (czy też po przeszkoleniu się w gicie) maintainowanie czegoś takiego byłoby pewnie o rząd wielkości łatwiejsze. Chooooociaż. To były czasy 2.6.0, rok 2003, git nie powstał jeszcze przez półtora roku. Ha! Nie jestem idiotą, tylko prawdziwym twardzielem! (Właśnie sobie uświadomiłem, że grzebałem w zdecydowanie fajniejszych rzeczach, jak byłem nastolatkiem :(&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4. Backupy. Udało mi się w jednej firmie już kilka razy odtwarzać/odzyskiwać dane, bo ktoś/ja nie dopilnował, ale ewidentnie uczę się bardzo powoli, gdyż w chwili obecnej jestem odpowiedzialny za co najmniej kilka systemów, którym od dawna mam dorobić sensowny backup, a które, jeśli umrą, to spowodują, że będę miał bardzo przekichane. I nie tylko ja. Ale już niedługo wszystko będzie backupowane. Serio serio. (Dzisiaj miałem badblocka na laptopie i tak się przeraziłem, że szybko zapuściłem mój autobackup. Okazało się, że poprzedni był we wrześniu...)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;5. Programistyczny mainstream. W javie zdarzało mi się dłubać, bo musiałem coś zmodyfikować, ale nigdy nie potrafiłbym sam napisać całego programu. C++ poznałem za gówniarza w stopniu podstawowym i nigdy tej wiedzy nie pogłębiłem (nigdy się na przykład nie nauczyłem tej debilnej składni ichnich templejtów). Ostatnie IDE, jakiego używałem z własnej woli (studia pomijam), to były jakieś MS Visual C++ za czasów Windowsowych, czyli przed 2002. Miałem wtedy 14-16 lat. C znam dobrze (sporo grzebałem; eskpertem nie jestem), pythona wystarczająco (cały czas używam, ale gigantycznych systemów nie pisałem). Czyli jak patrzę na ogłoszenia o pracę, to właściwie nie mam w nich czego szukać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;6. Windows. Chcielibyście zatrudnić administratora, który musi się chwilę w głowę podrapać, żeby znaleźć panel administracyjny, bo fizycznie Windowsy ogląda raz na pół roku przez pięć minut? No właśnie. Powinienem był się bardziej zdywersyfikować. Że dywersantem zostać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Więcej grzechów nie pamiętam. Jeśli sobie jeszcze kilka przypomnę, to wrzucę drugą część tego wpisu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście liczę na rozpoczęcie łańcuszka. &lt;i&gt;Jeśli namówisz dwóch innych blogerów na opublikowanie listy takiej, jak powyższa, to spotka cię wielka miłość/fiskus zabierze ci trochę mniej wypłaty (niepotrzebne skreślić). Serio serio.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 10 Feb 2009 02:43:58 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/02/10/moje-najwieksze-informatyczne-wpadki/</guid><category>PLD</category><category>Programowanie</category><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Redditowiec o upadku mediów</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/01/17/redditowiec-o-upadku-mediow/</link><description>&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nie udało mi się wymyślić mniej patetycznego tytułu.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ostatnio czytając w Tygodniku Powszechnym [1] artykuł o kryzysie mediów tekstowych (i nie chodzi mi o telegazetę), zacząłem się zastanawiać... Tradycyjne papierowe wydawnictwa są w odwrocie, bo ludzie się przerzucają na internet. Jest globalna recesja, więc rynek reklam dostanie po dupie tak czy siak, do tego jest całkiem niewykluczone, że nastąpi znaczny spadek wartości reklam internetowych (to jest młody rynek, więc pewnie znacznie przeceniany). Sposób czytania w internecie jest drastycznie różny od sposobu czytania gazet, więc i odbiór reklam pewnie jest inny. Gazety tradycyjnie czytało się od deski do deski, więc też sukcesywnie przedzierało się przez reklamy (trudno w ogóle nie zauważyć dwustronnicowej reklamy, skoro się te strony przekłada po kolei), podczas gdy na stronie www z definicji masz idiotyczne ilości szumu (logo na górze, dupne menu nawigacyjne z boku, w cholerę odnośników), więc nawet jeśli tam jakieś reklamy są powsadzane, to się gubią. A ludzie są nauczeni szybko skupiać uwagę tylko na interesującym fragmencie całości, z pominięciem większości zawartości (ba, strona jest źle zaprojektowana, jeśli nie jest natychmiast oczywiste co jest zasadniczą treścią; wyobrażacie sobie menu nawigacyjne na 70% szerokości i treść na 30%?)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Moja dzienna dawka czytadeł jest jednak wybitnie monotematyczna, więc mnie ciągnie do czegoś innego. Będąc w Empiku wpadłem na pomysł, że ciekawe powinno być poczytanie czegoś pisanego przez ludzi o innych uwarunkowaniach kulturowych i o innej mentalności, bo wtedy mam zabawę z próbą zrozumienia skąd się bierze takie, a nie inne spojrzenie na świat. Różne ładne chrześcijańskie magazyny były ładne, ale (a) drogie, (b) nie miałem pojęcia który wybrać i (c) chciałem to czytać przy jedzeniu, więc format zwykłej papierowej gazety był najwygodniejszy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do tego jeszcze zacząłem się zastanawiać nad własnym sposobem korzystania z internetu. Nie wiem jak on się ma do ogólnych trendów, ale... Po pierwsze używam adblocka, więc reklam nie widuję praktycznie w ogóle. Po drugie nie czytam niczego, co choćby w najmniejszym stopniu przypominałoby tradycyjną gazetę. Jedyne, co ląduje w mojej przeglądarce, a nie jest &quot;amatorskim&quot; blogiem (nie czytam blogów, których autorzy utrzymują się z pisania bloga), to lwn.net (zawodowo) i reddit.com (wszystko inno). Ok, to pierwsze to jakby tradycyjny 'serwis' newsowy, natomiast cała reszta, to albo blogi, albo to, do czego mogę dostać się z reddita.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli mój sposób korzystania z netu (już pal licho adblock) jest skorelowany z ogólnymi trendami, to ja tu praktycznie nie widzę możliwości utrzymywania się z pisania czegokolwiek tradycyjnie dziennikarskiego. LWN jest częściowo płatny i ja mam takie płatne konto, ale to jest inwestycja czysto zawodowa -- będę za taki dostęp płacił, bo są mi te informacje przydatne w pracy. I tego typu publikacje raczej powinny przeżyć (Gazeta Prawna anyone?), bo mają konkretną niszę, a ta nisza ma dobrą motywację, żeby wydawać pieniądze. Autorzy z kolei w większości pisaniem tylko dorabiają, bo gazeta z poradami zawodowymi pisanymi przez ludzi nie mających z danym zawodem wiele wspólnego, raczej długo nie przeżyje. Ale taki New York Times?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tego typu duże publikacje mają to do siebie, że jednak produkują sporo wartościowego kontentu (są pozytywnie ukontentowane :), więc i w miarę regularnie trafiają na takiego reddita. Ale co z tego? Przecież z ekonomicznego punktu widzenia to są jakieś okruszki. Ni jak się taki NYT nie utrzyma przy życiu (afaik już jest w tarapatach finansowych), jeśli głównie będzie mógł liczyć na tego typu serwisy społecznościowe oraz okazjonalne większe ilości wejść, bo akurat coś ważnego się w kraju dzieje. Nawet jeśli różne diggi to trwały trend i większość ludzi będzie w ten sposób korzystać z internetu, to i tak szczerze wątpię, żeby to się opłacało w taki sam sposób, w jaki opłacało się w erze analogowej. A nawet jeśli ludzie będą z netu korzystać jeszcze inaczej, to takie gazety i tak powymierają.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jaka jest alternatywa? Wyobrażacie sobie, że będę płacił za dostęp do NYT (albo onetu :), żeby sobie raz na jakiś czas przeczytać jeden artykuł? Bo ja jakoś średnio. A jeśli już nawet miałbym płacić za np. artykuły na tematy polityczne, to na pewno nie te zajmujące się bieżącym pieprzeniem politycznym, ale takie, które mi z tego całego szumu wyciągną tylko rzeczy istotne z punktu widzenia ekonomicznego/społecznego, czy jakiegoś tam (a co za tym idzie pisane przez ekonomistę, albo socjologa, który mi wytłumaczy na jakiej podstawie twierdzi to co twierdzi, a nie dziennikarza, który może co najwyżej przedstawić opinie kilku specjalistów). No taki Economist po polsku, tylko bez wypełniaczy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale, co ja się tam, nastanie mad max i wszyscy umrzemy. A na poważnie -- pałętają mi się po głowie jakieś wybitnie zwariowane potencjalne rozwiązania, ale żadne nie jest dla mnie samego na tyle przekonujące, żeby kogokolwiek innego męczyć opisem. Mam niejasne przeczucie, że skończy się to wszystko jakimś gigantycznym stopieniem się mediów/providerów kontentu, gdzie w ramach jednej opłaty uzyskam dostęp do gigantycznego zestawu pisanych przez profesjonalistów artykułów. Innymi słowy, że do 90% pisanego za mamonę kontentu, do jakiego będę mógł znaleźć linki na reddicie, będę mógł otrzymać dostęp płacąc jakiś abonament może trzem różnym firmom.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Albo wreszcie będzie praktyczny micropayment.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 17 Jan 2009 02:46:52 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/01/17/redditowiec-o-upadku-mediow/</guid><category>Blogizm</category></item><item><title>Rynek IT a recesja?</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/12/13/rynek-it-a-recesja/</link><description>&lt;p&gt;&lt;i&gt;W tym odcinku, dla odmiany, jest pytanie do publiczności.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W dosyć krótkoterminowych planach (6 miesięcy) mam wyjazd do Warszawy, D.C. Wiąże się to ze zmianą pracy na jakąś &quot;normalną&quot;, w sensie nie-zdalną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i powstaje problem -- czy za sześć miesięcy w ogóle będzie dało się gdziekolwiek zatrudnić? O ile rozumiem skutki globalnego kryzysu są u nas odczuwalne z lekkim lagiem, ale są. Ma ktoś jakieś doświadczenia? Coś już się na naszym lokalnym rynku zaczęło ruszać w tej kwestii? I jakieś przewidywania na najbliższą przyszłość?&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 13 Dec 2008 13:50:27 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/12/13/rynek-it-a-recesja/</guid><category>Praca</category><category>Techblog</category><category>Życie</category></item><item><title>Resetowanie auta jest kosztowne</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/12/07/resetowanie-auta-jest-kosztowne/</link><description>&lt;p&gt;Znacie ten kawał o informatykach, którzy, żeby &quot;naprawić&quot; samochód, najpierw z niego wysiadają, a później wsiadają? No to nie jest on taki wyssany z palca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sam tak niestety robię. Automatycznie traktuję swój samochód tak samo, jak bym traktował komputer i po raz drugi mnie to poważnie pokopało po kieszeni i zmasakrowało plany.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Raz pierwszy -- przez parę tygodni samochód na niskich obrotach chodził nierówno, ale nic z tym nie robiłem[1]. Pojechałem nad morze. Wracając, gdy przejeżdżałem przez Słupsk, samochód na jednym postoju powydawał trochę dziwnych dźwięków przez chwilę, po czym przestał. Dziwne. Pewnie jakiś glitch, jedziemy dalej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Inna sprawa, że mechaników miałem takich, którzy nie zachęcali do częstego ich odwiedzania. Od tego czasu ten konkretny bug już jest resolved.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście do tego Słupska, to mnie później z powrotem dowiózł assistance, po paru godzinach czekania na niego. A samochód odebrałem jakiś tydzień później, płacąc za: bilety PKP na trasie Opole--Słupsk, lawetę, robociznę, no i kilka części zmasakrowanych przez urwane łopaty wiatraka od chłodzenia (to duże kręcące się coś z przodu). Oczywiście po całej zabawie samochód przestał się rzucać na niskich obrotach. Zapewne przez nowy wiatrak, który teraz już pracuje równo i nie grozi urwaniem łopat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Raz drugi -- przedwczoraj wyjeżdżając rano do Piły zauważyłem, że nie działa mi ogrzewanie. Oh well, po prostu pojadę bez. Przejeżdżałem obok swojego mechanika, ale nie wstąpiłem. Paręnaście kilometrów dalej, stojąc przed zjazdem na autostradę, czułem, że auto chodzi trochę nierówno i już miałem zawrócić, ale magiczne myślenie wygrało.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zwozili mnie później z tej autostrady, za co zapłaciłem dosyć słono, więc w sumie koszta naprawy będą pewnie gdzieś tak x3. A do Piły, to sobie pojadę dopiero w poniedziałek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wnioski:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Laweta jest znacznie droższa i bardziej czasochłonna, niż profilaktyka antylawetowa.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Samochód nie ma tak poizolowanych podsystemów, jak komputer i &quot;niewinne&quot; objawy mogą sugerować (i często sugerują) poważniejsze problemy. W razie wątpliwości zatrzymać się i dzwonić do mechanika.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Samochód to fizyczny mechanizm. Restarty tutaj nie pomagają. Drobne usterki będą się tylko powiększać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;A ponieważ auto to system naczyń bardzo połączonych, drobna usterka jak już się przemieni w poważniejszą (coś się przestanie urywać i w końcu się urwie), może za sobą pociągnąć zmasakrowanie paru części, które są akurat umiejscowione obok. I też kosztują.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
</description><pubDate>Sun, 07 Dec 2008 18:13:20 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/12/07/resetowanie-auta-jest-kosztowne/</guid><category>Techblog</category><category>Życie</category></item><item><title>Multidistro mega howto</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/11/16/multidistro-mega-howto/</link><description>&lt;p&gt;Vide poprzedni wpis -- zna ktoś jakąś stroną z &lt;b&gt;krótkimi&lt;/b&gt; opisami wykonywania różnych operacji pod różnymi distrami, czy mam sam zakładać? Znam rpm -qa, umiem obsługiwać poldka i chciałbym prostą stronę, z której dowiem się jak podobne rzeczy osiągnąć emergem, albo getując apta. Plus bardzo przydatne byłyby szybkie kursy budowania paczek, wytłumaczenie struktury deweloperskiej, rozkładu katalogów na ftp-ie, etc, etc. Taki data mine dla zaawansowanych adminów. Anyone?&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 16 Nov 2008 01:58:58 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/11/16/multidistro-mega-howto/</guid><category>PLD</category><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Zostanę humanistą, może socjopatą?</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/11/16/zostane-humanista-moze-socjopata/</link><description>&lt;p&gt;Nudzi mi się. W obu pracach robię właściwie za admina, w jednej od xena z PLD, w drugiej od blade'ów z Ubuntu. Jednak chęć dogłębnego rozumienia dystrybucji, której używam, wyniosłem z młodości, więc poznawanie Ubuntu (i różnych dziwadeł typu glusterfs) jest całkiem ciekawe, ale... to jednak praca. Gdyby mi za to nie płacili, to bym się za to nie zabrał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od paru lat mam ten dziwny stan, gdy poznawanie nowych technologii to tylko kwestia czasu, a nie jakiegoś wyzwania. Mam już wystarczająco cierpliwości, żeby po prostu przeczytać całą dokumentację od początku do końca, jeśli jest mi to rzeczywiście potrzebne (mercurial pwnz), ale żeby np. zainteresować się architekturą tegoż mercuriala? Wgryźć się we wnętrzności i napisać patcha, czy dwa? No cóż, radocha z tego, że upstream mergnął moje wypociny zdecydowanie maleje z każdym wytworzonym patchem, tak, że w chwili obecnej najpierw się zastanawiam, czy mogę bez danej funkcji żyć, później, czy mogę sobie zrobić jakiegoś własnego hacka, a dopiero na końcu rozważam grzebanie w źródłach, po czym kończę rozważania i idę pooglądać następny odcinek House'a. Case in point: w trakcie czytania &lt;a href=&quot;http://hgbook.red-bean.com/&quot;&gt;hgbooka&lt;/a&gt; poprawiłem &lt;a href=&quot;http://hg.serpentine.com/mercurial/book/rev/53e20c92b6b6&quot;&gt;parę&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://hg.serpentine.com/mercurial/book/rev/5561812fc5c9&quot;&gt;literówek&lt;/a&gt;, ale przy błędach w treści ograniczyłem się do wysłania maila autorowi. Jego sugestię, bym poprawił i podesłał patcha olałem. Nie chciało mi się zastanawiać jak to poprawnie rozwiązać :(&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eh. Pewnie kwestia wyrobienia &lt;a href=&quot;http://www.guardian.co.uk/books/2008/nov/15/malcolm-gladwell-outliers-extract&quot;&gt;magicznych 10k godzin&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlatego zacząłem szukać rzeczy, których mógłbym się uczyć od początku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Poszedłem studiować filozofię i w sumie się nie zawiodłem. Poza sporą ilością głupot [1], jednak regularnie dostaję niewielką dawkę ciekawych dla mnie informacji na temat genezy obecnej nauki i jak ona się wpisuje w szerszy kontekst. Swoją edukację filozoficzną zakończę najprawdopodobniej po pierwszym roku, więc i tak będę musiał sobie po prostu znaleźć książkę na ten temat i doczytać, ale nie powiem, żeby nie było warto. Ciekawe to, a kadra jest zaskakująco dobrze wykwalifikowana.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Ktoś chce, żebym mu wytłumaczył implementację obiektowości w Pythonie w terminach Platońskich idei? Bo umiem. Nie wiem po co, ale umiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale to mało. W piątek byłem na organizowanym przez politologów wykładzie z rednaczem &lt;a href=&quot;http://www.polskatimes.pl/gazetaopolska/&quot;&gt;Gazety Opolskiej&lt;/a&gt;, Markiem Świerczem. Ciekawie facet gadał i przynajmniej już wiem dlaczego zawód dziennikarza nie jest dla normalnych ludzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Parę tygodni temu stwierdziłem, że ponabijam się trochę z humanistów i wraz z moją kobietą wybraliśmy się na pierwsze w tym roku akademickim spotkanie &lt;a href=&quot;http://socjonetu.org/&quot;&gt;socjopatów internetu&lt;/a&gt;. Plan na ten rok jest taki, żeby wymyślić jakąś definicję &quot;bliskości w tle&quot; [2], po czym stwierdzić co w tejże bliskości jest sensownym zbadać, jak to zbadać (jeśli w ogóle się da), no a na końcu zbadać. Nie ma jak precyzyjne cele, ni? :) Nie pomaga fakt, że &lt;a href=&quot;http://wnkz.com/&quot;&gt;prowadzący&lt;/a&gt; jest mocno chaotyczny i trzeba go trochę popchnąć, żeby cokolwiek się ruszyło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[2] Oryginalny termin: ambient intimacy. W skrócie: utrzymywanie kontaktów towarzyskich przez w znacznej mierze pasywne śledzenie blogów, naszych klas, statusów gg, etc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale znowu, opłaciło się. Mi się wcześniej wydawało, że badanie w którym nie uczestniczy statystycznie sensowna grupa osób i z którego później nie wychodzą jakieś liczby (tzw. badanie ilościowe), to tylko strata czasu, bo tak naprawdę nic się z tego przydatnego nie dowiaduję (nie mogę uogólniać, wyciągać wniosków aplikowalnych do większej grupy ludzi). Właśnie czytam książkę &quot;Prowadzenie badań jakościowych&quot; (badania jakościowe to te z których nie wychodzą liczby) i jest tam bardzo prosta argumentacja, mniej więcej w ten deseń: nie zawsze się &lt;b&gt;da&lt;/b&gt; przeprowadzić badanie ilościowe, więc bez badań jakościowych byśmy uniemożliwiali &lt;b&gt;jakikolwiek&lt;/b&gt; typ poznania pewnych fragmentów rzeczywistości. No i w sumie... kilka obszernych wywiadów z paroma przedstawicielami jakiejś kultury da mi zawsze większe o niej pojęcie, niż kompletny brak danych (z badań statystycznych na pięciu kosmitach mi praktycznie z definicji wyjdą głupoty, więc już lepiej ograniczyć się do wywiadów i obserwacji zachowań).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zainspirowany nowym odkryciem podharcerzyłem mojej kobiecie (studiuje polonistykę) &quot;Teorie badań literackich&quot; Zofii Mitosek i spora część wstępu okazała się poświęcona zagadnieniu: czy w badaniach literackich daje się cokolwiek ustalić i czy istnieje jakaś spójna metodologia. Wniosek nie był zerojedynkowy, ale dowiedziałem się przynajmniej tyle, że naukom humanistycznym i owszem udało się co nieco ustalić. Scenopis trudno pomylić z powieścią, co to jest narrator i podmiot liryczny pewnie większość osób wie, a terminy takie jak geneza, funkcja, czy struktura utworu są używane w większej ilości nauk humanistycznych. I nie powstała ta wiedza w ramach rozwoju fizyki, czy matematyki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I żadnej z tych rzeczy nie dowiedziałbym się, gdyby nie studia na uniwerku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;...a w następnej kolejności rozważam kurs gotowania.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 16 Nov 2008 01:53:14 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/11/16/zostane-humanista-moze-socjopata/</guid><category>Nauka</category><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>῾ελλοου ουoρλδ</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/10/21/o/</link><description>&lt;p&gt;Co się najpierw pisze przy poznawaniu nowego języka? :)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 21 Oct 2008 23:47:46 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/10/21/o/</guid><category>Nauka</category></item><item><title>Życie filozofa update</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/10/17/zycie-filozofa-update/</link><description>&lt;p&gt;Studiuję sobie tę filozofię i jest całkiem fajnie. Mam średnio po dwa przedmioty dziennie i wolny piątek. Najważniejszy cel został osiągnięty: po raz pierwszy od ponad roku mam normalny tryb dobowy. Budzę się najpóźniej około dziesiątej, spać chodzę zazwyczaj koło północy i nie sypiam dzień w dzień po 9-10 godzin.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Studia w skrócie: ciekawsze i dużo lżejsze, niż się spodziewałem. Z tygodnia na tydzień muszę co najwyżej przeczytać kilkanaście stron tekstu, a i to niezbyt dokładnie, bo na ćwiczeniach gada głównie prowadzący. Przynajmniej jeden. Nie wiem jak drugi, bo jak nic ostatnio nie przeczytaliśmy, to nas po prostu puścił do domu. To &quot;luźne&quot; podejście do zajęć jest w ogóle wybitnie dziwne. Dzisiaj zamiast na jednych zajęciach byliśmy w knajpie, bo sala była zajęta. Nie wiem jak tu wygląda sesja, ale o ile nie jest jakoś wybitnie zaporowa, to nie za bardzo rozumiem jak takiego kierunku można nie skończyć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co do przydatności praktycznej tych studiów: właściwie żadna. Już abstrahując od tego, że ćwiczenia polegają tutaj na gadaniu (gdzie przez 99% czasu gada prowadzący), liczyłem trochę na logikę. No i się przeliczyłem. Na ćwiczeniach owszem, bawimy się w sprawdzanie poprawności twierdzeń na podstawie przesłanek, ale już wykład z semiotyki jest nieaplikowalny do niczego. Po nim pogadałem sobie trochę na ten temat z prowadzącą i wyprowadziła mnie ona z błędnego założenia, że logika to w sumie taka matematyka. Niestety niespecjalnie. W matematyce najpierw uczą dodawania, później mnożenia, później czegośtam, a gdzieś dalej można sobie robić całki, czy co tam i praktycznie cała ta wiedza jest mi potencjalnie przydatna. W logice taki progres nauczania niekoniecznie istnieje (od prostych użytecznych do trudnych użytecznych). O ile mi, jako informatykowi, mogą być przydatne pewne jej fragmenty, jak logika matematyczna (to jest chyba to, czego miałem jeden semestr na informatyce), czy jakieś analizy leksykalne (gdyby mi się zachciało pisać kompilator ;), czy ki wafel, to tego akurat na tych studiach miał prawie na pewno nie będę (powód: humaniści się gubią w formalizmach).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To co ja sobie z tych studiów wyciągam, to głównie informacje o ewolucji i fundamentach nauki zachodniej. Czytanie Platona na razie mnie bawi, mimo, że pisał w sposób zawiły straszne pierdoły, ale pewnie ewentualnie będę się przygotowywał do zajęć po łebkach i nie zrobi to różnicy. Natomiast bardzo miłym zaskoczeniem jest to, że kadra (vide &lt;a href=&quot;http://adam-grobler.w.interia.pl/&quot;&gt;szef instytutu&lt;/a&gt;) nie jest oderwana od rzeczywistości i praktycznie wszystkie omawiane tematy osadza w kontekście obecnej nauki. Są te kawałki informacji niestety nieliczne, więc przekazywane w tempie dosyć żółwim, niemniej jest naprawdę ciekawym uświadomić sobie jak trudne było wypracowanie tych wszystkich zasad i metodologii, które w obecnym technokratycznym społeczeństwie biorę za pewnik. Starożytni filozofowie, na barkach których to wszystko zostało zbudowane, kombinowali jak przysłowiowy koń pod górę (a ja się tych ich wymysłów muszę uczyć ;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Serio, właściwie dopiero teraz zaczynam doceniać jak bardzo &quot;głupi&quot; jest ludzki umysł sam z siebie i jak bardzo poprawność jego działania zależy od poprawności informacji, jakie mu się podaje na wejściu. Najtęższe umysły starożytności wymyślały straszne pierdoły i ludzkości tysiące lat zajęło opracowanie sensownych zasad tego, jak dochodzić do nowej wiedzy. Nic z tego, co mówił taki Platon, ci się do niczego nie przyda, ale przez te wszystkie wieki różni dziwni ludzie, przy okazji rozważań nad m.in. Platonem, dochodzili do coraz sensowniejszych i trafniejszych pomysłów. Platon nie był wyrocznią, tylko katalizatorem. Nasza cywilizacja zaczęła się od bandy obiboków bredzących o niestworzonych rzeczach...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i na koniec trochę amunicji dla tych, co mnie w komentarzach posądzają o znęcanie się nad moją kobietą: Magda, będąc na czwartym roku polonistyki, zrezygnowała z kursu pedagogicznego i zapisała się na inżynierskie studia na mojej politechnice. I na nie chodzi. I twierdzi, że doświadczenie jest ciekawe i fajnie jest poznawać te różne informatyczne kawałki wiedzy, o których nie miała wcześniej pojęcia, że istnieją (ostatnio jej wytłumaczyłem &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Kod_uzupe%C5%82nie%C5%84_do_dw%C3%B3ch&quot;&gt;u2&lt;/a&gt; przed zajęciami, po czym ona na zajęciach go tłumaczyła reszcie grupy). Niestety okazało się, że, przynajmniej na pierwszym semestrze, ilość matematyki i fizyki może być zbyt zaporowa. Zwłaszcza dla kogoś, kto (a) za przedmiotami ścisłymi nigdy nie przepadał i (b) miał je ostatnio sporo lat temu. Więc nie ma pewności, że nie odpadnie za parę miesięcy, zwłaszcza, że studiuje dwa kierunki. Ale to już nie jest temat na bloga.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W ogóle po pięciu miesiącach wspólnego mieszkania stwierdzam, że dzielenie z kimś życia jest zdecydowanie ciekawsze, niż przeżywanie go samemu. Wracając do domu nie tylko mam komu opowiedzieć o tym, co sam robiłem, ale mogę się też zainteresować wydarzeniami, przy których mnie w ogóle nie było. To tak jakbym każdego dnia żył trochę bardziej...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 17 Oct 2008 01:20:41 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/10/17/zycie-filozofa-update/</guid><category>Nauka</category><category>Życie</category></item><item><title>Pieprzony amerykański rynek nieruchomości</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/09/18/pieprzony-amerykanski-rynek-nieruchomosci/</link><description>&lt;p&gt;Że też kurwa mać pieprzona globalna recesja musiała się zacząć akurat teraz. Grrr. W sumie nigdy nie jest dobry moment i nie planuję w najbliższym czasie przymierać głodem, ale zdecydowanie preferowałbym rok temu, albo za trzy lata, a nie teraz.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mam nadzieję, że tym debilom z USA uda się jakoś to w miarę ustabilizować i uniknąć kompletnego posypania się gospodarki, bo przed czymś takim pewnie reszta świata by się nie wybroniła. Zobaczymy. No i, szlag by ich trafił, niech w końcu wymyślą taki system w którym takie rzeczy nie są możliwe i banki są od bezpiecznego trzymania pieniędzy klientów, a nie idiotycznego przepieprzania ich na bezmózgie inwestycje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A swoim wnukom będę odpowiadał (zakładając, że zachodnia cywilizacja się jakoś utrzyma przez następne kilkadziesiąt lat) jak to w połowie 2008 roku zeszliśmy się z ich babcią i że świat ciężko za to zapłacił... ;)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 18 Sep 2008 21:07:05 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/09/18/pieprzony-amerykanski-rynek-nieruchomosci/</guid><category>Życie</category></item><item><title>Homo philosophus</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2008/09/12/homo-philosophus/</link><description>&lt;p&gt;Jestem po rozmowie kwalifikacyjnej na filozofię na lokalnym uniwerku [1]. Dostałem się. Jeśli sprawy zawodowe wrócą do nieobciążającej normy, to przynajmniej będę miał zapewnioną rozrywkę na jakiś czas. A jak nie, to po prostu zrezygnuję -- nic nie tracę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Rozmowa tylko dla staromaturowców. Ot, dyskryminacja.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety mam poważne wątpliwości, czy uda mi się przetrzymać pierwszy semestr. Rozmawiało ze mną trzech chybadoktorów: jeden archetypicznie oderwany od rzeczywistości (chudy, zarośnięty, używający dużej ilości dziwnych terminów), a dwóch nie. Problem, że z tymi oderwanymi też będę miał zajęcia i zaliczenia. &lt;a href=&quot;http://www.filozofia.uni.opole.pl/show.php?id=55&quot;&gt;Zakłady w instytucie&lt;/a&gt; to: Historia Filozofii, Filozofia Człowieka, Ontologia i Epistemologia, Etyka i Komunikacja Społeczna oraz Logika i Metodologia Nauki. Pierwsze trzy to najprawdopodobniej będą kompletne pierdoły, których prawie na pewno nie uda mi się przeżyć. Czwarty brzmi potencjalnie interesująco (jeśli nie bezpośrednio, to chociaż jako źródło nowych koncepcji), ostatni natomiast to jest właśnie to, po co tam idę. Logika fajna rzecz (na informatyce miałem jeden semestr, tu będą trzy), natomiast ja tak naprawdę chciałbym studiować Naukę. [2] Niestety taki kierunek studiów nie istnieje i jedyne jego przybliżenia mogę znaleźć właśnie na filozofii. [3] W jakim stopniu mi się to uda, dowiem się w ciągu najbliższych paru miesięcy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[2] Zakres materiału: historia nauki, (obecna) metoda naukowa, główne problemy świata, przegląd istniejących obecnie dziedzin nauki wraz z ich fundamentalnymi aksjomatami, ograniczeniami, dziedzinami, obecnymi trendami, aplikowalnością, metodologią rozwoju (np. humany typu socjologia opierają się głównie na badaniach statystycznych; fizyka nie), etc, etc. Same fajne rzeczy. Pozwala np. rozumieć ograniczenia obecnej cywilizacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[3] I jest to bardzo bardzo niefortunne. Obecnie zastosowanie normalnej filozofii jest &lt;b&gt;żadne&lt;/b&gt;. Jest ona jeszcze mniej przydatna, niż większość humanów (zawodowo taka polonistyka przygotowuje przynajmniej do nauczania polskiego; a filozofia?). Jedyne przydatne jej kawałki to te, które jeszcze mają coś wspólnego z nauką (logika, historia nauki, może te kwestie etyczno-moralne, hgw czy coś więcej). Imho powinno się te rzeczy przenieść na inne, mniej kojarzące się z mało zaradnymi ludźmi kierunki (Nauka!), a filozofię przechrzcić na &quot;historię filozofii&quot; i opłacać jej nauczanie na maksymalnie dwóch uczelniach w państwie.&lt;br&gt;
A, jeśli ktoś ma mi zamiar tłumaczyć, jaka to filozofia jest przydatna do wielu różnych rzeczy (cytując &lt;a href=&quot;http://www.uni.opole.pl/show.php?id=341&amp;amp;lang=pl&amp;amp;m=22&quot;&gt;promo mojej nowej uczelni&lt;/a&gt;: &lt;i&gt;[absolwenci] cechują się dużą elastycznością na rynku pracy&lt;/i&gt;, hehehe), to niech najpierw uważnie przeczyta &lt;a href=&quot;http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3081/q,Filozofia.a.nauka&quot;&gt;ten tekst&lt;/a&gt;. W skrócie: nie, nie jest. Ani trochę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;P.S.&lt;br&gt;
Kobieta mnie natchnęła do trochę innego pomysłu -- po jakiego wafla mam iść na uniwerek, żeby ładować sobie kolejne rzeczy do głowy, skoro i tak robię to regularnie sam z własnej inicjatywy. Jeśli mi się nudzi, to przecież mogę poszukać kursów czegoś praktycznego. Murarz-tynkarz, florysta (to chyba ten od układania bukietów; nie mylić z florecistą), piekarz, hydraulik, cokolwiek. Przynajmniej będę później do czegoś przydatny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polska Partia Socjalistyczna (P.P.S.)&lt;br&gt;
A żeby dzień był jeszcze ciekawszy, gdy jechałem na trening, jakiś pijak zwalił się przede mną na jezdnię, rozwalił sobie łeb i stracił przytomność. Musiałem przy nim czekać, aż przyjedzie pogotowie i go zabierze. Dobrze, że miał wystarczająco oleju w głowie, żeby się wykopyrtnąć zanim byłem na tyle blisko, żeby mu jeszcze poprawić samochodem.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 12 Sep 2008 02:35:08 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2008/09/12/homo-philosophus/</guid><category>Nauka</category><category>Życie</category></item></channel></rss>