<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>mmemuar ;)</title><link>http://mmazur.7thguard.net/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Tue, 16 Mar 2010 15:50:26 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Moja spółdzielnia i komornik</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2010/03/13/moja-spoldzielnia-i-komornik/</link><description>&lt;p&gt;Nieprzyjemna niespodzianka. Niedługo po tym, jak kupiliśmy sobie na Ursynowie mieszkanie, któryś sąd apelacyjny zasądził, że &lt;a href=&quot;http://www.smprzymetrze.waw.pl/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;moja nowa spółdzielnia&lt;/a&gt; ma zapłacić nie wiem już dokładnie ile milionów (kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt) jakiemuś podwykonawcy. Tenże nie zwlekał i dosyć szybko nasłał komornika, który zajął nieruchomości i konta bankowe spółdzielni. Podejrzewam, że moje dwa ostatnie czynsze poszły w próżnię.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I tu się robi ciekawie. Zarząd nie spieszył się specjalnie z informowaniem ludzi o tym fakcie. Kilka tygodni temu wrzucił do skrzynek pocztowych pismo o mniej-więcej &lt;a href=&quot;http://www.przeklej.pl/plik/2010-01-28-pismo-sm-pdf-0008o38kj8j72j6&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;podobnej treści&lt;/a&gt; stwierdzając, że większość odziedziczonych przez nich problemów prawnych jest już rozwiązana, a tymi obecnymi nie ma się co martwić. Do tego od dłuższego czasu w różnych wywieszkach wspominał coś o jakichś negocjacjach z bankiem w sprawie prowizji i wynikających z tego zawirowaniach z kontami spółdzielni. Ba, mam tutaj ulotkę z 5 marca w której jak byk pisze, że &lt;q&gt;w związku z pobieraniem od Państwa przez Bank Millennium prowizji z tytułu pobieranych opłat za użytkowanie lokali, prosimy o wstrzymanie się z dokonywaniem tych wpłat na dotychczasowy rachunek bankowy&lt;/q&gt;. Jasne, to wszystko przez Bank Millennium, a nie komornika. Na dodatek kazali płacić osobiście w kasie spółdzielni albo na załączony numer konta (który jest inny, niż &lt;a href=&quot;http://www.smprzymetrze.waw.pl/_aktualnosci.php&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;numer na ich stronie&lt;/a&gt;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Naprawdę fajnie zrobiło się przedwczoraj, gdy w skrzynce pocztowej znalazłem dwa teksty:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;&lt;a href=&quot;http://www.przymetrze.org.pl/ulotka.pdf&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;Ulotkę&lt;/a&gt; jakiejś &lt;a href=&quot;http://www.przymetrze.org.pl/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;anonimowej grupy&lt;/a&gt; (&lt;a href=&quot;http://www.przymetrze.fora.pl/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;forum&lt;/a&gt;) o tym, że jest przegrany proces, jest komornik, są gigantyczne długi, a zarząd to banda niekompetentnych chciwych durniów sterowanych przez &lt;a href=&quot;http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/esbek-na-czterech-lapach/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;byłego SB-ka&lt;/a&gt;, których trzeba jak najszybciej odwołać zwołując najpierw walne zgromadzenie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;a href=&quot;http://www.przymetrze.org.pl/pismo.jpg&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;Odpowiedź zarządu&lt;/a&gt; w którym tenże stwierdza, że wcale nie jest tak strasznie, będzie dobrze, poza tym oni są niewinni i bardzo im się nie podoba bycie oblewanych pomyjami przez jakichś zapchlonych anonimów o facjatach pokrytych parchem.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Kupa radochy, bo ogólnie widać, że towarzystwo jest siebie warte. Z jednej strony Zarząd, który ma tendencję do produkowania dużej ilości tekstu z małą zawartością informacji, tzn. na konkretne zarzuty odpowiada tylko i wyłącznie stwierdzeniem, że jest niewinny. Z drugiej zaś jakaś anonimowa grupa, która zarzuca Zarządowi wszystko, co tylko jej przyjdzie do głowy i jeszcze trochę, więc ni cholery nie idzie stwierdzić, które z tych zarzutów rzeczywiście mogą mieć coś wspólnego z rzeczywistością.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z ciekawszych kwestii:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Całe to mydlenie oczu z powodem zmiany numerów kont.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Kompletny brak jakichkolwiek przydatnych informacji na &lt;a href=&quot;http://www.smprzymetrze.waw.pl/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;stronach spółdzielni&lt;/a&gt;. Nie ma tam ani uchwał, ani rocznych sprawozdań, ani protokołów z posiedzeń. Średniowiecze, zero transparentności.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Oto &lt;a href=&quot;http://www.przymetrze.org.pl/?p=5&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;wyliczenie zarobków zarządu&lt;/a&gt; z którego wynika, że zarząd zarabia grubo ponad 60 tyś. miesięcznie. A zarząd jest dwuosobowy. Sprawdzałem te wyliczenia ze &lt;a href=&quot;http://www.przeklej.pl/plik/spraw-2007-000-jpg-0007ikakt6u92j6&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;źródłem&lt;/a&gt; (acz niepotwierdzonym; nie mam powodu zakładać, że anonimy wrzucają niezmodyfikowane dokumenty do sieci) i rzeczywiście wyglądają na prawdziwe, przy czym mój dziadek, po parudziesięciu latach pracy jako (główny) księgowy m.in. w spółdzielniach twierdzi, że akurat dla księgowości pozycja &quot;zarobki zarządu&quot; może oznaczać więcej osób.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Anonimy wspominają też o 100 tyś. przeznaczonych na jakieś nagrody specjalne, acz skanów żadnych nie wrzucili, a strona spółdzielni jest oczywiście bezużyteczna.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Dla mnie z tego całego cyrku wynika jeden główny problem -- to spółdzielnia płaci za wodę, gaz, ocieplanie oraz wywóz śmieci oraz zajmuje się remontami, a ja lubię moje zdobycze cywilizacji i chciałbym, żeby ktoś mi udrożnił zatkany komin wentylacyjny w kuchni oraz naprawił w połowie bezużyteczny domofon.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I teraz nie wiem co zrobić. Z jednej strony boję się, że anonimy tylko pogorszą sprawę z sądem i komornikiem: najpierw odwołają obecny zarząd, po czym powołają kogoś jeszcze mniej kompetentnego, kto na dodatek nie będzie wiedział, że pojutrze należy złożyć papiery odwoławcze. Z drugiej, obecny sposób zarządzania spółdzielnią sprawia wrażenie bardzo starożytnego i trzeba by to naprawić -- docelowo wprowadzić obowiązek publikowania wszystkich ważnych informacji na stronie www, a, póki co, dobrać się do wersji analogowych co ważniejszych dokumentów, poweryfikować jak to zarządzanie w praktyce wyglądało w ostatnich latach i przy okazji wszystko poskanować i powrzucać do internetu, żeby inni też mogli popatrzeć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eh. Wypadałoby zainteresować się tą spółdzielnią, choćby dla zabezpieczenia własnego interesu (lubię mieć wodę w kranie). Ale społeczeństwo obywatelskie to jest bardzo słuszna idea aż do momentu w którym realną nie staje się perspektywa łażenia po jakiś biurach i nagabywania starszych pań, żeby wygrzebały potrzebne mi papiery. Co może być tym bardziej problematyczne w tym momencie, bo spodziewam się, że Centrum Dowodzenia Spółdzielni przestawiło się w tryb defensywny. :/&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 13 Mar 2010 01:54:36 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2010/03/13/moja-spoldzielnia-i-komornik/</guid><category>D.C.</category><category>Życie</category></item><item><title>Microsoft na ratunek przed Złym Googlem</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2010/03/04/microsoft-na-ratunek-przed-zlym-googlem/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.bing.com&quot;&gt;&lt;img class=&quot;alignright&quot; src=&quot;/files/bing_logo.png&quot;&gt;&lt;/a&gt; Parę dni temu przerzuciłem się na &lt;a href=&quot;http://www.bing.com&quot;&gt;binga&lt;/a&gt;. W skrócie: daje radę. Więcej spostrzeżeń podam za kilka akapitów, ale najpierw odpowiedź na podstawowe pytanie:&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Ale po co?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Bo nie podoba mi się to, ile google ma o mnie danych. Tak, znam motto &lt;q&gt;don't be evil&lt;/q&gt; i doceniam to, że Larry i Siergiej próbują stworzyć &quot;przyjazną&quot; korporację, ale prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego. Korporacje są duże, mają swoje wielkie, powoli się kręcące tryby i nieuchronnie jacyś ludzie w te tryby wpadają.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Główny problem z googlem jest taki, że oferuje on zbyt dużo zbyt dobrego softu. Z dwa razy zdarzyło mi się migrować różne organizacje na gmaila. Sam używam konta gmailowego do mojej poczty &quot;firmowej&quot;, żeby mieć pewność, że mi filtr spamowy nie pożre żadnych faktur. Przy tworzeniu &lt;a href=&quot;http://www.linux.org.pl/PLUG/imprezy/pingwinaria/2010/agenda&quot;&gt;agendy pingwinariowej&lt;/a&gt; za centrum dowodzenia służył nam googlowy arkusz kalkulacyjny. Google mapsy też fajne są (acz &lt;a href=&quot;http://www.zumi.pl/&quot;&gt;zumi&lt;/a&gt; ma znacznie lepsze zdjęcia satelitarne, więc regularnie z niego korzystam).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rezygnowanie z używania &lt;b&gt;wszystkich&lt;/b&gt; tych usług byłoby dla mnie mocno kontrproduktywne. Ale co za dużo, to nie zdrowo:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Wyszukiwarka loguje wszystko, czym się interesuję, od małych kotków po przepisy na stworzenie bomby zapalającej. Pamięta też w które linki klikam.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mapy logują wszystkie miejsca, które odwiedzam.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Youtube pamięta jakie filmiki oglądałem.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Żeby korzystać z różnych aplikacji, mam konto, które identyfikuje mnie z imienia i nazwiska (i chyba nie tylko).&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Różni autorzy osadzają mapy u siebie, więc google może dodatkowo śledzić strony, które odwiedzam.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;To samo google analytics.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Analizowanie całej mojej poczty, jeśli używam gmaila.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Analizowanie wszystkich moich pogaduszek, jeśli korzystam z gtalka.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;I znowu problem z googlem -- robi wszystko za dobrze. Ja jestem całkiem pewien, że oni są w stanie wszystkie te dane całkiem sprawnie skorelować. A że na &lt;a href=&quot;http://www.reddit.com/&quot;&gt;reddicie&lt;/a&gt; jest osadzony analytics, to teoretycznie mogą mieć wgląd w 95% mojej aktywności sieciowej. Z całego mojego życia.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Jak się bronić?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Moje sposoby przez te lata:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Nigdy nie zacząłem używać gmaila jako podstawowej skrzynki, pomimo fantastycznego antyspama. Wolę się użerać ze swoim własnym lokalnym bogofiltrem w kmailu i starą dobrą skrzynką pocztową via pop3.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Tak, używam gmaila do poczty firmowej, ale to są nieistotne, nieprywatne dane.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Nigdy nie zacząłem używać gtalka do prywatnych rzeczy. Administruję własnym (zasadniczo to PLD-owym) serwerem jabbera.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;(Nawiasem mówiąc moja poczta i jabber są na Słowacji, ale to było niezamierzone.)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Po miesiącach rozważania takiej opcji, przerzuciłem się z wyszukiwaniem na binga.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Poważnie bym się zastanowił przed użyciem googlowego GPS-a.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;h3&gt;Różnice&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Parę dni używania to nie jest specjalnie dużo, ale wyszukiwarka to jest bardzo podstawowe narzędzie, więc miałem sporo okazji porównywać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pro:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Google mnie nie śledzi.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Znacznie trudniej byłoby jakiejś osobie bądź instytucji zebrać kompleksowy zestaw danych na temat mojej aktywności sieciowej.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Bing jest mniej &quot;zlokalizowany&quot;, więc szukając czegoś, nie muszę się przedzierać przez dwie strony polskich linków.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Microsoft, w moim odczuciu przynajmniej, jest obecnie firmą mocno pozbawioną potencjału technologicznego. Więc o ile po Googlu spodziewam się, że za parę lat wymyśli jak, analizując moje wyszukiwania, stwierdzić jaki jest mój ulubiony kolor bielizny, o tyle w przypadku Microsoftu nie odczuwam takiego zagrożenia.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Contra:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Lepsza &quot;lokalizacja&quot; googla ma swoje zalety. Bing mi przy szukaniu warsztatu nie podstawi od razu pod nos mapki z takowymi w okolicy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Parokrotnie głównym wynikiem wyszukiwania była jakaś podstrona zamiast strony głównej (google trafiał poprawnie).&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Nadal nie mam zaufania do trafności wyników i w przypadku &quot;ważnych&quot; rzeczy potwierdzam w googlu.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Acz fakt faktem, jest to mocno subiektywne odczucie. I chyba czasami jest na odwrót -- to bing lepiej trafia.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Cała googlowa wiedza stała się bezużyteczna. Muszę poszukać odpowiedników keywordów typu &quot;site:&quot; i &quot;inurl:&quot;.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;h3&gt;Podsumowanie&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Tak, wiem, pewnie w oczach niektórych wyjdę na paranoika. Ale wolę być safe, niż sorry. Faktem jest, że ilość śladów zostawiana przez nas w sieci będzie się z czasem tylko zwiększać. Zdolności korelowania tych śladów przez różne organizacje także. Mocno niepokoi mnie perspektywa wejścia na celownik jakiegoś &quot;kompetentnego inaczej&quot; polskiego stróża prawa, który mógłby zarekwirować mi na czas nieokreślony cały domowy sprzęt elektroniczny, tym samym uniemożliwiając pracę (komputer), kontakt z kimkolwiek (komputer+telefon) czy nawet dostęp do własnych pieniędzy (także komputer+telefon, a może karta debetowa też, bo w końcu ma chip). Dlatego pocieszenia szukam w tym, że otrzymanie logów z mojej działalności internetowej wymagać będzie nie dość, że poproszenia o to zagranicznej korporacji, to jeszcze na dodatek więcej, niż jednej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nawiasem mówiąc, zastanawialiście się kiedyś jak by to było, gdyby przyznali u nas pewnym służbom uprawnienia do włamywania się i wgrywania trojanów na komputery obywateli? Można założyć, że różne firmy oferowałyby organom państwowym programy do tegoż włamywania się w które wbudowane byłyby niepubliczne exploity na różne popularne kawałki oprogramowania. W tym na routery wifi Thomsona, które UPC rozdaje w dziesiątkach tysięcy (?), dorzucając je do pakietów instalacyjnych kablówkowego internetu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chyba trzeba było nie pozbywać się Linksysa z wgranym openwrt...&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;P.S.&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Po paru latach się skusiłem i wrzuciłem tutaj google analytics, żeby móc was w ładnych wykresikach oglądać. Mój niecny plan jest taki, żeby utopić googla w &lt;b&gt;waszych&lt;/b&gt; danych jednocześnie odcinając mu dostęp do moich. :) Poza tym pogrzebałem trochę przy szablonie, acz zmiany nie powinny być specjalnie zauważalne.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 04 Mar 2010 00:50:31 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2010/03/04/microsoft-na-ratunek-przed-zlym-googlem/</guid><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Za dużo danych</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2010/02/26/za-duzo-danych/</link><description>&lt;p&gt;Do czego nadają się zakładki w przeglądarce? Do niczego. Dzisiaj robiłem porządki i z uzbieranych na przestrzeni ostatnich dwóch lat linków, prawie wszystkie poszły do kosza. Kiedyś dodałem je z założeniem, że przeczytam w wolnej chwili. Takowa nigdy nie nadeszła. Za dużo informacji, za mało czasu, by je przyswoić. Drażni mnie to.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W pracy używamy paru bardziej skomplikowanych technologii. W latach mogę liczyć czas, jaki zajmie mi poznanie ich w stopniu wystarczającym, by następny pracodawca mógł mnie zatrudnić i powiedzieć:&quot;tu masz wytyczne, zrób tak, żeby od razu działało&quot;. Ale taka jest charakterystyka mojego zawodu -- co jakiś czas uczyć się nowych systemów abstrakcji i sposobów myślenia o problemach, po czym stosować tę wiedzę w praktyce. Jeśli chcę, żeby pracodawcy/klienci mnie cenili, muszę umieć ten proces sprawnie przeprowadzać. Z każdą kolejną iteracją coraz sprawniej. Przyswajając nową wiedzę muszę myśleć o tym, żeby następnym razem szło mi to lepiej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety (?) taki rygor myślowy i podejście zadaniowe to nie jest coś, co można po prostu wyłączyć. W takich samych kategoriach myślę o właściwie dowolnej innej czynności. I tu się pojawia problem z nadmiarem danych. W domenie zawodowej za decydowanie na jakim konkretnie wycinku wiedzy powinienem się skupiać, odpowiada mój szef. To jego biznes, on decyduje nad czym należy pracować, żeby klientom się podobało. Potrzebujemy funkcjonalności X? Ok, trochę poszukam, potestuję, po czym znajdę najbardziej obiecujące podejście i zacznę się w nie wgryzać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale w przypadku mojego życia, to ja jestem szefem. Ja oceniam wymagania, ja dobieram priorytety, zawężam pole poszukiwań, wybieram konkretne rozwiązanie, wprowadzam je w życie, obserwuję wyniki, porównuję z oczekiwaniami, koryguję. I to wszystko mocno po omacku. &lt;em&gt;Homo sapiens&lt;/em&gt; nie ma instrukcji obsługi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nadmiar danych, niedobór czasu. Jakieś półtora miesiąca temu spędziłem z ładnych kilkadziesiąt godzin wgryzając się w &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Egzystencjalizm_(filozofia)&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;egzystencjalizm&lt;/a&gt; (tak, jestem w tym wieku). Była to dobra inwestycja czasowa, bo, choć nie znalazłem tam rozwiązań, to znalazłem pewną strukturę, dzięki której wiem na czym mogę się skupiać, a w przypadku czego traciłbym tylko czas.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale to było tylko mocno wysokopoziomowe myślenie, &quot;filozofia życiowa&quot;. Jak, kiedy i w jakiej kolejności zabrać się za rozgryzanie bardziej przyziemnych spraw? Kilka przykładów takowych:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Matematyka nie kłamie: za mojego życia przeludnienie oraz niedobory surowców materialnych będą problemem. Jak i czy w ogóle mogę się zabezpieczyć przed skutkami?&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Emerytura i ogólnie inwestycje. W co? Ile? Wiem, że nasz system emerytalny nie ma prawa przeżyć w obecnej formie przy obecnej demografii. Wiem też, że system giełdowy jest obecnie bardzo mocno oderwany od rzeczywistej produkcji, a ujemny przyrost naturalny działa dodatkowo na niekorzyść. Jak długo mogę nie znać odpowiedzi na te pytania? Każdy rok, w którym nic nie inwestuję drastycznie zmniejsza moje przyszłe zyski.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Ze spraw bardziej krótkoterminowych: na czym powinienem się skupiać zawodowo? W czym się doszkolić? Jakie są moje cele finansowe? Jakie są w ogóle kierunki rozwoju mojego sektora gospodarki?&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Każde z powyższych rozbija się na sporą ilość podproblemów, nawet tak prozaicznych, jak wygląd. Przez większość życia ubierałem się byle jak. Czy widzę się za pięć lat na stanowisku kierowniczym? A jeśli tak, to może wypadałoby sobie zacząć powolutku podwyższać poprzeczkę jeśli idzie o sposób ubierania się?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A może nie, bo nie mam tyle czasu, żeby zajmować się wszystkim na raz. Natomiast funkcjonalnie by było, gdybym mógł za rok albo trzy powrócić do rozważań na ten temat i porównać moje obecne wnioski z przyszłymi. Zapewnienie takiej trwałości zgromadzonej przez siebie wiedzy jest samo w sobie ambitnym zadaniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Parę lat zajęło mi opracowanie systemu zarządzania informacjami, w którym się nie gubię i który się w miarę sprawdza. Jest to temat na osobną notkę, którą prędzej czy później naskrobię, ale na razie tylko wymienię, że w chwili obecnej na bieżąco korzystam z: mindmap, KDE-owych żółtych karteczek, KDE-owego minutnika, KOrganizera, papierowego megadziennika (w którym prowadzę m.in. dziennik pracowy), mniejszego prywatnego dziennika, kilku notatników z wyrywanymi kartkami, karteczek przyczepianych magnesami do tablicy, pióra na naboje, bit.ly oraz blipa. A ponieważ dzisiejsze porządki w zakładkach uświadomiły mi poważne niedobory stosowania do pewnych zadań kombinacji bit.ly, blipa oraz megadziennika, więc szykują się tu w najbliższym czasie większe modyfikacje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I skoro mam już za sobą ten przydługi wstęp, to chciałbym przejść do meritum: czy któryś z czytelników może polecić delicious, albo podobny serwis, bo ostatnio zacząłem rozważać korzystanie z tagowania linków? ;)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 26 Feb 2010 01:32:32 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2010/02/26/za-duzo-danych/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>Nowy Śmierdzący Świat Stole This Film</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2010/02/16/nowy-smierdzacy-swiat-stole-this-film/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.krytykapolityczna.pl/Nowy-Wspanialy-Swiat/menu-id-238.html&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;Nowa siedziba Krytyki Politycznej&lt;/a&gt; ma bardzo fajną lokalizację i jest obszerna w środku. A do tego na parterze jest knajpa... w której ewidentnie wolno palić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co samo z siebie nie jest problemem, ale niestety sala w której odbywają się różne spotkania/prelekcje/pogadanki znajduje się bezpośrednio nad rzeczoną knajpą, a prowadzi do niej strasznie szeroki korytarz bez żadnych drzwi (?). Skutek tego taki, że nalepka &quot;zakaz palenia&quot; robi tylko za głupi dowcip, bo wyziewy z knajpy powodują, iż w sali wykładowej jest po prostu siwo od dymu papierosowego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ja rozumiem, że duże sale w dobrej lokalizacji na tego typu imprezy masowe są towarem deficytowym, ale kamaaan. Następnym razem jak będzie tam organizowane coś ciekawego (czyli &lt;a href=&quot;http://panoptykon.org/seminarium/58-seminarium-panoptykon-rozmowy-o-spoeczestwie-nadzorowanym-od-integracji-publicznych-baz-danych-do-kontroli-nad-obywatelami&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;jutro&lt;/a&gt;) nie będzie to tylko problem &quot;czy chce mi się ruszyć cztery litery&quot; ale także &quot;czy chcę siedzieć przez X godzin w smrodzie, a po powrocie musieć brać prysznic, bo mi włosy prześmierdną&quot;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z innych spostrzeżeń po &lt;a href=&quot;http://www.panoptykon.org/component/content/article/46-fundacja-panoptykon-news-1/59-steal-this-movie-ii-dyskusja-na-temat-qkto-jest-dzi-piratemq&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;dzisiaj&lt;/a&gt;:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Brak dobrego/ostrego moderatora z przygotowanymi konkretnymi punktami do dyskusji oznacza chaos.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Publika nadaje się do zadawania pytań po części zasadniczej, ale nie do tworzenia owej części zasadniczej, bo patrz punkt powyższy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Człowiek, który chce powiedzieć coś mądrego, przestaje słuchać, co mówią inni, a zaczyna liczyć sekundy, aż będzie mógł zacząć własną wypowiedź. Sam to też obserwuję u siebie. (Jakakolwiek spójność dyskusji bierze wtedy w łeb, stąd punkt pierwszy.)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;a href=&quot;http://www.stealthisfilm.com/Part1/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;Film&lt;/a&gt; był praktycznie cały o piratebayu sprzed paru lat i w sporej części miał postać dosyć komicznej propagandy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Dyskusja po filmie była o czymś zupełnie innym.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&quot;&lt;a href=&quot;http://www.lipszyc.pl/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;Jarosław Lipszyc&lt;/a&gt; naczelnym Robin Hoodem polskiego internetu&quot;. :)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mocno kontrastowo to wygląda, jeśli praktycznie cała sala składa się z osób w wieku okołostudenckim plus raptem kilku wyglądających na starszych.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Na dodatek jest to mało optymistyczny kontrast.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
</description><pubDate>Tue, 16 Feb 2010 00:09:07 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2010/02/16/nowy-smierdzacy-swiat-stole-this-film/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>D.C.</category></item><item><title>Asperger, ty bucu</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2010/01/13/asperger-ty-bucu/</link><description>&lt;p&gt;Nie, nie masz &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Aspergera&quot;&gt;zespołu Aspergera&lt;/a&gt;. Jeśli &lt;i&gt;publicznie&lt;/i&gt; twierdzisz, że masz, to poważnie się zastanów, czy nie używasz tej &quot;diagnozy&quot;:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;jako odznaki honorowej, bo przecież wszyscy fajni, bardzo inteligentni nerdzi mają Aspergera, i/lub&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;jako wymówki dla swoich słabych zdolności społecznych.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Po pierwsze -- nawet jeśli jakiś prawdziwy psycholog powiedział ci, że kwalifikujesz się na Aspergera (a tak naprawdę nigdy nie rozmawiałeś z psychologiem, po prostu przeczytałeś artykuł na wikipedii, co nie?), to nie oznacza to wcale zbyt dużo. Jeśli rzeczywiście myślisz o sobie w kategoriach geekowo-nerdowych, to powinieneś rozumieć o co chodzi w nauce i metodzie naukowej. Co za tym idzie powinieneś wiedzieć, że fizyka i matematyka są bardzo mocno naukowe (a co za tym idzie powtarzalne, weryfikowalne, etc.), a cała reszta już niekoniecznie. Medycyna, taka normalna od chirurgów i antybiotyków, jest całkiem nieźle naukowa, ale (na nasze nieszczęście) dalej sporo jej do ideału. Psychologia natomiast wypada tutaj mocno blado. O ile część zaburzeń (pewnie zwłaszcza z zakresu psychiatrii klinicznej) jest całkiem nieźle sklasyfikowana, opracowane są skuteczne metody ich leczenia, ba, znane są nawet ich genetyczne podstawy, o tyle różne syndromy i inne zespoły, zwłaszcza te kulturowo popularne jak Asperger właśnie, mają bardzo nieostre kryteria klasyfikacji i kompletnie nieznaną przyczynę. Istnieją spore wątpliwości, czy w ogóle mają &lt;b&gt;jakąkolwiek&lt;/b&gt; przyczynę i nadają się do &quot;leczenia&quot;, czy też może po prostu podpadają pod jakiś kawałek spektrum ludzkich zachowań.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie jesteś &lt;b&gt;chory&lt;/b&gt; na Aspergera, jesteś po prostu (upraszczając) dosyć inteligentny, masz specyficzne zainteresowania oraz zbyt mało rozbudzoną potrzebę kontaktów towarzyskich, żeby zmusić się do rozmawiania o tym, o czym rozmawiają twoi rówieśnicy (czyli, z twojego punktu widzenia, kompletnych pierdołach). Analogicznie najpopularniejszy chłopak w twojej klasie nie ma, hmm, zaburzenia &lt;b&gt;a&lt;/b&gt;społecznego, tylko po prostu jest tak okablowany, żeby bardzo chcieć być towarzyski, więc przez wiele lat starał się taki być i teraz już doszedł do dużej wprawy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I druga sprawa -- używanie Aspergera jako wymówki, że przecież jestem nerdem, to nie mam życia towarzyskiego i w ogóle dziwny jestem. Nie masz życia towarzyskiego, bo taki jest twój wybór. Niekoniecznie do końca świadomy, ale twój. Wmawianie sobie, że przecież masz Aspergera, więc nie ma szans, żebyś był w stanie prowadzić &quot;normalne&quot; życie towarzyskie, jest szukaniem wymówek i oszukiwaniem siebie. Tak, jak najbardziej istnieje możliwość, że z różnych stylów życia, najbardziej odpowiadałby ci styl samotnika, ale to jesteś w stanie definitywnie stwierdzić dopiero starając się żyć bardziej w społeczeństwie przez jakiś czas i dochodząc do wniosku, że ci to jednak nie do końca odpowiada. I przez &quot;w społeczeństwie&quot; nie mam na myśli &quot;w szkole&quot;. Szkoła jest bardzo sztucznym miejscem, a twoi rówieśnicy są tylko dziećmi i interakcje z nimi z założenia będą wyglądać znacznie inaczej, niż z osobami dorosłymi. Dzieckiem-nastolatkiem szkolnym jesteś przez naście lat. Osobą dorosłą, przy obecnej przeżywalności, spokojnie z pięćdziesiąt, może nawet siedemdziesiąt-osiemdziesiąt lat. Decydowanie co robić przez ten drugi okres na podstawie relatywnie krótkiego i mocno niereprezentatywnego okresu pierwszego, jest bardzo głupią decyzją.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I wierz mi, na twój obecny stan wpływ ma sporo rzeczy i twój mityczny Asperger niekoniecznie jest tutaj dominujący. Gdyby twoi rodzice mieli więcej możliwości i pomysłów na kontrowanie twojego wstępnego braku umiejętności społecznych, gdy byłeś jeszcze młody, to kto wie, może przez miniony czas byś doszedł do jakiejś sensownej wprawy i w ogóle byś o tym nie myślał. Ba, gdybyś nie był jedynakiem, tylko miał dwójkę starszych braci, to pewnie nie miałbyś wyjścia, tylko przez te lata być przynajmniej trochę bardziej oblatany w kontaktach z innymi ludźmi, niż jesteś. Takich &quot;gdyby&quot; jest wiele. I działają one także w drugą stronę. Gdyby rodzice tego popularnego chłopaka w podstawówce potrafili lepiej zaprzyjaźnić go z jakimś ciekawym tematem, to może poszedłby do dobrego technikum, wkręcił się np. w (zaawansowaną) mechanikę samochodową i skończył na studiach inżynierskich. Nadal potencjalnie może to zrobić, mając już te dwadzieścia klika lat, ale najpierw musi sobie wybić z głowy, że jest totalnym nieukiem i nieudacznikiem. (Ludzie serio mają takie zwroty w życiu.)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I nie ma tu żadnego &quot;ale ja jestem inny, ty nie zrozumiesz&quot;. Mój koronny dowód że się da, ma na imię Magdalena i za pół roku (z hakiem) zostanie moją żoną. A uwierz mi, nie jesteś większym nerdem ode mnie, koniec końców wszyscy byliśmy podobni.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I żeby było jasne -- ja nie twierdzę, że zostaniesz najpopularniejszym człowiekiem na dzielni. Jest to jak najbardziej do wykonania, jeśli bardzo chcesz, ale jeśli nie chcesz, to też dobrze. Nie musisz być naj. Wystarczy, że będziesz wystarczająco towarzyski, żeby być zadowolony z poziomu swojej towarzyskości. Ludzie są różni, lubią różne rzeczy w różnym stopniu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Możesz mi zaufać, wiem co mówię. Po półtora roku mieszkania z kobietą wiem jak drastycznie różne mogą być reakcje dwojga ludzi na te same sytuacje i to na najbardziej podstawowym, emocjonalnym poziomie. Jak bardzo może się różnić podstawowe okablowanie, przemyślenia (lub ich brak), emocje wywoływane daną sytuacją (lub ich brak), jej obraz. W zaufaniu powiem ci, że lubię o sobie myśleć jako o całkowicie przeciętnym człowieku, zwłaszcza w kontekście towarzyskim. Jeszcze w Opolu miałem grupę zupełnie normalnych znajomych i nie miałem problemu w dogadywaniu się z nimi. Nie jest to do końca prawda i Magda potwierdza, że ewidentnie odstawałem swoimi reakcjami na tle innych. I tak, z tyłu głowy wiem o tym, ale nie przeszkadza mi to myśleć o sobie w tym kontekście jako o całkowitym przeciętniaku. Skoro Piotrek był jednym z najspokojniejszych, najbardziej łagodnych i po prostu najbardziej uprzejmych ludzi, jakich miałem okazję poznać, a jakoś nikt nie zwracał uwagi na to, że jest &quot;inny&quot;, to czemu ja mam być ze swoim zestawem cech?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Więc dobrze ci radzę, powiedz Hansowi, że jest bucem i nie chcesz mieć z nim więcej do czynienia, po czym skup się nad tym, co chcesz osiągnąć i jak to zrobić. Garść konkretniejszych porad:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Jeśli po prostu nie rozumiesz na jakiej zasadzie działają interakcje w grupie, to poczytaj na ten temat. Psychologia ma te tematy rozgryzione dosyć dokładnie już od dosyć dawna, więc przyswajalnych, popularnonaukowych książek jest sporo. Skoro jesteś nerdem, to nie powinieneś mieć problemów z przeczytaniem ze zrozumieniem książeczki, czy dwóch. Ja tak zrobiłem, zadziałało.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Z empatią i emocjami jest jak z innymi funkcjami mózgu, są trenowalne. Za pierwszym razem może nie wpadniesz w trakcie rozmowy na to, co dany ton głosu oznacza, ale za trzecim może to być automatyczne. (Acz nie oczekuj tu cudów, niektórzy są w tym po prostu naturalnie lepsi.)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Zacznij uprawiać coś fizycznego. Ja polecam brazylijskie jiujitsu (i ogólnie nieuderzane, zapaśnicze sporty). Moja ogrowata budowa (krótkie nogi, długi tułów, długa szyja, długa głowa, krępa budowa) i łatwość w przybieraniu wagi były upierdliwe aż do czasu, gdy się nie okazało, że pozwalają na względnie łatwe nabranie i utrzymanie całkiem sensownej ilości mięśni. Fakt faktem w chwili obecnej jestem oficjalnie otyły, ale nadal jestem w stanie robić pompki i podciągać się na drążku. Za nastolatka nie byłem tego w stanie robić ważąc kilkadziesiąt kilogramów mniej.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Zacznij uprawiać coś fizycznego, z kobietami. Tak, to też, jeśli ci się uda, ale akurat teraz chodzi mi o taniec. W wieku bodajże lat 21 poszedłem na kurs tańca dla początkujących. Półtora roku później, będąc już na grupie turniejowej, razem ze swoją 17-letnią partnerką wystąpiłem na turnieju tańca w Brzegu, gdzie przebrany w idiotyczny strój (czarne, obcisłe, lekko błyszczące i bardzo wysokie spodnie; przy mojej, erm, mało smukłej budowie) zatańczyłem tak, że zajęliśmy ostatnie miejsce, przegrywając z dużą ilością znacznie ode mnie młodszych dzieciaków. Nie umierałem w trakcie z zażenowania, nic mi nie było, zatańczyłem jak umiałem najlepiej, a teraz mam zabawną historyjkę do opowiadania. A jak poznałem Magdę, to mogłem ją z czystym sumieniem zaciągnąć na tańce. Da się.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Ale nie da się z dnia na dzień. Planuj w miesiącach i latach. Ja planowałem, żeby w ciągu kilku lat mieć dziewczynę. Dwa lata później zeszliśmy się z Magdą. Kolejne dwa lata i bierzemy ślub. I przynajmniej pod tym względem mam spokój na resztę życia, nie muszę się męczyć wracając do pustego domu.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
</description><pubDate>Wed, 13 Jan 2010 21:12:27 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2010/01/13/asperger-ty-bucu/</guid><category>Nauka</category><category>Techblog</category><category>Życie</category></item><item><title>$HOME sweet $HOME</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/12/22/home-sweet-home/</link><description>&lt;p&gt;W końcu przyszedł termin przekazania mieszkania i w ciągu ostatnich kilku dni wyprowadziliśmy się z wynajmowanego, a wprowadziliśmy się do własnego. (Spora) garść spostrzeżeń:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Bez samochodu byłaby kaplica, zwłaszcza jeśli idzie o zakup mebli. Duże sklepy meblowe są zazwyczaj na obrzeżach miasta. Do tego są duże, a ich obchód trwa sporo czasu i jest męczący. Więc jeśli ktoś nie chce kupić pierwszych lepszych mebli, bo chodźmy już stąd, jestem zmęczony (a przeciętny facet ma zapewne małą odporność na plątanie się po takich przybytkach; ja wiem, że mam), to trzeba się liczyć z co najmniej kilkoma wycieczkami. Preferowalnie nie w weekendy, jeśli ktoś ma taką możliwość, bo tłoczno.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Black Red White wygląda jak Ikea, ale to nie jest Ikea. Niestety za późno na to wpadliśmy, dlatego też stół do kuchni będziemy mieli za jakiś miesiąc (z potencjalnym hakiem), a łóżko za tydzień. Na szczęście Magda wpadła na genialny pomysł zakupienia samego materaca (znaczy takiego łóżkowego) w Ikei, więc póki co śpimy na nim.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Pamiętajcie, żeby nie przeprowadzać się w grudniu akurat jak zaczynają się mrozy i śnieg. Oczywiście jak już skończyliśmy, to się teraz cieplej zrobiło.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Wnoszenie kilku tur dużej ilości ciężkich rzeczy po schodach na trzecie piętro jest męczące. Nie polecam.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Skręcenie czterech krzeseł lub dużego biurka z Ikei zapowiada się jak fajna zabawa (jeeej, duże klocki Lego!), póki nie jest godzina później, a dalej się nie skończyło.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Własny mały pokoik w którym mieści się fajne półokrągłe biurko, fotel &quot;prezesa&quot; i jakaś szafka czy dwie, jest bardzo fajny. Jak będę miał w nim już komplet mebli i go na wiosnę odnowię, to wrzucę zdjęcia.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Odziedziczony po poprzednich właścicielach &lt;a href=&quot;http://www.dladomu.com/index.php?p=galleryGalleryShow&amp;amp;iIdLink=140&amp;amp;iType=1&amp;amp;iPhoto=1&quot;&gt;teletransporter&lt;/a&gt; jest... kontrowersyjny. Miło się dzisiaj słuchało radia biorąc prysznic, ale konserwacja i braki ergonomiczne tego czegoś mogą być przeszkadzające. Plus nie czuję się najpewniej myjąc się w czymś, co jest podłączone do prądu. Energize!&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Dodatkowo jest on na 20-centymetrowym podwyższeniu, sam ma bardzo wysoki brodzik i bardzo ciasne wejście, więc wchodzenie/wychodzenie z niego nie jest trywialne. Osoba starsza mogłaby się przy tym nieźle uszkodzić.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;A ubikacja to taka komórka metr na metr. Niewygodne toto, duszne i jak tylko się włączy światło, to zdekowany gdzieś wiatrak zaczyna robić bardzo głośne zzzzzzzzzzzz... I prędzej czy później się walnę w łeb o drzwi (i podbiję oko klamką) siadają lub próbując wstać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Całkiem spora paranoja poprzednich właścicieli jest intrygująca. Dostępu do mojego mieszkania bronią: trzy piętra, okna na klucz, zamykana na kilka (różnych) kłódek metalowa krata na całej szerokości okna i drzwi balkonowych (serio), oraz podwójne drzwi z czterema zamkami (każdy inny). Nie wiem co oni w tym mieszkaniu trzymali tak wartościowego, ale w moim przypadku ewentualny złodziej będzie raczej zawiedziony, jeśli jedyne co znajdzie, to nienajnowszy komputer z monitorem warte razem jakieś kilkaset złotych (bo jak nas nie ma, to znaczy, że, też stare i z dolnej półki laptopy mamy przy sobie). Nawet telewizora nie mamy :) I o ile nie trzymałbym w mieszkaniu czegoś rzeczywiście drogiego, to raczej bym się nie decydował na instalowanie takich zabezpieczeń, ale jak już są, to mam zamiar korzystać. Może mi ubezpieczelnia jakąś zniżkę nawet za to da?&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jak to dobrze, że biedronka jest tak blisko. Fakt faktem, prawie nic w niej nie ma, ale choćby coś do jedzenia się zawsze znajdzie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;30mbitów (i 2 uploadu) z UPC są fajne. Dostany od nich mocno konfigurowalny modemorouter z wbudowanym wifi też. No i miło, że dorzucają kartę wifi na usb (acz mi się nie przydała). Jeszcze gdyby switch w tym routerze był gigabitowy...&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;45-dniowy okres wypowiedzenia w Asterze jest niefajny. Ich możliwości techniczne też nie są fajne. Za około 90zł płacone w UPC za te 30mbitów, w Asterze dostałbym w porywach do ośmiu-dziesięciu (i odpowiednio niższy upload).&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Własne mieszkanie (znowu) fajnie mieć. Wygląda na to, że będę musiał się zainteresować kupnem jakiejś wiertarki (no i kombinerek, bo mi je chyba monter z UPC przez przypadek podharcerzył) i różnymi takimi związanymi z konserwacją i remontowaniem, bo zapowiada się tego potencjalnie całkiem sporo. A to dziurę na kabel wywiercić, a to karnisze zamontować, coś tam uszczelnić i takie tam.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czas kończyć, bateria w lapku niedługo padnie, a jesteśmy już za Częstochową, niedługo powinniśmy dojeżdżać. Merry Christmass!&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 22 Dec 2009 19:54:18 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/12/22/home-sweet-home/</guid><category>D.C.</category><category>Życie</category></item><item><title>Ne'erd i jego trzecie oko</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/11/05/ne-erd-i-jego-trzecie-oko/</link><description>&lt;p&gt;Będąc w trakcie &quot;Diamentowego Wieku&quot; Stephensona, wpadło mi do głowy, że to przecież Ender, ale &quot;nowocześniejszy&quot;/&quot;realistyczniejszy&quot; (nie ma takiego słowa), bo nie latający w kosmosie i walczący z ufoludkami, tylko taki żyjący na ziemi za dwa pokolenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z kolei oglądając kilka godzin temu pilot &lt;a href=&quot;http://www.imdb.com/title/tt1307824/&quot;&gt;V&lt;/a&gt;, moim pierwszym skojarzeniem było: o, &lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/Taelon&quot;&gt;Taelonowie&lt;/a&gt;! Drugim: whoaa, szkoda, że &lt;a href=&quot;http://www.imdb.com/media/rm23499264/tt0123816&quot;&gt;Da'an&lt;/a&gt; nie wyglądał(o) jak &lt;a href=&quot;http://www.imdb.com/media/rm801151232/tt0303461&quot;&gt;Inara Serra&lt;/a&gt;, czy ten cały &lt;a href=&quot;http://www.imdb.com/media/rm2563148032/tt1307824&quot;&gt;V Commander&lt;/a&gt; (Vimperator?). No a trzecim: tiaaa, oczywiście obecnie wszyscy bohaterowie muszą być bardzo emo (jak w BSG), a wątek sensacyjny powinien być o terrorystach (jak... eee... wszędzie).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie serial zapowiada się ciekawie i cholernie drogo. I dlatego go zdejmą po paru odcinkach. (I tak, wiem, że V to remake jak BSG, a nie zrzynka z Earth: Final Conflict).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A bajdełejem co do EFC w przypadku którego jestem akurat w środku drugiego sezonu, cały czas mi się przypomina pewna dyskusja na blogu Aleksa o &lt;a href=&quot;http://quiston.tpsa.com/blog/index.php/archives/234&quot;&gt;wchodzeniu w umysły scenarzystów&lt;/a&gt;. Zabierając się do oglądania sądziłem, że odpadnę po dwóch odcinkach. I się poważnie zdziwiłem, bo pooglądałem cały jeden sezon ze sporym zainteresowaniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale przyszedł czas na sezon drugi oraz przypadkowe dogooglanie się do bloopersów na youtubie no i patrząc na Leni Parker ucharakteryzowaną na Da'ana, ale mówiącą swoim głosem i zachowującą ruchy człowieka, doznałem dosyć nieprzyjemnego dysonansu. Wtedy dotarło do mnie, że postacie obcych w tym konkretnym serialu stworzone są prawie perfekcyjnie (jak Pilot w Farscape'ie) i że większość aktorów gra przynajmniej kompetentnie, a często bardzo dobrze. Do tego wątek główny jest wystarczająco ciekawy/głęboki, że w wystarczającym stopniu rekompensuje mi sporą dozę idiotyzmów w bieżącym zachowaniu poszczególnych postaci (to się znacznie pogorszyło w drugim sezonie). I jestem nawet w stanie jakoś przełknąć, że &quot;tajni agenci&quot; zawsze włamują się gdzieś i obezwładniają strażników bez masek. I że nigdy nie rejestrują ich żadne kamery/nie rozpoznają później ci strażnicy. I że jeden odcinek odbył się cały w dwóch lokalizacjach i w 1/3 składał się z materiałów z wcześniejszych odcinków (yeah, zmieścimy się w budżecie na ten sezon, będzie na lepsze CGI w finalnym odcinku!). A drugi był o alternatywnej ziemi na której występowały evil twiny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To wszystko jakoś przetrzymuję dlatego, że zawartość pojedynczych odcinków składa się do kupy w kilka głównych wątków, które jednak są głębsze, w których czuję, że scenarzysta próbuje zrobić coś ambitniejszego (i mu nawet wychodzi). I pewnie podobnie bym miał przy ponownej próbie oglądania Farscape'a (no bo sorry, ale jak można przez cztery sezony w każdym odcinku zajmować się nawalającym statkiem kosmicznym), albo Babylon 5 (parę miesięcy temu odpadłem po pilocie+pierwszym odcinku).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ja wiem, że to może trochę naiwne, ale brakuje mi czasów (ostatnio mi różnych czasów brakuje), gdy, hmmm, łykałem daną rozrywkę w całości, bez właściwie żadnej refleksji nad sposobem jej tworzenia. Jak strzelali, to strzelali, jak gadali, to gadali, jak były efekty specjalne, to były efekty specjalne, a ja jak się nudziłem, to &quot;serial był nudny&quot;, a nie &quot;scenarzysta skopał ten odcinek, bo X/Y/Z&quot;. Może nie jest głupim pomysłem, żeby czytać/oglądać mniej, ale tylko te dobre rzeczy, żeby mieć bardziej &quot;naiwny&quot; ich odbiór? Już wystarczy, że kłuje mnie w oczy oglądanie hakerów w TV, albo &lt;b&gt;słuchanie&lt;/b&gt; jak statki kosmiczne latają, nie muszą sobie robić większego kuku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A tu macie bloopersy do pierwszego sezonu:&lt;/p&gt;
&lt;center&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/QGIsRWvkoiA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/QGIsRWvkoiA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;
</description><pubDate>Thu, 05 Nov 2009 03:57:27 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/11/05/ne-erd-i-jego-trzecie-oko/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>Blogizm</category></item><item><title>Tipsy dla pracujących w domu</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/10/26/tipsy-dla-pracujacych-w-domu/</link><description>&lt;p&gt;Jak człowiek siedzi w domu i się obija zamiast pracować, to go nachodzą różne dziwne pomysły. Np. na zrobienie sobie tipsów. Różowych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ewentualnie można też coś kombinować. Ja praktycznie od początku, czyli już ładnych paru lat, miałem problemy z systematyczną pracą. Przez jakiś czas się pracowało dobrze, później coraz gorzej, później się odbijało (&lt;i&gt;oh, pardon&lt;/i&gt;), znowu jakiś czas dobrze... i tak w nieskończoność. Bardzo męczące i frustrujące. W małych firmach jeszcze o tyle upierdliwe, że człowiek ma świadomość, że jak czegoś nie zrobi, to zastępstwa za bardzo nie ma, zadanie będzie niezrobione, kontraktu nie będzie, pieniędzy nie będzie, firma upadnie, na kredyt nie starczy, dom zabiorą, dzieci będą głodne chodzić, AAAAAAAAA!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ostatnio miałem kolejny, przedłużający się cykl Problemów z Zabraniem się do Pie... Roboty (aka PZPR), więc się wkurzyłem i zaproponowałem szefowi System -- ja mu codziennie najdalej w południe (ach ten unormowany tryb dobowy) piszę na żabie co zrobiłem wczoraj i co mam zamiar robić dzisiaj (w formie dwóch zdań; aspołeczny nerd jestem, więc często nawet &quot;hi&quot; nie mówię). On natomiast ma pamiętać, że jak godzina zero minie, to ma się dopytywać wtf i o co kaman.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak na razie się sprawdza, a i szefowi odpowiada, bo na bieżąco wie co ja tak właściwie w danym momencie robię. Miejmy nadzieję, że System nie będzie kolejnym krótkofalowym motywatorem, ale okaże się skuteczny już na stałe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A, i w ramach kombinowania jakby tutaj się odgrzebać spod stosu papierowych notatek, jakiś czas temu postanowiłem wypróbować MindMapy (via &lt;a href=&quot;http://freemind.sf.net/&quot;&gt;FreeMind&lt;/a&gt;) i okazało się to być bardzo funkcjonalnym i &lt;b&gt;ładnym&lt;/b&gt; rozwiązaniem. Ale o tym kiedy indziej.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 26 Oct 2009 20:55:49 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/10/26/tipsy-dla-pracujacych-w-domu/</guid><category>Praca</category><category>Techblog</category></item><item><title>Cztery lata później</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/10/26/cztery-lata-pozniej/</link><description>&lt;p&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Edit:&lt;/b&gt; muszę dawać takim rzeczom poleżakować przed publikacją, bo patetyczny wpis wychodzi drastycznie zbyt patetyczny. I z za dużą ilością uproszczeń.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przejrzałem tego bloga na cztery lata wstecz i okazało się to być bardzo pouczającą podróżą w przeszłość. Najważniejsze spostrzeżenie, to że w tym czasie tworzyło go dwoje różnych ludzi. Do końca 2007, czyli do de facto końca studiów, autor był żywy, zabiegany, pełen różnych pomysłów, przemyśleń, energiczny, lekko walnięty.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od 2008 pisać zaczął człowiek coraz bardziej zdystansowany, apatyczny, coraz częściej (a właściwie coraz rzadziej) piszący tylko po to, żeby na coś pomarudzić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tym człowiekiem teraz jestem. W teorii &quot;wszystko&quot; jest jak trzeba. Od ponad roku jestem z kobietą, z którą jest mi dobrze. Jesteśmy zaręczeni. Za półtora miesiąca będziemy się przenosić do własnego mieszkania. Za 10 miesięcy weźmiemy ślub. Mam dobrą pracę, która zabezpiecza nas finansowo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jednak coś straciłem. Coś ważnego, czego miałem dużo jako nastolatek, coraz mniej w czasie studiów, a co od dwóch lat praktycznie zniknęło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wyjazd do Warszawy miał pomóc. Nowe, stymulujące środowisko!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie pomógł, a przyniósł sporą dawkę nowych problemów, z którymi musimy sobie radzić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;I zmiana stylu narracji.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i teraz zonk. To jest normalne, że z biegiem lat człowiekowi zmieniają się priorytety i zainteresowania i ogólnie mu się może mniej chcieć, acz nie można temu odmówić upierdliwości. To jest tak, jakby trzeba było prawie wszystko zaczynać od początku, gdy się jest w związku i po studiach. Stare zainteresowania nie są już interesujące, albo są niepraktycznie (albo oba na raz), nowych jeszcze do końca nie ma, a nawet jeśli się ma jakieś pomysły, to często trudne w realizacji. Ma to oczywiście swoje zalety, bo człowiek już się nie musi martwić poświęcaniem czasu na szukanie sobie kobiety, acz nigdy bym nie przewidział, że to może być takie... gwałtowne. Myślałem, że przejścia do kolejnych etapów życia będą mniej drastyczne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oh, well. Trzeba próbować od nowa, biorąc pod uwagę nową sytuację i inne priorytety. Mnie Pani Prezes wzięła do komisji programowej Pingwinariów, a na walnym ISOC-PL zostałem członkiem sądu koleżeńskiego (inkwizycja nadchodzi!). Magda z kolei poszła na nowe studia. Zobaczymy jak to będzie.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 26 Oct 2009 04:22:02 +0100</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/10/26/cztery-lata-pozniej/</guid><category>D.C.</category><category>Życie</category></item><item><title>Bootstrap 9.7</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/09/06/bootstrap-9-7/</link><description>&lt;p&gt;Wybrałem się dzisiaj na &lt;a href=&quot;http://bootstrap.pl/2009/08/14/wrzesniowy-bootstrap-%E2%80%93-wracamy-po-wakacjach/&quot;&gt;to&lt;/a&gt; z założeniem, że choćby w celach kulturoznawczych trzeba zobaczyć, jak wygląda zbiorowisko rockstarowych nerdów z macbookami i iphone'ami. Iphone'a żadnego nie widziałem, ale parę maców i owszem. I &lt;a href=&quot;http://quiston.tpsa.com/blog/&quot;&gt;Aleksa&lt;/a&gt; z kaskiem motocyklowym zamiast maca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jestem pozytywnie zaskoczony, bo oryginalny plan miałem taki, żeby pójść z dwa razy na coś takiego, stwierdzić, że z webem 2.0 to ja niewiele mam wspólnego, po czym sobie dać siana. A to było całkiem ciekawe!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przez pierwszą godzinę gadał &lt;a href=&quot;http://paulbakaus.com/&quot;&gt;Paul Bakaus&lt;/a&gt;, lead developer czegoś, co się nazywa &lt;a href=&quot;http://jqueryui.com/&quot;&gt;jQuery UI&lt;/a&gt; i jak rozumiem jest zbiorem widgetów i takich tam w javascripcie. Gadał o owym jQuery UI oraz ogólnie o tym co teraz można zrobić w przeglądarkolandzie i wyglądało to całkiem impressive: hw-accelerated 3d na webkicie, różne zaawansowane ficzery 2d bezpośrednio w css-ie, bez konieczności robienia hacków w js-ie i różne toolsy ułatwiające życie webludziom. Oczywiste skojarzenie było takie, że podobnie musiał wyglądać stan &quot;normalnych&quot; systemów operacyjnych naście lat temu -- techniczne możliwości już są, można tym robić fajne efekty, ale nie wszędzie jest odpowiednie wsparcie, biblioteki jeszcze nie osiągnęły odpowiedniego poziomu dojrzałości no i wydajność w niektórych miejscach kuleje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zapytałem prelegenta o parę rzeczy w tym klimacie i pogadałem z nim chwilę po jego wystąpieniu i highlevelowo sytuacja wygląda tak:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;JS-owe backendowe biblioteki koncepcyjnie mają działać tak samo, jak te systemowe, czyli zapewniać programiście wygodny i przyjazny sposób na tworzenie różnych podstawowych i zaawansowanych ficzerów, a ze swojej strony zajmować się przezroczyście niekompatybilnościami przeglądarkowymi i robić graceful fallback przy nieobsługiwanej funkcjonalności.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;jQuery UI osiągnęło taki poziom rozwoju community, że nawet jeśli jednego core dewelopera rozjedzie autobus, drugi się ożeni, a trzeciego wsadzą za zabójstwo żony, to projekt i tak powinien przeżyć. Or so he says.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Acz projekt oficjalnie sponsorowany przez nikogo nie jest. Sam Paul w poprzedniej firmie pracował nad nim bardziej fulltime'owo, w obecnej znacznie mniej.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Spooooooro lat zajmie dojście do momentu, w którym wszystkie przeglądarki będą obsługiwały w odpowiednio dobry sposób wszystkie API wymagane do tego, żeby w przeglądarce dało się robić takie UI, jak bezpośrednio w OS-ach.
&lt;p&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;A jakiejś specjalnej współpracy pomiędzy programistami jQuery UI, a twórcami przeglądarek obecnie nie ma (hgw jak to wygląda w przypadku alternatyw do jQuery UI).&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mają jakieś fajne frameworki do autotestowania UI.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie -- fajnie, że to zmierza w tym kierunku, ale dlaczego tak przeraźliwie wolno? Jest 2009 ffs! Zanim zwykły śmiertelnik będzie mógł tego używać bez obrzydzenia, to ja pewnie będę miał już gromadkę dzieci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Później gadał &lt;a href=&quot;http://agnieszczak.com/&quot;&gt;Rafał Agnieszczak&lt;/a&gt; (of &lt;a href=&quot;http://www.fotka.pl/profil/ragni&quot;&gt;fotka.pl&lt;/a&gt; fame) o tym jak stwierdził, że ma parę fajnych pomysłów na startupy, ale nie ma czasu ich zrealizować, ale za to ma 200k PLN-ów, żeby zrobili to inni. I tak powstał &lt;a href=&quot;http://startupschool.pl/&quot;&gt;Startup School&lt;/a&gt;, czyli bodajże 10 teamów po 2 osoby każdy (wychodzi 20k per team). Talking pointsy jeśli dobrze pamiętam:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Kompetentni młodzi w dwuosobowych grupach (techniczny+marketingowy) mają całe wakacje na stworzenie funkcjonalnej wersji projektu. Opłacony hotel w wawie przez ten czas i zapewnione miejsca przy biurkach oraz kieszonkowe. Założenie jest takie, że w takich warunkach pracuje się kilka razy szybciej, niż w &quot;normalnej firmie&quot;.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Młodzi ludzie są fajniejsi, niż starzy ludzie (acz były wyjątki, gdzie starzy == 25+ lat), bo im człowiek starszy, tym mniej sobie może pozwolić na tego typu kodowanie przez parę miesięcy po dużo godzin w tygodniu. W sumie się zgadzam -- sam mam 24 lata, narzeczoną, za rok ślub, za pół roku kupowanie mieszkania z kredytem, więc znacznie mniejsze możliwości spędzania czasu w ten sposób. Z przegięć w drugą stronę -- w skład jednego z teamów wchodzi 17-letnia dziewczyna.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;W międzyczasie trza się było pożegnać z trzema osobami.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Za jakieś trzy tygodnie publiczne prezentacje projektów.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Każdy team kodował w czym chciał. Jeden nawet w .NECIE.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Biznes internetowy nie rządzi się jakimiś magicznymi prawami i najlepsza strategia to wymyślić sposób na odseparowywanie użytkowników od ich pieniędzy. Liczenie na dochody z reklam, zwłaszcza przy obecnym rynku, nie jest najlepszym pomysłem.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie facet ciekawie gada.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i na koniec był lightning talk jakiegoś człowieka, co w przyspieszonym tempie w Rubym zaimplementował serwis do wymiany gier (chyba &lt;a href=&quot;http://gametrade.pl/&quot;&gt;gametrade.pl&lt;/a&gt;, ale nie jestem pewien) i z liczb wynika, że nawet mu to wyszło. Interesujące.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na rozmowy &quot;w kuluarach&quot; już niestety nie zostałem i nie miałem okazji się pointegrować (i pomęczyć Paula o aspekty security takiego zwiększania możliwości przeglądarek), bo w pracy miałem spory problem, więc i tak mnie sumienie gryzło, że ponad trzy godziny wyciąłem na obijanie się na imprezie. Acz chyba niepotrzebnie, bo (a) jakbym się pokapował wcześniej, niż o pierwszej w nocy tego samego dnia, że dzisiaj jest bootstrap, to bym sobie piątek lepiej rozplanował i (b) pracowy evil xenU from outer space chyba został pokonany, więc w praktyce jednak miałem znacznie mniej roboty, niż się obawiałem, że mogę mieć. Ale o tym innym razem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podsumowując: czekam na następną edycję. Pewnie się dla odmiany zawiodę, że jakieś webotechniczne lowlevelowe nudy :)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 06 Sep 2009 00:00:54 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/09/06/bootstrap-9-7/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>D.C.</category><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Wykłady!</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/09/04/wyklady-1/</link><description>&lt;p&gt;Przeprowadziłem się do Warszawy m.in. po to, żeby mi się nie nudziło, po czym wynudziłem się przez dwa miesiące wakacji, bo nic się nie działo. Ale koniec z tym!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedną z moich częstych rozrywek (co widać po moim &lt;a href=&quot;http://mmazur.blip.pl/&quot;&gt;blipie&lt;/a&gt;) jest przesłuchiwanie zawartości &lt;a href=&quot;http://www.ted.com/&quot;&gt;TED-a&lt;/a&gt; oraz ostatnio &lt;a href=&quot;http://fora.tv/&quot;&gt;fora.tv&lt;/a&gt;. Ale wystarczy, że robotę (do której zaraz muszę wracać) mam przed komputerem, nie muszę mieć też wszystkich rozrywek. Projekt: ciekawe wykłady na żywo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No i w środę był organizowany przez &lt;a href=&quot;http://www.krytykapolityczna.pl/&quot;&gt;Krytykę Polityczną&lt;/a&gt; połączony z dyskusją wykład o narkotykach w Polsce. Na początku gadał pan Ph.D. z hameryki i to gadał ciekawie i z sensem i paru nowych rzeczy się dowiedziałem (np. o metadonie). Później gadało trzech polityków i dowiedziałem się tyle, że Marek Balicki gada kompetentnie (i że u nas z metadonem strasznie słabo), niejaka Joanna Mucha nie, bo się na tych sprawach nie zna, ale twierdzi, że się chce poznać, a niejaki Bolesław Piecha, szef sejmowej komisji zdrowia... w sumie nie wiem co on właściwie powiedział, poza tym, że dla niego papierosy i alkohol to papierosy i alkohol, a narkotyki to narkotyki (co jest ciekawym tematem samo w sobie).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do tego dowiedziałem się, że salka w redakcji KP jest mała i bardzo duszna, że ja nie lubię się pocić cały czas przez dwie godziny, a jeszcze bardziej nie lubię stać przez tyle czasu w miejscu, bo wystarczy pół godziny, żeby mnie nogi zaczęły boleć. Dodatkowo było tam w cholerę młodych ludzi i jeden to powiedział na głos, a reszta pewnie myślała, że &quot;człowiek powinien mieć prawo do zażywania takich substancji, na jakie ma ochotę&quot;. Część pod tytułem &quot;pytania od publiczności&quot; była mucios chaotyczna, więc mogłem coś przegapić, ale jakoś nie słyszałem, żeby ktokolwiek z obecnych zwrócił uwagę na fakt, że w Polsce jest publiczna opieka zdrowotna, więc za leczenie takich wolnościowców, co się podtruwają różnymi specyfikami, ja później płacę ze swoich podatków. I pan płaci, i pani płaci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Więc o ile jestem właściwie pewien, że używanie/posiadanie niewielkich ilości dowolnego narkotyku powinno być niekaralne oraz że pewnie byłoby sensowne i opłacalne zalegalizowanie sprzedaży popularnych i w miarę nietoksycznych używek typu marihuana, o tyle czy zrobienie tego samego z resztą narkotyków nie odbiłoby się w przyszłości większym obciążeniem publicznej służby zdrowia, to już taki pewien nie jestem. A nie interesowałem się tym tematem na tyle, żeby wiedzieć, czy są jakieś aplikowalne do naszej sytuacji badania na ten temat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Note to self: w przyszłości pojawiać się tam znacznie przed czasem, żeby (a) załapać się na jakieś krzesło i (b) może nawet blisko okna i zbawiennego tlenu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jutro natomiast wybieram się na &lt;a href=&quot;http://emergencja.blogspot.com/2009/08/seminaria-antropocen-noosfera.html&quot;&gt;&quot;Niezwykle rzadkie zdarzenia motorem zmian społecznych&quot;&lt;/a&gt;, bo &lt;a href=&quot;http://bendyk.blog.polityka.pl/&quot;&gt;szef tej całej zabawy&lt;/a&gt; wygląda na takiego, co to też ogląda TED-y, jak mu się nudzi. A później orange festiwal z narzeczoną (według &lt;a href=&quot;http://www.orangewarsawfestival.pl/&quot;&gt;ichniej strony&lt;/a&gt; sama prezydent Warszawy mnie zaprasza!). Oczywiście przy założeniu, że nie będzie lało. A nie zakładałbym się :(&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I tylko się zastanawiam kiedy będzie jakiś wykład lokalnych linuksiarzy, bo bym sobie posłuchał czegoś dobrego, a technicznego. Niby są jakieś lokalne *campy i pewnie się z ciekawości na jeden-dwa przejdę, acz taki ze mnie webdwazerowiec, jak z koziej dupy klarnet, więc pewnie będzie to dla mnie wybitnie nudne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A teraz wracamy do magicznie popsutych xenów :(&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 04 Sep 2009 00:31:04 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/09/04/wyklady-1/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>D.C.</category><category>Nauka</category></item><item><title>Pandanda/petpet park on linux</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/29/pandanda-petpet-park-on-linux/</link><description>&lt;p&gt;If, like me, you can't go more then 24 hours without taking care of your &lt;a href=&quot;http://pandanda.com/&quot;&gt;panda&lt;/a&gt;, but sometimes you find yourself having access to a Linux-only machine, here is a solution for you! ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Flash on Linux is somewhat buggy (both the Firefox plugin and the standalone player) in that it refuses to connect properly to a remote server in games like &lt;a href=&quot;http://pandanda.com/&quot;&gt;pandanda&lt;/a&gt;. They'll probably fix it some day, but for the time being here's a workaround: use standalone flash player for windows via &lt;a href=&quot;http://www.winehq.org/&quot;&gt;wine&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sounds odd, but works. First &lt;a href=&quot;http://www.adobe.com/support/flashplayer/downloads.html&quot;&gt;download the mac+win bundle of flash players&lt;/a&gt;, extract the (non-debug) version of FlashPlayer.exe, run it via wine and point it to a problematic flash game, ..., profit!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Since this is for a kid who doesn't like too much typing and clicking, I've added a desktop shortcut, which in my case executes the following string: &lt;i&gt;wine ~/.wine/FlashPlayer.exe http://play.pandanda.com/pandanda.swf&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Interestingly this also seems to work (although with more graphical glitches, like not displaying the password input box unless you click/tab-press into it) with Nickelodeon's &lt;a href=&quot;http://www.petpetpark.com/&quot;&gt;Petpet Park&lt;/a&gt; (or neopets, beats me what the official name is). The proper flash URL for it would be: &lt;i&gt;http://www.petpetpark.com/games/PPP.R24.swf&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;(I'm using the &lt;a href=&quot;https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/3829&quot;&gt;Live HTTP Headers Firefox addon&lt;/a&gt; to extract those URLs.)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 29 Aug 2009 18:28:32 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/29/pandanda-petpet-park-on-linux/</guid><category>English</category><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Moje biuro</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/25/moje-biuro/</link><description>&lt;p&gt;Oto w jakich warunkach przyszło mi pracować, wypruwając sobie żyły dla kapitalistycznego oprawcy! Tylko spójrzcie!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.flickr.com/photos/mariusz-mazur/4392589935/&quot; title=&quot;Summer office by mariusz.mazur, on Flickr&quot;&gt;&lt;img class=&quot;centered&quot; src=&quot;http://farm5.static.flickr.com/4029/4392589935_26709a0be2.jpg&quot; width=&quot;500&quot; height=&quot;375&quot; alt=&quot;Summer office&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;(Na ziemi leży druga klawiatura, na której piszę palcami u stóp. Dwudziestopalczasty touchtyping FTW!)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 25 Aug 2009 15:06:52 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/25/moje-biuro/</guid><category>Praca</category><category>Różne IT</category></item><item><title>Polskie Informatyczne</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/07/polskie-informatyczne/</link><description>&lt;p&gt;Przyszło mi do głowy, żeby zrobić przegląd polskich organizacji &quot;informatycznych&quot;. Zastanowiło mnie, czy w Polsce jest coś, co działa podobnie jak amerykański EFF, lobbując za i przeciw pewnym rozwiązaniom prawnym, wspierając ludzi źle potraktowanych przez państwo w sprawach związanych z nowymi technologiami oraz ogólnie promując pewien zbiór poglądów na temat miejsca technologii w społeczeństwie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pierwszy pomysł -- &lt;a href=&quot;http://www.isoc.org.pl/&quot;&gt;ISOC Polska&lt;/a&gt;. Ze strony głównej wynika, że ISOC zajmuje się ogólnie pojętą neutralnością technologiczną państwa (i Europy), pisze listy, analizuje różne kawałki legislacji i ogólnie stara się, żeby Było Dobrze. Kojarzę z kilka nazwisk jeszcze z czasów honejowego RWO ładnych parę lat temu, gdy robiłem tam za groupie. Hm, chyba nawet byłem członkiem ISOC-u, ciekawym, czy mnie już wywalili...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;(I tu mi się skończyły pomysły, ale na szczęście na irc-u podpowiedzieli.)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.pti.org.pl/&quot;&gt;Polskie Towarzystwo Informatyczne&lt;/a&gt;. Pobuszowałem trochę po ich stronie i sprawiają dosyć mocno wrażenie akademickiego bunkra. Połowa ich &lt;a href=&quot;http://www.pti.org.pl/formy.php&quot;&gt;form działalności&lt;/a&gt; to organizowanie różnego rodzaju imprez typu konferencyjnego. Po zdjęciach sądząc średnia wieku jest tam dosyć wysoka, zaś z kawałków informacji jakie mi się udało wyczytać wynika, że jakieś ustawy opiniują, coś tam w legislacji pomagają, ale kto, jak, gdzie i dlaczego, to mi się nie udało ustalić. Moja kompletnie nieobiektywna i nie podparta żadnym spójnym wywiadem opinia jest taka, że to taka założona przez akademików jeszcze za Kolumba organizacja, która nadal w znacznej mierze funkcjonuje tak samo jak 400 lat temu. Jak nie jesteś członkiem, to nie jesteś w stanie dużo ustalić poza to, że &quot;PTI uważa iż&quot;. Taki odpowiednik *campów dla ludzi po czterdziestce :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A, no i z newsów na stronie &lt;a href=&quot;http://www.pti.org.pl/om/&quot;&gt;oddziału mazowieckiego&lt;/a&gt; wynika, że ostatnio zajmował się głównie byciem oddziałem mazowieckim (sprawy organizacyjne, jak to formalne stowarzyszenie), organizowaniem jakiegoś spotkania towarzyskiego o którym już coś kiedyś słyszałem (Rapid Baran Development) oraz prelekcją, o której informacja mnie mocno ukłuła w oczy. Otóż stoi tam, że prelegent, niejaki doktor inżynier Iksiński, jest &quot;jednym ze światowych pionierów&quot; tematyki wykładu. Ja wcale nie wykluczam, że tak jest w istocie, ale biorąc pod uwagę, że u nas co drugi profesor i dr hab. jest światowej sławy ekspertem od czegoś tam, to akademikom chcącym rzeczywiście sprawiać sensowne wrażenie wśród normalnych ludzi, którzy nie nawykli do gigantycznego wazeliniarstwa typowego dla polskich środowisk akademickich, sugerowałbym unikanie jak ognia tego typu określeń. Acz możliwe, że to tylko ja mam taką reakcję, bo napawa mnie odrazą myśl o tym, że moim przełożonym mógłby być generyczny polski dr hab.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.piit.org.pl/&quot;&gt;Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji&lt;/a&gt;. Ewidentnie organizacja nastawiona na polskie firmy z branży IT i telekomunikacyjnej. Ma zapewne działać jako &quot;głos&quot; pewnej gałęzi rodzimej gospodarki. Nic ciekawego dla zwykłego śmiertelnika, zwłaszcza takiego, który nie uważa, że dobra legislacja informatyczna, to jest taka, dzięki której członkowie PIIT dobrze zarobią.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I to by było na tyle. EFF-u w sumie nie znalazłem, ale my też nie jesteśmy żadnym frontierem elektroniczności, żeby się u nas precedensy ustalało. Acz w sumie najbliżej jest chyba ISOC.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 07 Aug 2009 23:47:27 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/08/07/polskie-informatyczne/</guid><category>Różne IT</category><category>Techblog</category></item><item><title>Googlecar i terroryści</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/07/28/googlecar-i-terrorysci/</link><description>&lt;p&gt;Sam najprawdopodobniej o tym zapomnę, więc może skorzystam z innych ludzi: jakąś godzinę temu wychodząc z domu natknąłem się na przejeżdżający kilka metrów ode mnie googlecar, więc, wzorem jeńców wojennych, zacząłem się intensywnie wpatrywać w skierowane we mnie obiektywy. Dopiero później mi przyszło do głowy, że i tak będę miał paszczękę zamazaną (pewnie to i lepiej), ale moje charakterystyczne wyblakłe granatowe podkoszulki raczej nie pozostawią wątpliwości kto jest na zdjęciu. Więc jeśli jakimś sposobem zauważysz, że na google mapsach pojawiły się zdjęcia z Kabat, napisz mi maila, albo wrzuć tutaj komcia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jak już gadam o pierdołach -- wracając wczoraj ciapongiem z Opola do Wawy dosiadł się do przedziału nie mówiący po polsku arab (ciemna skóra, duży nos, przez telefon gadał po czymś arabsko brzmiącym), zapytał po angielsku czy może tu usiąść, a jak mu wytłumaczyłem gdzie na bilecie ma napisany numer miejsca i że tak, może tu usiąść, to usiadł obok mnie, położył swoją czarną, bardzo mocno wypchaną torbę na kolanach, po czym po chwili zaczął się w ciszy modlić, co kilka sekund robiąc charakterystyczne czołobitne skłony celując czołem w ową torbę (przedział wagonowy nie pozwala na zbyt dużą swobodę ruchów).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pomyślałem sobie, że druga klasa intercity to chyba nie jest dobry cel ataku terrorystycznego. A może jest? Poza tym facet wydawał się sympatyczny. Ci co wlecieli w WTC też pewnie nie sprawiali &quot;terrorystycznego&quot; wrażenia. Hm, sam pociąg raczej średnim celem ataku jest, acz już stacja docelowa, czyli Warszawa Centrum to co innego (dopiero znacznie później przyszło mi do głowy, że średnim pomysłem jest wysadzanie czegoś o godzinie dziesiątej w nocy, gdy ludzi nie jest dużo).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W trakcie podróży zamieniłem z nim kilka zdań tłumacząc mu, że może dostać ciasteczko i soczek jak chce (intercity ftw!) i że to jest dopiero warszawa zachodnia, a nie centralna. Był ewidentnie wdzięczny za pomoc i podziękował mi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólne spostrzeżenia z mojej podróży z kryptoterrorystą są następujące:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1. Małe książeczki po arabsku czytane przez modlącego się w pociągu araba z czarną walizką łatwo zinterpretować jako jakieś religijne indoktrynatory. Oczywiście mogło to też być &quot;Complete idiot's guide to not looking like a terrorist while in Europe&quot;, tylko po arabsku, ale ja tego nie wiem. Poza tym musiała to być raczej głębsza lektura, bo książeczka była może rozmiaru A6 i miała nie więcej, jak 100 stron, a facet czytał ją wybitnie powoli. Może coś religijno-filozoficznego? Albo poezja?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;2. Nie zazdroszczę krajom w którym ilość muzułmanów jest na tyle wysoka, że nad takimi rzeczami człowiek się zastanawia w trakcie co drugiej przejażdżki komunikacją publiczną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;3. Szkoda, że nie lecę samolotem, bo wtedy byłbym w miarę pewny tego, że teczuszka została prześwietlona i obwąchana przed wniesieniem jej na pokład.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;4. Nie wiem do jakiego stopnia dotyczy to całego mojego pokolenia, ale uważam za potencjalnie krępujące ludzi dookoła okazywanie swojej religijności w miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych. Raczej nie miałbym skojarzeń terrorystycznych, ale też nie byłbym do końca uradowany, gdyby ktoś obok mnie zaczął sobie zmawiać Ojcze Nasz pod nosem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;5. Z drugiej strony dla ludzi aż tak religijnych, że się modlą o różnych porach w trakcie dnia, jest jednak wyrazem szacunku dla ludzi dookoła, że starają się robić to w sposób maksymalnie nieinwazyjny. Taki katolik ma o tyle wygodniej, że może sobie użyć pierścieniowego różańca, więc jeśli zachowuje ciszę, właściwie nie wiadomo co robi. Muzułmanin może zachować ciszę, ale nie wyobrażam sobie jak można wykonać dyskretne skłony.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;5a. No ale to już pech tej konkretnej religii, że osoby religijne są łatwo identyfikowalne optycznie, przez co znacznie bardziej narażone na antypatię ze strony osób postronnych.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 28 Jul 2009 16:37:42 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/07/28/googlecar-i-terrorysci/</guid><category>Życie</category></item><item><title>Autoskracanie wpisów</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/autoskracanie-wpisow/</link><description>&lt;p&gt;Jak działa to autoskracanie wpisów na głównej? To próbuje robić coś mądrego, czy robi najzwyklejszy rand() dla każdego wpisu? Mam wrażenie, że to drugie.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 17 Jun 2009 00:16:17 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/autoskracanie-wpisow/</guid><category>Blogizm</category></item><item><title>Papierologia, grrrrr</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/papierologia-grrrrr/</link><description>&lt;p&gt;Poziom sproceduralizowania społeczeństwa jest idiotyczny. Właśnie ćwiczę przeprowadzanie się ze średniej wielkości miasta do stolicy i ilość rzeczy, które muszę załatwić jest zastraszająca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sprzedaż mieszkania to dogadanie się z agentem od nieruchomości (i to jest ta mniej czaso-, ale bardziej pieniądzochłonna opcja), przyjmowanie oglądających mieszkania, podpisanie umowy przedwstępnej, podpisanie finalnego aktu notarialnego, później latanie z nim (oraz możliwe, że z nabywcą mieszkania) po dostawcach prądu/gazu/internetu, żeby porozwiązywać umowy oraz wpadnięcie do spółdzielni mieszkaniowej (w dwóch różnych lokalizacjach), żeby zrezygnować z członkostwa oraz się wymeldować. A, no i jeszcze w ciągu dwóch tygodni od sprzedaży trza do US-u odpowiedni formularz wysłać, żeby mnie nie opodatkowali.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sprzedanie mieszkania to oczywiście także konieczność przemeldowania się w którymś urzędzie (co chyba wiąże się ze zmianą dowodu?), a później aktualizacja danych w różnych bankach i urzędach (np. w US-ie by się przydało). Ja i tak mam dobrze, że mogę się na jakiś czas u rodziny zameldować, bo z czasowo wynajmowanym w Warszawie mieszkaniem to bym miał pewnie kupę dodatkowej radości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No a ponieważ mam mieszkanie jako siedzibę dla działalności gospodarczej, to (znowu unikając wersji bardziej upierdliwej, czyli przenoszenia się z działalnością od razu do Warszawy) muszę znaleźć nową siedzibę, uzyskać zgodę właściciela tejże siedziby (spółdzielnia), żeby mi aktualny najemca mógł kawałek podnająć, podpisać umowę podnajmu, iść do jakiejś firmy zrobić sobie baner (bo muszę go mieć), po czym słać do spółdzielni pismo, że chcę powiesić takich rozmiarów baner tu i tu, a na koniec czekać, aż przyjdzie jakiś szpec, popatrzy na moją wybraną lokalizację i zaaprobuje wniosek. A jak już sobie przywiercę co trzeba gdzie trzeba, to czas zacząć latać do banków i US-u (kto wie gdzie jeszcze, Urząd Miasta, ZUS?), żeby zaktualizować swoje dane.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W międzyczasie była jeszcze wycieczka do Wawy, oglądanie mieszkań i podpisanie umowy najmu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I to ja jestem ten bardziej ceniący swój czas przedsiębiorca, bo mam biuro księgowe, więc nie muszę się aż tak bardzo martwić bieżącą papierologią :/&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Grrrr. Zaczynam się bać co to będzie, jak za parę miesięcy przyjdzie czas kupować mieszkanie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Już abstrahując od tego, że zrobienie tego wszystkiego jest skomplikowane (trzeba najpierw się dowiedzieć, a później pamiętać o sporej ilości rzeczy), to problem jest taki, że jest to cholernie czasochłonne. Ciekawym, czy jest już dostępny jakiś mass-marketowy outsourcing takich rzeczy. I to taki z ubezpieczeniem OC, żebym mógł się domagać odszkodowania, jak coś zrobią źle.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 17 Jun 2009 00:03:27 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/06/17/papierologia-grrrrr/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item><item><title>Informacyjnie indukowana impotencja decyzyjna</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/23/informacyjnie-indukowana-impotencja-decyzyjna/</link><description>&lt;p&gt;Jeśli umie się szukać, sieć potrafi dostarczyć niezliczonej ilości mądrze brzmiących powodów dla których decyzja, którą chce się podjąć, jest właśnie tą najsłuszniejszą. A ja, mając tego faktu świadomość, staram się zawsze dostać do argumentacji przeciwnej, bo a nuż trafi mi ona do przekonania i zmienię zdanie. A nawet jeśli nie zmienię, to wolę podejmować decyzje mając świadomość wszystkich dostępnych opcji. Nie chroni mnie to oczywiście przed podejmowaniem decyzji błędnych, ale jakoś tak jestem skonstruowany, że wolę stwierdzić &quot;o, jednak ziścił się ten scenariusz, który oceniłem jako mniej prawdopodobny&quot;, niż &quot;WTF, w ogóle nie pomyślałbym, że to się może przydarzyć&quot;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od jakiegoś czasu zauważam, że takie podejście niestety bardzo mocno ogranicza rzeczywistą ilość decyzji, jakie jestem w stanie podjąć. Omówię to na przykładzie &lt;a href=&quot;http://www.dlarafala.pl/&quot;&gt;Rafała&lt;/a&gt;. Co przemawia za Rafałem:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;&lt;a href=&quot;http://www.dlarafala.pl/video_wiedzmin.html&quot;&gt;Wiedźmin&lt;/a&gt; jest cool.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Saryusz-Wolski to wyexpiony boss na wysokim poziomie, więc jego poparcie coś znaczy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mój znajomy, którego osądowi ufam, stwierdził, że Rafał &lt;b&gt;naprawdę&lt;/b&gt; zna się na tej całej unioeuropejskiej robocie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Rafał ma takie CV, które u mnie wzbudza zaufanie -- widać w nim dużo expa.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;A teraz jak wyglądają wątpliwości związane z powyższą argumentacją:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;To, że Żebrowski kogoś popiera, jest mało istotne. Żebrowski może mi się nawet kojarzyć z w miarę sensowną osobą, ale prawda jest taka, że kompletnie nic o nim nie wiem. Facet może uważać, że szczepionki to narzędzie szatana, a sam leczyć się homeopatycznie. Musiałbym go risercznąć, acz w praktyce nie warto, bo naprawdę głupim pomysłem jest traktować artystów jak autorytety.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;O Saryuszu-Wolskim też tak naprawdę nic nie wiem. Wiem tyle, że ma inteligentnie brzmiące nazwisko, które jako brand kojarzy mi się jakimiś europejskimi sprawami. Acz na codzień może być homeopatycznym kreacjonistą. Musiałbym go risercznąć.
&lt;p&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jedna dobra rzecz, to zapewnienie o kompetencji przez kogoś, kogo kompetencji (i umiejętności oceny takich rzeczy) w miarę ufam. Musiałbym na temat Rafała z owym znajomym pogadać i wywiedzieć się więcej. Przy czym...&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;... w (ogólnie pojętym :) CV stoi także niejaki salon24 oraz PO. Salon mi się (pewnie głównie za sprawą &lt;a href=&quot;http://wo.blox.pl/html&quot;&gt;WO&lt;/a&gt;) kojarzy raczej negatywnie, więc musiałbym zrobić dosyć rozległy risercz, jak wyglądała Rafałowa aktywność na tymże salonie. Analogiczna sprawa jest z Platformą -- tak jak republikanom się demokraci kojarzą z nienawidzącymi swojego kraju pedziami, tak mi się polska prawica automatycznie kojarzy z religijnymi i faszyzującymi nieukami, a PO jednak mi się kojarzy prawicowo. Więc musiałbym bardzo rozlegle risercznąć czym się Platforma na forum europejskim zajmuje w sprawach mnie interesujących, a jeśli czymś, z czym się nie zgadzam, to do jakiego stopnia Rafał będzie musiał przestrzegać dyscypliny partyjnej (tzn. czy jest to dla mnie akceptowalne zło).&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jakby tego było mało, kilka odcinków House'a temu scenarzyści uświadomili mi, że tylko mi się wydaje, że jestem mniej podatny na oszustwa, niż przeciętny człowiek. Tak naprawdę można spokojnie zrobić listę sygnałów społecznych, które ludzie tacy jak ja interpretują jako zapewniające o kompetencji i dobrych intencjach, po czym z łatwością je podrobić. Ja serio byłem w ciężkim szoku, że kupiłem tamto oszustwo tak samo gładko, jak biedny &lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/Chris_Taub&quot;&gt;Taub&lt;/a&gt;. I mi się teraz odzywają dzwonki alarmowe w głowie, jak patrzę na zajebistą listę referencji Rafała.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;Z powyższego wynika, że żeby rzeczywiście zagłosować z czystym sumieniem na Rafała, musiałbym wykonać wręcz idiotyczną ilość riserczu, czego na pewno nie zrobię, bo nie nudzi mi się aż do tego stopnia. Czyli co, nie głosować?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No właśnie niestety nie. Polecam przeczytać &lt;a href=&quot;http://www.overcomingbias.com/2009/02/pretending-to-be-wise.html&quot;&gt;ten esej Yudkowsky'ego&lt;/a&gt; w całości. Podsumować go mogę tak: jeśli zobaczysz jak większe dziecko bije mniejsze dziecko, to pewnie myślisz, że masz trzy możliwe reakcje:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;Interweniować w obronie mniejszego.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mniejszy powinien się nauczyć, żeby nie zaczepiać silniejszych. Przyda mu się ta nauka.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Eh, dzieci. Jestem dorosły, nie mam zamiaru się błaźnić mieszając w takie rzeczy.&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;Problem polega na tym, że drugi i trzeci scenariusz różni się czymś tak naprawdę tylko i wyłącznie w czyjejś głowie. Brak reakcji, niezależnie od powodów, jest w efekcie &lt;b&gt;przyznaniem silniejszemu prawa bicia słabszego&lt;/b&gt;. Tak naprawdę wybory są tylko dwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mając tego świadomość, nie mogę kwestii rafałowej &quot;rozwiązać&quot; stwierdzeniem, że podjęcie zadowalającej mnie decyzji jest po prostu zbyt trudne, więc postanawiam &quot;zachować neutralność&quot; i niech inni decydują za mnie. W efekcie jest to równoważne z podjęciem decyzji o (statystycznie nieistotnym) zwiększeniu przewagi głosowej kandydatom o poglądach odmiennych, niż moje własne. Innymi słowy przyznaję &quot;rację&quot; (prawo decydowania) stronie przeciwnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście dosyć kluczowym jest tu ten nawias mówiący o tym, że to, co ja zadecyduję w tej konkretnej sprawie politycznej jest tak naprawdę statystycznie nieistotne. Przy czym ja jestem akurat na takim etapie życia, że staram się szukać &quot;filozofii życiowych&quot;[1] aplikowalnych szerzej dla mojego pokolenia i ludzi o podobnym usposobieniu i w podobnej sytuacji życiowej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Właściwie to bardziej konkretnych implementacji i praktycznych zaleceń; mam małe zaufanie do potencjalnie nadmiernej ogólnikowości tzw. &quot;filozofii życiowych&quot;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eh, przydałaby się jakaś pointa. Najsensowniejsze, co jestem w stanie wymyślić, to że po prostu powinienem na takiego Rafała i jemu podobnych głosować, bo, przy ograniczonych zasobach, jakie jestem w stanie na to poświęcić, jest on wyborem potencjalnie najbardziej bliskim temu, co chciałbym swoim głosem osiągnąć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólniejszy wniosek natomiast jest taki, że dla ludzi takich jak ja, tak naprawdę najlepszym wyjściem jest albo bardzo mocno wkręcić się w interesujące nas aspekty polityki (i może publikować swoje znaleziska), albo wręcz zacząć jakoś współpracować z ludźmi, na których chcielibyśmy głosować, żeby móc ich poznać w wystarczającym stopniu, by głosować z czystym sumieniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Iiiiijasne, zwłaszcza to drugie brzmi bardzo wykonalnie. (A komitety wyborcze kojarzą mi się z wykorzystywaniem naiwniaków do robienia głupich rzeczy. O.)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 23 May 2009 17:37:26 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/23/informacyjnie-indukowana-impotencja-decyzyjna/</guid><category>Analogowe rozrywki</category><category>Nauka</category><category>Życie</category></item><item><title>Stare media po prostu wymrą</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/19/stare-media-po-prostu-wymra/</link><description>&lt;p&gt;Jest bardzo prawdopodobne, że tradycyjne gazety po prostu powymierają. Najlepiej poradzą sobie te publikacje, za które ludzie będą skłonni płacić, głównie niszowe adresowane do profesjonalistów. Sam płacę za subskrypcję &lt;a href=&quot;http://lwn.net/&quot;&gt;lwn-a&lt;/a&gt;, a gdybym był księgowym, to bym pewnie jakieś gazety podatkowe subskrybował. Poza tym -- śmierć masowa, dodatkowo przyspieszona obecnym kryzysem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co zamiast? To, co teraz, tylko bardziej. Globalny kryzys? Chętnie poczytam komentarze finansistów. Nowe ustawodawstwo? Najciekawsza będzie opinia ludzi bezpośrednio przez nowe prawo dotkniętych (ewentualnie jakaś meta-analiza któregoś z think-tanków). Ba, nawet bieżące przepychanki polityczne, od których nota-bene jestem kompletnie izolowany, bo nie czytam polskich źródeł informacji, byłyby pewnie ciekawsze opisywane przez, nie wiem, historyka? W żadnym z powyższych nie ma miejsca na tradycyjny zawód dziennikarza. A już na pewno nie takiego, za którego usługi byłbym skłonny płacić. Nawet przy przekazywaniu informacji ów dziennikarz nie ma czego szukać, bo, po pierwsze, w obecnych czasach jak komuś (np. kandydatowi partyjnemu) zależy na wysłaniu jakiejś informacji w eter, to i tak sam udostępnia swoje materiały w sieci, a po drugie, nie trzeba pracować w gazecie, żeby umieć posiedzieć na takiej konferencji i później spisać swoje wrażenia. Wiem, że w USA odpowiednio znani blogerzy dostają od jakiegoś czasu przepustki prasowe, nie wiem jak to u nas się rozwinęło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najfajniejsze w tym wszystkim będzie to, że ja w końcu będę miał dostęp do informacji, które mnie rzeczywiście mogą zainteresować, a które praktycznie nie miały szans na pojawienie się (głównie z powodów ekonomicznych) w starych mediach. Chciałbym mieć bieżący dostęp do informacji o wszystkich aktach wandalizmu i agresji (a przynajmniej tych zauważanych przez spółdzielnię i/lub docierających do straży miejskiej/policji) w mojej dzielnicy. Miło by było mieć wgląd w to, co robi i na co wydaje pieniądze moja spółdzielnia (i to taki stały, a nie raz na kwartał, jak wydadzą gazetkę z tymi informacjami). W sumie nie mam zielonego pojęcia czym się na co dzień zajmuje samorząd miasta. Ciekawym jak wygląda ilość uczniów i wolnych miejsc w okolicznych szkołach. Jak już będę miał dzieci, to pewnie bym się nie obraził o łatwy dostęp do ogłoszeń parafialnych z jego szkoły. Etc, etc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Znowu -- praktycznie żadna z powyższych informacji nie jest na tyle ważna, żeby istniał ekonomiczny sens płacenia komukolwiek za ich zbieranie. Lokalne dzienniki starają się robić przekrój wszystkich &quot;potencjalnie ważnych&quot; informacji przez co 99% ich zawartości jest dla mnie kompletnie nieinteresująca (dobra, kłamię, nigdy nawet żadnego nie wrzuciłem do czytnika rss; ale co jakiś czas przeglądam papierowe wydanie i prawie niczego nie czytam!). Dodatkowo w gazecie &lt;b&gt;coś&lt;/b&gt; musi być, więc jak nie ma niczego rzeczywiście ważnego (a zazwyczaj nie ma), to się idzie w tani sensacjonalizm, który jeszcze dodatkowo aktywnie odstrasza mnie, jako czytelnika.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedyna szansa, bym rzeczywiście miał łatwy dostęp do &lt;b&gt;interesujących mnie&lt;/b&gt; informacji będzie wtedy, gdy zostanie przekroczona pewna masa krytyczna zinformatyzowania społeczeństwa. Różni ludzie mają różne zainteresowania i w różny sposób spędzają czas wolny. Ja dłubię w open source. Ktoś tam edytuje wikipedię. A mój 76-letni dziadek napisał krótką historię swojej spółdzielni mieszkaniowej, której przez wiele lat był pracownikiem, do jakiegoś jubileuszowego albumiku[1]. Tacy ludzie istnieją i uważam za bardzo prawdopodobne, że będą się w coraz większych ilościach brali za tego typu zajęcia. Zwłaszcza, że jest to potencjalnie bardzo miłe, jeśli piszesz nie do grupy ludzi rozproszonych po całym kraju, tylko właściwie bezpośrednio do własnej społeczności, do ludzi, którzy mogą cię dzięki temu rozpoznać na ulicy[2].&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[1] Ciekawym, czy ją gdzieś opublikowali w sieci. Pewnie nie, bo jeszcze nie myślą tymi kategoriami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;[2] Eh, zamarzyła mi się redukcja typowej dla miast anonimowości mieszkańców, a wszystko dzięki rozwojowi internetu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie mogę się już doczekać tego braku wymuszonego sensjacjonalizmu (jak nie ma o czym pisać, to nie piszesz; nikt ci za to przecież nie płaci). Fakt faktem tego typu odbiór informacji jest &lt;b&gt;znacznie&lt;/b&gt; trudniejszy, niż przeczytanie gazety. Kto wie, może tradycyjne media przetrwają właśnie jako agregatory wiadomości dla ludzi zbyt pogubionych w sieci, by potrafili je sobie samemu znaleźć? Tym bardziej nie będą owe tradycyjne media tak ważne, jak teraz. I jeszcze nudniejsze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedna rzecz mnie wszak zastanawia. Mam niejasne przeczucie, że coś takiego byłoby znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia w mieście małym, a nie dużym. W dużej metropolii tego typu inicjatywy byłyby zbyt rozproszone, zbyt trudno byłoby się do nich dostać. W Opolu zajęcie się sprawami jednej spółdzielni to jest parędziesiąt procent całego miasta. W takiej Warszawie klosz anonimowości może być nie do rozbicia.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 19 May 2009 23:08:41 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/19/stare-media-po-prostu-wymra/</guid><category>Blogizm</category></item><item><title>Coś się zaczyna</title><link>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/03/cos-sie-zaczyna/</link><description>&lt;p&gt;Zgodnie z planem za dwa miesiące powinniśmy już z narzeczoną mieszkać w Warszawie, więc spędzamy sporo czasu rozważając wszystkie za i przeciw i upewniając siebie nawzajem, że to jest właściwy wybór. Wad przenosin jest sporo, główne to wysokie koszty życia, w tym idiotycznie wysokie ceny mieszkań (i niechęć do brania kredytu na 30 lat), a w konsekwencji poważne problemy z posiadaniem dzieci, bo te dzieci trzeba za coś utrzymać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Opolu takich problemów nie ma, ale tylko przy założeniu, że do końca życia będę pracował zdalnie, zarabiając pensję warszawską, a wydając ją tutaj. Bardziej prawdopodobne, że prędzej czy później musiałbym znaleźć robotę na miejscu. I wtedy stałbym się bardzo smutnym człowiekiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale tak naprawdę tutaj trudno nie stać się smutnym człowiekiem. Gdy byłem sam, moje życie składało się z pracy w domu, różnej maści treningów pięć dni w tygodniu, stołowania się w lokalnych restauracjach i spędzania czasu ze znajomymi z radia studenckiego. Z Magdą nasze życie składa się w zasadzie z dokładnie tego samego (powiedzmy, że jej studia odpowiadają mojej pracy), tylko w innych proporcjach (domowe obiadki zamiast restauracji, mniej treningów i znacznie mniej znajomych).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wtedy miałem tego po dziurki w nosie i teraz też mam (a Magda ze mną), tak się po prostu na dłuższą metę nie da żyć. Jeszcze gdy byliśmy sami, spędzanie czasu ze znajomymi było o tyle ciekawe, że coś trzeba jednak robić, żeby się nie zanudzić na śmierć, a przy okazji można szukać partnera. Ale teraz? Mamy parunastu wspólnych znajomych oraz grupę ludzi, których znamy ze studiów, gdzie ja studiować przestałem dawno temu, a Magda przestanie za półtora miesiąca. Ze znajomych, z którymi któreś z nas utrzymuje regularny kontakt, praktycznie wszyscy są, w dowolnej kombinacji: sami, młodzi, dopiero testujący kim są i co lubią, bez konkretnych planów co robić w życiu, bądź z planami sprowadzającymi się do zachowania status quo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chcę sobie pogadać z kimś na tematy zawodowe? Nie mam z kim. Magda chce sobie pogadać z kimś doświadczonym w branży na tematy zawodowe, żeby mieć jakieś pojęcie w którą stronę najlepiej próbować? Nie ma z kim. Chcielibyśmy sobie spędzić czas w gronie znajomych na podobnym etapie życia? Nie mamy takich. Chcielibyśmy sobie pogadać z kimś starszym, preferowalnie już dzieciatym, o tym jakie wybory mamy do dyspozycji i co nas może czekać w przyszłości? Nie mamy z kim.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tym mieście po prostu praktycznie nie istnieje pewna kategoria ludzi. Jak niedawno byłem u honejów, to ich do późna w nocy zamęczałem gadaniem na te tematy, bo ja fizycznie nie mam z kim o tym rozmawiać, a rozmawiać chcę, bo to są sprawy, które bezpośrednio dotyczą mnie, nas, w tej chwili. I to są decyzje, które musimy podejmować i nawet nie mamy się kogo zapytać o dostępne scenariusze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak, możliwe, że się przeliczymy. Że w Warszawie wszyscy będą tylko zapierniczać jak małe samochodziki i nikt na nic nie będzie miał czasu. Że jako ojciec stwierdzę, że i tak nie mam ani czasu ani ochoty na absolutnie nic innego poza zajmowaniem się dziećmi i żoną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale kurwa mać najpierw sprawdzę wszystkie możliwe sposoby na to, by mieć ciastko i zjeść ciastko, zanim po prostu rzucę ręcznik i oleję wszystko.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A zacznę od otoczenia się ludźmi o podobnym nastawieniu.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 03 May 2009 02:06:53 +0200</pubDate><guid>http://mmazur.7thguard.net/2009/05/03/cos-sie-zaczyna/</guid><category>Praca</category><category>Życie</category></item></channel></rss>